18 maja 2020

Straciliśmy złudzenia: wirus zostanie z nami dłużej [cykl badań Ipsos]

90 proc. z nas boi się o przyszłość gospodarki, 75 proc. o los Polski, 58 proc. o własną pracę a 51 proc. o rodzinę. Mimo wątpliwości przestrzegamy reguł epidemiologicznych. Spada ocena działań rządu - wynika z prowadzonych od marca sondaży Ipsos

Od początku marca Ipsos Polska prowadzi regularne pomiary postaw i zachowań społecznych w dobie koronawirusa. Sytuacja jest dynamiczna nie tylko ze względu na zmieniającą się skalę zagrożenia w Polsce i na świecie, ale także ze względu na ogłaszane i modyfikowane przez rząd obostrzenia.

Publikujemy analizę postaw Polek i Polaków autorstwa Marcina Hinza*, antropologa kulturowego i research managera w Ipsos Polska, na podstawie regularnych badań prowadzonych przez Ipsos od początku pandemii

W związku z tym wyniki mogą zmieniać się właściwie z dnia na dzień. Jednocześnie, po 2 miesiącach badań ilościowo-jakościowych, uzupełnianych o Social Listening (monitorowanie mediów społecznościowych) i analizę innych danych, widać pewne tendencje w podejściu polskiego społeczeństwa do zagrożenia.

Straciliśmy złudzenia

Nie ulega wątpliwości, że straciliśmy już złudzenia, że pandemia jest zjawiskiem przejściowym, z którym można uporać się szybko i całkowicie. Rośnie przekonanie, że potrwa długo. Już 1/3 Polaków uważa, że dłużej niż pół roku, podczas gdy miesiąc wcześniej połowa z nas zakładała, że będzie to miesiąc, dwa lub trzy miesiące.

Ipsos, Polacy wobec epidemii

Znacząco wzrasta także odsetek odpowiedzi „nie wiem/trudno powiedzieć”. Z reguły takiej odpowiedzi udzielają osoby o niesprecyzowanych poglądach na dany temat, tutaj może być inaczej.

Z badań jakościowych wiemy, że

są Polacy, którzy zaczynają martwić się, że pandemia nie minie… nigdy.

Wprost wyrażają obawy, że zagrożenie będzie nam towarzyszyć już zawsze, regularnie powracając z mniejszą lub większą siłą.

W jakimś sensie jako społeczeństwo pogodziliśmy się z sytuacją, aklimatyzujemy się w niej. Pandemia nie jest już w odbiorze Polaków chwilowym, niespodziewanym i wielkim wydarzeniem, ale staje się częścią naszego życia codziennego.

Nie śledzimy codziennie informacji, bo "człowiek łapie doła"

Początkowy szok minął, więc nie szukamy już tak często informacji, nie śledzimy codziennie doniesień o zmieniającej się liczbie zarażonych i zmarłych.

Ipsos, postawy wobec epidemii

Trochę dlatego, że przywykliśmy i tego typu wiadomości stają się dla nas nużące.

Innym powodem unikania przez część społeczeństwa wiadomości na temat pandemii jest to, że na poważnie zaczynamy martwić się o swoje zdrowie psychiczne.

Jak mówi nauczyciel ze Skarżyska:

To mnie przeraża i dołuje. Staram się nie myśleć i trzeba robić coś innego, żeby zabić głowę innymi myślami. Przede wszystkim staram się nie oglądać, żeby tych obrazów było jak najmniej, bo człowiek od razu łapie doła”.

Obawy o gospodarkę, Polskę, pracę i rodzinę

Towarzyszy nam nie tylko ogólny lęk i zdenerwowanie, ale też konkretne obawy – o przyszłość nas samych i naszych bliskich, naszych miejsc pracy oraz polskiej gospodarki.

Już dziś 40 proc. Polaków stwierdza pogorszenie się sytuacji materialnej ich gospodarstwa domowego.

Trzeba jednak zauważyć, że – po okresie skokowego wzrostu obaw – oczekiwanie zagrożeń, zwłaszcza tych związanych bezpośrednio z naszym życiem, pod koniec kwietnia nieco się zmniejszył. Ale pozostaje nadal powszechne: 51 proc. boi się o los swojej rodziny, 58 proc. o swoje miejsce pracy, 75 proc. o losy Polski a aż 90 proc. o gospodarkę. Ten ostatni wskaźnik zmniejszył się tylko minimalnie.

Ipsos, postawy wobec epidemii

Maseczki nosimy, nawet tracąc wiarę, że to ma sens

Szybko po tym, gdy zrozumieliśmy, z jak długotrwałym i poważnym zjawiskiem mamy do czynienia, zaczęliśmy wprowadzać do naszej codziennej rutyny kolejne środki ostrożności. Częstsze mycie rąk, dezynfekcje, trzymanie zakupów w „kwarantannie” przed rozpakowaniem, zachowywanie odstępu, unikanie kontaktu ze znajomymi. A w końcu założyliśmy maseczki.

Ipsos, postawy wobec epidemii

Owszem, dziś, gdy mija już ponad miesiąc od wprowadzenia nakazu noszenia maseczek, część z nas przestaje się do tego nakazu stosować lub stosuje go wybiórczo. Maseczkę zdejmujemy całkowicie wieczorem, zsuwamy na brodę, gdy wokół nie ma ludzi, robi nam się za gorąco albo po prostu chcemy napić się czy zapalić. Niektórzy z nas nie wierzą w działanie ochronne maseczek i noszą je tylko po to, żeby nie narazić się na mandat.

Jak relacjonuje informatyk z Warszawy: „Generalnie, jak już dochodzę do domu, to zdejmuję, ale jak idę w jakąś dłuższą podróż z buta, to wtedy zakładam. Ale w nocy z psem to biorę tylko po to, żeby w razie czego powiedzieć coś na zasadzie: zapomniałem założyć. Bo to nie ma sensu”.

Niezależnie od motywacji, nadal jednak większość z nas zachowuje się w tej kwestii odpowiedzialnie. To pozytywne zaskoczenie, biorąc pod uwagę, w jakiej atmosferze wprowadzany był nakaz – poprzedzony wcześniejszym sceptycyzmem wobec sensowności tego rozwiązania, wyrażanym publicznie m.in. przez ministra zdrowia.

Oczywiście, ta i inne niekonsekwencje reprezentantów władzy nie umknęły uwadze polskiego społeczeństwa.

Oceny rządu gorsze, służby zdrowia dobre. "Czy nie chodzi tu o wybory?"

Na początku pandemii ocenialiśmy działania polskiego rządu w większości pozytywnie. Przez cały marzec łączny odsetek odpowiedzi raczej i bardzo dobrze oscylował wokół 70 proc. oraz był zbieżny z oceną działań polskiej służby zdrowia.

Dziś to się zmieniło i już tylko 42 proc. Polaków i Polek daje rządowi dobre oceny.

W tym samym czasie ocena działań polskiej służby zdrowia pozostaje wysoka.

Ipsos, postawy wobec epidemii

Prawdopodobnie splatają się tu dwa obszary, które oceniamy. Jeden to samo rozprzestrzenianie się wirusa w Polsce, które jak dotąd szczęśliwie nie urosło do skali znanej z USA czy bliższych nam Włoch i Francji. Prawdopodobnie dzięki temu wciąż dobrze oceniamy polską służbę zdrowia.

Drugi obszar to szeroko pojęte kwestie gospodarcze – nasze obawy związane z możliwym kryzysem oraz niezrozumienie logiki, jaka przyświeca wprowadzanym i odwoływanym przez rząd regulacjom.

Dostrzegany przez Polaków chaos komunikacyjny, który towarzyszy ogłaszaniu nowych obostrzeń, służy też szerzeniu się teorii spiskowych.

Jak zastanawia się ekonomistka z Radomia „Naprawdę już nie wiem, co o tym myśleć. Nadal stosujemy się z mężem do zasad, ale mamy coraz więcej wątpliwości. Czy w tym wszystkim nie chodzi o wybory? A jeszcze czytam w internecie, że dalej stawiają maszty 5G, a jakoś w mediach o tym się nie mówi. Czy to ma związek z pandemią? Nie wiem, ale jakiś może mieć”.

Po ostatnich tygodniach widać, że brakuje nam szczególnie ruchu oraz kontaktu z innymi ludźmi.

Za długo to trwa

Przetrwaliśmy Wielkanoc bez rodzin, ale dłuższe zachowywanie dystansu do bliskich i upartego siedzenia w domu – staje się zdaniem części Polaków – nie do wytrzymania. Zwłaszcza gdy moment powrotu normalności odwleka się w czasie, a właściwie pozostaje nieznany. Zaczynamy wychodzić.

Ipsos, postawy wobec epidemii

Jak widać, mimo wszystko większość z nas stosuje się do rządowych obostrzeń.

Dyscyplina ta nie wynika jednak z zaufania do decyzji władzy, ale z troski o własną przyszłość – zdrowotną, rodzinną czy ekonomiczną. Czy tak samo będzie za tydzień albo miesiąc? To się okaże.

*Marcin Hinz, antropolog kulturowy, badacz jakościowy, ekspert Polskiego Towarzystwa Badaczy Rynku i Opinii. Na co dzień research manager w Ipsos Polska, wcześniej przez kilka lat związany z sektorem kultury.

Udostępnij:

Marcin Hinz

Marcin Hinz, antropolog kulturowy, badacz jakościowy, ekspert Polskiego Towarzystwa Badaczy Rynku i Opinii. Na co dzień research manager w Ipsos Polska, wcześniej przez kilka lat związany z sektorem kultury.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne