0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Agata KubisFot. Agata Kubis

13 czerwca 2024 r. w życie weszło rozporządzenie o zamknięciu strefy buforowej na granicy polsko-białoruskiej. Przeciwko zamknięciu strefy protestowały m.in. organizacje humanitarne i mieszkańcy. Rząd chwali się, że zamknął strefę dopiero po konsultacjach z mieszkańcami i przedsiębiorcami. W stosunku do pierwotnego projektu strefa jest też dużo węższa.

Wersja KO

„Nie ma żadnych powodów, by odcinać granicę od mediów” – powiedział 12 czerwca 2024 r. w „Sygnałach Dnia” szef MSWiA Tomasz Siemoniak.

Czy ma to odzwierciedlenie w rozporządzeniu? Nie. Wejście do strefy dla mediów i organizacji pomocowych jest uregulowane dokładnie tak samo, jak w czasie rządów PiS (strefa zamknięta obowiązywała od września 2021 do czerwca 2022), czyli za pomocą art. 12b ust.2 Ustawy o ochronie granicy państwowej:

„W uzasadnionych przypadkach właściwy miejscowo komendant placówki Straży Granicznej może zezwolić na przebywanie, na czas określony i na określonych zasadach, na obszarze objętym zakazem, o którym mowa w art. 12a ust. 1, innych osób niż wymienione w ust. 1, w szczególności dziennikarzy w rozumieniu art. 7 ust. 2 pkt 5 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 roku – Prawo prasowe”.

Rządzący podkreślają jednak, że sytuacja będzie inna — organizacje i media będą mogły wchodzić do strefy, po otrzymaniu zgody od lokalnego komendanta Straży Granicznej. Sprawdziliśmy to.

Po co pani 10 h?

Nasza dziennikarka poprosiła o możliwość realizacji materiału w „przy słupkach granicznych w Wysokim Bagnie i od Dziedzinki do granicy oraz okolice rezerwatu Kozłowe Borki”. Zawnioskowaliśmy o możliwość bycia w strefie przez 10 godzin. Okazało się, że 10 godzin to za dużo.

„Uprzejmie informuję, że wnioski są załatwiane w czasie pracy administracji i pani wniosek zostanie rozpatrzony w poniedziałek (mamy 7 dni na rozpatrzenie), wejście na pas drogi granicznej jest zabronione odrębnymi przepisami, więc nie może Pani podejść do żadnych „słupków”, nie widzę też powodu, aby Pani przebywała 10 godzin w strefie, proszę więc wybrać jedną lokalizację i czas do 2 godzin jak pozostali dziennikarze. Intencją rozporządzenia jest ograniczenie pobytu osób postronnych, dlatego w strefie przebywają wyłącznie służby, zgodnie z przepisami komendant placówki może określić zasady pobytu w strefie” – napisał do dziennikarki OKO.press komendant placówki w Białowieży.

Przeczytaj także:

Zgody jeszcze nie dostaliśmy.

„Sprawę można przyspieszyć”

Dzwoniliśmy także do placówek SG w Dubiczach Cerkiewnych, Narewce, Białowieży i Czeremsze (czyli tych, które obsługują strefę buforową). Uzyskaliśmy tam informację, że o zgodę należy wystąpić mailem, wskazać cel wejścia do strefy ramy czasowe oraz obszar.

Poinformowano nas, że faktycznie — jak widać powyżej — problemem będzie rozpatrzenie wniosków poza godzinami pracy. W jednej z placówek powiedziano nam, że wydawanie decyzji w te dni może nie być możliwe.

W Białowieży dowiedzieliśmy się — tak jak pisał komendant w cytowanym powyżej mailu — że placówka ma na rozpatrzenie wniosku 7 dni roboczych.

W innych placówkach wskazywano, że decyzja może być wydana szybciej — w 1-2 dni lub nawet w kilka godzin. W dwóch placówkach podkreślono, że jeżeli sprawa wejścia do strefy będzie pilna, decyzję można jeszcze przyspieszyć.

Z powyższych informacji wynika jedno – wszystko zależy od komendantów placówek Straży Granicznej.

W najbliższych dniach będziemy sprawdzać, czy i w jakich warunkach osoby pomagające i media są wpuszczane do strefy.

Lekarze bez granic: poprosimy o nielimitowane wejście

Na razie nie mamy informacji, czy aktywiści są wpuszczani do strefy. Wiemy natomiast, że o nielimitowane wejście poprosiła organizacja Lekarze bez granic, która działa i pomaga na granicy polsko-białoruskiej. "Do tej pory otrzymaliśmy tylko ograniczony dostęp do określonego obszaru. W tym tygodniu rozpoczynamy negocjacje z decydentami na Podlasiu. W najbliższych dniach sytuacja może się więc zmienić.

MSF [Medecins sans frontieres — Lekarze bez granic] poprosi o nieograniczony i niezależny dostęp do całej strefy, żeby móc udzielać pomocy humanitarnej i medycznej osobom potrzebującym".

Jeszcze w ubiegłym tygodniu RPO alarmował, że strefa może oznaczać ograniczenie praw obywatelskich i prawa do informacji. Pisaliśmy o tym tutaj.

Alert RCB

Strona rządowa zapewnia, że strefa została ograniczona i nie zaszkodzi turystyce. Jednocześnie w weekend osoby zza granicy mogły otrzymać angielską wersję alertu Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Osoby z polskimi numerami przebywające niedaleko strefy otrzymały taki komunikat:

„Uwaga! Zakaz przebywania w strefie buforowej przyległej do granicy z Białorusią. Stosuj się do poleceń służb. Bądź czujny i informuj o podejrzanych osobach”.

Jak informuje prof. Rafał Kowalczyk, przyrodnik z Instytutu Biologii Ssaków PAN, cudzoziemcy lub Polacy z zagranicznym numerem telefonu otrzymali taki sam komunikat, jednak z dodatkowym zdaniem: „Żołnierze mogą użyć broni”.

Rasistowski ściek Mateckiego

W ten sam weekend — pierwszy po wprowadzeniu strefy — w prawicowych mediach społecznościowych zawrzało. Najbardziej aktywny był tutaj poseł Suwerennej Polski, Dariusz Matecki. Co chwila publikował na portalu X zdjęcia przypadkowych czarnoskórych osób i przekonywał, że to już „inwazja”.

Wtórował mu m.in. Janusz Kowalski, także poseł SuwPolu: „To nie jest śmieszne. Taką przyszłość szykują Polakom Donald Tusk, Rafał Trzaskowski i Szymon Hołownia. Polskie kobiety będą molestowane na polskich ulicach. Po zmroku Polacy będą bali [się] wyjść na zewnątrz. Wzrośnie przestępczość. Ataki z maczetami staną się powszechne. Zaczęło się”.

Zamieścił też zdjęcie czarnoskórych mężczyzn na przystanku autobusowym w Czerlonce – mieli być dowodem na to, że „zaczęło się”. Prof. Michał Żmichorski, dyrektor Instytutu Biologii Ssaków PAN, wyjaśnił na portalu X: „Ostatnia rzecz, jakiej teraz potrzeba u nas na Pograniczu, to szczucie i straszenie uchodźcami. Ci ludzie są oficjalnie zgłoszeni, czekają na Straż, nikomu nie zagrażają, towarzyszą im wolontariusze z Grupy Granica, była tam policja, która nie stwierdziła zagrożenia. Więc nie pomagajcie Łukaszence i nie róbcie sensacji”.

;
Magdalena Chrzczonowicz

Naczelna OKO.press, redaktorka, dziennikarka. W OKO.press od początku, pisze o prawach człowieka (osoby LGBTQIA, osoby uchodźcze), prawach kobiet, Kościele katolickim i polityce. Wcześniej pracowała w organizacjach poarządowych (Humanity in Action Polska, Centrum Edukacji Obywatelskiej, Amnesty International) przy projektach społecznych i badawczych, prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/edukatorek, realizowała badania terenowe. Publikowała w Res Publice Nowej. Skończyła Instytut Stosowanych Nauk Społecznych na UW ze specjalizacją Antropologia Społeczna.

Komentarze