Słowa min. Szyszki to absurd. Ale politycznie użyteczny, bo skierowany do grupy, która na wartości europejskiego Zachodu reaguje ideologiczną wysypką. Pozwala też przedstawiać przeciwników wycinki Puszczy jako ludzi owładniętych ideologią i moralną zgnilizną. Tymczasem nie ma racjonalnych argumentów za walką z kornikiem, jaką proponuje Szyszko


Puszcza Białowieska to swego rodzaju okręt flagowy nurtu lewicowo-libertyńskiego całej Europy Zachodniej, który uważa, że człowiek jest największym wrogiem zasobów przyrodniczych, a najwyższą formą ochrony jest "nie wycinaj drzew".

Jan Szyszko, zjazd klubów "Gazety Polskiej" - 17/06/2017

Minister środowiska Jan Szyszko Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta


Bzdura, ale politycznie użyteczna


Tak oznajmił  minister środowiska Jan Szyszko na  XII Zjeździe Klubów „Gazety Polskiej”, który odbył się 17 czerwca 2017 w Spale. W imprezie wzięło udział pół rządu m.in. Beata Szydło, Antoni Macierewicz i Mateusz Morawiecki.

Trudno w powyższych słowach znaleźć jakiś uchwytny sens. Nie jest na przykład jasne, czym są „nurty lewicowo-libertyńskie”. Ani dlaczego ich przedstawiciele mieliby uważać, że człowiek jest wrogiem natury.

Ale nie sensowność tej wypowiedzi jest ważna, tylko jej funkcja:

  • przedstawia krytykę wycinki w Puszczy Białowieskiej nie jako racjonalną, merytoryczną czy opartą na naukowych ustaleniach, lecz jako wynik „ideologii”;
  • nazywa tę ideologię i wskazuje jej źródło: to „zachodnioeuropejska libertyńska lewica”, a to wystarczy, by wyborca PiS – a z nich składają się kluby „Gazety Polskiej” – dostał gęsiej skórki. Bo przecież wszystko co lewicowo-liberalne obecna władza traktuje jako złe, a co najmniej złem skażone – to słowo klucz, które ma uruchomić emocje, a nie myślenie .

W ten sposób słowa Szyszki wpisują się w całościową antyeuropejską postawę rządu PiS.

Kontekst słów Szyszki jest oczywisty. To trwający od 24 maja w Puszczy Białowieskiej protest przeciwko jej wycince. A także wezwanie Komisji Europejskiej do natychmiastowego wstrzymania wycinki. I możliwości wpisania Puszczy przez UNESCO na Listę Dziedzictwa w Zagrożeniu, o czym OKO.press informowało 6 czerwca.



Poparcie dla protestu aktywistów ekologicznych wyrażają liczne stanowiska i apele – polskich i zagranicznych naukowców,  a nawet artystów i intelektualistów.

Rzekomym powodem intensywnego usuwania drzew – głównie przy pomocy ciężkiego sprzętu – jest chęć zatrzymania gradacji (masowego rozmnożenia się) kornika drukarza, który żeruje na świerkach.

Ale pod piłami i potężnymi ramionami harvesterów padają również martwe świerki, na których kornika już nie ma. A także drzewa innych gatunków – w tym stuletnie dęby – które nie są pokarmem kornika. I to w strefach ochronnych UNESCO.

Na słowa ministra o „okręcie flagowym” zareagowała opozycja. „Ja widzę, że już minister Szyszko nie walczy z kornikami, tylko z lewicą i liberałami niszcząc polskie dziedzictwo jakim jest Puszcza Białowieska – powiedziała Katarzyna Lubnauer z Nowoczesnej – Uważam, że wycinanie Puszczy z przyczyn ideologicznych świadczy o tym, że minister Szyszko już dawno odleciał”.

OKO.press nie uważa, by problemem był stan umysłu szefa resortu środowiska. Wypowiedź ministra wpisuje się w narrację, którą jego resort uprawia od początku tej odsłony sporu o Puszczę.

