Zebraliśmy już ponad milion!

Dołącz do zbiórki „Pomóżmy Ukraińcom"

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Photo by Kenny HOLSTON / POOL / AFPPhoto by Kenny HOLST...

Donald Trump i amerykańska delegacja spędzili w Chinach niecałe 48 godzin. Delegacja wylądowała w stolicy Chin w środę 13 maja wieczorem. W czwartek 14 maja Trump został przyjęty w Pekinie, gdzie około trzech godzin trwało spotkanie z Xi Jinpingiem. Przywódcy wzięli później udział w wystawnym przyjęciu.

Podczas powitalnego bankietu Xi Jinping podkreślał, że stosunki amerykańsko-chińskie są najważniejszą relacją dwustronną na świecie. Donald Trump nazwał przywódcę Chin przyjacielem, podkreślał, że zna go od lat i przekonywał, że żaden inny amerykański prezydent nie miał tak trwałej relacji z najważniejszą osobą w Chinach.

W piątek rano przed wylotem Trump zdążył jeszcze wypić herbatę z chińskim przywódcą. Trump zaprosił Xi Jinpinga do Waszyngtonu na 24 września (już po wylocie Trumpa chińskie media podały, że Xi zaproszenie przyjął). Padło wiele słów o wzajemnym szacunku, potrzebnie współpracy i konstruktywnego dialogu.

To jednak tylko kurtuazyjny język dyplomacji. Co faktycznie udało się załatwić i czy wydarzyło się coś faktycznie istotnego?

Spójrzmy na to spotkanie przez pryzmat trzech kluczowych tematów: Tajwanu, Iranu i rywalizacji technologiczno-gospodarczej.

Przeczytaj także:

Ostrzeżenie

Chiny przed spotkaniem sugerowały, że jednym z najważniejszych tematów spotkania będzie Tajwan.

W oficjalnym chińskim komunikacie po spotkaniu czytamy, że Xi Jinping uważa Tajwan za najważniejszą kwestię w stosunkach z USA. Jeśli Amerykanie podejdą do niej „w odpowiedni sposób”, stosunki amerykańsko-chińskie będą udane. „W przeciwnym wypadku oba kraje czekają starcia lub nawet konflikty, stawiając całą relację pod znakiem zapytania”. Dlatego — jak czytamy w komunikacie — Amerykanie powinni podejść do sprawy bardzo ostrożnie.

W amerykańskich komunikatach nie znajdziemy nic o Tajwanie. W rozmowie z mediami sekretarz skarbu Scott Bessent powiedział natomiast, że Donald Trump rozumie, jak delikatna dla Chin jest ta kwestia.

Nixon in China

Kwestia Tajwanu wydaje się główną osią ewentualnego sporu, ale Amerykanie zachowują w tej kwestii milczenie. A to może oznaczać oddanie pola Chinom. Chiny uważają Tajwan, gdzie po wojnie domowej w 1949 roku zbiegł nacjonalistyczny rząd Czang Kaj-Szeka, za integralną część swojego państwa. Przez pierwsze dwie dekady po wojnie domowej Amerykanie uważali Tajwan za przedstawiciela Chin, to tajwańska Republika Chińska zasiadała w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Dopiero w 1971 roku Republikę Chińską zastąpiła tam kontynentalna Chińska Republika Ludowa. Dopiero rok później pierwszą wizytę w komunistycznym Pekinie złożył amerykański prezydent, Richard Nixon. Było to wydarzenie tak dużego kalibru, że doczekało się nawet interpretacji operowej.

Wówczas Chiny były jednak znacznie mniej potężnym państwem, mniej istotnym z perspektywy USA. Dopiero w XXI wieku George W. Bush odwiedził Chiny więcej niż raz (był tam czterokrotnie). Dla Trumpa to druga wizyta.

Bush spotkał się w Pekinie najpierw z Jiangiem Zeminem, później z Hu Jintao. A to dlatego, że wówczas chińscy przywódcy utrzymywali zasadę dwóch kadencji na najwyższym stanowisku politycznym.

Dla Xi Jinpinga Trump jest trzecim prezydentem USA. A najpewniej będzie spotykał się także z następcą Trumpa. I to Xi Jinping najsilniej w XXI wieku mówi o „zjednoczeniu” z Tajwanem.

Zjednoczenie

Xi Jinping wielokrotnie podkreślał, że zjednoczenie Tajwanu z kontynentalnymi Chinami to dla niego podstawowy priorytet polityczny.

Tajwan prowadzi jednak niezależną politykę. Zjednoczenie, o którym mówi Xi Jinping, będzie wymagało użycia siły militarnej ze strony Chińskiej Republiki Ludowej.

Tajwan odgrywa ważną rolę w światowej gospodarce m.in. jako kluczowy producent najnowocześniejszych układów scalonych. Amerykanie nie uznają niepodległości Tajwanu, dziś takie stanowisko zajmuje zaledwie kilka małych krajów na świecie. Jednocześnie przez dekady Amerykanie stali na stanowisku, że Chiny nie powinny zajmować wyspy i przyłączać jej do swojego państwa. Xi Jinping dąży do tego, by Amerykanie zrezygnowali z tego stanowiska, a jego słowa podczas wizyty Trumpa to potwierdzają.

Ze strony Amerykanów nie widać z kolei istotnego oporu.

W opublikowanym 15 maja wywiadzie sekretarz stanu Marco Rubio powiedział:

„Cóż, myślę, że w idealnym świecie preferencją Chin jest to, aby Tajwan dobrowolnie i z własnej się do nich przyłączył. Chcieliby jakiegoś głosowania lub referendum na Tajwanie, które wyraziłoby zgodę na zjednoczenie. Myślę, że właśnie to by preferowali. Ostatecznie jest to jeden z kluczowych elementów mandatu prezydenta Xi”.

Jasne jest, że w demokratycznym referendum nic takiego się nie stanie. Jeszcze w latach 90. około 25 proc. mieszkańców Tajwanu uważało się za Chińczyków. Dziś to około 2 proc. Jako Tajwańczycy identyfikuje się około 60 proc. mieszkańców wyspy, niezmiennie od ponad dekady. Około 30 proc. mówi o podwójnej tożsamości. Unifikacji w sondażach chce 1-2 proc. mieszkańców.

W zeszłym roku Amerykanie ogłosili umowę na sprzedaż broni Tajwanowi, wartą 11 mld dolarów. Po wizycie w Pekinie Trump przekazał, że rozmawiał z Xi w szczegółach na temat tej sprzedaży i niedługo podejmie decyzję na temat tej umowy. Najpierw musi jednak porozmawiać z tajwańskim prezydentem Lai Chingiem-te.

Musimy więc poczekać na ruch Trumpa. Ale amerykański prezydent wyraźnie sugerował, że może się z tej umowy wycofać. Można więc powiedzieć, że z punktu widzenia Chin w temacie Tajwanu wizyta Trumpa przebiegła wzorowo.

Nierozwiązany Iran

Trump z pewnością chciał, by w momencie wizyty w Pekinie sprawa Iranu była zamknięta. Tak nie jest, a kolejną propozycję porozumienia Amerykanie właśnie odrzucili. Irańczycy dalej wykorzystują swoją pozycję w cieśninie Ormuz, obie strony dalej twierdzą, że konfrontację wygrały i nie cofają się w swoich postulatach. Ta sama gra od ponad miesiąca.

Temat Ormuzu i Iranu rzeczywiście był w rozmowach w Pekinie podnoszony. Według Trumpa, Chińczycy zgodzili się, że Iran nie może posiadać broni atomowej, a także, że cieśnina Ormuz powinna zostać otwarta.

W przypadku broni atomowej to jednak nic nowego. Chiny od dawna stoją na tym stanowisku, wspierając prawo Iranu do pokojowego programu atomowego. Chiny razem z USA były stroną porozumienia atomowego z Iranem z 2015 roku, które skutecznie ograniczyło poziom wzbogacania uranu w Iranie. Z umowy wystąpił Donald Trump w 2018, co w efekcie rozmontowało porozumienie i sprawiło, że Iran podniósł poziom wzbogacania uranu, a dziś dysponuje niemal pół tony wysoko wzbogaconego materiału.

Chiny w 2018 roku krytykowały jednostronny ruch USA i podkreślały preferencję dla dialogu, zamiast konfrontacji. Amerykanie wybrali tę drugą drogę. Doprowadziło ich to do tego, że Trump w Chinach jasno przyznawał, że chętnie przyjmie chińską pomoc z Iranem.

Chiny i Iran

Pamiętajmy, że Chiny mają dobre stosunki z Islamską Republiką Iranu. Z pewnością nie bez powodu 14 maja, w dniu rozmów Trumpa z Xi w Pekinie, Irańczycy zgodzili się przepuścić kilka chińskich statków przez cieśninę. Moment tego gestu ze strony Iranu niewątpliwie ma znaczenie. W chwili, gdy Trump mówi do Xi, że patrzą na Iran bardzo podobnie, Iran z Chinami pokazują, że traktują Chiny inaczej. Był to na razie gest symboliczny, nie oznacza wolnej żeglugi dla chińskich statków. Iran dalej demonstruje swoją władzę nad cieśniną i stara się ją ugruntować. A Chiny z całą pewnością będą w tym układzie miały łatwiejszy kanał komunikacji do Teheranu niż Amerykanie.

Trump powiedział też, że Xi Jinping zobowiązał się do niesprzedawania broni Iranowi.

W kwietniu Amerykanie oskarżyli Chiny o sprzedaż Iranowi ręcznych wyrzutni rakietowych. Trump zagroził, że jeśli informacje, które otrzymał, okażą się prawdą, narzuci na Chiny nowe, 50-procentowe cła. Chiny zagroziły odwetem. I nic się nie wydarzyło. Czyli – oficjalnie żadnej sprzedaży nie było. Bez względu na to, czy do wspomnianej transakcji doszło, czy też nie, Chińczycy mogą znów zaprzeczyć. A nawet jeśli deklaracja ta faktycznie zmniejszy dostęp do nowoczesnej broni dla irańskiej armii, w najbliższym czasie nie zmieni to patowej sytuacji USA w Iranie.

Nie znamy oczywiście wszystkich ustaleń szczytu. Być może Trump postanowił wycofać się w sprawie Tajwanu, by otrzymać jakąś pomoc w sprawie cieśniny Ormuz. Jeśli tak, dodaje to kolejny wymiar do strategicznej porażki, jaką była decyzja o ataku na Iran.

Czyli: pomimo miłych słów o wspólnym spojrzeniu na problem Iranu, Trump nie uzyskał w Pekinie nic konkretnego.

Echa wojny handlowej

A czy ktoś pamięta jeszcze o zeszłorocznej wojnie handlowej?

W Pekinie mieliśmy do czynienia z drugim spotkaniem przywódców, odkąd w zeszłym roku Donald Trump rozpętał wojnę celną z Chinami. Przez moment w zeszłym roku cła nałożone przez USA na Chiny przekraczały 100 proc.

Podczas wizyty Trumpa w Chinach tych napięć nie było widać.

A jednocześnie brakowało znaczących rozwiązań w tej sprawie. W zeszłym roku Trump narzucał na wiele krajów wysokie cła, by później obniżać je, a cła te wykorzystywać jako atut w negocjacjach. Jednak w wypadku Chin w maju zeszłego roku oba kraje zgodziły się na handlowe zawieszenie broni. I od tego czasu zmieniło się niewiele.

Rynki najwyraźniej oczekiwały jakiegoś przełomu. Po zakończeniu wizyty zareagowały spadkami na giełdzie i wzrostem cen paliw. Około 18 czasu polskiego baryłka ropy Brent ponownie zbliża się do 110 dolarów za baryłkę.

Niesprzedane czipy

Do Pekinu Trump zabrał amerykańskich biznesmenów, w tym Elona Muska i Tima Cooka. W ostatniej chwili do delegacji dołączył też szef NVIDII, kluczowego amerykańskiego producenta mikroczipów, Jensen Huang. W grudniu zeszłego roku Amerykanie zezwolili na sprzedaż zaawansowanych czipów H200 do Chin, ale chińskie firmy ciągle nie otrzymały zezwolenia na ich sprowadzenie. Chińczycy chcą skupić się na rozwijaniu tej technologii u siebie. Wizyta wcale nie przyniosła żadnego przełomu

Podczas pobytu Trump niemal nie publikował wpisów na Truth Social. Gdy jednak samolot z amerykańskim prezydentem wystartował z Pekinu w stronę Stanów Zjednoczonych, Trump natychmiast zaczął produkować nowe wpisy. Zanim napisał coś o wizycie w Chinach, pochwalił się złotym pomnikiem, jaki jego zwolennicy postawili w mieście Doral na Florydzie.

Jedyny wpis na temat Chin to ten, w którym amerykański prezydent wyraża zazdrość, że Chińczycy mają piękną salę balową, a Amerykanie nie, ale Trump już ją buduje. Wpis, opatrzony zdjęciem Xi i Trumpa spacerujących na jednym z placów w Pekinie, kończy się zdaniem:

„Człowiek, z którym idę, to prezydent Chin Xi, jeden z Wielkich Liderów Świata!”.

W kolejnym wpisie otrzymujemy grafikę ze statystykami wyświetleń konta Trumpa na TikToku. Amerykański prezydent najwyraźniej jest zadowolony.

Na zdjęciu Jakub Szymczak
Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press od 2018 roku, współkierownik działu społeczno-gospodarczego (razem z Katarzyną Kojzar). Publikował też m.in. w Res Publice Nowej, Miesięczniku ZNAK i magazynie „Kontakt”. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, arabistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i historii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Autor reportażu historycznego "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022) o powojennych rozliczeniach wewnątrz polskiej społeczności żydowskiej. W OKO.press pisze głównie o gospodarce i polityce międzynarodowej oraz Bliskim Wschodzie.

Komentarze