0:000:00

0:00

Prawa autorskie: fot. Andrew Skowron/Otwarte Klatkifot. Andrew Skowron/...

1,2 miliona podpisów znalazło się pod Europejską Inicjatywą Obywatelską (ECI) na rzecz zakończenia testowania kosmetyków na zwierzętach. Petycja już trafiła do Brukseli, a organizacje zajmujące się dobrostanem zwierząt czekają na odpowiedź Komisji Europejskiej. Podkreślają: testy na zwierzętach to przestarzałe metody.

„Dni faszerowania chemikaliami organizmów bezbronnych zwierząt, celowego zarażania ich wyniszczającymi chorobami lub wiercenia dziur w ich czaszkach muszą się skończyć”

– komentowała Sabrina Engel z niemieckiego oddziału organizacji PETA.

Unia Europejska już w 2004 roku przyjęła pierwsze regulacje zakazujące testowania na zwierzętach. Wciąż jednak istnieje wiele luk prawnych, które pozwalają na wykorzystywanie zwierząt do testów kosmetycznych.

Rocznie - jak wyliczają organizacje zaangażowane w ECI - w całej Unii przez testy cierpi 10 milionów zwierząt.

Laboratoria cierpienia

Do testów kosmetyków wykorzystuje się przede wszystkim myszy, szczury, króliki i świnki morskie. Żeby sprawdzić, czy dana substancja nie będzie uczulać lub podrażniać, wlewa się ją do zwierzęcych oczu albo naciera nimi ogolony fragment ciała. Zwierzęta wdychają środki chemiczne albo je połykają, żeby badacze mogli stwierdzić dawkę śmiertelną.

Trzymane są w klatkach, odizolowane od siebie. Nie mogą realizować swoich potrzeb gatunkowych, nie wychodzą poza laboratorium. Od długotrwałego kontaktu z substancjami chorują przewlekle. Jeśli nie umrą w trakcie testów, są zabijane.

Psy czy małpy nie są używane do testowania kosmetyków. Na nich prowadzi się próby toksykologiczne, podając pestycydy lub wyroby mające trafić na rynek farmaceutyczny.

Śledztwo w Hiszpanii

Organizacje prozwierzęce od lat prowadzą śledztwa w laboratoriach, gdzie prowadzi się testy kosmetyków czy wyrobów medycznych. Przykład?

W 2021 roku organizacja Cruelty Free International opublikowała materiał nagrany przez jednego z pracowników w laboratorium firmy Vivotecnia w Madrycie. To przedsiębiorstwo, które od 2000 roku prowadzi testy na potrzeby branż kosmetycznej, medycznej spożywczej i tytoniowej. Wykorzystuje m.in. małpy, świnki morskie, psy, małe świnie, myszy, króliki, szczury.

Przeczytaj także:

Zwierzęta, które widać na nagranym materiale, są bite, szarpane, rozcinane bez znieczulenia albo ze zbyt małym znieczuleniem. Przytomnym szczurom pobierano krew z oczu. Króliki usiłujące wydostać się z ograniczających ruchy urządzeń doznawały obrażeń. Nikt nie zapewnił im opieki weterynaryjnej. Pracownicy łapali psy za karki i brutalnie wrzucali je do klatek i pudeł. W jednym z fragmentów widać, jak dwie osoby trzymają kapucynkę za kończyny, a trzecia maluje jej markerem na genitaliach uśmiech.

Słychać wulgaryzmy i okrzyki w stronę zwierząt: "Umieraj!"

Po publikacji laboratorium zostało tymczasowo zamknięte. Petycję w sprawie całkowitego zamknięcia Vivotecni podpisało ponad 770 tys. osób.

Mimo tego po kilku miesiącach przedsiębiorstwo wznowiło pracę. Postępowanie sądowe w tej sprawie wciąż trwa.

Testy na zwierzętach zakazane, ale...

Oficjalnie Unia Europejska jest cruelty-free, czyli wolna od okrucieństwa. W 2004 roku wprowadzono zakaz produkcji i sprzedaży kosmetyków testowanych na zwierzętach. Pięć lat później UE poszła o krok dalej, zakazując testowania również pojedynczych składników, które służą do produkcji kosmetyków. Do 2013 roku można było jednak testować te składniki toksyczne lub kancerogenne. Unia również zakazała sprowadzania kosmetyków, które zostały przetestowane na zwierzętach poza granicami wspólnoty.

Skąd więc inicjatywa europejska, która zakończyć cierpienie zwierząt w laboratoriach?

“Istnieje kilka rodzajów testów, które nie są zabronione przez zakazy dotyczące kosmetyków, a które są wymagane na mocy innych przepisów. Chodzi o unijne rozporządzenie REACH, oznaczające rejestrację (Registration), ocenę (Evaluation), autoryzację (Authorisation) i ograniczenie chemikaliów (Restriction of Chemicals). Wiele składników kosmetyków to zarazem chemikalia wykorzystywane w przemyśle i dlatego podlegają regulacji w ramach REACH” - wyjaśnia Iga Głażewska z organizacji Humaine Society International Europe (HSI).

REACH to rozporządzenie, które ma chronić środowisko i pracowników przed negatywnymi skutkami składników chemicznych używanych nie tylko w kosmetykach, ale również w farbach, rozpuszczalnikach, wyrobach z tworzyw sztucznych, a nawet meblach i ubraniach. Część testów prowadzi się, wykorzystując metody alternatywne. Jednak Europejska Agencja Chemikaliów (ECHA) może uznać, że konkretna substancja wymaga badań in vivo z użyciem myszy czy królików.

Biurokracja czy konieczność?

Mówiąc prościej: UE zakazała testów kosmetyków na zwierzętach, ale jeśli ich składniki podlegają pod REACH, muszą być dodatkowo zbadane. A to często oznacza wykorzystanie zwierząt.

Jak często? Zbadali to naukowcy, a wyniki swojej pracy opublikowali w październiku 2021 roku na portalu Alternatives to Animal Experimentation. Wynika z nich, że w bazie REACH jest 3206 substancji używanych do produkcji kosmetyków. 419 z nich wykorzystuje się wyłącznie w kosmetykach, a 63 były poddane testom na zwierzętach już po wprowadzeniu unijnego zakazu badania kosmetyków na myszach czy królikach. Przeprowadzono ponad 100 osobnych testów z wykorzystaniem zwierząt.

To dane zebrane przez naukowców do końca 2020 roku. Skala w tym momencie może być większa.

"Konflikt między REACH a rozporządzeniem kosmetycznym stanowi poważny dylemat dla wszystkich segmentów przemysłu kosmetycznego" - piszą naukowcy w podsumowaniu swoich badań. "Dla producentów składników, ponieważ mogą oni być prawnie zobowiązani na mocy rozporządzenia REACH do przeprowadzenia testów in vivo. Rynek kosmetyczny może tak testowane składniki odrzucić. Tak sformułowane prawo jest problemem także dla marek kosmetycznych, ponieważ nie mogą łatwo zidentyfikować badań składników w swoim łańcuchu dostaw.

Jeśli już takie badania zostaną zidentyfikowane, marka ryzykuje utratą zaufania u konsumentów. Jednocześnie znalezienie alternatywy może być trudne i kosztowne.

To również dylemat dla konsumentów, ponieważ nie mogą już mieć pewności, że produkty kosmetyczne, które kupują w UE, nie były testowane na zwierzętach" - wyliczają.

Testy na zwierzętach "hamują postęp"

Humaine Society International Europe (HSI) od lat apeluje do organów unijnych o ujednolicenie przepisów. W 2020 roku razem z gigantami na rynku kosmetycznym - m.in. markami L'Oréal, Unilevel, Proctor&Gamble i Avon - opublikowała stanowisko, wzywając do zakończenia testów na zwierzętach. Jak piszą, Europejska Agencja Chemikaliów i REACH "hamują innowacje i postęp społeczny, nie pozwalając, aby najlepsza dostępna wiedza naukowa stanowiła podstawę decyzji regulacyjnych w zakresie bezpieczeństwa".

Firmy, które dostarczają składniki do kosmetyków, są bezradne wobec unijnych regulacji - nawet jeśli same inwestują w alternatywne metody testowania. "Guardian" cytował toksykologa z niemieckiej firmy chemicznej Clariant, który przyznał, że w przypadku niektórych składników przeprowadzono testy na zwierzętach tylko po to, aby spełnić przepisy dotyczące chemikaliów.

Iga Głażewska z HSI dodaje w rozmowie z OKO.press: "Konflikty między REACH a przepisami dotyczącymi kosmetyków należy zakończyć albo poprzez udoskonalenie wytycznych, szersze dostosowania w ramach REACH, albo nawet zmiany w samych przepisach".

Tego właśnie domagają się organizacje i obywatele podpisani pod Europejską Inicjatywą Obywatelską.

1,2 miliona podpisów za prawami zwierząt

Stworzyły ją razem organizacje zajmujące się dobrostanem zwierząt - nie tylko HSI, ale również PETA i aktywiści ze wszystkich krajów Unii zjednoczeni w Eurogroup for Animals i European Coalition to End Animal Experiments. Do inicjatywy dołączyły marki Dove i Body Shop.

W opisie kampanii jej autorzy informują, że ECHA wzywa do stosowania nowych testów na zwierzętach. Testowane mają być składniki, które wcześniej były bezpiecznie stosowane przez konsumentów. "Jeśli jej polityka zostanie utrzymana, tysiące innych zwierząt może zostać poddanych okrutnym testom – nawet na składnikach używanych wyłącznie w kosmetykach – podczas gdy istnieją inne sposoby generowania danych dotyczących bezpieczeństwa" - piszą autorzy.

Sygnatariusze domagają się:

1. Ochrony i wzmocnienia zakazu testowania kosmetyków na zwierzętach

"Komisja musi zainicjować zmiany legislacyjne w celu osiągnięcia ochrony konsumentów, pracowników i środowiska dla wszystkich składników kosmetyków bez nowych testów na zwierzętach w jakimkolwiek celu" - piszą.

2. Przekształcenia rozporządzenia UE w sprawie chemikaliów

"Komisja powinna zapewnić ochronę zdrowia ludzkiego i środowiska poprzez zarządzanie chemikaliami bez dodawania nowych wymogów dotyczących testów na zwierzętach".

3. Modernizacji regulacji w UE

Autorzy piszą: "Komisja musi zobowiązać się przed końcem swojej obecnej kadencji do przedstawienia wniosku legislacyjnego zawierającego plan działania mający na celu stopniowe wyeliminowanie wszelkich testów na zwierzętach w UE".

Co zrobi KE?

HSI podaje, że żadna inna Europejska Inicjatywa Obywatelska nie otrzymała takiego wsparcia w tak wielu różnych krajach. W sumie zabrano 1,2 mln potwierdzonych podpisów. Minimum to milion sygnatariuszy i osiągnięty minimalny cel w siedmiu różnych krajach UE (cel określa się, mnożąc liczbę europosłów z danego kraju z ogólną liczbą posłów i posłanek do PE).

Petycja osiągnęła minimalny cel aż w 22 różnych krajach. Tylko w Polsce podpisało ją 42 600 osób (minimum dla Polski to 36 660 podpisów).

"Plan stopniowego wycofywania się z eksperymentów na zwierzętach to sytuacja korzystna dla ludzi, innych zwierząt i środowiska. Teraz Komisja powinna wysłuchać obywateli i zrealizować te postulaty” – mówi Anja Hazekamp, europosłanka Lewicy. Autorzy inicjatywy wystąpią w Parlamencie Europejskim. Później spotkają się z KE, żeby omówić szczegóły swoich postulatów. "Przesłanie od obywateli nigdy wcześniej nie było tak zdecydowane i bardziej zgodne z głosami naukowców, przemysłu, organizacji pozarządowych i polityków"- dodaje europosłanka.

Testy na zwierzętach w Chinach

Konsumenci, którzy chcą kupować kosmetyki cruelty-free, podczas zakupów w drogerii mają niemały problem - i to nie tylko ze względu na niejednolite unijne przepisy.

Marki kosmetyczne mogą deklarować, że nie korzystają z testów na zwierzętach i mogą nawet posiadać znaczek cruelty-free, przyznawany np. przez PETA. Jeśli jednak ich produkty trafiają również na rynek chiński, nie można ich uznać za wolne od okrucieństwa. Dlaczego?

W Chinach testy kosmetyków, także te z wykorzystaniem zwierząt, odbywają się na dwóch etapach: przed wprowadzeniem produktu na rynek i już po dopuszczeniu do sprzedaży (post market testing). Jeśli więc marka decyduje się na wprowadzenie swoich kosmetyków do Chin, automatycznie zgadza się na testowanie produktu z wykorzystaniem zwierząt.

Prawo w Chinach powoli się zmienia. W 2021 roku media obiegła informacja, że kraj kończy z testami na zwierzętach. To, niestety, nie jest prawdą. Jak wyjaśnia Ewa Wiewiór, autorka Happy Rabbit, największego polskiego bloga o kosmetykach cruelty-free, "dzięki nowym regulacjom skala przeprowadzania testów kosmetyków na zwierzętach w Chinach może być mniejsza. O ile oczywiście firmy będą spełniać kryteria formalne do zwolnienia ich z tych testów".

Chiny stają się cruelty-free?

Żeby zrozumieć, jak działają wprowadzone w 2021 roku przepisy, trzeba wiedzieć, że w Chinach kosmetyki dzielą się na dwie grupy:

  • Special use, czyli farby do włosów, kremy z filtrem, produkty przeciwko wypadaniu włosów itd.
  • General use, czyli szampony, kosmetyki do makijażu, kremy nawilżające.

Według przyjętych dwa lata temu przepisów importowane kosmetyki general use mogą być zwolnione z konieczności przeprowadzenia testów na zwierzętach. Producent musi jednak spełnić szereg wymagań formalnych, żeby nie musieć badać swojego produktu na myszach czy królikach. Z tego zapisu wyłączono m.in. kosmetyki dla dzieci i niemowląt, które wciąż będą musiały przechodzić testy.

Testy już po dopuszczeniu do sprzedaży zazwyczaj odbywają bez wykorzystania zwierząt. Od tej reguły są jednak wyjątki. Happy Rabbit wylicza, że do testów post market na zwierzętach może dojść np. w przypadku skargi konsumenta.

Niestety, większość najpopularniejszych marek wciąż sprzedaje swoje kosmetyki w Chinach. Jak podaje branżowy portal Wiadomości Kosmetyczne, Chiny to drugi największy po USA rynek zbytu dla branży kosmetycznej. Ma blisko 13 proc. udziału w globalnym rynku. W 2019 roku łączna wartość sprzedaży detalicznej kosmetyków w tym kraju osiągnęła wartość 40,6 mld euro.

Najpierw kosmetyki, potem szczepionki

Można bezpiecznie testować kosmetyki bez cierpienia zwierząt - wyjaśnia Iga Głażewska z organizacji HSI. Już teraz do sprawdzania kosmetyków wykorzystuje się m.in. trójwymiarowe modele tkanek i zaawansowane symulacje komputerowe. Naukowcy są w stanie wytworzyć narząd naśladujący ludzką wątrobę, dzięki czemu mogą przeprowadzać testy toksyczności i obserwować reakcję organu.

"Dostępnych jest prawie 50 testów bez udziału zwierząt, a wiele kolejnych jest w trakcie opracowywania. W porównaniu z testami na zwierzętach te nowoczesne alternatywy mogą lepiej naśladować reakcje ludzi na składniki i produkty kosmetyczne; są również często bardziej skuteczne i opłacalne. Zaawansowane testy bez udziału zwierząt reprezentują najnowsze techniki, jakie oferuje nauka, zastępując przestarzałe testy na zwierzętach, które zostały opracowane dziesiątki lat temu” - wyjaśnia Głażewska.

Zapotrzebowanie na metody cruelty-free będzie coraz większe. Co roku kolejne kraje zakazują testowania na zwierzętach. W 2020 roku taki zakaz przegłosowano m.in. w Chile i Kolumbii. Wcześniej podobne zapisy przyjęto w Australii, RPA, Gwatemali, Szwajcarii czy Indiach.

Organizacje, które zainicjowały apel do KE, podkreślają, że testy kosmetyków to niewielki odsetek wszystkich testów na zwierzętach. Zapowiadają, że w przyszłości chcą zająć się również badaniem wyrobów medycznych. Iga Głażewska komentuje: "Szczepionki i urządzenia medyczne są zdecydowanie w kolejce do przyszłości wolnej od okrucieństwa!".

;

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze