0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. ANDREW CABALLERO-REYNOLDS / AFPFot. ANDREW CABALLER...

Komisja Europejska i państwa członkowskie UE wciąż zastanawiają się, jak odpowiedzieć na groźby Donalda Trumpa w sprawie Grenlandii. 9 stycznia podczas spotkania z reporterami Trump ogłosił, że USA zamierzają zrealizować przejęcie kontroli nad Grenlandią, duńskim terytorium półautonomicznym, „czy się to Europie podoba, czy nie”.

Wobec zdecydowanego sprzeciwu państw europejskich oraz symbolicznego wysłania na Grenlandię niewielkich grup żołnierzy przez osiem państw (Danię, Norwegię, Szwecję, Francję, Niemcy, Wielką Brytanię, Holandię i Finlandię), Trump zapowiedział wprowadzenie dodatkowych 10-procentowych ceł na cały eksport do USA z tych krajów.

To złamanie postanowień zawartej w lipcu 2025 r. między USA a UE umowy handlowej. Zakładała, że amerykańskie cła na europejski eksport nie przekroczą w sumie poziomu 15 procent.

Trump co kilka dni zmienia też zdanie, co do tego, czy Grenlandię zamierza kupić, czy jednak w grę wchodzi także próba jej siłowego przejęcia. Zgodnie z najnowszą zapowiedzią, z wystąpienia w Davos 21 stycznia, amerykański prezydent stawia jednak na zakup duńskiej wyspy.

„Prawdopodobnie nic nie osiągniemy [w sprawie Grenlandii – red.], jeśli nie zdecyduję się użyć wyraźnej siły i przemocy, co sprawiłoby, że bylibyśmy, szczerze mówiąc, nie do powstrzymania. Ale nie zamierzam tego robić” – powiedział Trump w Davos.

„To prawdopodobnie moje najważniejsze oświadczenie, ponieważ ludzie myśleli, że użyję siły [wobec Grenlandii – red.], ale nie muszę tego robić. Nie chcę używać siły” – podkreślił amerykański prezydent w swoim niezwykle chaotycznym przemówieniu pełnym samochwalstwa.

Co na to UE?

Przywódcy UE spotykają się w czwartek 22 stycznia na nadzwyczajnym szczycie UE w Brukseli, by uzgodnić swoją odpowiedź wobec amerykańskich gróźb. Na stole leży kilka opcji:

  • Wstrzymanie ratyfikacji umowy handlowej z USA zawartej w lipcu 2025 w Szkocji.
  • Nałożenie na USA ceł odwetowych o wartości 93 mld euro – taki pakiet został już przygotowany w zeszłym roku, gdy Trump zagroził 30-procentowymi cłami na cały eksport z UE w tzw. Dzień Wyzwolenia.
  • Sięgnięcie po tzw. instrument antyprzymusowy, czyli pakiet środków zaradczych przeciwko szantażowi gospodarczemu.

To ostatnie, czyli unijna regulacja przeciwko szantażowi gospodarczemu, umożliwia UE ograniczenie lub całkowite zamknięcie dostępu do europejskiego rynku firmom pochodzącym z kraju, które się owego szantażu dopuszcza.

Takie firmy mogą być też wykluczone z udziału w europejskich przetargach publicznych, może im zostać wstrzymanie wszelkie europejskie finansowanie. UE ma też m.in. możliwość czasowo ograniczyć obowiązywanie prawa własności intelektualnej podmiotów z danego kraju.

Instrument antyprzymusowy jest uznawany za „opcję atomową” i jeszcze nigdy dotąd nie został zastosowany. Jednak zdaniem Bernda Lange, jednego z twórców tego instrumentu, „czas wyciągnąć bazookę z piwnicy”.

„Grożenie sankcjami, by wymusić na państwach UE odstąpienie czy sprzedaż USA Grenlandii, to dokładnie ten typ sytuacji, dla których instrument ten został stworzony” – mówi Lange OKO.press.

Przeczytaj także:

Szaleństwo czy metoda?

Niedowierzanie, zadziwienie – z takimi reakcjami na ostatnie zapowiedzi prezydenta Donalda Trumpa ws. Grenlandii spotkać się można w Parlamencie Europejskim w Strasburgu. Trwa sesja plenarna (od 19 do 23 stycznia). Atmosfera jest napięta. Gdy prezydent Donald Trump udostępnia w mediach społecznościowych wpisy o tym, że NATO to „wrogowie”, a on sam dla NATO zrobił „więcej niż ktokolwiek inny” i czas się odwdzięczyć, wszyscy po raz kolejny zastanawiają się: czy to już koniec NATO?

Niektórzy nie gryzą się w język.

„Trump oszalał. Żeby zrozumieć jego działania, potrzebny jest podręcznik psychologii dziecięcej, a nie racjonalna analiza polityczna (...) Europa musi naprawdę planować swoją przyszłość, której NATO może nie być już częścią” – mówił we wtorek wieczorem podczas spotkania z dziennikarzami Nacho Sánchez Amor, europoseł rządzącej Hiszpanią Partii Socjalistycznej (PSOE), koordynator grupy Socjalistów i Demokratów w Komisji Spraw Zagranicznych.

Holender Thijs Reuten z holenderskiej partii Zieloni-Partia Pracy w rozmowie z OKO.press w środę 21 stycznia rano stwierdził, że można już oficjalnie stwierdzić: „Prezydent Stanów Zjednoczonych nie służy interesowi USA i zachowuje się jak szaleniec”. Parlament Europejski przegłosował dziś raport, w którym wzywa do dalszych działań na rzecz budowy Europejskiej Unii Obronnej, w tym europejskich sił szybkiego reagowania, które podlegałyby wyłącznie europejskiemu dowództwu.

Do sięgnięcia po „handlową bazookę” wobec USA wzywają dziś m.in. prezydent Francji Emmanuel Macron, a inni liderzy – w tym szefowa Komisji Europejskiej, przywódcy Szwecji, Danii i Finlandii – deklarują publicznie, że UE powinna zdecydowanie rozważyć użycie wszystkich narzędzi, które ma do dyspozycji. Także tych „atomowych”.

Choć wokół intencji Emmanuela Macrona pojawiły się pewne wątpliwości. Prezydent Donald Trump udostępnił we wtorek 20 stycznia wiadomość smsową od francuskiego prezydenta, w której daje znać, że nie rozumie planów Trumpa wobec Grenlandii i zaprasza go na spotkanie do Pałacu Elizejskiego. Przy czym pośród innych gości proponuje przywódców G7 i prezydenta Rosji, a nie liderów UE.

Niemcy zgodne z Francją?

W niedzielę 18 stycznia o sprawie uruchomienia wobec USA instrumentu antyprzymusowego dyskutowali już ambasadorzy państw członkowskich przy UE. To oni prowadzą wstępne rozmowy przed szczytami UE, by dogadać stanowiska państw.

Jeszcze w weekend nie było widać większościowego poparcia, które jest potrzebne, by procedurę mechanizmu antyprzymusowego uruchomić. Przeciwne tak ostrej odpowiedzi były m.in. Niemcy i Włochy, które przestrzegały przed „eskalacją”.

We wtorek 20 stycznia „Politico” doniosło jednak, że Niemcy są coraz bliżej stanowiska Francji, a szansę na ogłoszenie planu uruchomienia instrumentu antyprzymusowego wobec USA w czwartek po szczycie UE rosną.

„Odpowiedź UE musi być stanowcza. Koniec polityki zadowalania i łagodzenia nastrojów Donalda Trumpa. Musi być jakaś czerwona linia w tym, na ile Europa może Trumpowi pozwolić. Zapowiedzi aneksji Grenlandii to ta czerwona linia” – mówi OKO.press Kathleen Van Brempt, wiceprzewodnicząca S&D ds. handlu międzynarodowego, europosłanka z Belgii.

Van Brempt przyznaje w rozmowie z OKO.press, przywołując to, co podczas przemówienia w Davos mówiła szefowa KE Ursula von der Leyen: „To koniec zwyczajowego uprawiania polityki. Rok 2026 musi być dla Europy rokiem pod hasłem »suwerenność«. Ale nie w rozumieniu partii narodowo-konserwatywnych i skrajnie prawicowych. Chodzi o suwerenność europejską”.

Z takim ujęciem zgadza się też premier Donald Tusk, który napisał w środę 21 stycznia w mediach społecznościowych:

„Ustępstwa są zawsze oznaką słabości. Europa nie może sobie pozwolić na słabość – ani wobec swoich wrogów, ani sojuszników. Ustępstwa nie przynoszą żadnych rezultatów, a jedynie upokorzenie. Asertywność i pewność siebie Europy stały się obecnie koniecznością” – napisał Tusk.

View post on Twitter

Portal Onet.pl ujawnił, że premier chciał wysłać żołnierzy na Grenlandię razem z ośmioma państwami europejskimi, które się na to zdecydowały po zapowiedziach Trumpa. Tej propozycji zdecydowanie sprzeciwić się miał wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.

Ten pomysł skrytykował PiS, który wszelkie nadzieje ws. konfliktu wewnątrz NATO pokłada w umiejętnościach negocjatorskich prezydenta Karola Nawrockiego.

„Dziś w Davos najprawdopodobniej dojdzie do spotkania między Donaldem Trumpem a Karolem Nawrockim. Prezydent Nawrocki na pewno będzie w stanie skutecznie porozumieć się z prezydentem Trumpem” – powiedział OKO.press europoseł PiS Adam Bielan. Nie zdradził jednak, na czym to „skuteczne porozumienie” miałoby polegać, tzn. do czego Nawrocki miałby Trumpa przekonać.

Europosłowie PiS chóralnie podkreślili jednak podczas konferencji prasowej w PE w środę 21 stycznia: Grenlandia to nie jest terytorium europejskie.

Wspólny front

Mimo tych nielicznych głosów odrębnych, sprawa amerykańskich gróźb wobec Danii i Grenlandii jednoczy europejskie siły polityczne w szerokim froncie od prawa do lewa. Groźby Trumpa mniej lub bardziej zdecydowanie potępiają lub krytykują zarówno tradycyjne siły proeuropejskie (Europejska Partia Ludowa z Koalicją Obywatelską i PSL, Socjaliści i Demokraci z Lewicą, Odnowić Europę z Polską 2050 oraz Zieloni), jak i narodowi konserwatyści (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy) i skrajna prawica (Patrioci dla Europy).

Nawet słowacki neofaszysta i nacjonalista Milan Uhrik z ESN mówi, że Europa powinna zastosować środki odwetowe wobec USA. Francuski nacjonalista Jordan Bardella ze Zjednoczenia Narodowego, które należy do zakochanej w Trumpie grupy Patrioci dla Europy w PE, podczas wtorkowej (20 stycznia) debaty o sytuacji wokół Grenlandii, brzmiał jak europejski mąż stanu.

„To, co dzieje się obecnie wokół Grenlandii (...) to próba siły i prawdy dla Europy. Prezydent Stanów Zjednoczonych stawia Unię Europejską przed jasnym wyborem: zaakceptować wasalizację (...) lub ponownie stać się suwerennymi podmiotami, zdolnymi do obrony naszych interesów i integralności (...) Unia Europejska stoi pod ścianą, ale nie ma prawa milczeć (...) Umowa handlowa wynegocjowana latem ubiegłego roku przez przewodniczącą von der Leyen powinna zostać natychmiast zawieszona. Unia Europejska musi bezzwłocznie uruchomić swoje instrumenty przeciwdziałające przymusowi (...) Nie chodzi o eskalację, chodzi o naszą suwerenność” – mówił Bardella.

Zagrożenie dla bezpieczeństwa czy integralności terytorialnej to świetne warunki do normalizacji skrajnej prawicy. Ludzie „zjednoczeni wokół flagi” mają tendencję do przymykania oczu na radykalne poglądy sił antysystemowych, jeśli te, w momencie zagrożenia, spinają szeregi z innymi.

Co ciekawe największą ostrożność w sprawie unijnej reakcji na Trumpa we wtorek 20 stycznia rano w Strasburgu proponował szef Europejskiej Partii Ludowej, polityk niemieckiej chadecji, Manfred Weber. Jego zdaniem najlepszą odpowiedzią wobec Trumpa jest zawieszenie ratyfikacji umowy handlowej z USA. Poza tym Weber radzi, by „nie eskalować”.

Jak działa instrument antyprzymusowy?

Czym według unijnej regulacji jest wymuszenie gospodarcze, któremu przeciwdziałać miałby unijny instrument antyprzymusowy? To taka sytuacja, w której państwo trzecie próbuje wywrzeć presję na Unię Europejską lub państwo członkowskie UE, aby podjęło określoną decyzję, stosując lub grożąc zastosowaniem środków mających wpływ na handel lub inwestycje.

„Takie praktyki stanowią nadmierną ingerencję w uzasadnione suwerenne decyzje Unii Europejskiej i jej państw członkowskich” – czytamy w akcie prawnym ustanawiającym ten instrument, który wszedł w życie w grudniu 2023 roku.

Ale instrument antyprzymusowy jest skonstruowany tak, by umożliwić dialog i skłonić agresywne państwo do zaprzestania szantażu.

„Nie od razu uruchamiane są sankcje. Najpierw jest przestrzeń na rozmowę i pokazanie naszemu partnerowi handlowemu, jakie środki mamy do dyspozycji” – mówi OKO.press Bernd Lange.

Te środki to:

  • ograniczenie lub zamknięcie dostępu amerykańskich firm do europejskich rynków,
  • ograniczenie lub wstrzymanie dostępu amerykańskich firm do europejskich przetargów publicznych,
  • zawieszenie obowiązywania prawa własności intelektualnej podmiotów z USA,
  • ograniczenie lub całkowite wstrzymanie wszelkiego europejskiego finansowania, które podmioty z USA otrzymują.

Procedura ich wdrożenia jest kilkuetapowa:

  • Pierwszym krokiem jest zainicjowanie przez Komisję Europejską badania, czy dane państwo dopuszcza się szantażu gospodarczego. Komisja Europejska ma cztery miesiące na przeprowadzenie takiej oceny.
  • Jeśli KE stwierdzi, że faktycznie dochodzi do wymuszenia gospodarczego, musi przedłożyć Radzie wniosek o uruchomienie instrumentu antyprzymusowego. Rada UE może poprzeć taki wniosek kwalifikowaną większością głosów. Wówczas procedura jest uruchamiana.
  • Pierwszym krokiem tej procedury jest dialog z państwem, które dopuszcza się wymuszenia gospodarczego. KE zwraca się do niego z wnioskiem o zaprzestanie wymuszenia oraz naprawienie wyrządzonych szkód.
  • Jeśli państwo oskarżane o szantaż gospodarczy nie współpracuje z KE lub nie chce naprawić wyrządzonych szkód, Komisja Europejska może przedłożyć Radzie wniosek o zastosowanie środków zaradczych.
  • Środki te muszą być proporcjonalne do skali wymuszenia i strat z niego wynikających.
  • O ostatecznym wdrożeniu środków zaradczych decyduje Rada UE większością kwalifikowaną, bo większość kwalifikowana jest wystarczająca do podejmowania decyzji ws. polityki handlowej.
  • Środki zaradcze na mocy instrumentu antynaruszeniowego to nie sankcje. Decyzje o nałożeniu sankcji, na mocy europejskiego prawa, podejmowane są jednomyślnie.

Lange wspomina, że stworzenie tego narzędzia było zainspirowane m.in. działaniami Donalda Trumpa już w pierwszej kadencji jego prezydentury.

„To był 2018, 2019 rok” – mówi Lange, który wówczas także pełnił funkcję przewodniczącego Komisji ds. Handlu.

„Unia Europejska była w trakcie prac nad podatkiem cyfrowym, a Trump zagroził, że jeśli dojdzie do wejścia tego podatku w życie, to nałoży na towary z UE cła w wysokości 25 procent. To, a potem jeszcze wiele innych tego rodzaju działań, także ze strony innych państw [np. Chin – przypomnieć warto ograniczenia handlowe nałożone przez Chiny na Litwę po ogłoszeniu przez nią w czerwcu 2021 r. uruchomienia na Litwie ambasady Tajwanu – red.], było jednym z bodźców, dlaczego Komisja Europejska, Parlament i państwa UE uznały, że trzeba chronić się przed szantażem i niesprawiedliwymi ograniczeniami handlowymi. Dziś jesteśmy silniejsi niż wtedy” – mówi OKO.press Bernd Lange.

Zdaniem niemieckiego europosła wstrzymanie ratyfikacji umowy handlowej UE-USA i wprowadzenie ceł odwetowych to absolutne minimum, po które sięgnąć powinna UE, by odpowiedzieć na działania Trumpa, jeśli amerykańskie cła wejdą w życie. Ale Lange rekomenduje, by już teraz ogłosić otwarcie procedury instrumentu antyprzymusowego, by zmusić USA do dialogu.

„Unia Europejska zdecydowanie ma narzędzia, by odpowiedzieć na szantaż polityczny prezydenta Trumpa w sprawie Grenlandii. Nie powinna wahać się ich użyć” – mówi Lange.

Zwalczać amerykańską dezinformację

Lange podkreśla też, że niezbędne jest przeciwdziałanie fałszywym narracjom rozpowszechnianym przez Donalda Trumpa i jego administrację ws. Grenlandii.

Uzasadniając swoje roszczenia ws. Grenlandii, Trump sięga m.in. po takie argumenty, że:

  • istnieje duże prawdopodobieństwo, że Grenlandię w najbliższym czasie mogą przejąć Rosja lub Chiny, bo Dania jest za słaba, by ją chronić; to twierdzenie weryfikowaliśmy już w tej analizie;
  • że status publiczno-prawny Grenlandii jest właściwie niejasny i że Dania wcale niekoniecznie ma prawo do Grenlandii; to twierdzenie weryfikowaliśmy już w tej analizie;
  • że oddanie przez Danię Grenlandii Stanom Zjednoczonym miałoby być „okazaniem wdzięczności” za lata „przywilejów handlowych”, czyli niskich lub zerowych ceł oraz amerykańskiego zaangażowania w europejską obronność w ramach NATO.

To ostatnie twierdzenie kwestionuje w rozmowie z OKO.press Bernd Lange.

„Jakie przywileje handlowe, jaka wdzięczność? Niektóre największe amerykańskie firmy mają więcej klientów w Europie, niż w USA. Amerykańskie big techy generują w Unii Europejskiej jedną trzecią swoich zysków. Amerykańskie firmy dominują europejskie rynki w wielu dziedzinach [np. ponad 75 proc. infrastruktury chmurowej UE jest kontrolowane przez podmioty spoza UE; w przypadku systemów operacyjnych smartfonów aż 99 proc. rynku mają Google i Apple; w przypadku komputerów – 74 proc. należy do Microsoftu – red.]. Dania słusznie podnosi, że biorąc udział w amerykańskiej wojnie z terroryzmem, straciła więcej żołnierzy niż USA. Ani Dania, ani Unia nie mają się za co Stanom odwdzięczać. Unia Europejska i Stany Zjednoczone mają najintensywniejsze relacje handlowe na świecie” – podkreśla Bernd Lange.

Pytanie więc, czy narzędzie prawne, którego stworzenie zostało zainspirowane działaniami prezydenta Donalda Trumpa, może zostać przez UE po raz pierwszy zastosowane właśnie wobec Stanów Zjednoczonych pod jego przywództwem.

Jest bardzo prawdopodobne, że Rada Europejska będzie wolała stopniować swoją odpowiedź na działania Trumpa. Prognoza OKO.press co do wyników czwartkowego szczytu jest następująca:

  • W pierwszej kolejności może zostać ogłoszone wstrzymanie prac nad ratyfikacją umowy handlowej UE-USA. Grupy polityczne w Parlamencie Europejskim już dogadały się w tej sprawie.
  • W drugiej kolejności – jeśli nowe amerykańskie cła wejdą w życie od 1 lutego, UE wprowadzi cła odwetowe. To jedyna sensowna odpowiedź na złamanie postanowień dopiero co wynegocjowanej umowy handlowej, która zresztą dla UE jest bardzo niekorzystna. Zakłada bowiem zerowe taryfy na szereg produktów amerykańskich i 15-procentowe taryfy niemal na cały eksport europejski do UE.
  • W trzeciej kolejności – jeśli Trump podejmie działania w sprawie Grenlandii – zasadne będzie uruchomienie instrumentu antyprzymusowego. Choć faktem jest taki, że działanie Trumpa typu „10-procentowe cła jako kara za wysłanie żołnierzy na Grenlandię" już mają charakter wymuszenia gospodarczego.

Niewykluczone, że nieco bardziej koncyliacyjne wypowiedzi Trumpa z Davos, m.in. te, wykluczające próby siłowego przejęcia wyspy, to jedynie sposób na skłonienie europejskich liderów do złagodzenia europejskiej odpowiedzi na najnowszy kryzys w relacjach transatlantyckich.

;
Na zdjęciu Paulina Pacuła
Paulina Pacuła

Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.

Komentarze