Teoretycznie PiS-owi wystarczy tylko 25 zaufanych sędziów, by zgłosić kandydatów na wszystkie 15 sędziowskich miejsc w Radzie. Jednak nie dowiemy się, kto kogo poparł i ilu chętnych do popierania kandydatów znalazło się wśród 10 tys. sędziów. A proces zgłaszania miał być całkowicie jawny i demokratyczny - jak zapewniał jeszcze niedawno minister Ziobro

Kancelaria Sejmu opublikowała jak dotąd zgłoszenia 11 spośród 18 sędziów zaproponowanych do Krajowej Rady Sądownictwa. Dokumentacja pozostałych siedmiu sędziów jest w trakcie weryfikacji i uzupełniania. Każdego sędziego z tej jedenastki poparły 25-osobowe grupy sędziów, a pod kandydaturą sędzi Teresy Kurcyusz-Furmanik kluby “Gazety Polskiej” zebrały dodatkowo 4998 podpisów.

Jeden z 18 kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa zgłosił innego kandydata, choć wcale nie pracują w jednym sądzie. Może to oznaczać, że lista sędziów popierających kandydatów do KRS jest bardzo krótka. Zgłoszenia sygnują pełnomocnicy 25-osobowych grup sędziów lub co najmniej 2 tysięce obywateli. Zgodnie z nowelizacją ustawy o KRS nie muszą jednak należeć do grupy popierającej kandydata. I nie dowiemy się, czy należą, czy nie, bo PiS postarał się, by listy poparcia utajnić.


(...) konieczne jest wprowadzenie procedur transparentnego, demokratycznego wyboru sędziów do KRS.

Zbigniew Ziobro, konferencja prasowa - 30/10/2117

Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


Zbity zegar. Mniej transparentnego wyboru wprowadzić się nie dało.


„Z wyłączeniem załączników” dodane do ustawy prezydenckiej

W prezydenckim projekcie ustawy o KRS proces zgłaszania kandydatów miał być całkowicie jawny – dorobek kandydatów, opinie o nich oraz listy osób, które kandydata poparły.

Art. 11c. Zgłoszenia kandydatów dokonane zgodnie z art. 11a i art. 11b Marszałek Sejmu niezwłocznie przekazuje posłom i podaje do publicznej wiadomości.

Ale w trakcie prac w sejmowej komisji sprawiedliwości PiS wprowadził nieoczekiwanie poprawkę i art. 11c uzyskał brzmienie:

Art. 11c. Zgłoszenia kandydatów dokonane zgodnie z art. 11a i art. 11b Marszałek Sejmu niezwłocznie przekazuje posłom i podaje do publicznej wiadomości, z wyłączeniem załączników.

Czyli z wyłączeniem przede wszystkim nazwisk sędziów i obywateli popierających kandydata.

Wgląd do nich zapewniono jedynie marszałkowi Sejmu oraz Ministrowi Sprawiedliwości, czyli Markowi Kuchcińskiemu i Zbigniewowi Ziobrze.

Poprawkę na posiedzeniu komisji 28 listopada 2017 uzasadniał krótko Waldemar Buda (PiS): “To jest doprecyzowanie procedury wskazywania kandydatów z jednoczesnym wyeliminowaniem sytuacji, na którą nam wskazywano również w opiniach odnośnie do upublicznienia osób, które zgłaszają kandydatów na członków Krajowej Rady Sądownictwa”.

Nikt z posłów ani legislatorów nie zgłosił sprzeciwu. A szkoda, bo poseł Buda nie mówił prawdy. W opiniach do prezydenckiego projektu ustawy o KRS znaleźliśmy tylko jedną wzmiankę na temat upubliczniania list poparcia.

Jej autorką była prof. Anna Łabno z Uniwersytetu Śląskiego, prawniczka, która już nie raz przysłużyła się Prawu i Sprawiedliwości: uzasadniała demontaż Trybunału Konstytucyjnego, napisała przychylną marszałkowi Sejmu Markowi Kuchcińskiemu opinię o jego reakcji na wydarzenia z 16 grudnia 2016 roku i przygotowała ankietę konstytucyjną na zamówienie PiS.

Ale zaskakujące jest to, że to właśnie prof. Łabno w opinii do prezydenckiego projektu ustawy chwaliła rozwiązanie, które PiS odrzucił. Przekonywała, że nazwiska osób popierających kandydatów do KRS powinny być publicznie dostępne, tak jak w wyborach do parlamentu:

“W każdym przypadku istnieje możliwość weryfikacji uzyskanych informacji, przede wszystkim trzeba podkreślić, że więź istniejąca pomiędzy kandydatem a jego komitetem wyborczym pozwala wyborcy ustalić, jaka siła polityczna bierze odpowiedzialność za działania kandydata.

Identyfikacja kandydata i wynikająca z tej zależności odpowiedzialność komitetu za kandydata stanowi wyjątkowo ważny element procesu wyborczego.

Wzorcem dla mechanizmów dotyczących organizacji wyborów przyjętych w projekcie powinny być właśnie regulacje ordynacji wyborczej, gdyż w obu przypadkach mamy do czynienia z wyborami personalnymi” – tłumaczyła prof. Łabno.

Innych uwag na temat upubliczniania lub utajniania list poparcia w opiniach do nowelizacji ustawy o KRS nie znaleźliśmy. Jeżeli poseł Buda nie powoływał się na jakąś tajną opinię, oznacza to, że po prostu oszukał posłów z komisji.

Utajnienie nazwisk sędziów popierających kandydatury do KRS nazwał mgliście “doprecyzowaniem”, a następnie powołał się na “wskazania w opiniach”, których nie było. Po co to zrobił?

Tajniacy, czyli sami swoi

PiS zapewne utajnił listy poparcia z obawy, że wyjdzie na jaw, jak niewielu sędziów popiera ich “reformę sądownictwa” i poszczególnych kandydatów. Kolejnym zabezpieczeniem przed brakiem kadr wspierających zmianę w sądach była poprawka, pozwalająca 25-osobowym grupom sędziów wskazywać więcej niż jednego kandydata do KRS, choć dwutysięczne grupy obywateli mogą wskazywać tylko po jednym.

Teoretycznie PiS-owi wystarczy więc 25 zaufanych sędziów, by obsadzić wszystkie 15 zwalniających się miejsc w Radzie. Tym bardziej, że ustawa nie zakazuje kandydatom na członków KRS popierać innych kandydatów.

Takim sędzią w podwójnej roli jest Dariusz Drajewicz. Jak pisaliśmy, o awans z Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa do sądów wyższych instancji bezskutecznie starał się 20 razy. Aż do września 2017 roku, gdy Zbigniew Ziobro powołał go na wiceprezesa ds. karnych Sądu Okręgowego w Warszawie. Już jako wiceprezes Drajewicz domagał się od sędziego Igora Tulei, by wytłumaczył się z orzeczenia, w którym nakazał prokuraturze ponowne śledztwo ws. prawidłowości głosowania Sejmu nad budżetem w 2016 roku.

Drajewicza na kandydata do KRS wskazał Łukasz Kluska, w ubiegłym roku mianowany przez Ziobrę na prezesa Sądu Rejonowego w Pruszkowie.

Z kolei Drajewicz został pełnomocnikiem Macieja Mitery, sędziego Sądu Rejonowego dla Warszawy-Woli. Obecnie na delegacji w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Wprost z resortu Ziobry wyszły jeszcze co najmniej dwie kandydatury: Grzegorza Furmankiewicza i Jędrzeja Kondka. Pełnomocnikami w obu przypadkach jest Marcin Romanowski, który – jak sprawdził Patryk Wachowiec z FOR – nie jest sędzią, lecz dyrektorem zależnego od Ziobry Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości.

Ilu jeszcze podwładnych i protegowanych Ziobry podpisało się pod kandydaturami sędziów, mających zasiąść w nowej KRS? Tego możemy nie dowiedzieć się nigdy.

I tak działa najbardziej transparentnie tajny sposób wyłaniania nowej Krajowej Rady Sądownictwa.


Dziennikarz, filozof. Od 2016 roku związany z OKO.press. Wcześniej pisał dla "Gazety Wyborczej". Za jeden ze swoich reportaży był nominowany do kilku nagród dziennikarskich. Boksuje.
W OKO.press pisze o prawie i jego łamaniu.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym