0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.plFot. Kuba Atys / Age...

Tego nie spodziewał się nikt. W normalnych czasach nikt nie przewidywałby, że w obecnej sytuacji Rada Polityki Pieniężnej obniży stopy procentowe. Ale gospodarczo czasy dalej nie są normalne, a za sterem NBP i RPP jest znany z niestandardowych zagrywek Adam Glapiński. Analitycy przewidywali więc, że czeka nas w tym roku obniżka stóp, większość się zgodziła – pierwsza już teraz, we wrześniu. Mówiło się o obniżce głównej stopy procentowej o 0,25 punktu.

Adam Glapiński znów postanowił zaskoczyć wszystkich. Obniżka jest aż trzy razy większa. Od dziś (6września 2023) główna stopa procentowa spada do 6 proc., po roku utrzymywania jej na poziomie 6,75 proc.

Szaleństwo

„Zupełne szaleństwo” – stanowczo komentuje dla OKO.press ekonomista i badacz inflacji, dr Wojciech Paczos. – „Nie ma możliwości, żeby Rada miała prognozy, które wskazują na tak trwałe i tak szybkie zejście inflacji do celu, który pozwalałby na tak szybkie i zdecydowane rozpoczęcie cyklu obniżek. Bo takie prognozy nie istnieją. To w 100 proc. decyzja polityczna, pod październikowe wybory”.

Według ustawy o NBP, „Podstawowym celem działalności NBP jest utrzymanie stabilnego poziomu cen”. Dziś mamy do czynienia z sytuacją, w której inflacja wciąż przekracza 10 proc., własne prognozy NBP mówią o tym, że być może nawet w ciągu dwóch lat inflacja nie wróci do celu (2,5 proc.). A RPP decyduje się na silne obniżenie stóp procentowych, bez wcześniejszej zapowiedzi otwarcia cyklu obniżek.

Dla porównania warto spojrzeć na przykład na Stany Zjednoczone. Tam w sierpniu inflacja wyniosła 3,2 proc. Amerykańska Rezerwa Federalna, instytucja z tym samym mandatem co NBP, utrzymuje stopy procentowe na poziomie 5,5 proc. O obniżkach na razie nie ma mowy. Mówi się ewentualnie o kolejnych podwyżkach. W Kanadzie stopy zatrzymały się na 5 proc., inflacja wynosi 3,2 proc.

Przeczytaj także:

Wbrew sobie

Jak uzasadnia decyzję prezes NBP dowiemy się podczas jego jutrzejszego (7 września 2023) wystąpienia przed mediami. Wiemy natomiast, że kompletnie zaprzeczył swoim słowom z lipca. Wówczas mówił:

„Przewiduję, jeśli coś się będzie działo, to [obniżymy stopy] po 0,25 pkt. proc. Jesteśmy bankiem działającym konserwatywnie i spokojnie”.

Dzisiejszy ruch jest przeciwieństwem konserwatywnego działania, prezes NBP zachował się dziś raczej jak gilotyna podczas rewolucji francuskiej. Ostatnie tak duże cięcie stóp RPP widzieliśmy w 2008 roku. Wówczas było to działanie w odwrotną stronę, by pobudzić gospodarkę, która zaczynała odczuwać skutki globalnego kryzysu finansowego. Inflacja wynosiła wówczas 3,3 proc.

„Wedle teorii ekonomii i najlepszych praktyk banków centralnych obniżka stóp powinna zwiastować początek cyklu, w czasie którego inflacja będzie stabilnie spadać do celu 2,5 proc., a stopy będą spadać do swojego naturalnego poziomu (w Polsce oceniam go na między 2 proc. a 4 proc. dla stopy nominalnej)” – tłumaczy dr Paczos. I obawia się, że dzisiejsza decyzja oznacza powrót do wzrostów inflacji.

„W ciągu najbliższego roku będzie wiele zwrotów akcji. Może być zmiana trendu i powrót do wzrostów inflacji, może być też odkręcanie decyzji po wyborach i wzrost stóp, może być też jedno i drugie. Myślę, że z powrotem do normalności powinniśmy się na razie pożegnać”.

Warto dodać, że pierwsze zdanie tego tekstu nie jest tylko figurą retoryczną. Znając kontekst polityczny o obniżce się mówiło. Prawie wszyscy, którzy się jej spodziewali, mówili o 0,25 punktu procentowego. Prawie nikt nie odważył się głośno rozważyć obniżki o pół punktu. Poważnych prognoz obniżki 0,75 punktu nie znajdziemy nigdzie.

Po co zmienia się stopy procentowe

Zróbmy teraz krok wstecz i przypomnijmy kilka podstawowych faktów.

Stopy procentowe banku centralnego regulują koszt pożyczek. W ten sposób bank centralny może zmieniać podaż pieniądza w gospodarce. Jeśli stopy są niskie, pożyczanie jest tanie, decydujemy się na nie chętniej, a w gospodarce krąży więcej gotówki. To może powodować, że ceny będą rosnąć, bo gdy konsumpcja jest łatwiej dostępna, zwiększa się popyt, a sprzedawcy i usługodawcy mają przestrzeń, by ceny podnosić, bo wiedzą, że konsumenci takie podwyżki przełkną.

Z badań z ostatnich dekad wiemy, że wyższe stopy procentowe powinny wpływać na gospodarkę dopiero po kilku miesiącach. Badania te dotyczą jednak sytuacji z przeszłości, gdy interwencje banków centralnych były powolne i zapowiadane wcześniej. W kryzysie covidowym zmiana podejścia była szybsza. Czyli w momencie, gdy sytuacja gospodarcza jest dynamiczna, reakcja na zmiany stóp procentowych również jest szybsza.

Gra na niższe raty

Co politycznie daje tak zaskakująca i duża obniżka? Trzeba tutaj skierować wzrok na właścicieli mieszkań z kredytami hipotecznymi.

Duża część nowych mieszkań jest kupowana na kredyt. W momencie, gdy rosły stopy procentowe, drastycznie rosły raty kredytowe tym, którzy kupili mieszkania z kredytem o zmiennej stopie. A że przyzwyczajeni byliśmy, że stopy procentowe są niskie a sytuacja gospodarcza stabilna, większość kredytów hipotecznych to właśnie stopy zmienne. Bo gdy kredyt był tani, było to opłacalne.

Sytuacja mieszkaniowa jest dużym problemem dla wielu i wciąż ważnym tematem politycznym – stąd nowe pomysły PiS na polepszenie infrastruktury na starych osiedlach, stąd kolejne (nieudane) pomysły na programy mieszkaniowe, jak Mieszkanie Plus.

Glapiński blisko PiS

Dlatego dla partii rządzącej dobrze przed wyborami wygląda obniżka stóp procentowych. Oczywiście w teorii bank centralny jest instytucją w pełni niezależną od władzy wykonawczej. Ale rzeczywistość jest dużo bardziej skomplikowana. Nikt nie twierdzi, że Adam Glapiński otrzymuje polecenia prosto z kierownictwa PiS. Tak z pewnością nie jest.

Ale jednocześnie przeszłość polityczna Glapińskiego jest znana – zakładał razem z braćmi Kaczyńskimi Porozumienie Centrum, nigdy nie odłączył się politycznie od Jarosława Kaczyńskiego. A na swoich comiesięcznych konferencjach krytykuje Donalda Tuska, telewizję TVN i chwali rząd. Główna różnica między tymi konferencjami a „Wiadomościami” TVP jest taka, że gdy Glapiński krytykuje, to nie podaje nazw i nazwisk. Mówi raczej o „polityku, który wrócił z zagranicy”. Poza tym przekaz polityczny jest podobny.

Większość tropów kieruje nas więc w stronę tej interpretacji – Adam Glapiński chce pomóc PiS utrzymać władzę. Większość odbiorców mediów nie rozumie zależności pomiędzy rządem i NBP, PiS będzie mógł w swoim przekazie mówić o swoim sukcesie. A prezes Glapiński może jednoosobowo zarządzać RPP, bo szóstka z dziesięciu członków RPP została wybrana przez Sejm z większością PiS i głosuje tak, jak prezes.

Można było inaczej

Problem w tym, że dzisiejszy ruch RPP wygląda na nieprzemyślany nawet z tej perspektywy.

Dr Paczos: „Wiele zależy od tego, jak rynki zinterpretują tę obniżkę. WIBOR ma to do siebie, że to stopa oparta o oczekiwane przyszłe ruchy na rynku międzybankowym (na które ma wpływ stopa NBP). Jeśli więc rynki uznają, że czekają nas kolejne obniżki to tak – raty kredytów spadną. Ale jeśli po tym cięciu pozostanie niepewność, albo wręcz rynek uzna, że pojawiło się ryzyko odkręcania tej obniżki w przyszłości, to spadek rat pewnie wystąpi, ale będzie ograniczony.

Tymczasem ten sam efekt (spadku stóp rynkowych) można było osiągnąć małym cięciem i komunikując, że oto rozpoczyna się seria cięć, która będzie trwała pod warunkiem zerowej lub ujemnej miesięcznej dynamiki inflacji”.

Jeśli trzymiesięczny WIBOR spadnie o tyle samo co dziś stopy procentowe, raty kredytów, w zależności od wielkości kredytu obniżą się o kilkadziesiąt (około 50 zł przy 100 tys. zł kredytu) do kilkuset złotych (około 500 zł przy kredycie wartym milion złotych).

Rada wbrew własnym rekomendacjom

W krótkim komunikacie po posiedzeniu RPP czytamy:

„Rada podtrzymała ocenę, że szybszemu obniżaniu inflacji sprzyjałoby umocnienie złotego, które byłoby spójne z fundamentami polskiej gospodarki”.

To bardzo oryginalne podejście do tematu, ponieważ oczywiste było, że po takiej decyzji złoty się osłabi. Natychmiast po decyzji stracił po sześć groszy wobec dolara i euro. To naturalne, że zaraz po decyzji mamy do czynienia ze skokiem, kluczowe będzie obserwowanie, co dzieje się z naszą walutą w dalszych krokach – po jutrzejszej konferencji prezesa NBP, po kolejnym posiedzeniu, w kolejnych tygodniach i miesiącach. Ale swoją decyzją RPP utrudniła sobie pracę i zrobiła to wbrew sobie.

Uzasadnienie decyzji w komunikacie RPP można streścić tak: inflacja spada w Polsce i na świecie, dezinflacja przyspiesza, a gospodarka spowalnia. Nie wyjaśnia to żadnych wątpliwości, jakie można mieć wobec tak nagłej i mocnej decyzji. Szef NBP usłyszy jutro wiele pytań.

Warunki do obniżki nie wystąpiły

Jakie warunki musiałyby nastąpić, żeby dzisiejsza obniżka była uzasadniona?

Dr Paczos: „Takie cięcie byłoby uzasadnione w sytuacji wystąpienia lub zagrożenia głęboką deflacją (gdy ceny spadają) albo ujemnej dynamiki PKB.

Co do zasady, politykę monetarną powinna cechować transparentność i przewidywalność. Cięcie o 0.25 byłoby też zagadkowe (bo nie zapowiedziane) ale takie, że część komentatorów mogłaby go bronić (na przykład tym, że mamy niską inflacji miesiąc do miesiąca już od 4 miesięcy). Ale skala tej obniżki jest obliczona na to, aby zszkować i zaskoczyć. Po co?”

Ekonomiści są też zgodni w ocenie, że decyzja RPP jest szokująca.

Ignacy Morawski, główny ekonomista „Pulsu Biznesu” pisze na Twitterze:

„Decyzja RPP jest tak niekonwencjonalna, że trudno powiedzieć, z jakiej strony należałoby do niej podejść.

  • Ruch przed wyborami? Na pewno, ale przecież ewentualne wykolejenie złotego nie będzie pomagało.
  • Prognozy załamania inflacji? Na pewno mają coś takiego, ale że aż tyle?
  • Obniżenie kosztu finansowania rządu przy dużych potrzebach pożyczkowych? To można było zrobić łagodniej, na rynku nie widać żadnych problemów z przyjęciem przez inwestorów przyszłorocznego budżetu.

Trudno powiedzieć”.

Rozważniejszy EBC

Przykładem tego, że stóp procentowych nie trzeba podnosić bardzo wysoko (a potem ich drastycznie obniżać), jeśli komunikacja banku centralnego jest konsekwentna, jest Estonia.

W połowie 2022 roku politycy obozu rządzącego mówili: tak, nasza inflacja jest wysoka, ale spójrzcie na Estonię. Tam szczyt inflacji wyniósł prawie 25 proc. Estonia jest częścią strefy euro, nie prowadziła więc własnej polityki monetarnej. Dziś inflacja wynosi tam 4,3 proc. W całej strefie euro to 5,3 proc.

Główna stopa procentowa Europejskiego Banku Centralnego jest obecnie na poziomie 4,25 proc., w zeszłym roku była niższa. Ale szefowa EBC Christine Lagarde jasno komunikowała, czego się spodziewa w przyszłości i jakie decyzje podejmie w każdym następnym kroku.

Adam Glapiński za każdym razem przekonywał, że wszystko jest w porządku, a będzie tylko lepiej. Rozregulowało to oczekiwania inflacyjne konsumentów i handlowców.

Istnieją też ryzyka wobec inflacji na przyszłość, o których RPP we własnym komunikacie nie wspomina. Wcale nie skończyła się trudna sytuacja na rynku paliw. Rosjanie wspólnie z Saudyjczykami zdecydowali wspólnie 5 września, że przedłużają cięcia dostaw ropy do końca 2023 roku. W ten sposób zmniejszają ilość ropy na rynku i zwiększają jej cenę. A kurs euro po dołku z końca lipca znów zaczął rosnąć, jeszcze przed dzisiejszą decyzją RPP.

Jutro czeka nas najciekawsza konferencja Adama Glapińskiego jako szefa NBP i RPP. Dziś trudno wyobrazić sobie scenariusz, w którym uspokaja on nastroje.

;

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze