20 czerwca 2021

„To nie są zwierzęta wystawowe". Co się zdarzyło w ubojni w Witkowie? [RZEŹNIA ODC. 1]

„W gotowym i zapakowanym produkcie nie widać, że zwierzę było przed śmiercią katowane” - pisze Fundacja Viva. W 2016 roku aktywiści udokumentowali horror zwierząt przewożonych do ubojni pod Szczecinem. Tą historią zaczynamy cykl OKO.press „Rzeźnia"

Po co epatować taką brutalnością? To pytanie powtarza się bardzo często, kiedy ujawniane są przypadki znęcania się na zwierzętami w ubojniach. Bo tego nie chcemy widzieć. Nie chcemy wiedzieć, jak zginęło zwierzę, z którego uklepiemy kotlety na niedzielny obiad.

Kiedy Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva! przesłała mi film z ostatniego śledztwa – w ubojni Pamso w Pabianicach – też w pierwszym odruchu nie chciałam go oglądać. Pomimo tego, że od lat nie jem mięsa. Na filmie widać, jak świnie, prowadzone od ciężarówki do rzeźni, są kopane, uderzane pięściami, prętami, rażone prądem. Kiedy nie mają siły iść, są ciągnięte za nogi. Kiedy próbują uciec, dostają po głowie elektrycznym poganiaczem. Zwierzęta przeraźliwie krzyczą.

Aktywiści mówili mi, że kiedy nagrywają i montują filmy ze swoich śledztw, muszą wyłączyć emocje. Inaczej nie byliby w stanie pracować. Sprawa Pamso trafiła do prokuratury, zakład obiecuje dodatkowe kontrole, monitoring i zakaz rażenia prądem, a Główny Lekarz Weterynarii zlecił wzmożone inspekcje w całej Polsce. To dobry sygnał. Ale nie zmienia faktu, że dopóki Polacy będą jedli tyle mięsa, ile jedzą teraz, cierpienie zwierząt się nie skończy. Spożycie mięsa lekko spada, ale wciąż jemy go w Polsce aż 61 kg rocznie na osobę.

Żeby mięso (i produkty odzwierzęce w ogóle) było tanie, musi być produkowane szybko i masowo. Stąd hodowle i ubojnie przemysłowe w całym kraju, do których przyjeżdża i w których codziennie ginie kilka milionów zwierząt. Aktywiści Vivy i innych organizacji prozwierzęcych losowo wybierają zakłady, w których prowadzą śledztwa.

Pierwszym z nich była Agrofirma Witkowo w Zachodniopomorskiem, niedaleko Szczecina.

Wejście do piekła

Agrofirma to duża spółdzielnia, który dysponuje prawie 13 tys. hektarów pól rolnych, działa od ponad 70 lat i dziennie produkuje nawet 19 ton wędlin. Szczyci się filozofią „od pola do stołu” – na swoich hektarach Agrofirma produkuje pasze, którymi karmi zwierzęta we własnej hodowli. Te potem trafiają do należącej do spółdzielni ubojni, a następnie do przetwórni, gdzie powstają kiełbasy, szynki, boczek i pasztety. Można je kupić w firmowych sklepach, a nawet online.

Aktywiści Vivy i Inicjatywy BASTA! obserwowali rozładunek zwierząt w Witkowie od lutego do sierpnia 2016 roku. Nagrali długie godziny potwornych scen znęcania się nad świniami i krowami. „Tak wygląda wejście do piekła” – komentowała Dorota Sumińska, lekarka weterynarii i publicystka w rozmowie z telewizją TVN, która ujawniła materiał Vivy i Inicjatywy BASTA!.

Filmy pokazują, że już w samym transporcie zwierzęta są ściśnięte, wiele z nich wychodzi na rampę z ranami albo złamaniami. Widać młodego byka, który powłóczy nogą, ma ją wykrzywioną, wyraźnie złamaną albo zwichniętą. Pracownik chce go pospieszyć, uderza kilkukrotnie łańcuchem.

Jedna ze świń potyka się w drodze na rampę, ma niesprawne nogi, nie może się swobodnie poruszać. Pracownik ubojni kopie ją, razi prądem, szarpie za ucho, rzuca nią o ziemię.

Kolejna świnia wywraca się po wyjściu z transportu na plecy. „Za karę” dostaje kilka uderzeń i jest rażona prądem. Inna jest tak wyczerpana, że upada, a pracownik Agrofirmy popędza kolejne, żeby ją zdeptały. Widać też, jak świnia ucieka w bok i w panice dobiega do metalowego ogrodzenia. Wciska ryj między pręty, utyka, a osoba odpowiedzialna za rozładunek z całych sił kopie ją w głowę, naciska kolanem i uderza elektrycznym poganiaczem.

Takie poganiacze są używane niemal cały czas i bez ograniczeń – choć według ustawy o ochronie zwierząt i unijnych regulacji powinno się ograniczać ich wykorzystanie. Powinny być stosowane tylko jednokrotnie, wyłącznie w zad i nie dłużej niż przez sekundę. W Witkowie zwierzęta są rażone prądem raz za razem, w głowy, w oczy, w uszy, w odbyt. Wszystkie cielaki, które wychodzą z ciężarówki, są bite plastikową rurą albo pejczem. Krowy po drodze się potykają, dostają za to po kilka uderzeń pałką. W ruch idą też młotki i tatuownice. Zwierzęta są spanikowane, taranują się nawzajem, próbując wydostać się z ciężarówki.

Druga kategoria zwierząt

Horroru, który nagrali aktywiści, wcześniej nie zauważył ani powiatowy lekarz weterynarii, ani weterynarz Mieczysław Stypień, zatrudniony przez zakład. W rozmowie z TVN-em mówił potem, że te filmy mogą być sfabrykowane, a poza tym sprawa dotyczy przecież zwierząt na ubój. Czyli tych gorszych. „To nie są zwierzęta wystawowe” – powiedział dziennikarzowi „Uwagi".

„Podobne sytuacje dokumentowaliśmy w dotychczasowych śledztwach dotyczących transportu zwierząt czy obrotu zwierzętami na targach” – mówi Cezary Wyszyński, prezes Fundacji Viva!. „Nadzór nad dobrostanem zwierząt jest niemożliwy do realizacji w sytuacji, w której tnie się koszty, bo konsument domaga się dużych ilości mięsa” – dodaje.

Jak zaznaczają aktywiści Vivy, zwierzęta hodowane na mięso traktowane są jako te drugiej kategorii. Żyją i umierają poza zasięgiem oczu konsumentów.

„Nikt nie liczy się z ich cierpieniem, a dowody przestępstwa znikają w przemysłowych mielarkach - w gotowym i zapakowanym produkcie nie widać, że zwierzę było przed śmiercią katowane” – napisała organizacja w informacji przesłanej do OKO.press.

13 oskarżonych

Organizacje złożyły zawiadomienie do prokuratury w sprawie Agrofirmy Witkowo. Kiedy sprawa wyszła na jaw, zarząd zakładu wydał oświadczenie. Czytamy w nim, że "sytuacje niewłaściwej obsługi zwierząt są niedopuszczalne i naganne, a przedstawione przypadki niewłaściwego postępowania ze zwierzętami (…) są incydentalne”. Aktywiści się z tym nie zgadzają. Jak mówią, za każdym razem, gdy przyjeżdżali do Agrofirmy, byli świadkami znęcania się nad zwierzętami.

W lipcu 2017 roku Prokurator Rejonowy w Stargardzie skierował do Sądu Rejonowego akt oskarżenia przeciwko 13 osobom podejrzanym o popełnienie szeregu przestępstw polegających na znęcaniu się nad zwierzętami.

Ośmiu osobom postawiono zarzuty znęcania się ze szczególnym okrucieństwem, za co wtedy groziło do trzech lat więzienia. Cztery osoby usłyszały zarzut znęcania się nad zwierzętami, za co groziły dwa lata. Jeden z oskarżonych dobrowolnie poddał się karze pięciu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata.

Wyrok zapadł w 2019 roku. 10 osób uniewinniono. W przypadku dwóch oskarżonych – Bolesława K. i Wiesława T. – nagrania jednoznacznie potwierdziły znęcanie się nad zwierzętami. Zdaniem sądu jednak ich czyny miały niską szkodliwość społeczną. Wymierzono im kary po pięć miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata oraz grzywny w wysokości 500 złotych. Mieli zapłacić po 600 zł nawiązki na schronisko i pokryć koszty sądowe. Dostali również zakaz pracy ze zwierzętami przez dwa lata.

Fundacja Viva! wniosła apelację.

Pierwszy taki wyrok

Na prawomocny wyrok trzeba było czekać kilka miesięcy. Wobec 10 uniewinnionych w I instancji osób sprawa toczy się od początku.

Dwóch mężczyzn skazanych początkowo na pozbawienie wolności w zawieszeniu usłyszało nowe wyroki. W październiku 2019 roku Sąd Okręgowy w Szczecinie podwyższył nawiązki do 3000 zł oraz orzekł zakaz wykonywania czynności związanych z ubojem i transportem zwierząt do pięciu lat. I co najważniejsze: skazał Bolesława K. i Wiesława T. na karę bezwzględnego więzienia.

„To pierwszy taki wyrok w Polsce” - mówi adwokatka Katarzyna Topczewska reprezentująca Fundację Viva!.

„Pierwszy raz sąd skazał na bezwzględne więzienie osoby, które znęcały się nad zwierzętami gospodarskimi, bijąc je podczas przepędzania pod rzeźnią. Do tej pory zdecydowana większość tego rodzaju spraw była umarzana”

– dodaje.

Wyrok w sprawie pracowników Agrofirmy nazywa przełomem. „Udało się przekonać Sąd, że zwierzęta gospodarskie powinny być traktowane tak samo humanitarnie jak zwierzęta domowe i nie można przed śmiercią zadawać im dodatkowych cierpień. Przekonaliśmy też biegłych, którzy do tej pory w podobnych sprawach orzekali, że bicie zwierząt podczas ich rozładunku nie jest niczym niewłaściwym – tłumaczy Topczewska.

1000 zł za okrucieństwo

Sprawa Witkowa, pomimo częściowego sukcesu, ciągnie się do dzisiaj. Aktywiści przeglądając akta zauważyli, że jedna osoba, którą wyraźnie widać na nagraniach, została pominięta przez policję i prokuraturę. ”Złożyliśmy wobec niej dodatkowe zawiadomienie” – relacjonuje Łukasz Musiał z Vivy w rozmowie z OKO.press. „Ruszyło postępowanie, zapadł nawet wyrok. 1000 zł grzywny i nawiązka na schronisko. Ten pracownik znęcał się nad zwierzętami najbardziej, dostarczyliśmy godzinny materiał filmowy tylko o nim, a nie dość, że najpierw został pominięty, to jeszcze dostał tak niską karę. Złożyliśmy apelację. To zaskakujące i kontrowersyjne, bo to właśnie on robił najohydniejsze rzeczy” – dodaje.

To właśnie ten pracownik nie chciał pomóc zaklinowanej świni. Zamiast tego kopał ją po głowie i raził prądem. Na filmach widać też, jak brutalnie uderza zwierzęta stłoczone w ciężarówce i dźga je prętem. Na kolejnym ujęciu kopie leżącą i nieprzytomną świnię, żeby ją przesunąć. Takich zachowań miało być o wiele więcej.

We wtorek 22 czerwca 2021 roku Sąd Okręgowy w Szczecinie będzie rozpatrywał apelację aktywistów. Fundacja Viva! liczy na to, że mężczyzna usłyszy o wiele bardziej surowy wyrok.

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne