Dwa tygodnie od ogłoszenia daty strajku nauczycieli, ministerstwo nie kwapi się z dialogiem i rozwiązaniem sporu. Przedstawiciele PiS i prawicy dalej atakują nauczycieli, a szczególnie szefa ZNP, Sławomira Broniarza. Marzy im się grzeczny strajk. Używają starych kłamstw, mówią o szantażu, wysadzaniu szkolnictwa w powietrze i wykorzystywaniu dzieci

Strajk nauczycieli jest dla PiS bardzo niewygodny. Opisywaliśmy już reakcje władzy i prawicy na strajk. Przedstawiciele partii rządzącej nie przestają jednak wypowiadać się o nauczycielach, Związku Nauczycielstwa Polskiego i jego przewodniczącym, Sławomirze Broniarzu. Pokazują przy okazji, że zupełnie nie rozumieją, na czym polega strajk.

Broniarz: mamy potężny oręż

Tym razem PiS sprowokował sam Broniarz. W 16 marca w Radiu ZET powiedział:

„Strajk to nie wszystko. Mamy w ręku potężny oręż, jakim jest promocja uczniów. Jeśli go wykorzystamy to edukacji grozi kompletny kataklizm”

Na jego słowa zareagował rzecznik prasowy prezydenta, Błażej Spychalski w rozmowie z portalem wPolityce.pl:

„To zdecydowanie jest szantaż. Mówimy o słowach, które nie ułatwiają dialogu z Ministerstwem Edukacji Narodowej. Nie pomagają samym nauczycielom”.

Na Twitterze wypowiedziała się rzeczniczka PiS:

Swoje dołożyła rzeczniczka rządu Justyna Kopcińska:

„Słowa Broniarza nigdy nie powinny paść. […] Straszenie uczniów jest skandaliczne. […] Nauczyciele są od tego, by im pomóc. Mam nadzieje, że to tylko i wyłącznie słowa p. Broniarza. […] Te słowa są  absolutnie naganne. Pokazują, że to maska człowieka, który chce ten konflikt wykorzystać w celach politycznych”.

Odwracanie uwagi

17 marca, dzień po swojej wypowiedzi o promocji uczniów jako broni w sporze z rządem, Sławomir Broniarz odniósł się do swoich słów:

„Jeżeli jakikolwiek uczeń lub rodzic poczuł się tymi słowami zagrożony, to śmiało mogę powiedzieć, że nie było to moim celem, intencją i za to mogę przeprosić oczywiście. I tak to czynię”

Wyjaśnił też, co miał na myśli:

„Zwracam uwagę na to, że to jest wyraźny sygnał, to próba obudzenia i otrzeźwienia pani minister Anny Zalewskiej i rządu, dlatego że od 14 dni, od momentu rozpoczęcia referendum, nie pojawiły się żadne propozycje ze strony rządowej, które by miały ten konflikt wyciszyć”

Skupiając się na atakowaniu Broniarza, PiS odwraca uwagę od istoty sporu. Chociaż od ogłoszenia strajku 4 marca minęły dwa tygodnie, ze strony ministerstwa edukacji pod kierownictwem Anny Zalewskiej brak jakichkolwiek działań na rzecz rozwiązania sporu między nauczycielami a ministerstwem. Minister Zalewska powtarza jedynie – fałszywie – że nauczyciele dostali od rządu PiS największe podwyżki w historii i opracowuje plan, jak, pomimo strajku, przeprowadzić egzaminy.

Strajk? Tylko grzecznie

Politycy PiS nie rozumieją, na czym polega strajk. Ryszard Legutko w „Salonie politycznym Trójki” powiedział:

„To tak jakby lekarz powiedział, że odmówi przeprowadzenia operacji. […] Są różne formy nacisku na władzę, ale pewnych rzeczy nie tylko robić, ale również mówić nie wolno”.

To zupełnie nietrafione porównanie. Nie można odmówić nauczycielom prawa do strajku, powołując się na społeczne znaczenie zawodu. Lekarze również organizują strajki, ale nie oznaczają one, że odmawiają ratowania życia. W przypadku strajku nauczycieli nikt życia nie straci.

Zastrzeżenia do formy mają też inni przedstawiciele prawicy. Piotr Apel z Kukiz’15 uważa, że osoba szefa związku zawodowego nauczycieli odwraca uwagę od kwestii merytorycznych:

„Jestem przekonany, że ważny temat zarobków w systemie edukacji znika. Pojawia się temat samego ZNP i Sławomira Broniarza. Nie może być tak, że słuszny cel jest przyćmiewany przez środki, które stosuje się do jego osiągnięcia. Dyskusja sprowadzona jest do personaliów, eventów, a nie spraw merytorycznych”.

Polityk Kukiz’15 powiela tu narrację PiS i ich opowieść o strajku, którą można streścić następująco: strajk jest dopuszczalną formą dochodzenia swoich praw, ale należy go prowadzić grzecznie, aby nikomu nie zaszkodzić.

Problem w tym, że strajk jest ostateczną formą dochodzenia swoich praw i obrony interesów w momencie, gdy inne środki zawiodły. Dlatego jego forma musi być głośna, aby zwrócić uwagę opinii publicznej i zmusić rządzących do odniesienia się do postulatów. Właśnie o to chodzi w strajku: likwiduje on asymetrię między pracownikami budżetówki a rządem i to rząd – dla odmiany – jest do czegoś zmuszony. Może właśnie to tak bardzo nie podoba się politykom PiS?

Słuchając wypowiedzi przedstawicieli partii rządzącej można odnieść wrażenie, że jedyna akceptowalna dla nich forma strajku nauczycieli to protest podczas letnich wakacji.

Strajk ZNP jest prowadzony zgodnie z prawem i ogłoszony z wyprzedzeniem. Daje to czas minister Zalewskiej na odniesienie się do postulatów nauczycieli. Wypowiedzi przedstawicieli PiS i rządu, które potępiają strajk nauczycieli, mają odwrócić uwagę od porażki minister Zalewskiej w zarządzaniu sytuacją wokół zmian w oświacie, pensji nauczycieli i zbliżającego się strajku.

Broniarz terrorysta

Wyjaśnienia Sławomira Broniarza nie zatrzymały członków PiS przed atakowaniem szefa ZNP za jego wypowiedź. W pierwszym programie polskiego radia Łukasz Schreiber, sekretarz stanu w Kancelarii Premiera mówił 18 marca:

„Można powiedzieć, że [Sławomir Broniarz] jest dość łaskawy, bo taki cesarz Henryk V Salicki to dzieci przywiązywał do machin oblężniczych. On tylko zapowiedział, że posłuży się nimi, by wywalczyć wyższe wynagrodzenia”

To podobny zabieg do okładki tygodnika „Gazeta Polska” z 11 marca, na której Broniarz został przedstawiony jako terrorysta z karabinem w ręku. PiS i jego media próbują odmalować szefa ZNP jako potwora, któremu zależy na krzywdzie dzieci. Ministrowi Schreiberowi przypominamy, że cesarz Henryk V Salicki jest świętym Kościoła katolickiego. Czy katolikowi przystoi tak „szkalować” osobę otoczoną kultem?

Zapętlone kłamstwa

W programie TVP „Woronicza 17” wiceminister kultury Jarosław Sellin powiedział: „Żaden rząd w ostatnich 30 latach nie zapewnił nauczycielom takiej podwyżki, jaką myśmy zaproponowali. W ciągu półtora roku zaledwie podwyżka sięga 16 proc.”

To zdanie, które PiS powtarza jak mantrę. Za każdym razem jest to jednak to samo kłamstwo. W latach 2008-2012 – w czasach rządów PO-PSL – pensje nauczycieli wzrosły w sumie aż o 42 proc. (niemal 1000 zł brutto). Pisaliśmy o tym wielokrotnie, m.in. w tekście „Zalewska: W historii nie było podwyżek w takim tempie. OKO.press: Pani minister, były!”

Sellin nie poprzestał na jednym kłamstwie. Powiedział też:

„Dlaczego Sławomir Broniarz jest taki rozogniony teraz? Powiem ostro – bo jest po prostu postkomunistycznym śpiochem. Kiedy rządziło SLD, to siedział jak mysz pod miotłą, bo nie będzie uderzał w swoich towarzyszy. Jak rządziła PO, to zrobił to samo, bo w gruncie rzeczy zauważył, że PO realizuje interesy postkomunistycznego salonu. Budzi się tylko wówczas, kiedy rządzi prawica”.

To również nieprawda. Nauczyciele zrzeszeni w ZNP manifestowali swoje niezadowolenie na ulicach Warszawy chociażby w listopadzie 2002 roku za rządów SLD czy w listopadzie 2013, kwietniu i październiku 2015 roku, za rządów PO-PSL.

Swoje trzy grosze dorzucił też na Twitterze wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki:

Wypowiedź Terleckiego jest doskonałym podsumowaniem absurdalnych zabiegów retorycznych PiS wobec nauczycieli.

Absolwent historii na UJ, arabistyki na UAM i Polskiej Szkoły Reportażu. Publikował m.in. w Res Publice Nowej, magazynie Kontakt, miesięczniku Znak i Tygodniku Powszechnym. W OKO.press pisze o polityce.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym