Zgodnie z logiką Tarczyńskiego wymierzoną w Donalda Tuska, figurantką była premier Beata Szydło, a nawet - o zgrozo - Jarosław Kaczyński. Bo nie wiedzieli o układzie Misiewicz - Macierewicz. A nawet jak już wiedzieli, to go tolerowali

W wieczornym programie „Minęła 8” w TVP Info politycy dyskutowali 29 marca 2018 o zatrzymaniu byłego wiceministra finansów w rządzie PO-PSL. Prokuratura z Białegostoku oskarża Jacka Kapicę, że nie dopełnił obowiązków służbowych, m.in. nie wstrzymał rejestracji tzw. jednorękich bandytów niezgodnych z prawem. Z analizy OKO.press wynika, że zarzuty wobec Kapicy są naciągane, a sprawa ma charakter politycznej manipulacji.

  • Zobacz czemu

    W 2014 roku Prokuratura Generalna uznała, że nie ma wystarczających dowodów na zaniedbania Kapicy i akt oskarżenia mógłby upaść w sądzie. Co więcej, „sprawa ewentualnych zarzutów przeciwko Kapicy została umorzona także przez prokuraturę podległą Zbigniewowi Ziobrze”. Jeśli prokuratura nie ma nowych, mocnych dowodów, to sprawa może być wznawiana przez obecny rząd tylko w celu uderzenia w opozycję

Donald Tusk skomentował na Twitterze:

Zareagował Dominik Tarczyński, poseł PiS:

„Nie wyobrażam sobie, aby Donald Tusk nie wiedział o tym, co robią jego ministrowie i wiceministrowie, czyli de facto najbliżsi ludzie z rządu. Jeżeli nie wiedział, to nie był premierem, tylko figurantem”.

Wersję „figuranta” jak na standardowe podejście PiS do Donalda Tuska należy uznać za wyjątkowo łagodną. Patryk Jaki – partyjny jastrząb (sęp?) – nazwał rzecz po imieniu: „z moich informacji wynika, rząd PO, czy ówczesne władze prokuratury próbowały »skręcić« tę sprawę”.

Tak czy inaczej, hipoteza „figuranta” Dominika Tarczyńskiego przypomniała OKO.press sprawę Bartłomieja Misiewicza.

Na zdjęciu z 2010 roku polityk PiS jest pokazany podczas autopromocyjnego happeningu pod hasłem „Nie daj się zrobić w balona”, trzyma w ręku sznurki balonów. Wydaje się, że osiem lat później Tarczyński chce zrobić w balona opinię publiczną.

Szydło: „Pan Misiewicz nie pełni już żadnej funkcji”

Misiewicz został szefem gabinetu politycznego Antoniego Macierewicza, jego rzecznikiem prasowym, a także członkiem rady nadzorczej Polskiej Grupy Zbrojeniowej – mimo że nie miał odpowiednich kwalifikacji. Nie miał wymaganego wyższego wykształcenia ani ukończonego kursu dla członków rad nadzorczych. Za ujawnienie tych faktów dziennikarze OKO.press Stanisław Skarżyński i Konrad Mikulicz-Radecki otrzymali w 2016 roku nagrodę Grand Press.

W sprawie Misiewicza oburzający był nie tylko brak kwalifikacji współpracownika Macierewicza, ale również fakt, że nie udawało się go usunąć z rządu.

Beata Szydło mówiła w marcu 2017:

„Polityka kadrowa każdego ministerstwa jest w rękach każdego z ministrów. Rozumiem, że Misiewicz stał się symbolem zjawiska, które nie powinno mieć miejsca. Misiewicz nie pełni już tych funkcji, które pełnił”.

Ówczesny rzecznik rządu Rafał Bochenek, mówił w tym samym czasie z rozbrajającą szczerością:

„Powiem szczerze, że nie wiem, czy Misiewicz pracuje w MON, czy nie”.

Kilka dni wcześniej, 16 marca, Jarosław Kaczyński mówił dziennikarzom Onetu:

„Moje stanowisko jest całkowicie jednoznaczne: on powinien zniknąć ze sceny publicznej. Jest bardzo młody i być może kiedyś wróci. Ale to musi potrwać”.

Bianka Mikołajewska z OKO.press ujawniła, że dokładnie tydzień wcześniej, 10 marca 2017, Antoni Macierewicz przyznał Misiewiczowi nagrodę za „duży wkład pracy i osobiste zaangażowanie w realizacji zadań służbowych”.

Jeszcze w kwietniu 2017 Beata Szydło powtarzała, że „Antoni Macierewicz wyciągnął konsekwencje w stosunku do pana Misiewicza i ta sprawa jest zamknięta” oraz „To jest w tej chwili odpowiedzialność Antoniego Macierewicza. Pan Misiewicz nie pełni już żadnej funkcji kierowniczej w Ministerstwie Obrony Narodowej”.

Misiewicz tymczasem wciąż szefował gabinetowi politycznemu Macierewicza, a 10 kwietnia 2017 roku zarząd Polskiej Grupy Zbrojeniowej zatrudnił Misiewicza na stanowisku pełnomocnika zarządu ds. komunikacji. Dopiero wtedy miarka się przebrała. Jarosław Kaczyński zawiesił go w prawach członka PiS, a specjalna komisja partyjna 13 kwietnia 2017 „całkowicie negatywnie oceniła jego postawę” i uznała, że „nie ma kwalifikacji do pełnienia funkcji w sferze administracji publicznej, spółkach Skarbu Państwa czy innych sferach życia publicznego”.

Oczywiście jest prawdopodobne, że Dominik Tarczyński jedną miarą mierzy premiera Tuska i premier Szydło. I byłą szefową rządu PiS również uważa za figurantkę.

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni. W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press