Premier Morawiecki chwali się, że dzięki polskiej polityce "migracja z Afryki Północnej spadła w 2017 roku o 70 procent". Minister Kempa zapowiada, że po jej wizycie w Jordanii przekieruje polską pomoc "na takie obszary, że uchodźcy nie będą emigrować do Europy". Jak politycy PiS rozwiązali światowy kryzys uchodźczy, z którym nie mogła sobie poradzić Unia?

Rekonstrukcja rządu, powołanie na premiera Mateusza Morawieckiego i Beaty Kempy na nowe stanowisko ministry ds. uchodźców i pomocy humanitarnej nic nie zmieniło w narracji rządzących na temat uchodźców. Nowy premier nadal uparcie deklaruje, że Polska nie przyjmie uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, a Beata Kempa powtarza, że Polska woli sankcje finansowe niż „ewentualne niebezpieczeństwa, które możemy sprowadzić z uchodźcami do Polski”.

Premier Morawiecki i minister Kempa niezmiennie twierdzą, jak wcześniej premier Szydło i minister Waszczykowski, że poprzez „pomoc na miejscu” zamierzają rozwiązać problem globalnego kryzysu uchodźczego. OKO.press tłumaczy, dlaczego to się nie uda.


Jeżeli po rozmowach, w szczególności z ministrem ds. planowania i współpracy międzynarodowej [Jordanii] będzie można odpowiednio ukierunkować obszary pomocy, to na pewno uchodźcy nie będą podejmować decyzji, by emigrować do Europy.

Beata Kempa, Gość Wiadomości, TVP Info - 14/01/2018

fotomontaż. Beata Kempa "Fakty po Faktach" TVN24, w tle obraz "Faust i Mefistofeles grają w szachy", XIX w.


To nie udaje się nawet krajom, które od wielu lat pomagają w regionie.


Pierwszym przystankiem w podróży minister Kempy, w czasie której zamierza zrobić „inwentaryzację polskiej pomocy” i przedstawić swoje rekomendacje premierowi, jest Jordania (15 stycznia 2018). W tym niewielkim kraju (niecałe 10 milionów mieszkańców) schronił się prawie milion uchodźców, w tym 700 tysięcy Syryjczyków (dane UNHCR z czerwca 2017). Ma w związku z tym drugi najwyższy na świecie wskaźnik liczby uchodźców – 89 na tysiąc mieszkańców. 90 proc. uchodźców to Syryjczycy, a 93 procent z nich żyje poniżej linii ubóstwa, czyli za mniej niż 1,90 dolara dziennie. W 2017 roku budżet UNHCR przeznaczony na pomoc uchodźcom w Syrii wyniósł 277 milionów dolarów – ponad miliard złotych.

Tymczasem minister Kempa w wywiadzie dla TVP 1 twierdzi – po rozmowach z jordańskim ministrem – że wystarczy „przekierunkować polską pomoc” i dzięki temu uchodźcy „nie będą już podejmować decyzji o emigracji do Europy”.

Taki argument brzmi dość nieprawdopodobnie (żeby nie powiedzieć arogancko) w ustach przedstawicielki kraju, który w zeszłym roku przeznaczył na pomoc uchodźcom w Jordanii 15 milionów złotych (czyli bardzo mało).

Minister Kempa chwali się dodatkowymi dwoma milionami złotych przeznaczonymi w ostatnich miesiącach 2017 roku na UNICEF, agendę ONZ ds. dzieci. Oczywiście, to chwalebny gest – ale zaledwie kropla w ogromnym morzu potrzeb uchodźców w Jordanii.

W wywiadzie dla TVP 1 Beata Kempa podkreśla znaczenia działań organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Wg. informacji zebranych przez OKO.press, w latach 2010-2016 (do 31 czerwca) na pomoc dla uchodźców – przede wszystkim prześladowanych chrześcijan, a to niewielki procent uchodźców – na Bliskim Wschodzie polska sekcja tej organizacji przekazała niewiele ponad 10 milionów zł. Wysłaliśmy zapytanie w sprawie tego, jaka kwota została przeznaczona na ten cel w roku 2017.

Oczywiście, każda pomoc się liczy – arogancją jednak jest twierdzenie, że pomoc na taką skalę powstrzyma uchodźców przed próbą przedostania się do Europy, gdzie mają szansę na pracę, dach nad głową i budowę nowego życia. PKB na mieszkańca wynosi w Jordanii 4 tysiące dolarów – dla porównania w Bułgarii, najbiedniejszym kraju Unii Europejskiej, wynosi 7,5 tysiąca dolarów, a w Polsce trzy razy więcej niż w Jordanii – 12 tysięcy dolarów.

W trakcie wspólnej konferencji prasowej z dyrektorem UNICEF na Afrykę Północną Geertem Cappelaere, Beata Kempa zapowiedziała, że prowadzi rozmowy w celu „skoordynowania wspólnej pomocy humanitarnej UE dla organizacji pozarządowych”.

Może ktoś powinien przypomnieć minister Kempie, że taka platforma już istnieje – jest to tzw. ECHO, czyli departament Komisji Europejskiej ds. Ochrony Ludności Cywilnej i Pomocy Humanitarnej.

Departament ten zajmuje się właśnie „szybkim i skutecznym dostarczaniem skoordynowanej europejskiej pomocy”.

Udało nam się powstrzymać migrację?


[Włożyliśmy] pieniądze w Europejski Fundusz Powierniczy Afryki, żeby pomagać i zmniejszać migrację z Afryki. I to się udaje – migracja z Afryki do Włoch zmniejszyła się o 70 proc. w II półroczu 2017. Nasza polityka jest skuteczna.

Mateusz Morawiecki, Gość Wiadomości, TVP1 - 01/01/2018

Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta


Migracja się zmniejszyła, bo włoski MSZ zapłacił libijskiej straży morskiej


Owszem, liczba migrantów i uchodźców przybywających drogą morską do Włoch bardzo zmniejszyła się w drugiej połowie 2017 roku. Ta część wypowiedzi premiera jest prawdziwa. Ale przyczyną nie jest polska polityka, ale umowa między Włochami i Libią. Straż przybrzeżna w Libii za europejskie pieniądze pilnuje granic i zawraca łódki z migrantami. Ponieważ Włochy nie mogły doczekać się wspólnej strategii Unii Europejskiej, włoski minister spraw wewnętrznych, Marco Minniti samodzielnie zawarł bilateralną umowę z Libią, dzięki której kupił Europie relatywny spokój – właśnie za część pieniędzy z Europejskiego Funduszu Powierniczego dla Afryki.

Ceną za to jest przymknięcie oczu na rażące łamanie praw człowieka Libii. Migranci przebywający w ośrodkach w Libii są bici, gwałceni i torturowani. Marco Minniti wcześniej był politykiem w Kalabrii, kolebce Gomory, słynnej mafii sycylijskiej. W uproszczeniu Minniti zastosował wobec libijskich watażków wojennych, z których składa się straż przybrzeżna, podobną strategię jak wobec sycylijskich mafiozów – sprawił, że pomoc Włochom i zatrzymywanie łódek z migrantami stało się bardziej opłacalne, niż przerzucanie ich do Europy.

Przedstawiciel ONZ ds. uchodźców nazwał umowę z Libią „nieludzką”, a 15 listopada 2017 CNN wyemitował film ze współczesnego „targu niewolników” w Libii, na którym migranci sprzedawani są za 400 dolarów od głowy.

Słowa premiera są więc manipulacją – Morawiecki sugeruje, że m.in. polska polityka rozwiązała (przynajmniej częściowo) europejski kryzys uchodźczy „u źródeł”. Tymczasem tzw. Nadzwyczajny Fundusz Powierniczy UE dla Afryki to instrument europejskiej pomocy rozwojowej, który został ustanowiony po to, żeby walczyć z przyczynami migracji. Jedynie niewielka jego część, 40 milionów euro, została przeznaczona na „wsparcie zarządzania granicami Libii” – to właśnie te pieniądze, które zostały przekazane libijskiej straży przybrzeżnej.