Jej istotą jest zarzut, że krytycy tego, co resort robi w Puszczy Białowieskiej, kierują się pozamerytorycznymi przesłankami. Na przykład ideologicznymi. Wypowiedź ministra jest konsekwentna, nawet jeśli jest absurdalna.



W Puszczy kornika wyciąć się nie da

Tymczasem – o czym zapewne szef resortu wie, ale to ignoruje – wśród naukowców dominuje dziś pogląd, że tzw. cięcia sanitarne, czyli usuwanie drzew zarażonych przez owada, w Puszczy Białowieskiej nie mają sensu. Pouczający w tym względzie jest wywiad z prof. Martinem Schroederem ze Szwedzkiego Uniwersytetu Rolniczego w Uppsali, którego uznaje się za jednego z najlepszych w Europie badaczy kornika drukarza.

Naukowiec zaznacza, że „ekstremalnie trudno jest zakończyć trwającą, wielkoskalową gradację kornika przy pomocy cięć sanitarnych”. Co prawda nie oznacza to, iż nie należy ich nigdy stosować. Ale – dodaje Schroeder – może to być opłacalne w lesie gospodarczym i wyłącznie ze względów ekonomicznych, by minimalizować straty.

Nawet wtedy jednak jest to trudne. Trzeba usunąć wystarczającą liczbę drzew i to w momencie, gdy owady korniki mają wciąż formę larwy lub poczwarki. „Gdy osiągną już stadium dorosłe, wówczas – podczas wycinania drzew – uwalniają się wraz z odpadającą korą i pozostają w lesie. Dlatego okres, w którym zaatakowane drzewa powinny być usunięte, jest dość krótki” – mówi prof. Schroeder.

A co w sytuacji, gdy gradacja odbywa się w takim miejscu, jak właśnie Puszcza Białowieska?

„Jeśli gradacja kornika ma miejsce na całym obszarze, na którym tereny chronione i niechronione – czyli te, gdzie stosuje się cięcia sanitarne – stanowią mozaikę, to mało jest prawdopodobne, że usuwając zaatakowane drzewa, zwalczymy kornika” – mówi naukowiec. Kornik może swobodnie przenosić się z chronionych.

„Nawet jeśli założymy, że sama metoda cięć sanitarnych jest skuteczna” – dodaje.



Cięcia sanitarne nie tylko nie rozwiązują problemu, ale są też szkodliwe

O szkodliwości wycinek mówili uczestnicy II Międzynarodowej Konferencji o Lasach w Neuschönau w Niemczech. Napisali nawet do ministra Szyszki: „Nowe wyniki badań dyskutowane podczas Konferencji wskazują, że cięcia sanitarne, czyli usuwanie drzew i martwego drewna po wystąpieniu naturalnych zaburzeń, to zabieg zgubny dla bioróżnorodności”. Podkreślili też, że w świetle aktualnego stanu badań

„usuwanie świerków zaatakowanych przez kornika stanowi zagrożenie dla naturalnego lasu”.

Także polscy naukowcy wyrażali zastrzeżenie do wycinki jako metody walki z kornikiem.

„Nie ma poważnych argumentów naukowych za tym, że w takich warunkach takich jak w Puszczy Białowieskiej wycinka jest skuteczna. Zwolennicy tej metody nie mają się na co powołać.

Mogę z kolei wysłać listę prac, publikowanych w czasopismach naukowych, które wskazują na to, że wycinka jest nieskuteczna” – mówił w wywiadzie dla „Newsweeka” prof. Marek Konarzewski.

Wskazał na casus gradacji kornika na pograniczu polsko-słowackim w latach 90. Po stronie słowackiej walczono z owadem wycinkami, w Polsce – nie robiono nic. „Dynamika wymierania świerku była bardzo zbliżona w obu krajach”.


Abonament na wolność słowa:


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym