W polskim prawie nie ma przepisów, które nakazywałyby informowanie opinii publicznej o stanie zdrowia polityków i polityczek. Ludzie władzy mają też konstytucyjne prawo do prywatności. Ale unikanie medycznych informacji o zdrowiu premier Szydło po wypadku robiło wrażenie, jakby PiS chciał coś ukryć. Pod presją opinii publicznej poszli po rozum do głowy

Od wypadku, w którym uczestniczyła limuzyna Beaty Szydło do opinii publicznej dochodziły sprzeczne komunikaty o stanie zdrowia premier. Podczas miesięcznicy smoleńskiej Jarosław Kaczyński do zgromadzonych na Krakowskim Przedmieściu mówił: „Mam smutne informacje. Poważnie poszkodowana została pani premier, a także funkcjonariusze BOR”.

Później strona rządowa tonowała informacje. Na konferencji prasowej rzecznik rządu, Rafał Bochenek stwierdził: „Jeśli chodzi o stan zdrowia pani premier, stan zdrowia jest stabilny, wszystko jest pod kontrolą. Na szczęście nic poważnego pani premier się nie stało.” W poniedziałek minister spraw wewnętrznych, Mariusz Błaszczak stwierdził, że „premier jest naprawdę w dobrej formie”. Dodał, że „pani premier jest kobietą, więc może być to [informowanie o stanie zdrowia] krępujące.” Nie wyjaśnił, co tu ma do rzeczy płeć polskiej premier.

Min. Bartosz Kownacki w „Kawie na ławę” odpierał zarzuty, że informacje o zdrowiu premier są zbyt lakoniczne, twierdząc, że to sprawa prywatna. Nie wyjaśnił, czemu nie można powiedzieć, że Beata Szydło ma – przykładowo – pęknięte żebro (od pasa bezpieczeństwa) i przez jakiś czas będzie musiała nosić opaskę uciskającą.

Pojawiały się sprzeczne informacje, kiedy premier wróci do pracy. W „Fakcie” ukazało się zdjęcie z premier na wózku (na zdjęciu wyżej).

Dopiero w poniedziałek 13 lutego po południu podano, że Beata Szydło ma tylko obtarcia skóry i żadnych złamań. Fakty TVN pokazały krótki film z premier spacerującą w dresie po szpitalu.

Prawo nie nakazuje, ale można się domagać

Polskie prawo nie nakłada wprost na rządzących obowiązku informowania opinii publicznej o stanie zdrowia polityków. Ustawa prawo prasowe w art. 3a stanowi, że „w zakresie prawa dostępu prasy do informacji publicznej stosuje się przepisy ustawy z 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej.” Jednak w tej drugiej ustawie nie ma ani słowa o zdrowiu polityków.

W 2009 roku Komisja Nadzwyczajna „Przyjazne Państwo” (pod kierunkiem Janusza Palikota – wtedy w PO) zaproponowała nowelizację – rozszerzenie kategorii informacji publicznej (które trzeba ujawniać) o „stan zdrowia osób pełniących funkcje Marszałka Sejmu, Marszałka Senatu, Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej oraz Prezesa Rady Ministrów.” Nowelizacja nie zyskała jednak odpowiedniego poparcia.

„Brak tego przepisu nie oznacza, że nie możemy domagać się informacji o stanie zdrowia najważniejszych osób w państwie z art. 61 ust. 1 Konstytucji RP – mówi  OKO.press Bartosz Wilk, prawnik z Sieci Obywatelskiej – Watchdog Polska. Stanowi on, że

„obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne”

„Jeżeli stan zdrowia uniemożliwia pełnienie przez daną osobę funkcji publicznych, to taka informacja mieści się to w konstytucyjnym prawie do informacji” – dodaje prawnik.

Polityk też człowiek

Istnieje jednak napięcie między prawem do informacji, a prawem do prywatności polityków, jako obywateli i obywatelek.

Zwraca na nie uwagę konstytucjonalista dr Ryszard Piotrowski: „Z konstytucji wynika możliwość ograniczenia politykom prawa do prywatności, o czym mówi art. 31 ust. 3: „Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.”

Takie ograniczenie prawa do prywatności musi mieć – zdaniem Piotrowskiego – silne uzasadnienie. „A co społeczeństwu przyjdzie z tego, że dowie się co dolega premier Szydło? Czy społeczeństwo może odwołać premiera? No nie, nie może. Więc te nalegania, żeby ujawnić stan zdrowia nie wydają się zbyt racjonalne”.

Wciąż zdrowy choć już nie żyje

Z drugiej strony, chaos informacyjny i aura tajemniczości, która przez trzy dni towarzyszyła zdrowiu premier, może się kojarzyć z właściwą systemom niedemokratycznym obsesją ukrywania informacji o chorobach i dolegliwościach ludzi władzy. W skrajnym przypadku prowadzi to do ukrywania informacji o zgonie dyktatorów (ostatnio Kim Jong-ila z Północnej Korei w 2011 r. i Islama Karimowa z Uzbekistanu w 2016 r.).

W najnowszej polskiej historii pamiętnym kontrprzykładem była postawa Zbigniewa Religi, który od maja 2007 aż do śmierci w marcu 2009 dzielił się z opinią publiczną informacjami o postępie raka płuc, podkreślając, że to wynik jego nałogów.

Podanie konkretnej informacji medycznej o stanie zdrowia Beaty Szydło po trzech dobach od wypadku przywraca normalność w komunikacji społecznej.

Polska potrzebuje wolnych mediów.
Wykup Abonament na wolność słowa OKO.press

Analityk nierówności społecznych i rynku pracy związany z Fundacją Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych, prekariusz, autor poczytnego magazynu na portalu Facebook, który jest adresowany do tych, którym nie wyszło, czyli prawie do wszystkich.
W OKO.press pisze o polityce społecznej i pracy.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!