0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.plFot. Sławomir Kamińs...

Co wynikło z 10 godzin przesłuchań komisji śledczej ds. wyborów kopertowych 4 marca?

W kwietniu 2020 roku PiS „metodami gangsterskimi” (słowa Pawła Kukiza) próbował utrzymać większość i doprowadzić do wyborów kopertowych. Ustawa o wyborach kopertowych przeszła po awanturze w Sejmie i PiS tracił tam większość. Za to w ogóle nie kontrolował Senatu. Wśród polityków krążyły opowieści o tym, jak Kaczyński straszy i kusi, by dostać to, co chce. Tymczasem cały aparat PiS – postawiony przed niewykonalnym zadaniem zorganizowania w miesiąc dwóch tur wyborów korespondencyjnych (10 i 23 maja 2020 roku) – uruchomił mechanizmy obronne. Urzędnicy mówili „Tak, panie ministrze, ALE”. A to „ALE” spychało problem na barki kogoś innego.

Wybory były niewykonalne. Ale pośpiesznie uchwalona przez PiS-owską większość ustawa o wyborach kopertowych zawierała błąd. Nie stwierdzała, kto odpowiada za całość procesu wyborczego po wyłączeniu z niego PKW. Co ułatwiało urzędnikom zapewnianie, że „wszystko się da”. Bo oni swoje załatwią. A że całość się nie spina? To nie ich sprawa.

Jarosław Kaczyński dopiero po miesiącu zorientował się w sytuacji – wcześniej przebywał w świecie wyobrażonym.

Jego podwładni zdążyli już w tym czasie wydać 70 mln złotych. I zaopatrzyć się w dokumenty, że to nie ich wina.

Jacek Sasin i jego drużyna

Zeznania przed sejmową komisją śledczą pokazały, jak ten proces brnięcia w wybory kopertowe wyglądał. Potwierdziły też rolę Jaska Sasina jako głównego organizatora „wyborów kopertowych”. Co prawda Sasin niczego nie podpisał, ale – wedle zgodnych zeznań przedstawicieli Poczty Polskiej – negocjował, zapewniał i obiecywał. I sprawdzał przebieg organizacji „wyborów kopertowych”. A to, że nie podpisywał, wynikało z faktu, że wiedział, że byłoby to nielegalne. Ustawa, która na to pozwalała, nie weszła w życie. Sasin próbował więc problem zwalić na premiera Morawieckiego.

O mechanizmach działania ekipy PiS najwięcej do powiedzenia miał ówczesny prezes Poczty Polskiej Tomasz Zdzikot (w latach 2022-2024 – prezes KGHM – na zdjęciu na górze zeznaje 4 marca przed komisją). Nie dlatego, że obciążał ekipę PiS (może z wyjątkiem Sasina). Ale dlatego, że pokazał, jak myśli członek ekipy PiS.

W przeciwieństwie do poprzednika na stanowisku nie miał kłopotów w dotarciu do wicepremiera Sasina.

Więcej, dzięki wyborom kopertowym trafił na spotkania PiS na najwyższym szczeblu, z udziałem premiera i Jarosława Kaczyńskiego. I tam przedstawił się jako sprawny menadżer. Powiedział, że

Poczta da radę.

Może dostarczyć i odebrać od ludzi pakiety wyborcze. Jednak wszystko się uda „pod pewnymi warunkami”. Politycy muszą doprowadzić do przyjęcia ustawy, bo ma ona tylko akceptację Sejmu, ale nie Senatu – mówi. I potrzebna jest zgoda samorządów, bo one będą współuczestniczyć w organizacji wyborów. I na tym spotkaniu Mariusz Kamiński pokazał, jak rozumie wolę polityczną: straszy posła Porozumienia Gowina „więzieniem i zniszczeniem”, jeśli nie poprze ustawy. Wypij mówi wręcz o „ataku furii Kamińskiego”.

To spotkanie odbywa się między 6 a 16 kwietnia. 16 kwietnia prezes Zdzikot ma już absolutną pewność, że wyborów kopertowych zorganizować się nie da. Nie ostrzega jednak przełożonych. Nie chce, jak mówi, by to on został obciążony odpowiedzialnością za niepowodzenie wyborów.

Więc działa dalej – bez ustawy, ale zaopatrzony w ekspertyzę prawną, że nie miał wyjścia.

Zgłasza tylko, że Poczta nie jest w stanie dostarczyć pakietów wyborczych na II turę wyborów. Ale uważa, że to, co z tym dalej będzie, „to nie jego sprawa”. Może jest „jakaś firma w UE”, która byłaby sprawę obsłużyć II turę.

Przeczytaj także:

Kukiz już niewiele pamięta, Sachajko – też

O metodach PiS niechcący wiele powiedzieli posłowie Paweł Kukiz i jego kolega Jarosław Sachajko. Kukiz w maju 2020 roku w emocjonalnym, bardzo szczegółowym wpisie na Facebooku opisał „gangsterskie metody PiS”, czyli to, jak PiS zdobywał większość dla wyborów kopertowych (patrz niżej). Podał cztery konkretne przykłady, w tym Sachajki.

Wtedy Paweł Kukiz był posłem opozycyjnym i sprzeciwiał się wyborom kopertowym. Teraz jest posłem wybranym z listy PiS, więc nie przypominał sobie żadnego dodatkowego szczegółu z historii, które z taką pasją opisywał.

Wybory kopertowe i program białkowy

AKTUALIZACJA 18:45: Jarosław Sachajko, także wybrany teraz do Sejmu z listy PiS, a wezwany przed komisję w dziewiątej godzinie jej obrad, potwierdził 4 marca, że prezes firmy drobiarskiej Cedrob Andrzej Goździkowski („z PiS”) zaprosił go wiosną 2020 roku na spotkanie z premierem Morawieckim w rezydencji na Parkowej. Wtedy Sachajko był w opozycji. Ale było to w kontekście „narodowego programu białkowego”, a nie wyborów kopertowych. Jednak „przy okazji” Goździkowski namawiał Sachajkę do poparcia ustawy o wyborach kopertowych. Mówił mu (prezes firmy, a nie premier), że „ewentualnie mógłby za to pracować w Ministerstwie Rolnictwa”. Na jakim stanowisku, Sachajko nie pamiętał. Pamiętał za to, że Goździkowski nie był zwolennikiem „narodowego programu białkowego” Sachajki, gdyż jest „zainteresowany sprowadzaniem soi genetycznie modyfikowanej”. Sachajko głosował przeciw wyborom kopertowym, mimo że premier osobiście mu tłumaczył, jak są one „ważne dla Polski”. Głosował na nie, bo „tak mu rekomendowano w klubie Koalicja Polska”. Teraz jednak potwierdza stanowisko posłów PiS, że wybory kopertowe były dobrym rozwiązaniem. Nie udały się tylko z powodu „oporu ówczesnej opozycji”. Równocześnie poseł Sachajko mówi komisji, że oferuje swój „program białkowy” obecnemu ministrowi rolnictwa.

Z porannego przesłuchania Kukiza wynikła jeszcze jedna rzecz: kiedy Przemysław Czarnek (PiS) próbował Kukiza głębiej wciągnąć w narrację PiS (czy opór opozycji przeciw wyborom kopertowym był w 2020 roku interesie „rosyjsko-niemieckim”, czy też „brukselskim, co oznacza to samo”?), Kukiz przypomniał sobie, że wybory kopertowe miały zapobiec utracie stanowiska prezydenta przez Andrzeja Dudę.

Jak władza organizowała wybory w pandemii – co do tej pory ustaliła komisja

Wiedza o tym, kto i kiedy decydował o tym, jak w Polsce odbędą się wybory kopertowe bez podstawy prawnej, jest już dosyć konkretna. Oto kalendarium całej „afery” kopertowej. Żeby łatwiej się znaleźć w nim najnowsze informacje, akapity z zeznaniami świadków z 4 marca zapisaliśmy pogrubioną czcionką.

Pandemia miesza szyki

  • 5 lutego 2020 – marszałek Elżbieta Witek ogłasza wybory prezydenckie na 10 maja 2020 roku.
  • 24 marca – epidemia covidu jest tak poważna, że zostaje ogłoszony stan epidemii i pierwszy wielki lockdown (z zamknięciem lasów, parków i cmentarzy).
  • Rząd wprowadza pierwszy lockdown. Zamknięte zostają parki, lasy i cmentarze. Za łamanie zakazu wychodzenia z domu „bez powodu” policja wystawia mandaty, a Sanepid nakłada kary do 30 tys. zł.
  • Stan epidemii pozwala na skorzystanie z ustaw o stanach nadzwyczajnych. Ale w takim wypadku wybory mogłyby się odbyć dopiero w 90 dni od odwołania stanu nadzwyczajnego. Nikt wtedy nie wie, kiedy to będzie i jaka będzie wtedy sytuacja polityczna. PiS nie chce ryzykować.

Początek pandemii. „Jarosław nalega”

  • „Pod koniec marca” pomysł wyborów kopertowych rzuca Adam Bielan. Bo wie, że tak się robi wybory w Bawarii. “Jarosław (Kaczyński – red.) nalega na przeprowadzenie tych wyborów" – miał wicepremierowi Jarosławowi Gowinowi powiedzieć premier Mateusz Morawiecki.
  • 31 marca – ze wsparciem opozycji Sejm uchwala przepisy o głosowaniu korespondencyjnym dla osób powyżej 60. roku życia.
  • 31 marca pojawia się w Sejmie projekt powszechnych wyborów kopertowych. Zakłada on, że wybory organizować będzie rząd i Poczta Polska.
  • Pomysł ten rodzi się w Orlenie – zgłasza go Krystian Szostak, były członek władz konkurencyjnego dla Poczty InPostu. Proponuje, by właśnie Poczcie zlecić organizację wyborów kopertowych, bo „ma ona własne drukarnie” (to nieprawda). Prezesi Poczty identyfikują go przed komisją jako dyrektora biura prawnego Orlenu, ale z wyjaśnienia Szostaka przesłanego OKO.press 19 marca 2024 r. wiemy, że wtedy już tej funkcji nie sprawował. Był radcą prawnym z własną kancelarią.

19 marca 2024 r. Krystian Szostak przysyła do OKO.press wyjaśnienie: Dyrektorem Biura Prawnego Orlenu byłem od lipca 2017 do lutego 2018 r. Rozstałem się z tą firmą zaraz na początku lutego 2018 r., na prośbę Prezesa Obajtka, zgłoszoną przez niego w pierwszym jego dniu pracy w charakterze Prezesa Zarządu Orlen S.A. Od tamtego czasu nie pracowałem w żadnym charakterze (w tym nie świadczyłem usług) dla tej spółki, jak również żadnej innej spółki Skarbu Państwa (jedyna spółka Skarbu Państwa, dla której kiedykolwiek pracowałem, to Orlen w ww. okresie lipiec 2017-luty 2018). Tym samym twierdzenia z Pani artykułu (Jak również wcześniejszych artykułów) nie są prawdziwe i uprzejmie proszę o ich usunięcie.

Jacek Sasin znajduje odpowiedniego człowieka dla prezesa

  • Zdaniem Prezesa Poczty Przemysława Sypniewskiego takich wyborów Poczta nie jest w stanie przeprowadzić. 1 lub 2 kwietnia Jacek Sasin zwraca się więc do wiceministra obrony narodowej, Tomasza Zdzikota, by zastąpił Sypniewskiego. Nowy prezes oficjalnie ma się m.in. zająć wyborami korespondencyjnymi dla osób w wieku 60+. Sasin obiecuje mu modyfikację przepisów – rozwieją one „wątpliwości Sypniewskiego”. Ma najwyraźniej na myśli ustawę o powszechnych wyborach kopertowych. Będzie w niej napisane np., że pakiety wyborcze nie mają statusu przesyłek poleconych – można je będzie po prostu wrzucić do skrzynki.
  • 3 kwietnia do warszawskiej prokuratury trafia od prywatnej osoby zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa: organizacja wyborów w pandemii narazi mnóstwo ludzi na niebezpieczeństwo zachorowania i śmierci.
  • 3 kwietnia. Tomasz Zdzikot zostaje prezesem Poczty Polskiej. Nie ma doświadczenia pocztowego, ale uważa, że zna się na zarządzaniu.

Władza organizuje wybory bez ustawy

  • 6 kwietnia warszawska prokuratorka Ewa Wrzosek dostaje sprawę organizacji wyborów kopertowych. Sprawę tę zastępczyni Prokuratora Rejonowego Edyta Dudzińska kwalifikuje standardowo – pod art. 165 Kodeksu Karnego (zagrożenie epidemiczne) i opatruje niewyraźną adnotacją. Prezes Poczty Zdzikot zauważa przed komisją, że tego dnia „nikt nie spodziewał się, że ustawa spowoduje taki konflikt”.
  • 6 kwietnia w nocy i po awanturze w Sejmie, PiS uchwala ustawę o wyborach kopertowych. Ustawa zakłada też, że Marszałek Sejmu mógłby zmienić termin wyborów z 10 maja na inną (ale opanowany przez opozycję Senat ma miesiąc na zajęcie się sprawą, więc ustawy nie ma).
  • O realizacji tej ustawy (nieistniejącej) wicepremier Sasin rozmawia z nowym prezesem Poczty Zdzikotem. I będzie je prowadził regularnie do 10 maja – zeznaje Zdzikot.
  • 6 kwietnia wicepremier Jarosław Gowin podaje się do dymisji. Uważa, że wybory kopertowe doprowadzą do gwałtownego rozpowszechnienia się pandemii, a poza tym państwo nie jest w stanie takiej operacji przeprowadzić. Bez głosów gowinowców PiS nie odrzuci spodziewanego sprzeciwu Senatu. Kaczyński próbuje przekonać Gowina, by zmienił zdanie. Grozi mu wcześniejszymi wyborami, które skończą się dla gowinowców katastrofą.
  • Okazuje się, że Poczta Polska nie ma wystarczającej infrastruktury i do wydrukowania kopert z kartami trzeba będzie zaprosić podwykonawców. A wcześniej – ich znaleźć.
  • Między 7 a 14 kwietnia, trwają na szczytach władzy narady i analizy z udziałem Poczty Polskiej, jak te wybory przeprowadzić. Pomysły się zmieniają. Do żadnego nie ma podstawy prawnej. Od 8 kwietnia w rozmowach uczestniczy szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk.

Władza walczy o szerokie poparcie. Groźbami

  • 10 kwietnia, Wielki Piątek, do wyborów został miesiąc – Jarosław Kaczyński jedzie na cmentarz na grób rodzinny. Jest jedyną osobą w Polsce, której się to udało – cmentarze są zamknięte.
  • Na jednym z kolejnych spotkań na szczycie w sprawie wyborów kopertowych w rezydencji premiera przy ul. Parkowej (w obecności Kaczyńskiego, Sasina i prezesa Poczty Polskiej Tomasza Zdzikota) szef MSWiA Mariusz Kamiński dostaje ataku furii i grozi posłowi partii Gowina Michałowi Wypijowi więzieniem i “zniszczeniem” za protest w sprawie wyborów kopertowych [tego ataku Zdzikot nie pamięta, ale nie może „wykluczyć”; przyznaje, że było nerwowo].
  • „To spotkanie miało charakter rozmowy politycznej, a miało ustalić, czy ustawa z 6 kwietnia będzie miała większość [po spodziewanym wecie Senatu]” – zeznaje Zdzikot. Nie ma na nim przedstawicieli Państwowej Komisji Wyborczej. Nowy prezes Poczty, którego na spotkanie na szczycie zaprosił Sasin, zapewnia polityków, że wybory kopertowe da się zorganizować. Ale „pod pewnymi warunkami”, które zależą od polityków: musi wejść w życie ustawa z 6 kwietnia i to na podstawie powszechnego konsensu, bo zaangażować w wybory trzeba np. samorządy.

Poczta odkrywa problem braku skrzynek pocztowych

  • Do obradujących (na tym lub kolejnym spotkaniu) dociera, że 4 mln osób w Polsce nie ma skrzynek pocztowych. Co prawda pakiety wyborcze (wedle nieobowiązującej jeszcze ustawy z 6 kwietnia) nie wymagają potwierdzenia odbioru, ale gdzie je zostawić, jeśli nie ma skrzynek? Poczta Polska kompletuje więc dwójki listonoszy, którzy w takiej sytuacji będą próbowali wręczyć pakiety wyborcze osobiście. A jeśli nie, to zostawią w drzwiach awiza. Ustawa z 6 kwietnia tego co prawda nie wymaga, ale chodzi o to „by rozwiać wątpliwości” (zeznanie Zdzikota).
  • Wiadomo też już, że z powodu pandemii brakuje chętnych do pracy w komisjach wyborczych i nie ma podstaw prawnych, by samorządy przekazały spisy wyborców Poczcie. Nie wiadomo, jak chronić członków komisji wyborczej, ani czy w ogóle wytrzymają 12 godzin w maseczkach na twarzy. Poczta przeprowadza analizy zasobów firm ochroniarskich – bo dociera do niej, że urny wyborcze z powodu pandemii nie będą mogły stać w placówkach pocztowych, tylko na zewnątrz i jakoś trzeba ich pilnować (Zdzikot).
  • 14 kwietnia były prezes Poczty Polskiej Sypniewski mówi wiceministrowi Arturowi Soboniowi, że wybory są nie do przeprowadzenia. Potrzeba na nie 6-8 tygodni, a zostały cztery.
  • 15 kwietnia – wiceminister Soboń organizuje telekonferencję z udziałem szefów Poczty Polskiej, urzędników i przedstawicieli prywatnych firm, które następnie zarobią na organizacji tych wyborów. Zebrani biorą się za organizacje wyborów.

Nie ma ustawy, premier decyduje, a Sasin się stara

  • 16 kwietnia premier Mateusz Morawiecki wydaje decyzję administracyjną o organizacji wyborów kopertowych. Problemem jest to, że powołuje się na ustawę, która nie obowiązuje i to jest problem Poczty Polskiej.
  • Tego samego dnia Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych dostaje decyzję wydrukowania kart wyborczych (zeznanie Zdzikota).

Ustawy nie będzie, wyborów też – kto będzie winien?

  • 16 kwietnia staje się jasne, że Senat nie rozpatrzy ustawy z 6 kwietnia przed 5 maja. Prezes Poczty Zdzikot wie już, że wybory są nie do przeprowadzenia. Uważa jednak, że gdyby nie zrobił teraz nic i czekał na ustawę do 6, 7 czy 9 maja, to wyjdzie na to, że Poczta się do wyborów nie przygotowała. „Musi” więc organizować wybory bez ustawy – by nikt nie obarczył go potem odpowiedzialnością za niepowodzenie.
  • Kolejna ustawa covidowa – z 16 kwietnia – odbiera Państwowej Komisji Wyborczej prawo organizowania wyborów. To pogłębia chaos – bo ustawa z 16 kwietnia wchodzi w życie, a ustawa z 6 kwietnia – nie, aż do 9 maja 2020 roku.
  • Poczta Polska (wiceprezes poczty Grzegorz Kurdziel) informuje mailem wicepremiera Sasina, że pierwsze pieniądze na wybory trzeba będzie wydać do końca tygodnia (17 kwietnia). Na co Sasin odpisuje, że jest gotowy podpisać umowę, która będzie podstawą do wydawania pieniędzy. Prezes Poczty Zdzikot podkreśla, że Sasin obiecał mu, że na pewno umowę zawrze.
  • 22 kwietnia – Poczta wysyła Sasinowi projekt umowy. Sasin jej nie podpisze. Zdzikot podkreśla, że Sasin nie zgłaszał żadnych uwag do przesłanego mu projektu i nie ma pojęcia, dlaczego Sasin go nie podpisał. „Do zawarcia umowy powinno było dojść”.
  • Prezes Zdzikot zaopatruje się w opinię prawników, że nie mógł czekać na umowę, gdyż decyzja premiera z 16 kwietnia miała klauzulę natychmiastowej wykonalności.
  • Na podstawie obietnicy Sasina Poczta bierze się za “organizację wyborów” (są na to maile o kalkulacji kosztów), choć jej szefowie zdają sobie sprawę, że nie wolno im tego robić.

Gowin dostaje ostrzeżenie

  • W tym mniej więcej czasie tajemniczy funkcjonariusz służb specjalnych ostrzega Gowina, by miał się na baczności. “Zbierane są na pana haki”. Do ojca posła Michała Wypija zgłasza się tymczasem doradca Andrzeja Dudy Jerzy Milewski z prośbą, by syn zmienił zdanie (spotkanie odbywa się na stacji benzynowej pod Szczytnem).
  • Poczta pobiera dane teleadresowe wyborców. Robi to na podstawie ustawy z 16 kwietnia. Na jej podstawie samorządy mogą „rozpatrzyć” wniosek Poczty. I rozpatrują – w większości odmawiają. Okazuje się wtedy, że samorządy prowadzą te spisy w różnych formatach i w ogóle nie da się ich szybko użyć. „To doprowadziło władze do stworzenia centralnego rejestru wyborców w 2023 roku”. Zdaniem Zdzikota pozyskane dane Poczta zniszczyła.
  • Sprawę pogarsza to, że mail z żądaniem oddania danych obywateli, nie jest podpisany. „Był to niewątpliwie błąd” – zeznaje przed komisją prezes Zdzikot.

Problemy okazują się nie do przejścia: 10 maja jest nierealny

  • Kolejne analizy doprowadzają organizatorów do wniosku, że wybory będzie trzeba przesunąć na 17 maja. Na to także nie ma żadnej prawnej podstawy – bo ustawa z 6 kwietnia nie weszła w życie.
  • Wedle prezesa Zdzikota 17 maja to termin nierealny. W grę wchodzi 23 maja i to tylko dla I tury. II tura jest w ogóle niewykonalna, bo nie da się jej organizować w dwa tygodnie, jak wymaga prawo.
  • W planie organizacji wyborów przez Pocztę Polską nie ma w ogóle mowy o II turze wyborów prezydenckich. Ale „to nie był problem Poczty – ona miała tylko doręczyć pakiety” – zeznaje Zdzikot. Wtedy wiadomo już, że Poczta dostarczyłaby wyborcom pakiety wyborcze w 3-4 dni. Oprócz tego trzeba było jednak zebrać i policzyć głosy, ogłosić wyniki i zamówić druk nowych pakietów wyborczych. A tego w dwa tygodnie nie dałoby się zrobić. „Może ktoś w Unii Europejskiej umiałby to zrobić, ale nie w Polsce” (zeznanie Zdzikota).

Wybory są więc organizowane z pełną świadomością, że nie da się ich dokończyć.

  • PiS dalej szuka większości dla operacji „wybory kopertowe”. Świadek Paweł Kukiz słyszy wprost, że chodzi o zwiększenie szans wyborczych Andrzeja Dudy. Co oznacza, że władza wykonawcza łamie prawo, by wpłynąć na wynik wyborów.
  • Świadek Jarosław Sachajko, kolega Kukiza przyznaje, że prezes firmy drobiarskiej Cedrob zaprosił go do premiera, by tam zaproponować mu – posłowi ówczesnej opozycji – stanowisko w Ministerstwie Rolnictwa za poparcie wyborów kopertowych. Sachajko lobbuje tam za swoim „programem białkowym” i z negocjacji nic nie wychodzi. Jednak Sachajko wchodzi potem do Fundacji Kukiza, którą premier Morawiecki wspiera z budżetu kwotą 4 mln 300 tys.

Władza umarza śledztwo po dwóch godzinach

  • 23 kwietnia około godz. 16:00 prokurator Ewa Wrzosek wszczyna sprawę w sprawie zagrożenia epidemiologicznego stwarzanego przez organizację wyborów kopertowych. Wcześniej ustaliła, że zgłoszenie obywatela może być zasadne. Epidemiolodzy ostrzegają, że ustawa „kopertowa” procedowana przez parlament jest obarczona ryzykiem dla osób pracujących przy wyborach, a przez to doprowadzi do rozprzestrzenienia się pandemii. Po godz. 18:00 sprawa zostaje umorzona przez jej zwierzchniczkę, prok. Edytę Dudzińską. Przed komisją zeznaje ona, że Wrzosek nie miała prawa zajmować się tą sprawą, gdyż niewyraźna dekretacja Dudzińskiej na aktach to słowa „dla mnie”. Nikt nie zauważył w prokuraturze, że prok. Wrzosek ma nieswoją sprawę. Nikt nie ustalał też, jak do rzekomej pomyłki doszło. Wedle komunikatu rzeczniczki prokuratury z 23 kwietnia powodem umorzenia jest to, że do przestępstwa nie doszło: wyborów nie było i nie wiadomo, kiedy będą (!).

Władza ustępuje

  • Mija kolejny tydzień i długi majowy weekend. Do wyborów ogłoszonych przez marszałkinię Witek zostaje tydzień. Ustawy nie ma – więc ani resort Sasina, ani resort Mariusza Kamińskiego nie podpisują umów na prace dotyczące organizacji wyborów. Ale Poczta Polska podpisuje umowy z pośpiesznie wybranymi podwykonawcami i wydaje pieniądze. Łącznie ponad 50 mln zł.
  • Poseł Gowin rozmawia z posłami ówczesnej opozycji i “próbuje znaleźć jakieś rozwiązanie”. "Nie czułem się osobiście szantażowany, ale wiem o rozmowach, jakie odbywali posłowie Porozumienia. Ówczesna wiceminister Iwona Michałek była zaproszona przez Mateusza Morawieckiego na spotkanie do wilii premiera i tam sugerował jej dymisję, jeśli nie poprze tych wyborów. Z kolei członkowie rodziny Michała Wypija pracujący w administracji byli nagabywani, by wpłynęli na pana posła” – zeznaje Gowin przed komisją.
  • Politycy PiS próbują zmusić do głosowania za wyborami kopertowymi (kiedy ustawa wróci z Senatu) posłów z ugrupowania Paweł Kukiza. Kukiz – wtedy poseł niepopierający PiS (obecnie, w trzeciej swojej kadencji – wybrany z list PiS) – ujawnia tę korupcję w ogromnym, emocjonalnym i bardzo szczegółowym wpisie na Facebooku z 5 maja. Pisze, że PiS stawia na swoim „dzięki gangsterskim metodom przekupstwa i szantażu”. A także, że „Dworczyk na to, że taka jest linia partii, że wybory muszą być w maju i nic się nie da zrobić”. Tymczasem opozycja próbuje przeciągnąć na swoją stronę ludzi Gowina, oferując mu stanowisko marszałka Sejmu – zeznaje Kukiz.

Szanowni Państwo,

posłuchajcie proszę opartej na faktach z ostatnich dni krótkiej opowieści o żenującej, zmasowanej i panicznej PiS-owskiej akcji korupcyjno-politycznej:

Jarosław Kaczyński uparł się, żeby za wszelką cenę, nawet niezgodnie z prawem, bezpieczeństwem publicznym i zdrowym rozsądkiem, zrobić wybory prezydenckie w maju. I wysyła swoje popychadła, by korumpowały, kupowały albo zastraszały posłów.

Parę przykładów:

  1. Do Stanisława Żuka, posła Kukiz’15 z okręgu legnickiego, dzwoni szef gabinetu premiera Morawieckiego, poseł Krzysztof Kubów, i prosi o spotkanie. Ponieważ nasz poseł od lat osobiście zna premiera godzi się na spotkanie. Kubów wsiada w limuzynę i jedzie do okręgu legnickiego. Rozmowa przebiega mniej więcej tak, że pan Kubów pyta posła Żuka czy dla „dobra Polski” mógłby nie głosować w sprawie wyborów korespondencyjnych? Czy mógłby na chwilę wyjść do łazienki, czy coś. Kiedy Żuk się dziwi i mówi, że prawdopodobnie będzie głosował z domu, pada sugestia, że może by mu się akurat popsuł tablet, przez który ma głosować. Poseł Stanisław Żuk to wspaniały i zasłużony człowiek, doświadczony samorządowiec i wieloletni menadżer w branży energetycznej. Człowiek o poglądach centro-prawicowych, państwowiec, który całe życie uczciwie służył Polsce. Bycie posłem z ramienia Kukiz’15 jest zwieńczeniem jego życiowej kariery. Tymczasem przyjeżdża do niego dwukrotnie młodszy, partyjny aparatczyk, wysłannik premiera Morawieckiego i traktuje go, jak swoich partyjnych towarzyszy zachęcając do zachowania niegodnego. Do zdrady podglądów, wyborców. Do zaprzedania się partii władzy. Nie muszę dodawać, że szef gabinetu Morawieckiego wrócił do swojego pryncypała z niczym.
  2. Do Jarosława Sachajki, posła Kukiz’15 z okręgu chełmskiego, byłego przewodniczącego sejmowej komisji rolnictwa, dzwoni prezes jednego z największych w Polsce producentów kurczaków – Cedrobu. Drobiarz zachęca Sachajkę do poparcia PiS-owskiej ustawy o wyborach korespondencyjnych i sugeruje stanowisko w ministerstwie rolnictwa. Drobiarz zaprasza też na spotkanie z premierem. Po konsultacji ze mną Jarosław Sachajko idzie na spotkanie z Morawieckim. Dużo okrągłych słów typowych dla premiera. Dobro Polski, dobro partii, dobro Dudy. Sachajko pyta, dlaczego premier nie rozmawia bezpośrednio ze mną. VATeusz na to, że Kukiz obraził jego ojca, ale on w swej łaskawości Kukizowi wybacza! (tak, rzeczywiście strasznie obraziłem Kornela, biorąc go na listy Kukiz’15 do Sejmu i zgłaszając na Marszałka Seniora, choć PiS zawsze Kornela wyśmiewał i unikał (o czym premier wie doskonale i się z tym faktem godził). Podsumowując – Premierowi Tysiąclecia i Drobiarzowi nie udaje się przekonać posła Sachajki do zdrady własnych przekonań i wyborców, i zagłosowania za przedłużeniem za wszelką cenę rządów Przekupywaczy i Szantażystów.
  3. Do Agnieszki Ścigaj, poseł Kukiz’15 z okręgu krakowskiego, dzwoni były poseł poprzedniej kadencji (dziś na darowanej przez PiS synekurze). Zachęca Agnieszkę do poparcia wyborów kopertowych w głosowaniu w Sejmie. Pyta, czego by oczekiwała w zamian za głosowanie zgodnie z wolą Jarosława Kaczyńskiego. Poseł Ścigaj odrzuca propozycję zdrady swoich przekonań i wyborców.
  4. Do Stanisława Tyszki, byłego wicemarszałka Sejmu, posła Kukiz’15 z okręgu rzeszowskiego, dzwoni Michał Dworczyk, szef kancelarii premiera Morawieckiego. Prosi o spotkanie. Na spotkaniu pyta o ocenę sytuacji. Tyszka mówi, że mamy do czynienia z destrukcją naszego Państwa, resztek kultury politycznej i prawnej. Przekazuje nasze stanowisko, że należy przełożyć wybory, przynajmniej na sierpień i zrobić je zgodnie z prawem, w sposób uporządkowany, bezpiecznie dla obywateli i najlepiej w porozumieniu wszystkich sił politycznych. Dworczyk na to, że taka jest linia partii, że wybory muszą być w maju i nic się nie da zrobić. I czy Tyszka nie poparłby jednak w głosowaniu nielegalnych wyborów korespondencyjnych. Nie, nie poparłby, bo ludzie wybrali go do Sejmu po to, by tworzył dobre prawo, w interesie obywateli, a nie w interesie jednej partii czy obsesji władzy jednego człowieka.

Szanowny Panie Kaczyński i Panie Morawiecki!

Zawsze byłem otwarty na rozmowę o tym, co dobre dla Polski. Odbyliśmy w ostatnich latach wiele rozmów, w czasie których próbowałem przekonać Was do zmian ustrojowych, do oddania realnej władzy obywatelom, do obniżania podatków, redukcji biurokracji, zakończenia uprzywilejowanej pozycji partii politycznych w Polsce i naprawy naszego państwa.

Jaka była Wasza odpowiedź? Przez 4 lata minionej kadencji Sejmu zainwestowaliście mnóstwo czasu i pieniędzy, by skorumpować, kupić, przeciągnąć posłów Kukiz’15. Chcieliście zniszczyć ruch obywatelski, który powstał po wyborach prezydenckich 2015 roku. I niestety – w dużej mierze, dzięki gangsterskim metodom przekupstwa i szantażu, to się Wam udało.

Ale nie tak łatwo zabić Ideę. A na pewno nie uda się to takiej nieudolnej, ogarniętej obsesją władzy za wszelką cenę, aroganckiej, butnej i tępawej partyjnej mafii, partii przeciętniaków, „biernych, marnych, wiernych”, którą zbudowaliście. Okazało się niestety, że jesteście istotami pozbawionymi jakichkolwiek poglądów, ideałów i zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Rozdajecie stanowiska w administracji i spółkach Skarbu Państwa, z wielomilionowymi wynagrodzeniami, miernotom i malwersantom za partyjną wierność. A „Prawdziwym Polakiem” jest dla Was tylko ten, kto Wam w tym nie przeszkadza.

Boże, chroń Polskę…

Soboń próbuje zatrzymać pociąg

  • 30 kwietnia – wiceminister Artur Soboń w mailu do Michała Dworczyka przedstawia cały zestaw argumentów przeciwko organizacji wyborów kopertowych. Zebrał wiedzę na ten temat w czasie kolejnych spotkań i rozmów, w tym z pracownikami Poczty. Soboń – wygląda na to – jest pierwszą osobą, która odważa się powiedzieć STOP. Mail wysyła na prywatną skrzynkę Dworczyka, której zawartość ujawni potem Poufna Rozmowa.
  • „Po 5 bądź 6 maja” PiS zaczyna rozważać przesunięcie terminu wyborów i umożliwienie opozycji zmianę kandydatów (zeznania Gowina).
  • 6 maja – Jarosław Kaczyński w końcu zmienia zdanie i zgadza się, że wyborów nie da się przeprowadzić 10 maja.
  • “Przed 7 maja” – Poczta Polska dowiaduje się, że wyborów nie będzie.
  • 7 maja – wybory w konstytucyjnym terminie 10 maja odwołują na konferencji prasowej Jarosław Kaczyński z Jarosławem Gowinem. Decydują nie tylko za marszłakinię Witek (która ogłosiła wybory na 10 maja), ale i za Sąd Najwyższy: „Po upływie terminu 10 maja 2020 roku oraz przewidywanym stwierdzeniu przez Sąd Najwyższy nieważności wyborów, wobec ich nieodbycia, marszałek Sejmu RP ogłosi nowe wybory prezydenckie w pierwszym możliwym terminie”.

Ale to nie koniec

  • 8 maja – wieczorem w siedzibie PiS na Nowogrodzkiej rozważana jest nowa data wyborów kopertowych: 23 maja. Nie ma żadnej podstawy prawnej do tego. Sprzeciwia się temu Gowin, a po jego interwencji – także Andrzej Duda
  • Do 10 maja służby państwowe rejestrują 15 tys. zakażeń covidem. Umiera 800 osób.
;

Udostępnij:

Agnieszka Jędrzejczyk

Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022

Komentarze