Podczas dwudniowego szczytu UE przywódcy będą rozmawiać o tym, jak bronić europejskiej gospodarki przed coraz silniejszą konkurencją ze strony Chin i Stanów Zjednoczonych oraz kto zapłaci za tę strategię w kolejnych latach
UE szuka sposobu, jak obronić swoją bazę przemysłową przed presją ze strony Chin i USA, a jednocześnie zastanawia się, skąd w nowym budżecie wziąć pieniądze na realizację tej strategii.
Europejski przemysł stracił milion miejsc pracy w latach 2019-2025 m.in. w związku z nieuczciwymi praktykami handlowymi i nadwyżkami mocy produkcyjnych poza Unią – wskazują Polska, Francja, Włochy, Holandia i Litwa w specjalnie przygotowanym na szczyt dokumencie.
Państwa te uważają, że dotychczasowe instrumenty ochrony handlu nie odpowiadają na skalę wyzwań. Domagają się wzmocnienia unijnych narzędzi antydumpingowych i antysubsydyjnych, łatwiejszego zwalczania obchodzenia ceł oraz częstszego stosowania środków ochronnych wobec całych sektorów gospodarki.
Ich zdaniem:
„Rosnąca nierównowaga warunków konkurencji dla europejskiej bazy przemysłowej oraz ryzyko utraty kluczowych zdolności produkcyjnych i strategicznych sektorów nie mogą być ignorowane i wymagają odpowiedniej odpowiedzi (...) Obowiązkiem Unii jest przywrócenie równych warunków konkurencji na własnym rynku i w relacjach z partnerami handlowymi” – czytamy w dokumencie.
Problemem są m.in. praktyki obchodzenia unijnych ceł przez przenoszenie części produkcji lub montażu do państw trzecich lub ukrywanie subsydiów poprzez niejasne przepływy finansowe między spółkami w grupie kapitałowej. W dokumencie wskazano przykłady stali nierdzewnej z Indonezji trafiającej na unijny rynek przez Tajwan, Wietnam lub Turcję czy amerykańskiego biodiesla eksportowanego do Europy za pośrednictwem Kanady.
Jeszcze kilka lat temu UE próbowała przede wszystkim bronić otwartego systemu handlowego. Dziś przywódcy dyskutują o tym, jak chronić europejski przemysł w świecie, w którym zarówno Chiny, jak i USA prowadzą coraz bardziej agresywną politykę przemysłową.
Debata odbędzie się kilka dni po szczycie G7, podczas którego państwa zachodnie ponownie wskazywały na skutki chińskich nadwyżek produkcyjnych dla światowej gospodarki. W tym tygodniu, 16 czerwca, Parlament Europejski przegłosował także dwa akty prawne umożliwiające wejście w życie bardzo niekorzystnej dla europejskich eksporterów umowy handlowej UE-USA.
50-procentowe cła niemal na cały europejski eksport do USA, w zamian za w większości zerowe cła na amerykański eksport do UE, już niebawem staną się faktem.
Autorzy dokumentu proponują m.in.:
Przywódcy mają się też zastanawiać nad tym, jaką strategię UE powinna przyjąć wobec Chin. W Brukseli coraz częściej słychać głosy, że niezbędny jest „de-risking”, czyli ograniczanie ryzyk związanych z nadmierną zależnością od Chin, a nie „de-coupling”, czyli rozdzielanie gospodarek.
Według przewodniczącego komisji handlu międzynarodowego Parlamentu Europejskiego Bernda Langego Chiny produkują ponad 30 proc. światowych dóbr, konsumując jedynie około 13 proc. Globalna nadwyżka trafia na rynki zagraniczne, wywierając presję cenową na producentów w Europie i innych częściach świata. Lange argumentuje, że część tej przewagi wynika z subsydiów państwowych, które według różnych szacunków odpowiadają za około 4,4 proc. chińskiego PKB.
Lange odrzuca pomysł gospodarczego odcięcia się od Chin. Podkreśla, że UE i Chiny odpowiadają łącznie za ponad jedną trzecią światowego handlu i PKB, dlatego zerwanie relacji gospodarczych nie wchodzi w grę. Jego zdaniem Europa powinna ograniczać strategiczne zależności, dywersyfikować łańcuchy dostaw i skuteczniej przeciwdziałać nieuczciwej konkurencji, jednocześnie utrzymując dialog handlowy z Pekinem.
Zwolennikami bardziej asertywnej polityki wobec Pekinu są przede wszystkim Francja i część państw Europy Środkowej, podczas gdy Niemcy i Holandia tradycyjnie opowiadały się za utrzymaniem możliwie szerokiej współpracy handlowej. W ostatnich latach również Berlin zaczął jednak popierać działania mające ograniczać strategiczne zależności i chronić europejski przemysł przed skutkami chińskich subsydiów.
Drugim kluczowym tematem szczytu będzie nowy wieloletni budżet UE na lata 2028–2034. Trwa spór o to, czy Unia powinna dysponować większym budżetem i skąd czerpać dodatkowe środki, czyli co powinno być nowymi źródłami dochodów UE.
Komisja Europejska zaproponowała w ubiegłym roku budżet o wartości około 2 bilionów euro, odpowiadający 1,26 proc. dochodu narodowego brutto Unii. Projekt zakłada przesunięcie większej części środków na nowe priorytety: konkurencyjność, badania naukowe, technologie, bezpieczeństwo, obronność oraz wzmacnianie pozycji UE na arenie międzynarodowej.
Prawie połowa środków miałaby nadal trafiać do państw członkowskich i regionów, m.in. na politykę spójności i rolnictwo, ale ich względna pozycja w budżecie byłaby słabsza niż dotychczas. Komisja chce jednocześnie szerzej stosować zasadę warunkowości, czyli powiązania wypłat z przestrzeganiem praworządności, oraz zwiększyć pulę na konkurencyjność europejskiej gospodarki do 409 mld euro. W projekcie znalazły się też środki na działania zewnętrzne UE, w tym politykę sąsiedztwa, partnerstwa międzynarodowe i rozszerzenie.
Sfinansowanie tych planów wymagałoby jednak nowych źródeł dochodów. Komisja zaproponowała m.in. wykorzystanie wpływów z systemu handlu emisjami ETS, mechanizmu CBAM, czyli opłaty węglowej od importu wybranych towarów spoza UE, opłat od niezebranych elektroodpadów, części wpływów z akcyzy tytoniowej oraz nowej składki od dużych przedsiębiorstw działających na jednolitym rynku.
Ale propozycja Komisji spotkała się z mocną krytyką Parlamentu Europejskiego.
Eurodeputowani domagają się jeszcze ambitniejszego budżetu: zwiększenia jego wielkości do 1,27 proc. dochodu narodowego brutto UE bez uwzględniania kosztów spłaty wspólnego długu zaciągniętego po pandemii, oraz rozszerzenia katalogu nowych zasobów własnych, argumentując, że bez dodatkowych dochodów Unia nie będzie w stanie realizować rosnącej liczby zadań.
Parlament Europejski proponuje, by większą część wydatków finansować z nowych zasobów własnych, a nie wyłącznie ze składek narodowych. Wśród propozycji europosłów są m.in. opłata od dużych platform cyfrowych, opłata od internetowych gier hazardowych i zakładów, rozszerzenie wpływów z mechanizmu CBAM oraz nowa opłata od zysków kapitałowych osiąganych na rynku kryptowalut.
Eurodeputowani chcą także zwiększenia łącznych wpływów z nowych zasobów własnych do co najmniej 60 mld euro rocznie.
– Państwa członkowskie oczekują od Unii coraz więcej działań, ale jednocześnie nie chcą zwiększać swoich składek ani zgodzić się na nowe zasoby własne – powiedziała przewodnicząca frakcji Zielonych Terry Reintke we wtorek 16 czerwca na konferencji prasowej. Jej zdaniem właśnie wielkość przyszłego budżetu stanie się główną osią negocjacji między Parlamentem a państwami członkowskimi.
Pierwszą próbą wypracowania kompromisu jest przygotowany przez cypryjską prezydencję tzw. negotiating box. Dokument zakłada budżet nieco mniejszy od propozycji Komisji – około 1,73 bln euro zamiast 1,76 bln euro w cenach stałych. Największe cięcia dotyczą środków na konkurencyjność i działania zewnętrzne UE, podczas gdy fundusze związane z polityką spójności i rolnictwem zostały w dużej mierze utrzymane.
Projekt odzwierciedla podział między państwami Europy Środkowej i Południowej, które bronią funduszy spójności i wspólnej polityki rolnej, a grupą największych płatników netto – m.in. Niemcami, Holandią, Austrią i Szwecją – domagających się mniejszego budżetu i większego skoncentrowania wydatków na nowych priorytetach, takich jak konkurencyjność i obronność.
Przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej Manfred Weber przekonywał, że negocjacje nie powinny sprowadzać się do sporu między płatnikami i beneficjentami netto. Jego zdaniem wydatki na ochronę granic, badania naukowe, obronność czy konkurencyjność przynoszą korzyści całej UE niezależnie od miejsca ich realizacji. Weber uznał także debatę o nowych zasobach własnych za „nieuniknioną” i ostrzegł przed ograniczaniem środków na program Horizon Europe, konkurencyjność i obronność, które określił jako najbardziej przyszłościowe elementy nowego budżetu.
W piątek 19 czerwca przywódcy mają również omówić dalsze wsparcie dla Ukrainy, sytuację na Bliskim Wschodzie, migrację oraz kwestie związane z bezpieczeństwem i obronnością.
Gospodarka
Świat
Komisja Europejska
Parlament Europejski
budżet UE
Chiny
konkurencyjność gospodarek
szczyt UE
Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.
Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.
Komentarze