2 maja w największych sklepach dyskontowych odbył się strajk włoski. Mimo że pensje regularnie rosną, pracownicy Biedronki, Tesco, Auchan, Dino, Makro i Arel protestują przeciwko warunkom pracy, nadmiarowi obowiązków i zawiłemu, nierównemu systemowi wynagradzania. Domagają się wzrostu płac i dialogu ze związkami zawodowymi

Zdawałoby się, że tak „dobrze” kasjerzy i kasjerki nie mieli nigdy. Od kilkunastu miesięcy systematycznie rośnie wynagrodzenie w największych sieciach sklepów. W branży handlowej ogłoszono wojnę płacową o pracowników. Liderem w podwyżkach jest portugalski koncern Jeronimo Martins, właściciel sieci „Biedronka”. Od 1 kwietnia podstawowa pensja w „Biedronce” wynosi 2450 zł brutto, ale aż 350 zł z tej kwoty podlega obostrzeniom. Przysługują one tylko tym pracownikom, którzy nie biorą urlopów (np. chorobowych) i zwolnień, do których mają prawo. Oznacza to, że kwota nieobwarowana warunkami wynosi jedynie 100 zł powyżej płacy minimalnej, która od stycznia 2017 roku wynosi 2000 zł brutto.

Handlowa „Solidarność” w komunikacie prasowym przed strajkiem 2 maja 2017 podkreślała, że wzrostowi płac towarzyszą inne negatywne dla pracowników zjawiska. Pracownicy handlu skarżą się przede wszystkim na przeciążenie pracą. W sklepach wciąż zatrudnia się zbyt mało osób.

Adam Bujara, przewodniczący Krajowego Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ Solidarność: „Na pracowników nakładane są kolejne obowiązki, co nie pociąga za sobą wzrostu wynagrodzeń. Sieci handlowe chwalą się w mediach podwyżkami płac, ale są one bardzo niewielkie i nie odpowiadają oczekiwaniom załogi.

Co więcej, często wraz ze wzrostem wynagrodzenia zasadniczego odbierane są inne składniki płac. W efekcie na tych podwyżkach pracownik wychodzi na zero lub nawet traci”.

Inne składniki płac to m.in. premie czy dodatki socjalne.



Protest za ladą

Akcja „Pan da” (z 2 maja 2017 roku) to inicjatywa oddolna. Miała zwrócić uwagę na ciężką pracę, którą wykonują osoby pracujące w sklepach. „W ostatnich kilkunastu latach poziom zatrudnienia w poszczególnych sklepach należących do dużych sieci handlowych systematycznie spada. Obowiązkom, które kiedyś wykonywały dwie lub trzy osoby, obecnie musi podołać jeden pracownik. Z danych Eurostatu wynika, że zagraniczne sieci handlowe działające w Polsce – w swoich macierzystych krajach zatrudniają w porównywalnej wielkości placówkach handlowych nawet dwukrotnie więcej pracowników.

Polska jest traktowana jak kraj drugiej kategorii. Praca jest dwa razy cięższa, a klienci przez niedobór pracowników są obsługiwani znacznie gorzej”.

Strajk polegał na „przesadnie skrupulatnym i dokładnym wykonywaniu powierzonych obowiązków przez pracowników i przestrzeganiu obowiązujących w danym sklepie procedur”. Pracownicy do ubrań przykleili naklejki i rozdawali klientom ulotki informujące o warunkach pracy.

PR zamiast realnej zmiany

System wynagrodzeń w sieciach jest bardzo zawiły i ogólny wzrost płac nie zawsze przekłada się na wyższą pensję pracownika. W odpowiedzi na doniesienia medialne o kwietniowej podwyżce w sieci sklepów „Biedronka”, związkowcy wydali oświadczenie, w którym skrytykowali koncern za prowizoryczne działania. Zwrócili uwagę, że wszelkie zmiany prowadzone są bez reprezentacji związkowej czy innych ciał społecznych. Komunikat o kolejnej podwyżce wypłynął 3 kwietnia 2017, na dwa dni przed planowanym negocjacjami z NSZZ „Solidarność”.



Piotr Adamczak, przewodniczący Solidarności w „Biedronce”, podkreślał, że choć płace wzrosną, to decyzje koncernu daleko odbiegają od oczekiwań pracowników. Najboleśniejszy jest system oceny pracy wpływający na pensje. Na nagrody, premie i dodatki roczne mogą liczyć ci, których frekwencja w pracy bliska jest 100 proc. To z systemu gratyfikacji z pewnością wyklucza osoby, które mają dzieci. Na zmianach stracili też pracownicy z najdłuższym stażem. Ci, którzy przepracowali przynajmniej 5 – 10 lat nie mogą już liczyć na obowiązkowy wzrost wynagrodzeń. „Doświadczeni pracownicy zamiast zyskać stracą, a to oni są motorem napędowym tej firmy i zasługują na to, aby być docenieni przez pracodawcę” – dodaje Adamczak.

To wszystko sprawia, że brakuje rąk do pracy. Adamczak: „Choć pracodawca chwali się w mediach podwyżkami, ludzie wiedzą jak naprawdę wygląda praca w Biedronce i nie garną się do niej.

Z kolei „starzy” pracownicy, którym ciągle dodawane są nowe obowiązki, nie wytrzymują fizycznie oraz psychicznie i zwalniają się z pracy.

Pracodawca zamiast rozmawiać ze związkami zawodowymi o tym, jak zatrzymać ludzi w firmie i przyciągnąć nowych pracowników woli stosować piarowskie sztuczki w mediach”.

Pensje różnicuje też geografia i wielkość  sklepu. Podczas, gdy w woj. mazowieckim średnie wynagrodzenie w handlu wynosi 3900 zł, to w województwie podkarpackim już tylko 2500 zł. Dysproporcje ujawniło badanie wynagrodzeń firmy Sedlak&Sedlak z 2016 roku. Wykres przedstawia medianę wynagrodzeń w handlu detalicznym według województw.

Źródło: ogólnopolskie badanie wynagrodzeń, Sedlak&Sedlak, 2016

Polska Organizacja Handlu i Pracy: protest nieuzasadniony

Polska Organizacja Handlu i Pracy uważa, że roszczenia związków zawodowych odbiegają od rzeczywistości przedsiębiorców i średnich zarobków w kraju. Prezes Renata Juszkiewicz podkreślała, że branża handlowa tworzy ogromną ilość miejsc pracy dla osób nisko wykwalifikowanych. „Ogółem generujemy około 2,2 mln. miejsc pracy. Zagraniczne koncerny tworzą rokrocznie powyżej 5 tys. nowych miejsc pracy. W sklepach znajdują zatrudnienie ludzie o podstawowych kwalifikacjach. Branża handlowa jest jednym z największych pracodawców w grupie studentów i osób po 50. roku życia”.

POHiD uważa też, wbrew stanowisku związków i protestujących, że branża handlowa w obecnym kształcie tworzy możliwości rozwoju. „Początkowa stawka to 2450 zł. Jeśli ktoś chce awansować, ma do tego możliwości. Nabór na stanowiska kierownicze prowadzony jest w pierwszej kolejności w ramach rekrutacji wewnętrznej” – dodaje Juszkiewicz.



Istotny jest też wpływ wzrostu wynagrodzeń w handlu na wzrost wynagrodzeń w innych sektorach. Według Juszkiewicz w ten sposób ich branża pozytywnie wpływa na cały rynek pracy w Polsce. Sieci oferują też novum w postaci licznych „bonifikatów i bogatego pakietu socjalnego”.

Presja płacowa

Sygnały płynące z rynku świadczą o tym, że jest to dobry moment na protest. Od wielu miesięcy poprawia się sytuacja pracowników w Polsce. Mówienie o „rynku pracownika” jest jeszcze trochę na wyrost, jednak nie sposób nie zauważyć zmian. Stopa bezrobocia rejestrowanego, mimo że na dobre nie ruszyły jeszcze prace sezonowe, jest jedną z najniższych w ostatnim ćwierćwieczu. Biorąc pod uwagę to, że bezrobocie fluktuuje w 9-10 letnich cyklach, to wiele wskazuje na to, że mamy przed sobą jeszcze co najmniej rok bicia rekordów w niskim bezrobociu.

Od 1 stycznia 2017 roku nie tylko wzrosła pensja minimalna do 2000 zł brutto (pensja minimalna rośnie od wielu lat, rok 2017 nie był pod tym względem wyjątkowy), ale również wprowadzono obowiązkowe minimalne godzinowe wynagrodzenie na umowach zlecenia, co było sygnałem, że rząd zamierza walczyć z nieuczciwymi pracodawcami, zatrudniającymi pracowników z obejściem kodeksu pracy. Inną sprawą jest to, czy ta walka będzie naprawdę skuteczna.

Do tego dochodzi program 500 plus, który może wpływać na pozycję negocjacyjną nisko wykwalifikowanych kobiet. Co prawda niedawne badanie NBP mówi, że program 500 plus mógł obniżyć, a nie podwyższyć tzw. płacę progową (pieniądze, za które badani decyduję się pójść do pracy), jednak respondenci wypowiadali się jeszcze przed wprowadzeniem programu. Wydaje się, że osoby w nisko płatnych sektorach rynku pracy – przynajmniej osoby posiadające dzieci – mają większą swobodę w negocjowaniu podwyżek, ponieważ mają finansową poduszkę bezpieczeństwa, której wcześniej były pozbawione.

Wszystko to wpływa na to, że pracodawcy chętniej dają podwyżki. Jeszcze w 2013 roku według raportu Work Service jedynie 2,8 proc. pracodawców zamierzało dać podwyżki swoim pracownikom. Według badania przeprowadzonego w I kwartale 2017 roku odsetek pracodawców, którzy są skłonni podnieść pensje w nadchodzącym kwartale wyniósł 28,8 proc.


Abonament na wolność słowa

Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Redaktor "Codziennika Feministycznego". W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.

Kamil Fejfer
Kamil Fejfer

Analityk nierówności społecznych i rynku pracy związany z Fundacją Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych, prekariusz, autor poczytnego magazynu na portalu Facebook, który jest adresowany do tych, którym nie wyszło, czyli prawie do wszystkich.
W OKO.press pisze o polityce społecznej i pracy.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym