„Putin zmieniał konstytucję. Trump ją ignoruje” – mówi dokumentalista David Borenstein. Jego nominowany do Oscara film „Pan Nikt kontra Putin” pokazuje rosyjską szkołę jako fabrykę militaryzacji. Dzisiaj brzmi jak ostrzeżenie dla Ameryki pod rządami Trumpa [WYWIAD]
„Pan Nikt kontra Putin” w reżyserii amerykańsko-duńskiego dokumentalisty Davida Borensteina to opowieść o Pawle „Paszy” Talankinie – nauczycielu z Karabaszu na Uralu, miasta zbudowanego wokół trującego kombinatu miedziowego, gdzie średnia długość życia wynosi zaledwie 38 lat. Karabasz w tym obrazie staje się metaforą toksycznej Rosji: miejsca skażonego nie tylko ekologicznie, ale i moralnie.
Pasza prowadzi w szkole małe studio filmowe, organizuje warsztaty dla młodzieży, nagrywa z uczniami wideoklipy i buduje wyspę wolności w oficjalnej szkolnej rzeczywistości. Po wybuchu pełnoskalowej wojny w lutym 2022 roku Pasza otrzymuje od przełożonych polecenie filmowania patriotycznych lekcji i szkolnych akademii wspierających „specjalną operację wojskową”. Jego obiektyw rejestruje, jak propaganda stopniowo przenika szkolną codzienność: od recytacji wierszy i prób wyjaśniania „denazyfikacji”, po naukę musztry na korytarzach i konkursy rzutu granatem. Materiały trafiają na rządowe serwery,
Pasza ma świadomość, że staje się częścią machiny wojennej propagandy. Próbuje gestów sprzeciwu, lecz szybko uświadamia sobie ich bezcelowość. Gdy nawiązuje współpracę z dokumentalistą z Zachodu, z biernego wykonawcy poleceń zmienia się w autora demaskatorskiego filmu. Filmuje militaryzację szkoły, spotkanie dzieci z najemnikami Grupy Wagnera, pożegnania zmobilizowanych chłopców i rozpacz matek nad trumnami poległych.
Film staje się studium społecznej bierności i wewnętrznej emigracji – strategii przetrwania w kraju, w którym nikt nie ma odwagi na otwarty protest. Nauczyciele ze szkoły Paszy deklarują lojalność, kontrolują słowa i zamykają się w prywatnym życiu.
Pasza wie, że po zakończeniu roku szkolnego będzie musiał wyjechać z Rosji, zostawiając za sobą całe dotychczasowe życie. Zanim to zrobi, kieruje kamerę na siebie i wyznaje trudną miłość do ojczyzny: „Kocham chwilę, kiedy można otworzyć okno i wpuścić do mieszkania świeże powietrze. Kocham jesień. Kocham mróz. Kocham ludzi. Miłość do ojczyzny to nie tylko podniesienie flagi czy odśpiewanie hymnu. To także rozmowa o problemach ludzi i o tym, jak je rozwiązać”.
„Pan Nikt kontra Putin” – film produkcji duńsko-czeskiej zrealizowany pod przykrywką szkolnej kroniki – został nominowany do Oscara w kategorii pełnometrażowego filmu dokumentalnego, stając się jednym z najgłośniejszych świadectw rosyjskiej rzeczywistości czasu wojny.
O tym, jak powstał ten niezwykły dokument, jaką cenę zapłacił jego bohater za udział w nim oraz co nam mówi rosyjska machina propagandy militarnej o dzisiejszych neoliberalnych autokracjach, rozmawiamy z jego reżyserem Davidem Borensteinem.
Roman Pawłowski-Felberg, OKO.press: W jaki sposób poznałeś Paszę Talankina, nauczyciela z prowincjonalnego Karabaszu, który stał się bohaterem filmu „Pan Nikt kontra Putin”?
David Borenstein*: Na początku 2022 roku szukałem w Rosji historii, która pomogłaby wyjaśnić pełnoskalową inwazję na Ukrainę z rosyjskiej perspektywy. Byłem naprawdę ciekaw: co wywołuje to szaleństwo? Próbowałem zrozumieć mechanizm, który sprawił, że to się wydarzyło. W tym samym czasie Pasza zobaczył na Instagramie ogłoszenie, które zamieściła rosyjska firma produkująca treści internetowe. Tytuł brzmiał: „Jak zmieniła się twoja praca z powodu specjalnej operacji wojskowej w Ukrainie?”. Szukano pozytywnych historii o ludziach wspierających armię, na przykład piszących listy do żołnierzy.
Pasza to zobaczył i się wściekł. Powiedział: „Nie, to ja wam opowiem, jak zmieniła się moja praca”. I napisał, że zrobiono z niego szkolnego propagandystę i że codziennie w pracy czuje się z tego powodu winny. Było to szalone, bo przecież nie wiedział, co to za firma. Po prostu w złości odpowiedział na ogłoszenie. Jak widać w filmie, to dla niego typowe – złości się i działa, nawet jeśli to ryzykowne.
Nie miałeś nic wspólnego z tym ogłoszeniem. Jak w takim razie wiadomość o jego historii do ciebie dotarła?
Ktoś z tej firmy, do dziś nie wiem, kto zareagował inaczej, niż można by się spodziewać. Okazał Paszy zrozumienie i zaczął przekazywać jego wiadomość dalej, w środowisku medialnym. Przypadkiem trafiła ona do mnie. Skontaktowaliśmy się z Paszą kilka tygodni po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji i zaczęliśmy współpracę.
Czy od początku było wiadomo, że Pasza będzie współautorem filmu?
Na początku nie wiedziałem nawet, czy potrafi filmować. Zacząłem więc pracę w klasyczny sposób – mój operator w Karabaszu kręcił sceny z nim w roli bohatera.
Wkrótce potem, przeglądając materiały przesłane przez operatora, zobaczyłem wśród nich folder z nagraniami, które zrobił sam Pasza. To było coś zupełnie innego. Perspektywa pierwszoosobowa, długie ujęcia, jak chodzi po mieście, je lunch i filmuje z ręki. Bardzo dziwne, bardzo niezwykłe. Zupełnie nie przypominało to filmu o sygnaliście, który chciałem pierwotnie nakręcić. Było w tym dużo miłości i radości. Przypominało mi to filmy, takie jak „Symfonia życia” Stephena Hereka albo „Szkoła rocka” Richarda Linklatera. To właśnie sprawiło, że dokument stał się tak niezwykły – ta dziwna współpraca i ten nieoczekiwany ton.
Kiedy stał się jasne, że skoncentrujecie się na szkole jako narzędziu propagandy?
Gdy tylko usłyszeliśmy o Paszy, wiedzieliśmy, że chcemy skupić się na tym, co dzieje się w jego szkole. Wiedzieliśmy, że możemy poprzez jego perspektywę pokazać lekcje propagandy, podczas których nauczyciele tłumaczą, jak rosyjski rząd patrzy na pełnoskalową inwazję na Ukrainę, jak wyobraża sobie przyszłość, co planuje dla dzieci i następnego pokolenia. Uznaliśmy, że to niezwykle ważne, by wydostać te obrazy z Rosji i pokazać je Zachodowi.
To, co filmował Pasza, pokazywało w jasny sposób, że Rosja nie ma zamiaru zatrzymać się na Ukrainie. Dzieciom mówi się tam codziennie: przygotujcie się na przyszłe wojny, i to nie tylko z Ukrainą. Dlatego od początku wiedzieliśmy, że film będzie o szkole i propagandzie.
Stopniowo odkrywaliśmy, że to także film o Paszy jako człowieku, o jego zmaganiach, o wyborach, jakie jednostka podejmuje w sytuacji, gdy autorytaryzm niszczy wszystko, co w jej życiu ważne.
Fascynująca jest pokazana w filmie droga prowincjonalnego nauczyciela od bycia częścią mechanizmu wojennej propagandy do stania się prawdziwym bohaterem stawiającym opór systemowi. Pasza powiedział mi w rozmowie dla OKO.press, że inspiracją był dla niego film „Zwyczajny faszyzm” sowieckiego reżysera Michaiła Romma, zmontowany z fragmentów hitlerowskich kronik i amatorskich zdjęć żołnierzy Wehrmachtu, z odautorskim komentarzem reżysera. Czy ta referencja była także dla ciebie ważna?
Tak, zdecydowanie, dużo o tym rozmawialiśmy. To było dla Paszy bardzo ważne odniesienie. On zawsze był bardzo zaangażowany politycznie, więc nie dziwi mnie, że jego inspiracją był film demaskujący mechanizmy faszyzmu.
Mnie bardziej interesował konflikt między jednostką a społeczeństwem. Jednym z moich ważnych odniesień był film „Strefa interesów” Jonathana Glazera. Zastanawiałem się: jak funkcjonuje autorytaryzm? Jaka jest relacja między zwykłymi ludźmi a straszliwymi zbrodniami popełnianymi przez państwo?
Czy rosyjski autorytaryzm i militaryzm wynikają z masowego fanatyzmu – którego reprezentantem w filmie jest nauczyciel historii, stalinista? Czy raczej z tego, że zwykli ludzie chcą przeżyć i robią to, co dla nich najwygodniejsze? Jaki wybór moralny stoi przed nami w takiej sytuacji?
Ostateczny kształt filmu jest wynikiem naszej współpracy. Pasza chciał pokazać światu, że Rosja staje się faszystowska. Ja byłem bardziej zainteresowany nim jako postacią i filozoficznym pytaniem o naturę autorytaryzmu oraz o wybory moralne zwykłych ludzi.
Niecodzienne w pracy nad filmem było to, że nie byłeś fizycznie obecny w Rosji podczas zdjęć, przebywałeś wtedy w Kopenhadze. Jak wyglądała współpraca na odległość? Reżyserowałeś zdalnie?
Szybko zrozumiałem, że nie powinienem próbować reżyserować Paszy. Za każdym razem, gdy prosiłem go, by coś nagrał w określony sposób, nie podobały mi się rezultaty. Jeśli potrzebowałem konkretnego materiału, wysyłałem kogoś innego do Karabaszu.
Miałem dużo materiału od operatora, mogliśmy zmontować film w bardziej klasyczny, kinowy sposób, w stylu dokumentu podążającego za bohaterem. Mógł wyglądać jak „Honeyland” [„Kraina miodu” – wielokrotnie nagradzany film produkcji macedońskiej] – mieliśmy piękne ujęcia.
Ale to, co okazało się naprawdę wyjątkowe, to były nagrania Paszy. Za każdym razem, gdy brał kamerę do ręki, był przepełniony emocjami i frustracją. Sam mówi w filmie, że praca w szkole to chodzenie po linie. Czuł tak silne poczucie winy, że musiał wziąć kamerę, by mieć wrażenie, że coś robi.
Czasem chodził godzinami po mieście z kamerą, bo był pełen wstrętu do samego siebie i nie potrafił spojrzeć na świat bezpośrednio – musiał patrzeć przez obiektyw. Włączenie kamery było dla niego aktem przemiany. Kiedy oglądałem te nagrania, czułem tę emocję. Chciałem tej surowości, tego brudu. Jego materiał był pełen emocji i dlatego działa tak mocno. Większość filmu to jego nagrania.
Porozmawiajmy o kwestiach bezpieczeństwa. Za krytykowanie tak zwanej specjalnej operacji wojskowej, jak nazywa się w Rosji wojnę z Ukrainą, grożą surowe kary – do pięciu lat więzienia. „Rozpowszechnianie fałszywych informacji o armii” zagrożone jest karą do nawet 15 lat pozbawienia wolności. Jak chroniliście Paszę i innych bohaterów filmu? Które momenty w procesie pracy były najbardziej niebezpieczne?
Na początku kwestie bezpieczeństwa były dla mnie przytłaczające. Nie wiedziałem, jak sobie z nimi poradzimy. Mieliśmy jednak szczęście, że BBC dołączyło do projektu bardzo wcześnie i zapewniło wsparcie. Pomogli nam opracować protokół komunikacji – rozmawialiśmy wyłącznie przez szyfrowane kanały, materiały wymienialiśmy przez zabezpieczony serwer FTP.
To wpłynęło również na konstrukcję filmu. Od początku wiedzieliśmy, że musimy skupić się głównie na Paszy, bo nie chcieliśmy narażać innych osób pozostających w Rosji. BBC przeanalizowało gotowy film kadr po kadrze, sprawdzając każdą wypowiedź ucznia czy nauczyciela, by upewnić się, że nikt nie zostanie narażony. Myśleliśmy nawet o możliwych represjach wobec matki bohatera.
Było wiele nieprzespanych nocy. Kiedy Pasza wysyłał mi nagrania z protestów albo sceny, w których mówił innym, że pracuje nad filmem z BBC i zagranicznym reżyserem, kłóciliśmy się. Prosiłem go, by był ostrożny. Pracowaliśmy nad planem jego wyjazdu z Rosji, mówiłem: poczekaj, wyjedź najpierw, potem możesz mówić wszystko.
On jednak podejmował ryzyko. Była w nim jakaś gotowość do konfrontacji z systemem, trochę jak u Nawalnego. W filmie widać, jak dzieci są uczone w szkole, że największą chwałą jest poświęcić życie za sprawę. Myślę, że Pasza w pewnym sensie to zinternalizował – tyle że był przeciwko reżimowi.
Pasza wyjechał z Rosji latem 2024 roku, zamieszkał w Czechach. Jak wyglądało wasze pierwsze spotkanie twarzą w twarz?
To było w Stambule. Przez dwa i pół roku nie spotkaliśmy się ani nie mogliśmy rozmawiać swobodnie. Nie wysyłałem mu zmontowanych fragmentów filmu, bo to byłoby zbyt niebezpieczne. Największym paradoksem było to, że nawet kiedy mówił otwarcie w Karabaszu, że kręci film z BBC i zagraniczną ekipą, nikt mu nie wierzył. To było dla niego dodatkową ochroną. Gdybyśmy wysłali mu gotową wersję, mogłoby to wszystko zniszczyć.
Kiedy w Stambule obejrzał film po raz pierwszy, powiedział mi: „Byłem w 50 procentach przekonany, że to oszustwo”. Przez dwa lata wysyłał materiały bez dowodu, że coś z tego powstaje.
Zrobiliśmy film bez zaufania – tylko dzięki silnej woli po obu stronach, mimo wątpliwości. Dopiero gdy spotkaliśmy się osobiście, bardzo szybko zbudowaliśmy relację i zostaliśmy przyjaciółmi.
Jak ten film was zmienił?
Mnie nauczył wartości współdziałania i pokazał, że niekonwencjonalna współpraca wykraczająca poza tradycyjny model może stworzyć unikalny ton, którego jedna osoba nie osiągnie sama. Zmusił mnie też do myślenia o odwadze i odpowiedzialności obywatelskiej. Pasza pomaga mi zastanowić się, jak stać się lepszym, bardziej świadomym uczestnikiem życia politycznego. Uświadamia mi, ile troski i wysiłku potrzeba, aby chronić demokrację, oraz że demokracja nie jest czymś danym raz na zawsze. To wartość, o którą trzeba stale zabiegać, a jeśli zajdzie taka potrzeba – także ponosić dla niej ofiary.
Pasza poświęcił całe swoje życie, by zrobić ten film. Wyjechał, zostawiając wszystko: karierę zawodową, rodzinę, przeszłość. Ja, jako Amerykanin, zastanawiam się, co jestem gotów poświęcić w obliczu zagrożeń dla demokracji. Autorytaryzm nie zaczyna się od masowego fanatyzmu, tylko od tego, że ludzie chronią siebie i wybierają to, co najwygodniejsze.
Jego przemiana jest niezwykła – z przygnębionego nauczyciela zarabiającego około 150 euro miesięcznie do osoby robiącej selfie z Timothée Chalametem podczas kampanii oscarowej w Los Angeles. A jednak pozostał tym samym człowiekiem. Wciąż czuje się, jakby był obok tego wszystkiego, jakby ten świat go nie dotyczył. Jakby był kosmitą. I jest w tym coś bardzo ujmującego. Oczywiście jego życie się zmieniło – teraz może otwarcie mówić o swoich poglądach politycznych i o swoim stylu życia.
Po festiwalu Sundance film pojawił się w rosyjskim internecie w postaci pirackich kopii. Jakie były reakcje?
Były obraźliwe komentarze, których nie będę powtarzał, ale też wiele dobrych. Pasza opowiadał o nauczycielach z Czelabińska, którzy mówili mu: cieszymy się, że zrobiłeś ten film. W czasie wojny ogromna liczba nauczycieli – dziesiątki tysięcy – odeszła z pracy w Rosji, bo nie chcieli uczestniczyć w propagandzie. Nauczyciele wiedzą, że to jest złe. Jak można uznać za właściwe dawanie broni i min przeciwpiechotnych trzynastolatkom?
Ten film jest dla nich. W Nowym Jorku spotkaliśmy trzech rosyjskich nauczycieli, którzy wyemigrowali. Powiedzieli, że dzięki temu filmowi poczuli się dostrzeżeni. Oczywiście, są też trolle i nacjonaliści, którzy nazywają Paszę pedofilem czy zdrajcą. Reakcje są skrajne.
Rok od premiery zmienił się wydźwięk filmu. Kiedy zobaczyłem go po raz pierwszy w 2025 roku, jednoznacznie czytało się go w kontekście rosyjskiego autorytaryzmu. Dziś jednak, w obliczu Ameryki pod rządami Trumpa, nabiera nowego sensu. Czy widzisz te paralele między systemem pokazanym w filmie a tym, co dzieje się obecnie w Stanach Zjednoczonych?
Oczywiście. Różnica między Rosją i USA polega na tym, że Trump działa szybciej, niż Putin w pierwszych latach swojej władzy. Putin zmieniał prawo – choćby ustawę o zdradzie narodowej czy ustawę o „agentach zagranicznych”. Trump w ogóle nie przejmuje się prawem. Po prostu działa wbrew niemu. Podczas gdy przywódcy tacy jak Orbán czy Putin stopniowo modyfikowali konstytucję, Trump po prostu ją ignoruje, tak samo jak obowiązujące ustawy. W pewnym sensie to, co dzieje się w USA, przypomina bardziej faszystowską rewolucję niż powolny zwrot w stronę nieliberalnej demokracji. Zawsze staram się to podkreślać.
Nieliberalny zwrot widzimy zresztą wszędzie, wszędzie trwa atak na instytucje. Pochodzę z Florydy. Nauczyciele mierzą się tam z podobnymi problemami, z którymi mierzył się Pasza. Słyszymy ich głosy bez przerwy. [Administracja Trumpa wprowadziła działania ograniczające możliwość nauczania w szkołach treści uznawanych za „ideologię gender” i inicjatywy DEI (Diversity, Equity and Inclusion – czyli różnorodność, równość i włączenie) oraz zagroziła szkołom kontynuującym takie programy odebraniem federalnego finansowania, uruchamiając m.in. mechanizmy zgłaszania skarg na szkoły przez rodziców – red.].
Trwa atak na wolne media. Proszę spojrzeć na moją branżę – zajmuję się filmem dokumentalnym. Amerykańskie platformy streamingowe nie kupują politycznych dokumentów, bo boją się administracji Trumpa. Nasz ekosystem medialny zaczyna coraz bardziej przypominać Chiny czy Rosję. To dzieje się tu i teraz. A my nie stawiamy oporu.
Wiele osób wokół mnie nie akceptuje tego, co się dzieje, a jednak funkcjonujemy tak, jakby wszystko było normalne. Zachowujemy się jak ci nauczyciele w szkole Paszy, którzy uczestniczą w wojskowo-nacjonalistycznych wydarzeniach. Nie wierzą w to, nie zgadzają się z tym, ale milczą i podporządkowują się systemowi.
Dla starszych generacji z krajów postkomunistycznych świat z pańskiego filmu jest znajomy. Ludzie urodzeni w komunizmie również chodzili do szkół, których uprawiano propagandę i prano mózgi. Ale potrafili się z tego wyzwolić.
To przyjdzie także do nas. Minneapolis protestuje dziś nie dlatego, że chce, ale dlatego, że musi – tamtejsze społeczności są atakowane. To przyjdzie również do naszych domów. Dlaczego więc czekamy?
W branży dokumentalnej nadal zabiegamy o względy platform streamingowych, boimy się je krytykować i wciąż mamy nadzieję, że będziemy z nimi współpracować, podczas gdy one dobrowolnie przekształcają nasz ekosystem medialny w coś, co przypomina Rosję czy Chiny. Nikt nie chce się sprzeciwić. Żyjemy w czasach, w których w Ameryce mało kto jest gotów stanąć w obronie czegokolwiek.
Dlatego warto obejrzeć historię Paszy.
Film „Pani Nikt kontra Putin” trafi do polskich kin 27 lutego. Dystrybucja: Millennium Docs Against Gravity. OKO.press jest patronem medialnym filmu.
*David Borenstein – amerykański reżyser i producent filmów dokumentalnych, mieszkający w Kopenhadze. Znany jest z filmów badających zjawiska społeczne z pogranicza głównego nurtu, kulturę oraz politykę – m.in. „Mr. Nobody Against Putin” (2025), „Can’t Feel Nothing” (2024) i „Dream Empire” (2016). Z wykształcenia dziennikarz i tłumacz języka chińskiego, często pracuje w wymagających i trudnych warunkach. Jest laureatem Nagrody Specjalnej Jury na festiwalu Sundance.
Publicysta, kurator teatralny, dramaturg. Absolwent teatrologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, w latach 1994-2012 dziennikarz działu kultury „Gazety Wyborczej”. Laureat Nagrody im. Zbigniewa Raszewskiego dla najlepszego polskiego krytyka teatralnego (1995). Opublikował m.in. antologie polskich sztuk współczesnych „Pokolenie porno i inne niesmaczne utwory teatralne” (2003) i „Made in Poland. Dziewięć sztuk teatralnych z Polski” (2006), a także zbiór wywiadów z czołowymi polskimi ludźmi kultury „Bitwa o kulturę #przyszłość” (2015), wyróżniony nagrodą „Gazety Wyborczej” w Lublinie „Strzała 2015”. Od 2014 związany z TR Warszawa, gdzie odpowiada za rozwój linii programowej teatru oraz pracę z młodymi twórcami i twórczyniami.
Publicysta, kurator teatralny, dramaturg. Absolwent teatrologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, w latach 1994-2012 dziennikarz działu kultury „Gazety Wyborczej”. Laureat Nagrody im. Zbigniewa Raszewskiego dla najlepszego polskiego krytyka teatralnego (1995). Opublikował m.in. antologie polskich sztuk współczesnych „Pokolenie porno i inne niesmaczne utwory teatralne” (2003) i „Made in Poland. Dziewięć sztuk teatralnych z Polski” (2006), a także zbiór wywiadów z czołowymi polskimi ludźmi kultury „Bitwa o kulturę #przyszłość” (2015), wyróżniony nagrodą „Gazety Wyborczej” w Lublinie „Strzała 2015”. Od 2014 związany z TR Warszawa, gdzie odpowiada za rozwój linii programowej teatru oraz pracę z młodymi twórcami i twórczyniami.
Komentarze