Jak możemy przeczytać na oficjalnej stronie Komisji, projekty finansowane z tego Funduszu, to głównie „programy gospodarcze, które stwarzają możliwości zatrudnienia, w szczególności dla osób młodych oraz kobiet, ze szczególnym naciskiem na szkolenia zawodowe i tworzenie mikro- i małych przedsiębiorstw” oraz „projekty wspierające podstawowe usługi dla ludności lokalnej, takie jak: bezpieczeństwo żywności i żywienia, zdrowie, edukacja i ochrona socjalna oraz równowaga środowiskowa”.

Premier Morawiecki jako ekonomista wie z pewnością, że programy rozwijające gospodarkę zaczynają przynosić efekty po wielu latach, a nie zaledwie po kilku miesiącach.

Poza tym, Europa już od kilkudziesięciu lat bezskutecznie próbuje wspomóc rozwój gospodarczy Afryki za pomocą różnego rodzaju polityk rozwojowych.

Kryzys uchodźczy trwa

14 stycznia obchodziliśmy Światowy Dzień Uchodźcy i Migranta. Rekordowa liczba osób na świecie jest zmuszona opuścić swój dom i migrować, żeby ocalić zdrowie i życie. Według UNHCR, agendy ONZ ds. uchodźców, w 2016 roku takich osób było 65 milionów – najwięcej od czasu powstania ONZ. Od jesieni 2015 roku sceną tego kryzysu stała się również Europa (chociaż i tak w mniejszym stopniu, niż inne kontynenty).

Unia Europejska nie ma pomysłu na długofalowe rozwiązanie kryzysu. Niemal każdy tydzień przynosi wiadomości o nowych ofiarach na Morzu Śródziemnych (w zeszłym tygodniu w katastrofie jednej łodzi utonęło 100 osób). Według danych UNHCR, od 2015 roku w Morzu Śródziemnym utonęło już ponad 12 tysięcy osób (stan na 30 listopada 2017). Obecnie, zgodnie z systemem Dublin III, największy ciężar kryzysu spada na Grecję i Włochy – pierwsze kraje, do których docierają migranci i gdzie w związku z tym muszą składać wniosek o azyl.  Wg. danych ONZ w tymczasowych obozach na greckich wyspach nadal wegetuje ponad 10 tysięcy osób.

Tymczasem partia rządząca w Polsce, zamiast zainicjować uczciwą debatę o kryzysie uchodźczym, wybiera politykę zarządzania strachem. Poprzez fałszywe utożsamienie uchodźców z terrorystami, oraz zatarciem różnicy między uchodźcami a imigrantami ekonomicznymi, PiS dokonało niemożliwego – przekonało obywateli kraju, gdzie cudzoziemcy stanowią 0,3 proc. społeczeństwa, że „obcy” stanowią dla nich śmiertelne niebezpieczeństwo. Od kampanii wyborczej 2015 PiS konsekwentnie obrzydza migrację, dzieląc społeczeństwa na swoich i na obcych, tworząc atmosferę zagrożenia. Wszyscy pamiętają ksenofobiczny komentarz Jarosława Kaczyńskiego z października 2015 roku: „Różnego rodzaju pasożyty, pierwotniaki, które nie są groźne w organizmach tych ludzi, mogą tutaj być groźne”.


Absolwentka studiów europejskich na King’s College w Londynie i stosunków międzynarodowych na Sciences Po w Paryżu. Współzałożycielka inicjatywy Dobrowolki, pomagającej uchodźcom na Bałkanach i Refugees Welcome, programu integracyjnego dla uchodźców w Polsce.
W OKO.press pisze o służbie zdrowia, uchodźcach i sytuacji Polski w Unii Europejskiej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym