Philippsburg to nieco ponad 13-tysięczne miasteczko w Badenii-Wirtembergii. Tam we wtorek 31 grudnia rząd niemiecki zrobi kolejny krok wstecz w walce o zatrzymanie kryzysu klimatycznego, próbując przy tym przekonać resztę Europy, że robi coś dokładnie przeciwnego

W Sylwestra 2019 zostanie wyłączony drugi blok elektrowni atomowej w Philippsburgu. Wraz z nim z niemieckiego miksu energetycznego trwale zniknie ponad 1300 MW stabilnej mocy zdolnej do produkcji ponad 10 terawatogodzin (TWh) praktycznie bezemisyjnej energii rocznie. To blisko 2 proc. rocznego zużycia prądu w Niemczech.

29 grudnia na terenie przy elektrowni przeciw zamknięciu protestowali polscy i niemieccy aktywiści pod hasłem „Ratuj klimat – wspieraj atom!”. Akcję zorganizował ruch FOTA4Climate, inicjatywa społecznikowska na rzecz energetyki atomowej, odnawialnej, ochrony klimatu i przyrody.

„Protestujemy ponieważ zmiany klimatu powinny być priorytetem w polityce energetycznej. Niestety, wyłączenie tego reaktora spowoduje, że stracimy ogromne ilości energii bez CO2, porównywalne z produkcją z dwóch trzecich wszystkich turbin wiatrowych w Danii. To klimatyczne szaleństwo”

– mówi OKO Press Adam Błażowski, jeden z założycieli FOTA4Climate i pomysłodawca protestu.

Bez względu na okoliczności

Zamknięcie Philippsburga to kolejna decyzja w ramach niemieckiej polityki Atomausstieg, czyli wyeliminowania energii atomowej z niemieckiego miksu energetycznego do roku 2022. Atomausstieg to efekt paniki po wywołanej przez tsunami awarii elektrowni atomowej w japońskiej Fukushimie w roku 2011. Skrzętnie wykorzystanej przez niemieckich Zielonych i wspierające ich organizacje, np. Greenpeace.

Ruchy te zbudowały swoją tożsamość na sprzeciwie wobec energii atomowej w latach 70. ubiegłego wieku, co w zasadzie uniemożliwia rewizję poglądów, nawet w całkiem nowym kontekście grożącej nam katastrofy klimatycznej.

Dobrą ilustracją prymatu tożsamościowego podejścia bez względu na okoliczności jest wypowiedź Jany Wiechmann, działaczki niemieckiego Greenpeace z Bremy, z roku 2011:

„Jeśli będziemy musieli wybierać między ryzykiem energii jądrowej (…) a jedynie podgrzewaniem atmosfery, wówczas wybierzemy węgiel, ponieważ nie ma lepszej alternatywy”,

powiedziała Wiechmann kanadyjskiej stronie internetowej Forget the Box. Dodała, że „węgiel może być pomostem między energią jądrową, a energią odnawialną”.

Przez ponad cztery dekady od pierwszych protestów antyatomowych w miejscowości Wyhl w 1975 roku, podsycana przez aktywistów niechęć do energetyki jądrowej – swoją drogą w latach Zimnej Wojny w absurdalny sposób często łączona ze sprzeciwem wobec atomowego militaryzmu – zyskała na popularności na tyle, by stać się istotnym punktem programu innych partii obawiających się utraty poparcia.


W OKO.press publikowaliśmy również argumenty przeciwników energii atomowej:


Od węgla odejdą później

Tak zrodziła się Atomausstieg, która jest kluczową częścią innej wielkiej strategii Berlina, czyli Energiewende – odejścia od paliw kopalnych i atomu na rzecz wizji „100 proc. OZE”.

W grudniu 2019 roku ukazało się badanie skutków polityki Atomausstieg, przeprowadzone przez amerykańskie National Bureau of Economic Research. Wynika z niego, że efekty odejścia od energii jądrowej są jeszcze bardziej opłakane, niż sądzono do tej pory.

Eliminacja niskoemisyjnej produkcji energii elektrycznej z siłowni jądrowych została w większości skompensowana wzrostem produkcji z najbardziej emisyjnego paliwa, czyli węgla, a także zwiększeniem importu. Koszt odejścia od atomu badacze oszacowali na 12 mld dolarów rocznie, z czego 70% przypada na koszty zwiększonej śmiertelności na skutek zanieczyszczenia powietrza przez zwiększone spalanie węgla.

Znamienne, że likwidację niskoemisyjnej energetyki jądrowej zaplanowali Niemcy na 12 lat od roku 2011 do 2022, a odejście od węgla – aż na 18, do roku 2038. Taka decyzja spowoduje przekroczenie “budżetu węglowego” tj. możliwych emisji CO2 dla każdego kraju aż o miliard ton.

Pomimo tego faktu zarówno Zieloni jak i Greenpeace uczestniczący w obradach niemieckiej Komisji Węglowej zagłosowali za opóźnioną datą (Greenpeace złożył potem “zdanie odrębne”). Sprzeciw wyrazili jedynie reprezentanci miejscowości oczekujących na wysiedlenie pod nowe kopalnie odkrywkowe węgla brunatnego.

„Niemcy wychodzą z energetyki atomowej. Energia elektryczna z wiatru i słońca jest tańsza i bezpieczniejsza. Energia atomowa nie rozwiązuje ani jednego problemu, ale stwarza wiele nowych dla naszych dzieci i wnuków” – to zeszłoroczna wypowiedź niemieckiej ministry środowiska Svenji Schulze z SPD.

Według przeciwników i przeciwniczek energetyki jądrowej te “nowe problemy” to przede wszystkim odpady. Tych jednak jest niewiele w stosunku do wydajności elektrowni jądrowych, a technologia ich składowania jest bezpieczna. Przykładem szwajcarskie składowisko w Würenlingen, gdzie całość wysokoaktywnych odpadów z krajowej energetyki atomowej mieści się w hali o wymiarach 68 na 41 na 20 metrów.

Niska efektywność siłowni wiatrowych

Pozbywając się potężnych i stabilnych źródeł niskoemisyjnej energii, Niemcy próbują zastąpić ją budową ogromnych mocy w siłowniach wiatrowych i farmach solarnych. Choć równie niskoemisyjne jak atom, źródła te mają jedną zasadniczą wadę – niską efektywność.

Tzw. współczynnik wykorzystania mocy – czyli, upraszczając, ilość czasu w jakim pracują instalacje – wynosi w Niemczech ok. 40 proc. dla morskiej energetyki wiatrowej, ok. 25 proc. dla turbin wiatrowych na lądzie i ok. 11 proc. dla instalacji fotowoltaicznych wykorzystujących energię słoneczną.

Ten sam współczynnik dla sześciu ostatnich elektrowni atomowych w Niemczech wynosił w roku 2018 około 90 proc. Innymi słowy, siłownie jądrowe produkują prąd praktycznie bez przerwy. Wiatrowe i solarne – tylko, gdy akurat wieje wiatr i świeci słońce.

Rozwijanie energetyki odnawialnej w kierunku „100 proc. OZE” wymaga też znacznie przeskalowanego systemu, ponieważ 1000 MW mocy zainstalowanej w turbinach wiatrowych przy współczynniku wykorzystania mocy ok. 30 proc., nigdy nie będzie tak samo efektywne, co 1000 MW mocy w elektrowni atomowej pracującej przez ok. 90 proc. czasu.

Problemem jest również fakt, że źródła odnawialne często konkurują same ze sobą: gdy świeci słońce dotyczy to całego kraju, gdy pogoda jest wietrzna pracuje większość turbin. Oznacza to okresowe ale krótkotrwałe znaczne nadwyżki energii, która może być wtedy ograniczana (curtailing), co obniża efektywność ekonomiczną inwestycji.

Wszystko tylko nie atom

Do tego dochodzą inne problemy instalacji energii odnawialnej – czas eksploatacji ok. dwukrotnie krótszy niż elektrowni atomowych, mogących pracować 60, a nawet 80 lat, czy wielkie wymagania pod względem powierzchni zajmowanego terenu. Ten ostatni problem właśnie daje o sobie znać w gęsto zaludnionych Niemczech, gdzie tężeje opór przeciw rozbudowie istniejących i budowie nowych farm wiatrowych.

W pierwszej połowie 2019 roku w Niemczech zainstalowano zaledwie 35 turbin wiatrowych o łącznej mocy 290 MW. To spadek o ponad 80% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku i najgorszy wynik od prawie 20 lat. W latach 2017 i 2018 zainstalowano odpowiednio ponad 5000 MW i 2800 MW nowych mocy wiatrowych.

Dla potężnej i uprzemysłowionej gospodarki Niemiec, gdzie zużycie energii elektrycznej wyniosło w roku 2019 ok. 570 TWh, a więc ponad trzykrotnie więcej niż w Polsce, szczyt produkcji prądu z wiatru i słońca nie zawsze pokrywa się ze szczytem zapotrzebowania.

Przy braku wielkoskalowych rozwiązań magazynowania energii, by zapewnić ciągłość dostaw w systemie opartym na turbinach wiatrowych i panelach fotowoltaicznych, potrzebne są tzw. źródła w podstawie. Ale nie atom –  niemal zgodnym chórem mówią niemieckie partie polityczne i organizacje pozarządowe.

Stąd wahania w produkcji prądu z wiatru i słońca kompensuje się spalaniem gazu ziemnego. Efekt? O ile zużycie energii z ropy i węgla znajduje się w trendzie spadkowym od wczesnych lat 90., o tyle konsumpcja energii z gazu wzrosła. Tym samym spadek emisji z energetyki – wydawałoby się cel nadrzędny – jest powolny i na koniec 2019 roku Niemcy wciąż nie są pewni osiągnięcia ogólnego celu redukcji na rok 2020. Emisyjność gazu wynosi ok. 500 g CO2/kWh. To ok. dwa razy mniej niż węgla, ale nadal dużo.

Pouczający przykład Francji

Jak bardzo skuteczny jest atom w dekarbonizacji najlepiej widać na przykładzie Francji. W połowie lat 70. Francuzi podjęli decyzję, by oprzeć generację energii elektrycznej na instalacjach atomowych. W efekcie produkcja prądu nad Sekwaną charakteryzuje się bardzo niską emisyjnością – 30 grudnia w południe wynosiła 66 gramów CO2/kWh. W Niemczech – przy sprzyjających warunkach wiatrowych była wciąż trzy razy wyższa na poziomie 192 gramów CO2/kWh.

Według Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC), mamy czas do 2030 roku, by ściąć emisje o ok. 45 proc. względem roku 2010, by zachować szanse na zatrzymanie globalnego wzrostu temperatury na poziomie ok. 1,5°C do roku 2100. Eliminowanie dziesiątków terawatogodzin czystej energii z niemieckich elektrowni atomowych nie służy temu celowi – nie tylko w Niemczech, ale w całej Europie.

Według Błażowskiego z FOTA4Climate protesty takie, jak w Philippsburgu, nawet jeśli nie odniosą szybkiego sukcesu, są potrzebne. Także w Polsce, gdzie rząd PiS planuje rozpocząć budowę elektrowni atomowych w latach 30.

Programowi energetyki jądrowej przeciwna jest niemal cała opozycja. Czasami tylko dlatego, że jest opozycją – to przypadek Platformy Obywatelskiej – lub ze względu na sprzeciw wobec energetyki atomowej wpisany w tożsamość działalności, jak w przypadku Zielonych.

Nawet Lewica jest podzielona w sprawie energetyki jądrowej, którą jednoznacznie i z powołaniem się na dane naukowe wspiera jedynie partia Razem.

„Musimy zmienić narrację, atom i OZE powinny być traktowane jako wspólne dobro, niezależne od aktualnej opcji politycznej. To bardzo ważne z punktu widzenia wyzwania jakim jest dekarbonizacja energetyki. Kończy się czas klimatycznego romantyzmu, czas na pragmatyzm i technologiczny agnostycyzm w imię dobra naszych dzieci” – mówi Błażowski.

Jak na razie pragmatyzmu w stereotypowo najbardziej pragmatycznym narodzie Europy nie widać. Do zamknięcia w Niemczech przeznaczonych jest ostatnich sześć elektrowni atomowych o łącznej mocy zainstalowanej ponad 8 GW i rocznej produkcji ponad 61 TWh.

„Mam nadzieję, że kolejne protesty nie będą potrzebne. Trudno jest być aktywistą opowiadającym się za energią jądrową w Niemczech, ale mam wrażenie, że nasz ruch rośnie w siłę, a temat energetyki jądrowej podejmowany jest już nie tylko w kontekście zamykania elektrowni, ale raczej ich pozostawienia”

– mówi OKO Press Simeon Preuß, nauczyciel fizyki z Herzogenaurach. Pochodzący z okolic Philippsburga Preuß jest członkiem organizacji proatomowej Nuklearia i brał udział we wczorajszym proteście razem z polskimi aktywistami.

Aktywiści z antyatomowej organizacji BUND ogłaszają każde kolejne zamknięcie reaktora jako “sukces”. W 2011 w atmosferze skandalu jej szefowie zaakceptowali 10 mln euro wkładu od firmy Gazprom dla nowo utworzonej fundacji mającej na celu badanie wpływu gazociągu Nord Stream na Morze Bałtyckie.

OKO.press sprawdza, czy politycy ratują świat przed katastrofą klimatyczną.
Wesprzyj nas, też chcemy przeżyć.

Stały współpracownik OKO.press oraz różnych mediów anglojęzycznych, m. in. Politico Europe. Pisze głównie na tematy związane z kryzysem klimatycznym, energią i ochroną środowiska. Twitter: https://twitter.com/WojciechKosc


Komentarze

  1. Paweł Aacheński

    Autorowi artykułu można pogratulować dziecięcej naiwności, bo wiedzą i szerszym spojrzeniem to się niestety nie wykazał.
    Zachwycanie się "czystą i ekologiczną" elektrownią atomową, bo na bieżąco prawie niczego nie emituje, a odpadów tylko troszeczkę i można je "bezpiecznie" składować w niewielkiej hali można tylko porównać z zachwytem kogoś, kto widzi elektrycznego SUVa w mieście, zero emisji, zero hałasu, a nie przyjmuje do wiadomości, że ten SUV ładowany jest w nocy z elektrowni w Bełchatowie, największego emitenta CO2 i rtęci w Europie z olbrzymią kopalnią odkrywkową, a po eksploatacji ten SUV wraz z potężnymi akumulatorami powędruje na wysypisko.
    Bo nie inaczej jest paliwem jądrowym. Co z tego, że rdzeń zawiera tylko 100 ton paliwa z wzbogaconym uranem, jeżeli do jego produkcji potrzeba już 10 razy tyle uranu naturalnego, a żeby go uzyskać potrzeba średnio wydobyć 1000 razy tyle rudy? Czyli do jednego załadowania reaktora atomowego potrzeba wydobyć ca. 1 milion ton rudy uranu, nie wspominając już nadkładu! I to wszystko trzeba przerobić mechanicznie, a na końcu i chemicznie wytwarzając przy tym potężne ilości odpadów radioaktywnych i chemicznych. Coraz bardziej popularna jest przy tym metoda wypłukiwania uranu z ziemi przy pomocy kwasów ( In Situ Leaching). Tak, tak w ziemi wierci się głębokie otwory i wciska pod ciśnieniem potężne ilości kwasów, które rozpuszczają rudę i wypychają płyn na powierzchnię. Ekologia pur.

  2. Paweł Aacheński

    uzupełnienie
    W NRD były też kopalnie uranu (WISMUT AG) pracujące do 1991. Od tego czasu próbuje się rekultywować tereny po kopalniach. Pełna renaturalizacja nie jest absolutnie możliwa. Można tylko zabezpieczyć ile się da i na to przeznaczono do roku 2040 7,1 mld €. To pokazuje tylko skalę problemu.
    A te "bezpiecznie składowane" odpady? Słyszałem o gościu so zbierał niewybuchy w lesie i składował je u siebie w mieszkaniu w bloku, "bo tam były bezpieczniejsze" niż w lesie. Dokładnie ta sama logika. My mówimy tutaj o materiale, który jest niebezpieczny dla ludzi i dla środowiska i który musi być zabezpieczony i niedostępny dla nikogo przez najbliższe kilkadziesiąt tysięcy lat! A ten facet (autor) pisze, że leżą sobie bezpiecznie w hali….
    Od OkoPress spodziewałbym się jednak bardziej kompetentnych dziennikarzy.

      • Paweł Aacheński

        Jak się wchodzi w jakąś nową technologię, zwłaszcza kontrowersyjną, to trzeba dobrze wiedzieć po co to się robi.
        Francuzi zdecydowali sie po II wojnie na broń nuklearną. Stworzyli do tego całą infrastrukturę, od własnych kopalni uranu, poprzez wzbogacanie uranu do szkolenia kadr. Jak w latach pięćdziesiątych program został zakończony to następnym wyzwaniem było zachowanie i zagospodarowanie know how (ca. 3000 specjalistów) . Wtedy energia jądrowa to była świetlana przyszłość więc rozpoczęli masową budowę elektrowni jądrowych. W Anglii poszło to podobnie. Niemcy nie mogły mieć broni nuklearnej, ale nie chciały też technologicznie pozostać z tyłu i jak tylko sytuacja polityczna na to pozwoliła zaczęli inwestować w pokojowe wykorzystanie energii jądrowej, czyli komercyjne elektrownie.
        Nikt się wtedy nie pytał o koszty – inne aspekty były ważniejsze.
        Od tego czasu upłynęło prawie 70 lat. Polska nie ma żadnej liczącej się infrastruktury, ani kopalń uranu ani armii specjalistów. Może oczywiście zamówić sobie gdzieś elektrownię i zdać się kompletnie na know how i dobrą wolę obcych firm. Czy naprawdę tego teraz potrzebujemy? Teraz, gdy inni mający to wszystko zaczynają się z tej technologii wycofywać?

    • Wojciech Kość

      "My mówimy tutaj o materiale, który jest niebezpieczny dla ludzi i dla środowiska i który musi być zabezpieczony i niedostępny dla nikogo przez najbliższe kilkadziesiąt tysięcy lat!"

      By zrealizowac scenariusz utrzymania wzrostu temp. na poziomie 1,5°C do roku 2100 (to za 81 lat), powinniśmy jako ludzkość obniżyć emisje o 45% (względem roku 2010) do roku 2030 (za 11 lat), a ty piszesz o kilkudziesięciu tysiącach lat? Na razie stoimy przed wyzwaniem potężnego kryzysu za kilka dekad, za życia mojego i Twojego.

      "(…) leżą sobie bezpiecznie w hali…."

      No bo leżą: https://www.zwilag.ch/en/cask-stora­ge-hall-_content—1–1054.html

      • Paweł Aacheński

        Chaotyczne działania niczego nie polepszą, a szczególnie wypędzanie Lucyfera Belzebubem. Może gdyby nie było innych alternatyw dla ratowania klimatu, to może trzeba by to brać pod uwagę. Na szczęście alternatywy są, tyle, że są negowane przez grupę entuzjastów wejścia Polski w technikę jądrową. Oni byliby wtedy spełnieni i docenieni. Ci ludzie apelują do Niemiec, żeby nie wyłączano elektrowni atomowych. Zauważyłeś może, że próbowali dać coś od siebie jako rekompensatę. Na przykład, że jeżeli niemieckie elektrownie będą dłużej pracowały, to Polska zrezygnuje przez następne lata z planowania budowy EJ, tak by bilans energetyczny pozostał niezmieniony? To miałoby sens dla klimatu (już by działało) i pewną zachętę dla Niemców. Oni zdają sobie dobrze sprawę, że wygaszenie elektrowni obciąża każdego, ale są w zdecydowanej większości gotowi ponosić te koszty dla własnego poczucia bezpieczeństwa. Oni bardzo krytycznie będą oceniać budowę elektrowni jądrowych w Polsce i mają rację. One nigdy nie będą takie bezpieczne jak te niemieckie (wiem o czym mówię, bo 30 lat pracowałem w firmie (KWU, Siemens, AREVA) budującej elektrownie jądrowe i paliwo do nich). Więc może Niemcy byliby gotowi nad taką propozycją się pochylić. Tylko, że na to nie pójdą przecież nasi entuzjaści.

          • Paweł Aacheński

            Katastrof elektrowni atomowych w Chernobylu i Fukushimie nie nazwałbym wyimaginowanymi. To był real. Nikt ich nie przewidywał, ba, nawet nie uważał za możliwe. Hipotetyczne ryzyko katastrofy nowoczesnej elektrowni leży gdzieś raz na 10 mln lat, a coraz częściej słychać głosy, że niezależnie od rozwiązań technicznych takie katastrofy będą miały miejsce średnio co 25 lat i ja się też raczej ku temu skłaniam. To jest real.
            Katastrofa klimatyczna jest w tym sensie bardziej wyimaginowana, bo opiera się wyłącznie na modelach i wyliczeniach bez żadnych możliwości weryfikacji eksperymentem.
            Trzeba to brać jednak bardzo poważnie.
            Chyba Ci nie muszę jednak mówić kto teraz rozwala europejską politykę klimatyczną? No chyba jednak nie Niemcy. Oni już zamknęli ostatnią kopalnię węgla kamiennego, a to że o rok później osiągną pierwszy etap to raczej problem dla biurokratów. Ważne jest, że przygotowują się do wyjścia z węgla brunatnego i produkują już tyle prądu z OZE, że w 2019 Polska mogła importować już 10 TWh i chociaż w ten sposób (!) ograniczyć spalanie węgla,. bo tutaj się prawie nic nie dzieje

        • Leszek Karlik

          Problemy z tymi "alternatywami, które już są" jest taki, że ich nigdzie na świecie nie ma.

          Nikt nigdy jeszcze nie zdekarbonizował sobie energetyki w oparciu o wiatr i słońce. Wszystkie sieci "100% OZE" to są sieci mające udział ponad 50% hydroenergetyki i/lub elektrowni geotermicznych, do czego Polska po prostu nie ma warunków geograficznych.

          Mamy natomiast przykłady sieci energetycznych, które zdekarbonizowano energią jądrową (Francja, Szwecja, Ontario).

          Papier wszystko przyjmie, modele "100% OZE jest możliwe" naukowcy produkują od 1975 roku.

          Niestety, praw fizyki nie obchodzą modele jakie sobie opublikujemy, obchodzą ich tylko i wyłącznie stężenia gazów cieplarnianych w atmosferze.

          A, Niemcy zamykają kopalnie węgla kamiennego, ale cały czas spalają węgiel brunatny (praktycznie bez zmian od lat 90-tych) i kamienny (niedługo będzie otwarta nowa elektrownia na węgiel kamienny, Datteln IV).

          Fizyki atmosfery naprawdę nie rusza to, że Niemcy będą spalać u siebie węgiel kamienny wydobywany w Rosji, stężenie CO2 jest stężenie CO2.

    • Wojciech Kość

      I jeszcze:

      "Można tylko zabezpieczyć ile się da i na to przeznaczono do roku 2040 7,1 mld €. To pokazuje tylko skalę problemu."

      Odejście od atomu będzie kosztować Niemcy 12 mld € ROCZNIE ze względu na to, że utracona czysta generacja z atomu jest zastępowana przez generację z węgla, co powoduje znaczące negatywne skutki zdrowotne: https://www.nber.org/papers/w26598.­pdf

      • Paweł Aacheński

        I to się też nie zgadza. W Niemczech w 2018 z OZE uzyskano 37,8% energii elektrycznej, a z elektrowni jądrowych 11,8%. W 2010 kiedy jeszcze żadnego reaktora nie wyłączono, a wręcz odwrotnie zapowiadano renesans energii jądrowej, z elektrowni jądrowych wyprodukowano 22,2% prądu. Elektrownie OZE produkują teraz znacznie więcej prądu niż elektrownie atomowe w najlepszych czasach. Ten przyrost odbywa się właśnie kosztem elektrowni na węgiel. Produkcja prądu z elektrowni na węgiel kamienny spada w sposób ciągły od minimum 10 lat, a na węgiel brunatny od 7 lat. OZE wypiera zatem węgiel. Czy coś Tobie wiadomo, że przyczyniło się to teraz do zmniejszenia umieralności w Niemczech i dało kilka miliardów Euro zysku?
        zajrzyj tutaj (to jest strona pozytywnie nastawiona do energii jądrowej 🙂 )
        https://www.kernd.de/kernd-wAssets/­docs/service/621kernenergie-in-zahl­en.pdf

        • Wojciech Kość

          Cytowany przeze mnie raport wskazuje, że ubytki z produkcji energii jądrowej są zastępowane przez węgiel i import. Ponadto istotne jest coś innego – że coś w miejsce stabilnych EJ musi wejść, bo OZE nie da się zbilansować systemu. No i tu wchodzi gaz – mniej emisyjne paliwo niż węgiel, ale wciąż emisyjne. Przecież w tym wszystkim chodzi – w teorii, bo, jak widać, Niemcom coś to nie idzie – o obniżanie emisji, a nie o budowanie kolejnych instalacji OZE, prawda?

          • Paweł Aacheński

            Zajrzyj do tego linku co Ci przysłałem, bo to jest urzędowy dokument, tam są konkretne liczby i wymienione są wszystkie nośniki energii użyte do wytwarzania prądu. Sprawdź to sam. Na razie nie ma problemu z bilansowaniem OZE. To może nastąpić w przyszłości. Tyle, że w tym temacie dzieje się teraz tyle (np. Power-to-X), że pewnie uda się w ogóle uniknąć tego problemu.
            W tej chwili w Niemczech nastąpił zastój w budowie siłowni wiatrowych. To problem polityczny (podobnie jak w Polsce). Mam nadzieję, że się z tym uporają. I może będzie kiedyś pięknie: żadnego węgla, żadnych elektrowni atomowych i sztuczny gaz (OZE -> wodór -> metan) w sieciach miejskich 🙂

          • Leszek Karlik

            "Może kiedyś będzie pięknie" to ja czytam od miłośników modelu "100% OZE" od dwóch dekad, przez pierwsze 15 lat nawet im wierzyłem. Szkoda tylko, że emisje CO2 ciągle rosną.

            Jak ktoś nie ma dzieci, to "może kiedyś będzie pięknie" dobrze uspokaja sumienie.

        • Wojciech Kość

          Zastanówmy się nad sytuacją odwrotną: jak wyglądałaby emisyjność niemieckiej energetyki, gdyby nie doszło do Atomausstieg i rozwijano OZE? Przecież zwolennikom atomu (do których oczywiście się zaliczam) nie chodzi o eliminację OZE, a o współdziałanie w miksie atomu i OZE. Niestety, dla napędzanych strachem Zielonych i im podobnych chodzi o OZE i gaz.

          • Paweł Aacheński

            Masz bardzo duże wymagania od innych. Niemcy zrobili w kierunku zmniejszania emisji CO2 znacznie więcej niż Polska i dyskutują już (w odróżnieniu od Polski) na temat neutralności klimatycznej. A, że nie chcą mieć u siebie elektrowni jądrowych? Mają prawo, szczególnie jak osiągną (innymi drogami) założony cel. To nie jest kwestia Zielonych. Społeczeństwo tego nie chce. Ja to rozumiem, w końcu tam mieszkają moje dzieci i wnuki i one chcą czuć się bezpiecznie, już teraz.

          • Leszek Karlik

            No i efekt jest taki, że dzieci "chcą się czuć bezpiecznie" i umierają od spalanego węgla brunatnego i kamiennego.

            To jak z ludźmi, co chcieli się czuć bezpieczni po ataku na World Trade Center, więc zamiast lecieć samolotem jechali przez całe USA.

            W wypadkach samochodowych zginęło w ten sposób więcej dodatkowych ludzi niż zabili terroryści w World Trade Center.

            No ale CZULI SIĘ BEZPIECZNIE, to najważniejsze.

            Ciekawe jak bardzo bezpiecznie będą czuć się nasze dzieci na płonącej Ziemi, na której przynajmniej nie będzie elektrowni jądrowych.

    • Paweł Aacheński

      Też tak to widzę. Elektrownia atomowa to dla Polski żaden zysk technologiczny. Wszystko: hardware i software przyjdzie z zewnątrz i to nie tylko przy stawianiu elektrowni, ale też w czasie jej eksploatacji.
      W "nagrodę" dostaniemy zatem emocjonalne protesty i w konsekwencji rozbudowę państwa policyjnego, a na koniec problem ze składowaniem odpadów (każde państwo musi na swoim terenie postawić finalne składowisko odpadów, w tym także tych wysoko radioaktywnych).
      Więc teraz w to wchodzić to jakby dzisiaj kupować za miliardy dolarów licencję na technologię diesla.
      Czyli całkowicie bez sensu. Problemem jest tylko, że są tu ludzie, którzy dla własnych ambicji, lub z niewiedzy, dążą do tego i nigdy nie wiadomo, czy jakiemuś decydentowi (tu chodzi też o lukratywne stanowiska) nie uda się tego przeforsować.

        • Paweł Aacheński

          Tak. To jest tylko problem techniki i ekonomii, czyli rozwiązywalny. A Ty chcesz 80% atomu? Gdzie, kiedy i kto za to zapłaci, jak prąd z OZE jest już tańszy niż z atomu. A do tego tendencja jest jednoznaczna. Elektrownie jądrowe są coraz droższe, a OZE coraz tańsze. A chyba nie myślisz, że jedną, albo dwoma elektrowniami atomowymi w Polsce zapobiegniesz katastrofie klimatycznej. Czy może jednak?

          • Wojciech Kość

            Atom jest równie dobrze kwestią techniki (istniejącej, działającej, sprawdzonej) i ekonomii – 60-80 lat pracy reaktora = tania energia, są pejpery na to. Prąd z OZE jest tani chyba tylko jak się zrobi dobry cherry picking i wygodnie pominie takie rzeczy, jak wymiana instalacji po 20-25 latach oraz koszty backupu realne (gazem za cenę jedynych 500 g CO2/kwh) i fantasmagoryczne (magazynowanie energii).

        • Paweł Aacheński

          Przestań opowiadać mrzonki o pracy elektrowni atomowych przez 60-80 lat. Znasz taki? Nie, bo takich nie ma i prawdopodobnie nigdy nie będzie. Większość obecnie zamykanych elektrowni atomowych wygaszana jest nie dlatego, że już nie mają pozwolenia, tylko dlatego, że już nie są opłacalne. Czyli tak zwana śmierć technologiczna. Przykład: dwa tygodnie temu, 20 grudnia 2019 elektrownia atomowa Muehleberg (Schwajcaria) została wycofana z pracy z powodu nierentowności (decyzją operatora z roku 2015). Czy jak kupujesz samochód to poważnie myślisz, że on będzie używany przez 50 lat? Owszem, to jest możliwe. Ale nikt rozsądny nie będzie tego uwzględniał w rachunku ekonomicznym. Elektrownie atomowe są coraz droższe bo wymagania są coraz większe. I one będą dalej rosnąć i w dużym zakresie dotyczyć też pracujących elektrowni. Jest mało prawdopodobne by ich średni wiek przekroczył 40 lat.

          • Wojciech Kość

            Aha, a te powody ekonomiczne wynikają z czego? Rynek wziął i zdecydował, czy – podobnie jak np. polskie firmy energetyczne mają problemy, bo zadecydowano, że ceny CO2 mają rosnąć – jest to raczej kwestia regulacji?

  3. Jan Helak

    Mam propozycję dla Redakcji: pochylić się też nad kwestią energii z biogazu w Niemczech (w kontekście kosztów, emisji CO2 etc. etc.). Bo Niemcy w wykorzystanie biogazu zainwestowali miliardy euro i jeszcze marek, w zasadzie nasycili swój rynek tą technologią, a obecnie rozwijają technologię oczyszczania biogazu tak, by stężenie metanu osiągnęło poziom zgodny z normami dla gazu ziemnego, i aby tak wzbogacony biogaz tłoczyć do sieci gazu ziemnego (czytałem niemieckie opracowania w tym temacie). To tak dla pełnego obrazu polityki energetycznej w Niemczech i jej konsekwencji dla Polski, jako że Niemcy chcą inwestować w polskie biogazownie.

  4. Wojciech Kość

    W ogóle to chyba umyka Wam najważniejsze: zamykane są dawno spłacone, w pełni sprawne stabilne źródła praktycznie zeroemisyjnej energii i nie ma opcji, żeby ich brak szybko nadrobić czymkolwiek, a zwłaszcza OZE, które wymagają wsparcia wysokoemisyjnym gazem. Może miałoby to cień sensu przy CO2 na poziomie 200 ppm, a nie ponad 400.

    • Wojciech Kość

      Ale przecież zwolennicy energii atomowej nie postulują zaorania OZE. Przeciwnie – chcą miksu atom+OZE. To przeciwnicy atomu z łatwością akceptują zastępowanie elektrowni atomowych węglem lub gazem (bo zastapić ich tylko OZE się nie da).

  5. Paweł Aacheński

    cytuję: "….. elektrowni atomowych węglem lub gazem (bo zastapić ich tylko OZE się nie da)…"
    Nowy dogmat? Bo jeżeli to jakieś prawo fizyczne to chciałbym to wiedzieć (w końcu jestem fizykiem).

  6. Jan Kos

    To dziwne, że postęp technologiczny dotyczy tylko OZE a EJ już nie.
    W Polsce energetyka węglowa jest stale nie rentowna – czyli nigdy się nie zwraca, a EJ jak by nie liczyć zwraca się po ok. 15 latach.
    Agresja ze strony fanatyków OZE w stronę EJ jest co najmniej zastanawiająca…
    PS.
    OZE – PV dość często ulegają pożarom, tylko czekać aż kogoś zabiją w domu.

Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!