Po cholerę nam ta jakaś "niepodległość", skoro nie potrafimy sprostać wolności? "Mój ojciec musiał z Polski wyjeżdżać. Siedział w więzieniu od 1982 roku za malowanie - nomen omen - napisów na murach" - mówi OKO.press Klementyna Suchanow, którą policja skuła za malowanie napisu na budynku sejmowym

Piotr Pacewicz, OKO.press: Podczas środowych protestów malowałaś na budynku sejmowym hasło „CZAS NA SĄD OSTATECZNY”. Interwencja policji przerwała ci pracę przed słowem „ostateczny”.

Klementyna Suchanow, aktywistka i pisarka*: Przerwano mi przed „D”. Tymczasem: „ostateczny” jest kluczowe.

Czas na sąd ostateczny obecnej władzy, bo właśnie odbywają się w Polsce rzeczy ostateczne. Zapadają decyzje w Sejmie, które decydują o naszym wypadnięciu z Unii, partia władzy przejmuje ostateczną kontrolę nad sądami w tym nad Sądem Najwyższym, prezydent dostał prawo sędziego ostatecznego, który będzie miał ostateczne słowo w każdej sprawie.

Dlatego nasz postulat jest taki, żeby ostatecznie rozliczyć tych, którzy są za to odpowiedzialni i żeby wypierdalali. Jak się mamy rozliczać, to rozliczmy się ostatecznie i już do końca, zanim stanie się zło.

Właściwie bardzo mi się spodobał pomysł wyroków ostatecznych, dlatego postanowiłam się zapisać do tej frakcji i stąd inspiracja.

Nie boisz się, że jesteś zbyt radykalna? Nawet części mojej redakcji nie podoba się mazanie po murach.

Znam ten ton. Naruszanie mienia, mazanie po murze, to brzydko, tak się nie robi. Zajmuję się na codzień literaturą, sztuką, kwestie estetyczne są dla mnie istotne. Ale to, co się odprawia w Sejmie, to nie literatura, tylko walka polityczna. Poza tym Sejm ma od cholery kasy, żeby to sobie zamalować 50 razy. Akurat ten kawałek muru przy poczcie na rogu Wiejskiej i Górnośląskiej jest zawsze pokryty napisami, typu „Legia mistrz”. Nie sądzę, by za te napisy zakuwali ludzi w kajdanki.

To są takie drobnomieszczańskie razgawory, które mnie śmieszą albo irytują, zależy od dnia. Dzisiaj mnie już wkurwiają, bo to pokazuje, że z takim zlasowaniem mózgów, gdy drzwi do Europy się zamykają, to my rzeczywiście możemy aspirować tylko do statusu kolejnej republiki radzieckiej.

Po cholerę nam ta jakaś „niepodległość”, skoro nie potrafimy sprostać wolności, bo mózg mamy zajęty drobnomieszczańskimi zmartwieniami o pobrudzenia muru.

Heloł, kradną nam wolność. Mur sobie odmalujemy, odbudowaliśmy niejedno miasto w Polsce po operacjach wojennych.

Protesty pod Sejmem pokazują straszliwą dysproporcję sił. Kilkuset demonstrantów, spacyfikowanych przez tyle samo policjantów i strażników. Czy takie akcje mają sens?

Jestem z pokolenia, które jeszcze wie, choć z perspektywy dziecka, że świat może inaczej wyglądać.

Mój ojciec musiał z Polski wyjeżdżać. Siedział w więzieniu od 1982 roku za malowanie – nomen omen – napisów na murach.

Byłam wtedy w II klasie podstawówki. Mojej 15-letniej córce takie coś już nie mieści się w głowie i chwała Bogu. Jest pewna, że zawsze będzie sobie mogła pojechać na studia zagraniczne, w ramach jakiegoś Erasmusa, że zawsze będzie obywatelką Unii Europejskiej. A tu po cichutku, po malutku, Polexit staje się coraz bardziej realny.

Może powinniśmy w końcu przestać tworzyć następne pokolenia Polaków uciekających z Polski? To jest jak w patologicznej rodzinie, bił dziadek, bił ojciec i będę bił ja.

Działam bardziej dla córki niż dla siebie. Ja w moim wieku, z moją profesją i dorobkiem, mogę sobie urządzić życie poza Polską.

W grupie, z którą działam są kobiety, które lepiej rozumieją to, co się w Polsce dzieje, bo kobiety w konserwatywnym świecie są zawsze na pochyłej. Są też młodzi ludzie, z których wiele należy do środowisk mniejszościowych, quirowych czy antyfaszystowskich, bo to są osoby, które pierwsze padają ofiarą konserwatywnego tąpnięcia. Tak zwani normalni ludzie jeszcze rozważają kwestię pomazanego muru, ale są już takie i tacy, którzy na własnej skórze poczuli, czym to wszystko grozi, mają przesłuchania, wyroki, fałszywe oskarżenia o naruszenie nietykalności funkcjonariusza czy kajdanki na rękach.

Ale jak to się ma do form działania? Jaki jest sens wdzierania się na teren Sejmu? Czy to nie przestraszy bardziej „pokojowych demonstrantów”?

Rzeczy dzieją się tam, w Sejmie. Zło trzeba zwalczać, tam gdzie się rodzi, a nie obok czy u sąsiada za płotem. W tych dniach, może dziś [w czwartek 19 lipca – red.], może tej nocy, a może w piątek ostatecznie zadecyduje się los polskich sądów. Polska pokaże figę Unii Europejskiej.

Planując akcję nie mogliśmy znaleźć dobrego hasła do rozwinięcia. Wielu osobom pokazywaliśmy kawał materiału pytając, co tam napisać, jakie wybrać dwa, trzy słowa.

Ciekawe, że wszystkim nasuwało się jedno słowo „wypierdalać”, bo nie mamy już władzy niczego innego do powiedzenia.

Czasu rozmów nigdy nie było, czas protestów spacerowych jest dawno za nami, czas na ostateczne kroki. I tak powstała nasza „szmata”, baner: „Wypierdalać! Czas na sąd” i hasło „Czas na sąd ostateczny”. Czas wejść i stanąć z nimi twarzą w twarz.

Oczywiście my w kilka osób nie damy rady wedrzeć się do budynku sejmowego ani nic takiego, ale może stwarzamy taką szczelinę dla tych, którzy chcieliby w przyszłości pójść naszym śladem.

Zawsze traktujemy te akcje jako przełamywanie tabu, tworzenie szczelin.

To nie polega na tym, że ja swoimi rękami wszystko załatwię z pięciorgiem kolegów, chodzi raczej o to, by prowokować takie dyskusje, jakie macie na waszym kolegium, i w ten sposób poruszać się do przodu zamiast stać w miejscu albo się cofać.

Nie boisz się, że takie działania nie wywołają masowego odruchu? Tłumy nie nadciągają pod Sejm.

Wiem o tym. Ale nigdy nie wiadomo, jaki będzie efekt. Czasami mi się wydaje, że coś fajnego zrobiliśmy, a przeszło bez echa. A czasem, jak dzisiaj, budzę się na drugi dzień i coś się rusza w głowach. OK, takie ryzyko zawodowe. Może nic nie wyjść. Inni tego nie mogą? Nie muszą, nie namawiam, ale przynajmniej zrobiłam, co mogłam zrobić.

A jak oceniasz udział polityków w środowych protestach?

Ne miałam z tym nic wspólnego. Nasze działanie było poza, a nawet wbrew tamtym.

Nie było koordynacji z trójką organizatorów z KOD, Obywateli RP, Strajku Kobiet?

Nasza akcja była koordynowana tylko przez nas samych, ale ja sama jestem przecież częścią Strajku Kobiet – tyle że my stawiamy na autonomiczność działań, a więc jesteśmy wszędzie i mamy tysiąc twarzy, także moją, radykalniejszą. Nie wierzyłam w to połączenie z politykami, choć to jest od roku marzenie Pawła Kasprzaka [lidera Obywateli RP]. Nie mam złudzeń co do polityków.

Nie jesteś aby niesprawiedliwa? Tym razem kilkoro posłów i posłanek ostro się zaangażowało.

No tak, tym razem coś się stało. Nie chcę krytykować tego, co robią koledzy po fachu, nie lubię tego trendu, nawet jeśli sama robię przeciwstawne rzeczy.

Protestuj i daj protestować innym.

Ale nie miałam złudzeń, że współdziałanie z politykami coś przyniesie. Moje własne rzeczy też mogą nie dać żadnego efektu. Takie ryzyko, ale jako anarchistka z ducha nie umiem myśleć o politykach na poważnie. Wierzę w ruch od dołu, nie od góry.

Wyrastasz na symbol desperackiego oporu. Drugi raz zakuwają cię…

…trzeci. Raz przy rzucaniu jajkami pod Pałacem Prezydenckim, drugi raz przy protestach pod nową KRS. Tak, trochę zdaję sobie sprawę z tego mojego wizerunku, ale nie przejmuję się tym, w sensie, że mi to nie przeszkadza. Ktoś taki musi być, ja się mogę tego podjąć, bo jestem odporna. A poza tym, cóż to za radykalizm?! Napis na murze? Marzy mi się prawdziwy radykalizm.

*Klementyna Suchanow, aktywistka m.in. Strajku Kobiet. OKO.press pisało 10 grudnia 2017 o akcji obrzucenia jajami rządowych limuzyn, o protestach przeciw zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej (balonikami z farbą w drzwi PiS, 17 stycznia 2018), o próbie zablokowania ekshumacji smoleńskiej w Łodzi 24 kwietnia 2018, o protestach przeciw nowej KRS 27 kwietnia 2018, a także o szykanach, jakie spotykają Suchanow (m.in. wizyta ABW 22 grudnia 2017).

Suchanow jest też znaną badaczką życia i twórczości Witolda Gombrowicza oraz historii i literatury Ameryki Łacińskiej, autorką m.in. „Argentyńskich przygód Gombrowicza” (2005) i „Królowej Karaibów” (2013), a także dwutomowej biografii „Gombrowicz. Ja, geniusz” (2017), która wzbudziła ogromne zainteresowanie.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym