Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: fot. Traperska Osadafot. Traperska Osada

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

„Oskarżony działał bez jakiegokolwiek powodu, z pełną pogardą dla obowiązującego porządku prawnego, co świadczy o jego znacznej demoralizacji. Sąd przyjął, że oskarżony zabił to zwierzę ze szczególnym okrucieństwem. To zasługuje na szczególne potępienie w postaci wymierzenia mu surowej kary” – mówił sędzia Robert Grześ. Wyrok zapadł w Sądzie Okręgowym w Poznaniu. Łukasz S., który zakatował strusia Zenka, został skazany na siedem lat bezwzględnego pozbawienia wolności.

Kara za samo znęcanie się nad zwierzęciem to cztery lata pozbawienia wolności, kolejne trzy lata sąd dodał za inne przestępstwa.

„Jeden z najwyższych w historii polskiego orzecznictwa wyroków za znęcanie się nad zwierzęciem!” – komentuje Katarzyna Topczewska, adwokatka, która reprezentowała w tej sprawie Fundację Viva i opiekuna Zenka – Jarosława Tylkowskiego z Traperskiej Osady w miejscowości Bolechówko pod Poznaniem.

Zenek wrócił do domu. Tam umarł

Tragiczną historię strusia Zenka opisywaliśmy w OKO.press w styczniu 2025 roku. „W sumie były trzy nocne włamania w odstępie dosłownie kilku dni. Napastnicy przecinali ogrodzenia zewnętrzne posesji i wewnętrzne, które okalały wybieg strusia” – mówił Jarosław Tylkowski.

Za trzecim razem struś zniknął ze swojego wybiegu.

„Napastnicy ponownie przecięli ogrodzenia, wtargnęli na wybieg strusia i go uprowadzili. Chociaż być może Zenek im po prostu uciekł z tej zagrody, w której mieszkał, próbując się jakoś bronić. Bo wszystko wskazuje na to, że był po prostu katowany przez swoich oprawców” – relacjonował właściciel Traperskiej Osady. „Nie było nawet wiadomo, gdzie go szukać, jeśli wybiegł z naszego terenu w środku nocy w panice, w amoku. Mógł być wszędzie. Ale wszystko wskazuje na to, że uciekł i schował się przed swoimi oprawcami gdzieś w okolicy, bo po kilku godzinach, około południa, wrócił do nas sam. Jednak to było miejsce, które było dla niego domem” – mówił.

Przeczytaj także:

Struś był w bardzo złym stanie. Miał złamane skrzydło, uszkodzone oko, poobijaną głowę. Niedługo później zmarł.

„Zenek musiał być okładany kijem po całym ciele. Został po prostu zmaltretowany” – mówił Jarosław Tylkowski. Ustalono, że strusia uprowadziło trzech mężczyzn – ale decyzją prokuratury tylko jeden z nich, Łukasz S. odpowiadał przed sądem za znęcanie się nad zwierzęciem ze szczególnym okrucieństwem. Jego koledzy zostali oskarżeni jedynie o zakłócenie miru domowego – mieli pomóc Łukaszowi S. w dostaniu się do Osady i nagrywać film z katowania Zenka.

Łukasz S. chciał zgwałcić Zenka

Proces oprawcy strusia Zenka ruszył 20 listopada przed Sądem Okręgowym w Poznaniu. Łukasz S. – jak wynika z ujawnionych w trakcie procesu wiadomości – włamywał się do Traperskiej Osady z planem zgwałcenia zwierzęcia.

W akcie oskarżenia prokurator zarzucił mu, że uderzał Zenka tępym narzędziem, kopał go, ciągnął za skrzydła i szyję, czym doprowadził nie tylko do uszkodzeń zewnętrznych, ale i do wielonarządowych obrażeń wewnętrznych, w tym złamania przełyku strusia. Tego wszystkiego miał dopuścić się pod wpływem alkoholu i narkotyków.

„Chciał to nagrać i być pierwszą osobą w Polsce, która opublikuje taki film. Planował zakatowanie zwierzęcia maczetą, jeśli będzie stawiać opór” – informuje Fundacja Viva.

„Pobudki, które kierowały oskarżonym, aby zwierzęciu zrobić krzywdę, są bulwersujące i ohydne. Trudno uwierzyć, że ktoś mógł w ogóle pomyśleć, żeby zrobić coś takiego zwierzęciu. Taka sprawa nie miała jeszcze precedensu w polskim sądzie” – komentowała jeszcze przed wyrokiem Katarzyna Topczewska. Dodawała, że choć Łukasz S. przyznał się do winy i wraził skruchę, „to nie ma w tym żadnej szczerości, a jedynie gra o jak najniższy wymiar kary”.

Na ostatniej rozprawie przed wyrokiem ujawniono gryps, jaki oskarżony próbował wysłać z aresztu (trafił do niego 13 stycznia). Z grypsu wynikało, że jest dumny z rozgłosu. Chwalił się, że jest „pierwszą osobą, która powaliła strusia”.

„Osoba głęboko zdemoralizowana”

„Należy przyjąć, że oskarżony jest osobą głęboko zdemoralizowaną, niemającą żadnego szacunku dla porządku prawnego. Dopuszczał się różnego rodzaju czynów wynikających z poczucia bezkarności” – mówił sędzia Robert Grześ, ogłaszając wyrok. Podkreślał, że chociaż najgłośniejszym medialnie zarzutem było skatowanie strusia Zenka, to Łukasz S. został ukarany także za „udzielanie substancji psychotropowej i środków odurzających osobie małoletniej”.

Łukasz S. odpowiedział również za posiadanie znacznych ilości narkotyków, handel narkotykami, zniszczenie mienia i groźby karalne.

"Oskarżony stał pod zarzutem popełnienia 21 przestępstw i sąd uznał go winnego każdego z nich.

Za każde przestępstwo sąd orzekł karę jednostkową. Kara łączna to 7 lat pozbawienia wolności. Sąd orzekł szereg finansowych środków karnych w postaci nawiązek, świadczeń czy przepadku korzyści, które łącznie będą dawał sumę kilkuset tysięcy złotych – relacjonuje w rozmowie z OKO.press mec. Katarzyna Topczewska.

Za znęcanie się nad Zenkiem Łukasz S. został skazany na cztery lata pozbawienia wolności i 15 lat zakazu posiadania zwierząt. Ma przekazać pięć tysięcy złotych na rzecz poznańskiego schroniska i 20 tysięcy złotych dla właściciela Traperskiej Osady.

„Wyrok jest dwa razy wyższy, niż żądał tego prokurator. To trzeba powiedzieć głośno: takie sytuacje zdarzają się bardzo rzadko” – mówi mec. Topczewska. „Sąd przychylił się bardziej ku moim wnioskom co do kary niż ku wnioskom prokuratury. Jestem bardzo zadowolona, uważam, że ten wyrok jest sprawiedliwy i adekwatny. Mówiłam to przed sądem: kara musi być wychowawcza nie tylko dla samego oskarżonego, który jest osobą głęboko zdemoralizowaną, ale i dla całego społeczeństwa. I myślę, że dzisiaj poszedł jasny sygnał do społeczeństwa – takie bestialstwo spotyka się z adekwatną reakcją wymiaru sprawiedliwości” – dodaje.

Co z pozostałymi oskarżonymi?

Katarzyna Topczewska podkreśla, że pozostali dwaj mężczyźni, którzy brali udział w uprowadzeniu Zenka, mieli odpowiadać za współdziałanie w znęcaniu się nad zwierzęciem. Takie usłyszeli zarzuty. W toku postępowania zmienił się jednak prokurator i zmieniły się zarzuty dla pozostałej dwójki na naruszenie miru domowego.

„Nie mogę się z tym pogodzić” – przyznaje prawniczka. „Jeden z nich rzeczywiście nic nie robił, prawdopodobnie nie wiedział, po co jedzie i znalazł się tam trochę z przypadku. Z tą zmianą kwalifikacji prawnych się nie kłócę. Natomiast drugi z mężczyzn filmował znęcanie się nad strusiem i korespondował z oskarżonym [Łukaszem S.]. Z tych wiadomości ewidentnie wynikało, że oskarżony idzie z zamiarem zgwałcenia strusia. Ten drugi pytał, czy wziąć maczetę i ją wziął. Powinien odpowiadać za znęcanie się nad zwierzęciem. Jego sprawa rusza 23 marca” – dodaje Katarzyna Topczewska.

Wyrok, jaki usłyszał Łukasz S. na razie jest nieprawomocny. „Obrońca prawdopodobnie będzie składać apelację, bo wnosił o znacznie łagodniejszy wymiar kary – 3 i pół roku pozbawienia wolności. Pani prokurator była pytana przez media, czy rozważa apelacje na korzyść na przykład oskarżonego, ale nie odpowiedziała. Mówiła, że musi zapoznać się z wyrokiem” – mówi Katarzyna Topczewska.

;
Na zdjęciu Katarzyna Kojzar
Katarzyna Kojzar

Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.

Komentarze