14 lipca 2022

Szynka parmeńska, bajońska czy zwykła mielonka? Wszystko za cenę cierpienia

Organizacja Compassion in World Farming przeprowadziła śledztwo w hodowlach świń - zarówno takich, z których mięso idzie na produkty luksusowe, jak i tych, które zaopatrują producentów konwencjonalnej wieprzowiny. Cena szynki nie gra roli: świnie w każdej hodowli cierpią tak samo

Cztery kraje, 16 hodowli, miliony cierpiących zwierząt. Organizacja Compassion in World Farming (CiWF) przeprowadziła śledztwa w Hiszpanii, Francji, Włoszech i Polsce. Aktywiści przyglądali się warunkom, w jakich trzymane są lochy w hodowlach dostarczających mięso do producentów zarówno luksusowych szynek, jak i tych zwykłych, najtańszych.

Ciasne klatki i wygoda hodowców

Organizacja wylicza, że w całej UE utrzymywanych jest ponad 11 milionów macior. W raporcie czytamy:

"Większość spędza niemal połowę każdego roku w środku klatki, w której nie mogą się nawet obrócić. Większość z nich jest umieszczana w klatkach na cztery do pięciu tygodni w początkowym okresie ciąży. Następnie, około tygodnia przed porodem, są one ponownie zamykane na kolejny około pięciotygodniowy okres".

Hodowcy stosują ciasne klatki po to, żeby ułatwić sobie pracę — w ten sposób prościej jest dodatkowo wykarmić chudsze zwierzęta czy zapobiec agresji spowodowanej stłoczeniem loch, a także zmieścić więcej zwierząt na mniejszej przestrzeni.

Udowodniono jednak, że takie praktyki są dla świń bardzo szkodliwe. Widać to również w materiałach, jakie organizacja CiNF zebrała podczas szerokiego śledztwa w czterech europejskich krajach.

Przyjrzyjmy się najpierw poszczególnym państwom, w których udokumentowano fatalne warunki, w jakich trzymane są świnie.

Luksusowe szynki za cenę cierpienia

Hiszpania w ostatnich latach była liderem w hodowli trzody chlewnej w Unii Europejskiej. W 2021 roku hodowano tam ponad 34 mln świń, co stanowiło 24 proc. trzody chlewnej w całej wspólnocie. W ubiegłym roku dokonano uboju 58 mln świń, z których wyprodukowano 5 mln ton mięsa.

Aktywiści przeprowadzili śledztwa w pięciu hodowlach — we wszystkich zaobserwowali te same nieprawidłowości.

Włochy są największym producentem i eksporterem szynki parmeńskiej na świecie. 64 proc. szynki zostaje we Włoszech, 36 jest sprzedawane za granicę. Parmeńską kupują przede wszystkim kraje UE i Stany Zjednoczone. W 2021 do USA wyjechało 757 tys. szynek.

Produkcja znanej na całym świecie parmeńskiej jest we Włoszech ogromnym biznesem. W konsorcjum Parma Ham jest aż 140 wytwórców, a pod chronionym logo rocznie produkuje się 8 mln szynek. Śledczy CiWF dotarli do czterech gospodarstw, które hodują świnie właśnie do produkcji szybki parmeńskiej.

Inną znaną szynkę — bajońską — produkuje się z kolei we Francji. "Śledztwo prowadzono w czterech gospodarstwach różnej wielkości, ale wszystkie koncentrowały się na reprodukcji i obejmowały części dedykowane inseminacji, ciąży, macierzyństwu oraz sekcję odchowu prosiąt do wagi 18 kg. W każdym gospodarstwie śledczy pytał, czy zaopatrują Bayonne i niemal wszyscy odpowiadali twierdząco. Tylko jeden rolnik nie udzielił jasnej odpowiedzi na to pytanie" - czytamy w raporcie.

Konsorcjum Jambon de Bayonne obejmuje 800 ferm, a sam sektor szynki bajońskiej generuje obroty rzędy 100 mln euro.

I w końcu Polska — tutaj śledczy odwiedzili trzy hodowle, w tym jedną państwową. Nie podają ich dokładnych lokalizacji, bo jak tłumaczą — wszędzie sytuacja jest bardzo zła. Niezależnie od tego, czy przedsiębiorstwo jest państwowe, czy prywatne, czy na południu, czy na północy kraju.

Polska nie ma produkuje żadnej luksusowej szynki, a na tle Hiszpanii, Włoch i Francji hoduje również znacznie mniej świń. W 2020 roku było to 756,800 macior. 44 proc. z nich było trzymane w ciasnych klatkach.

Co odkryli śledczy?

Wszędzie — niezależnie od tego, komu później sprzedawane jest mięso — zwierzęta żyją w koszmarnych warunkach. Wsadzane w wąskie klatki, brudne, obolałe, bez możliwości interakcji z młodymi. "Te szokujące warunki są typowe dla tych, które obecnie znosi około 85 proc. loch w całej UE" - pisze CiWF.

Poród za kratami

We wszystkich kontrolowanych miejscach stosowane są dwa rodzaje klatek: kojce porodowe i indywidualne.

Kojce porodowe, do których lochy są wsadzane przed urodzeniem małych, krępują ich ruchy, nie pozwalają się wypróżniać w innym miejscu niż miejsce leżenia, a pręty wbijają się w ich ciała. Lochy leżą we własnych odchodach, co nie tylko powoduje zakażenia, ale także jest niezgodne z ich naturą — wbrew stereotypom świnie są bardzo czystymi zwierzętami.

Wiele zwierząt odczuwa nie tylko fizyczny, ale również psychiczny dyskomfort — lochy gryzą pręty albo "przeżuwają powietrze", co jest oznaką głodu i frustracji.

Gniazdo w klatce

Na filmach nagranych podczas śledztwa widać, jak locha próbuje nieskutecznie wyścielić podłoże przed porodem. Świnie mają potrzebę budowania "gniazda" przed przyjściem młodych na świat. "Polega to na wyszukiwaniu właściwego materiału, wykopywaniu i wyrabianiu jamy oraz na konstruowaniu odpowiedniego gniazda. Potrzeba budowy gniazda jest hormonalnie sterowana i pozostaje silną naturalną skłonnością niezależnie od środowiska" - informuje CiWF.

W innym fragmencie widać też, jak maciora kładzie się na brzuchu, żeby schować sutki przed prosiętami. Matki nie mają odpowiedniego kontaktu z młodymi — choć, jak ludzie, go potrzebują. Niektóre prosięta umierają obok swoich matek, które nie mogą im w żaden sposób pomóc. Lochy mają odleżyny i rany od prób wydostania się z klatek.

W kojcach brakuje również miejsca, żeby matka mogła wygodnie karmić małe. CiWF podaje, że mediana wielkości kojców, w których umieszcza się klatki porodowe to 3,95 m kwadratowych. To niezgodne z unijnymi regulacjami, według których „prosięta muszą mieć dostatecznie dużo miejsca, aby locha mogła je bez trudu karmić”.

Klatka porodowa @ Compassion in World Farming Polska

Organizacja wylicza, że aby ten wymóg był spełniony w przypadku przeciętnego miotu 10 prosiąt średniej wielkości, powierzchnia kojca powinna wynosić 5,6 m².

Stosowanie klatek porodowych jest zakazane w niektórych krajach — m.in. w Szwecji, Norwegii i Szwajcarii.

Kojce ciążowe zakazane, ale tylko trochę

Kojce indywidualne, inaczej nazywane ciążowymi, również mają tragiczne skutki dla zwierząt: pojawiają się stereotypie (nietypowe powtarzające się zachowania), agresja, zakażenia dróg moczowych, słabsza wydolność sercowo-naczyniowa, osłabienie mięśni, łamliwe kości. Lochy w tych kojcach mogą jedynie wstawać i kłaść się, żaden inny ruch nie jest możliwy.

CiWF podkreśla, że dowody na szkodliwość kojców indywidualnych doprowadziły do zmian w europejskim prawie.

Od 2013 UE zakazuje trzymania ciężarnych loch w kojcach. Przepis nie jest jednak idealny i pozwala na korzystanie z takich klatek do czterech tygodni od pokrycia.

"W Wielkiej Brytanii, gdzie indywidualne kojce są całkowicie zakazane od 1999 roku, lochy są z powodzeniem łączone w grupy w momencie odsadzenia i mogą być umieszczane w takich kojcach tylko na krótki okres (zwykle maksymalnie 4 godziny) podczas krycia. Szwecja, Norwegia i Szwajcaria również zakazały stosowania indywidualnych kojców dla macior. W wielu innych krajach UE z powodzeniem funkcjonują gospodarstwa, w których lochy trzymane są w grupach przez cały okres ciąży" - czytamy w raporcie.

KE chce końca klatek?

Cel śledztwa był jeden: pokazanie, z czym wiąże się chów klatkowy. W zeszłym roku Komisja Europejska zobowiązała się do wprowadzenia przepisów mających na celu zakończenie hodowli klatkowej w UE. Pisaliśmy o tym w OKO.press:

"Naprawdę nie możemy dłużej tolerować przedłużającego się cierpienia zwierząt – nadszedł czas, żeby UE dotrzymała obietnicy bezzwłocznego zakończenia epoki klatkowej. Dlatego nakłaniamy polskiego ministra rolnictwa do zrobienia wszystkiego, co w jego mocy, aby poprzeć unijny zakaz hodowli klatkowej i jego wprowadzenie tak szybko, jak to możliwe" – mówi Małgorzata Szadkowska, prezeska Compassion Polska.

Raport, razem z opinią naukową prof. Marcina Urbaniaka z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, trafił już do ministra rolnictwa Henryka Kowalczyka. Ministerstwo na razie nie skomentowało sprawy.

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne