0:00
Prawa autorskie: Krzysztof Cwik / Agencja GazetaKrzysztof Cwik / Age...
19 czerwca 2021

Szczepienia nastolatków: czy są bezpieczne? Czy wszystko nie dzieje się za szybko?

Szczepienia przeciwko COVID-19 są dostępne dla coraz młodszych grup – w Polsce już od 12. roku życia. Na pierwszy ogień poszedł Pfizer, teraz o dopuszczenie w UE w tej grupie wiekowej ubiega się Moderna. Ale szczepienia nastolatków nie podobają się np... Radiu Maryja. Czy słusznie?

Wydrukuj

Mariusz Kałużny, poseł Solidarnej Polski i wiceprzewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Sanitaryzmu (sic), przestrzega w Radiu Maryja przed szczepieniem nastolatków. Twierdzi, że dzieci przechodzą COVID łagodnie, często bezobjawowo, a szczepionka Pfizera/BioNTechu, którą się je szczepi, nie jest jeszcze wystarczająco przebadana.

Polska powinna poczekać i nie podążać bezmyślnie za Francją czy innymi krajami, tylko obserwować, co się dzieje i jak pandemia postępuje, jakie są efekty szczepienia. Dzieci, jeśli będzie trzeba szczepić, to powinno to być na samym końcu.
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz
Radio Maryja,16 czerwca 2021

W polskich realiach nastolatki szczepione są właśnie na końcu – bo od 9 maja rejestracja do szczepień jest otwarta dla wszystkich mieszkańców Polski powyżej 18. roku życia. Każdy starszy od nich chętny już dawno mógł się zapisać.

Tymczasem według danych z Ministerstwa Zdrowia na szczepienie czeka jeszcze 6,2 mln osób (dane nie obejmują nieletnich), a co najmniej jedną dawkę dostało 15 mln osób. Daje to 21,2 mln chętnych na szczepienie, czyli około 56 proc.

Nie wiemy, czy zagwarantuje to odporność zbiorową i ochronę przed ewentualną 4. falą – bo po pierwsze trzeba by wiedzieć, ile osób pośród niechcących się szczepić przeszło już COVID, po drugie przykład Wielkiej Brytanii, gdzie rozprzestrzenia się obecnie najbardziej zaraźliwy wariant SARS-CoV-2 zwany Delta, pokazuje, że poprzeczka jest coraz wyżej, jeśli chodzi o odsetek zaszczepionych i ozdrowieńców konieczny do zatrzymania epidemii.

Poseł Kałużny nie wziął również w ogóle pod uwagę faktu, że nastolatki – które oczywiście przechodzą zakażenie o wiele łagodniej, w przeważającej mierze bezobjawowo – są obecnie głównym pasem transmisji zakażenia.

Dane z Wielkiej Brytanii, pokazują, że do zakażeń wariantem Delta dochodzi przede wszystkim w szkołach, a dzieci przynoszą potem wirusa do domu.

Ponieważ poprzedni wariant wirusa – Alfa, ten, który spowodował śmiercionośną wiosenną falę w Polsce, przyszedł do nas z Wielkiej Brytanii, istnieją obawy, że również Delta rozprzestrzeni się w tej sposób po całej Europie.

Debata, której w Polsce nie będzie

Jednak rzeczywiście zdania na temat szczepień nastolatków w niektórych krajach są podzielone. We Francji wypowiedział się przeciwko nim komitet etyczny CCNE, ale podnosząc przede wszystkim kwestie etyczne: pytał, czy można na osobach nieletnich, które same nie mogą decydować o tym, czy chcą się szczepić czy nie, opierać plan uzyskania przez społeczeństwo odporności zbiorowej?

To argument, którego zupełnie zabrakło w naszej debacie publicznej – przeciwko szczepieniom jest z reguły część środowisk prawicowych, które raczej nie akcentują tak silnie podmiotowości dzieci, a lewica i liberałowie bardziej skupieni są na zaletach szczepień populacyjnych niż na ewentualnych wątpliwościach.

A może też nasza debata publiczna zbyt jest spolaryzowana (czyli właściwie jej nie ma), żeby było w niej miejsce na tak wyrafinowane etyczne kwestie.

Jak pisze BBC, w Wielkiej Brytanii JCVI, komisja ekspertów, która rekomenduje, jak stosować szczepionki, być może poczeka z rekomendacją dla grupy wiekowej 12-17 lat do czasu, aż pojawi się więcej danych.

I to mimo tego, że brytyjski regulator MHRA już dopuścił preparat Pfizera do użytku w tej grupie. III faza badań klinicznych nastolatków objęła na razie 2,2 tys. osób, u których nie zaobserwowano poważnych skutków ubocznych, brytyjski komitet, zdaniem BBC, uważa jednak, że to zbyt mało.

Wielka Brytania może sobie pozwolić na nieszczepienie nastolatków bardziej niż Polska, bo już ma bardzo wysoki poziom zaszczepienia całej populacji – co najmniej jedną dawkę szczepionki przyjęło 81,6 proc. Brytyjek i Brytyjczyków powyżej 18. roku życia.

Polska wypada tu gorzej: według ostatnich danych u nas ten odsetek wynosi 52,3 proc. I tak jednak wariant Delta w Wielkiej Brytanii ma jeszcze bardzo dużą populację do dyspozycji, więc zakażenia rosną.

Korzyści przeważają nad ryzykiem

Jednak np. podobne ciało eksperckie w Stanach Zjednoczonych bez wahania zaakceptowało szczepienia dla nastolatków: na 15 członków panelu 14 głosowało za, jedna osoba się wstrzymała.

Komisja z USA przygotowała analizę korzyści i ryzyk. Czytamy w niej m.in., że do połowy maja w Stanach Zjednoczonych osoby powyżej 16 roku życia dostały już 141.6 mln dawek preparatu Pfizera – dla grupy 16-17 lat dane są już więc bardziej obszerne niż samo badanie kliniczne.

Raport zawiera również informację o ryzyku, na jakie narażone są niezaszczepione nastolatki:

  • do maja 2021 roku liczba hospitalizacji z powodu COVID-19 w grupie wiekowej 12-17 lat wynosiła 51,3 na 100 tys. osób i był wyższy niż podczas tzw. ptasiej grypy w 2009 roku (23,9 na 100 tys.);
  • do maja 2021 roku Centra Kontroli i Prewencji Chorób otrzymały informację o 3,7 tys. przypadków PIMS, groźnego powikłania po zakażeniu koronawirusem, które dotyka głównie dzieci. 21,5 proc. przypadków dotyczyło badanej grupy wiekowej.

Komisja uznała, że uniknięcie tych skutków zakażenia ma większą wartość niż skutki uboczne szczepienia (na 2200 uczestniczących w badaniu pięć osób miało poważny NOP, a w grupie, która dostała placebo dwie osoby, co nie jest znaczącą statystycznie różnicą).

Szczepionka w przypadku nastolatków w badaniu klinicznym okazały się bardzo skuteczne: w 100 proc. zapobiegają zakażeniom.

Za szczepieniami od 12. roku życia opowiedziała się również Amerykańska Akademia Pediatryczna.

Brytyjczycy dmuchają na zimne, ale po zaszczepieniu na całym świecie już 2,2 mld ludzi większość ekspertów jest zgodna, że do tej pory nie wystąpiły żadne tak częste i tak poważne efekty uboczne szczepionek, by którąś z nich należało wycofać.

Na razie wystąpiły dwa problemy, które niepokoją, choć w obu przypadkach ryzyko jest minimalne:

  • szczepionki wektorowe AstryZeneki i koncernu Johnson&Johnson mogą dawać bardzo rzadki skutek uboczny: zakrzepicę w połączeniu z małopłytkowością. Ryzyko jest mniejsze niż 1 osoba na 100 000 zaszczepionych, choć rośnie w przypadku osób młodszych, być może szczególnie kobiet w wieku rozrodczym.
  • badane są rzadkie przypadki łagodnego zapalenia mięśnia sercowego zwłaszcza u młodych mężczyzn po drugiej dawce Pfizera/BioNTechu (w Izraelu na 5 mln dawek zanotowano ich 275).

Niektóre kraje, jak np. Wielka Brytania, ograniczają z tego powodu stosowanie AstryZeneki do osób starszych, ale robią to w sytuacji, gdy wystarczający jest zasób innych szczepionek. Kraje takie jak Indie, największy producent szczepionki AZ, blokuje z kolei jej eksport do innych krajów, żeby poradzić sobie z COVID-19 u siebie.

Ekspertka z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - Polskiego Zakładu Higieny dr hab. Ewa Augustynowicz tłumaczyła w OKO.press, że wszystkie szczepionki przeciw COVID-19 są poddawane bardzo drobiazgowej kontroli i weryfikacji ich działania na podstawie wypróbowanych przez lata procedur.

Bywa też tak, że początkowe doniesienia na temat niebezpiecznych skutków ubocznych szczepionek z biegiem czasu okazują się nie aż tak groźne, jak się początkowo wydawało. Głośna swojego czasu była sprawa szczepionki Pandemrix przeciwko tzw. ptasiej grypie z 2009 roku, która miała u nastolatków powodować narkolepsję. Tymczasem analiza z 2018 roku pokazała, że zwiększony odsetek takich przypadków wystąpił tylko w Szwecji. Nikomu nie udało się również wykryć powodującego narkolepsję mechanizmu działania tego preparatu.

Udostępnij:

Miłada Jędrysik

Miłada Jędrysik – dziennikarka, publicystka. Przez prawie 20 lat związana z „Gazetą Wyborczą". Była korespondentką podczas konfliktu na Bałkanach (Bośnia, Serbia i Kosowo) i w Iraku. Publikowała też m.in. w „Tygodniku Powszechnym", kwartalniku „Książki. Magazyn do Czytania". Była szefową bazy wiedzy w serwisie Culture.pl. Od listopada 2018 roku do marca 2020 roku pełniła funkcję redaktorki naczelnej kwartalnika „Przekrój".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne