13 maja 2020

Wyborczy kompromis zamiast wojny? Pierwszy raz od 6 lat PiS przyszedł na rozmowy z opozycją

"Wszyscy mówili ludzkim głosem, rzadko się to spotyka w polskim parlamencie” - to jeden z politycznych komentarzy po okrągłym stole w sprawie wyborów, który z inicjatywy Lewicy odbył się w parlamencie. Czy opozycja dogada się z PiS w sprawie wyborczych zasad? To możliwy scenariusz

Po raz pierwszy w ciągu 6 lat rządów PiS partia rządząca spotkała się z opozycją przy „okrągłym stole”. Zwołała go Lewica, odbył się w środę 13 maja bez udziału kamer. Krzysztof Śmiszek (Lewica) mówił później, że spotkanie „upłynęło w dobrej atmosferze”, a Władysław Kosiniak-Kamysz, że „wszyscy mówili ludzkim głosem, rzadko się to spotyka w polskim parlamencie”. Obecni byli przedstawiciele Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, Koalicji Polskiej (PSL-Kukiz'15) i Konfederacji. PiS reprezentowali Przemysław Czarnek i Marek Suski.

Dzień wcześniej PiS w ekspresowym tempie przepchnął przez Sejm ustawę o wyborach prezydenckich. Nie uwzględnił poprawek opozycji (jedną), nie było prac w komisjach.

Ustawa trafi teraz do Senatu. PiS-owi zależy na tym, żeby jak najszybciej wróciła do Sejmu. A Senat może ją przetrzymać nawet 30 dni. Tak zrobił z ustawą pocztową - marszałek Tomasz Grodzki zorganizował wielostronne konsultacje (których nie było w Sejmie) i Senat odrzucił ustawę w przeddzień ostatniego możliwego terminu, stawiając PiS pod ścianą.

Marszałek Tomasz Grodzki chce się spotkać z Jarosławem Kaczyńskim. Odpowiedzi od prezesa PiS na razie nie ma.

I opozycja, i PiS może trochę zyskać i trochę stracić

Jest jednak pewien szkopuł: dopóki obecna ustawa nie wejdzie w życie, kandydaci nie mogą prowadzić kampanii wyborczej. A na takiej sytuacji najbardziej zyskuje Andrzej Duda - jako urzędujący prezydent. Najbardziej traci - Szymon Hołownia. Tutaj szczegółowo wyjaśnialiśmy, dlaczego tak się dzieje.

Jednocześnie jednak prezydent Duda obawia się spadających sondaży, a kandydaci opozycji (zwłaszcza Hołownia i Władysław Kosiniak-Kamysz) z czasem gromadzą coraz większe poparcie. Zaś Koalicji Obywatelskiej zależy na odsunięciu terminu wyborów, bo rozważa wymianę kandydatki. Rozmówcy OKO.press z Platformy Obywatelskiej mówili, że Małgorzatę Kidawę-Błońską mieliby zastąpić Rafał Trzaskowski lub Tomasz Grodzki. W doniesieniach innych mediów pojawiają się nazwiska Radosława Sikorskiego i Borysa Budki.

Sytuacja nie jest zatem czarno-biała dla żadnej z sił politycznych. Każdy może trochę zyskać i trochę stracić, nie ma zwycięzców, którzy biorą wszystko. To dlatego PiS ostatecznie usiadł do stołu.

Chociaż partia Kaczyńskiego robi dobrą minę do złej gry i oskarża konkurentów politycznych o to, że nie przez nich wybory się nie odbyły, to PiS pokpił sprawę. Nie było wyborów w terminie, na którym partii rządzącej najbardziej zależało.

Przy okrągłym stole nie było miejsca dla kandydata niepartyjnego - Szymona Hołowni. On apeluje, żeby Senat szybko procedował ustawę. "W tej chwili w Polsce obowiązuje ustawa kopertowo-sasinowa. A więc marszałek Witek może w każdej chwili ogłosić termin wyborów. Jeśli ogłosi, to wybory odbędą się w trybie sasinowym" - argumentuje kandydat.

Krzysztof Gawkowski z Lewicy mówi jednak OKO.press, że marszałek Elżbieta Witek nie ogłosi terminu wyborów w najbliższych dniach. "Politycy PiS-u mówili jasno, że chcieliby, żeby ogłoszenie terminu nastąpiło dopiero po tym, jak skończymy prace legislacyjne" - zaznacza szef klubu Lewicy.

Co opozycja chce poprawić w ustawie PiS-u? Chodzi m.in. o zagwarantowanie roli samorządów w procesie wyborczym, zwiększenie liczby osób zasiadających w komisjach, być może wprowadzenie dwudniowego głosowania, wydłużenie godzin pracy komisji wyborczych. Sporny jest art. 20, który zwalnia z odpowiedzialności Jacka Sasina i Mateusza Morawieckiego za wydatkowanie milionów na wybory pocztowe bez podstawy prawnej.

Jednak jak mówi OKO.press Gawkowski, opozycja jest gotowa zrezygnować z wielu swoich postulatów, o ile nad przebiegiem wyborów będzie czuwać Państwowa Komisja Wyborcza, wybory będą mieszane i powołane zostaną obwodowe komisje wyborcze z większą liczbą osób niż 3.

Lewica chce okrągłych stołów do momentu zakończenia procesu legislacyjnego. W piątek mają się spotkać eksperci prawni wszystkich sił parlamentarnych.

Gawkowski: Prowadzenie rozmów to kwestia rozsądku. Patrzy na nas historia

Agata Szczęśniak, OKO.press: Da się porozumieć z PiS-em?

Krzysztof Gawkowski, szef klubu parlamentarnego Lewicy: Dzisiaj ważne jest, żeby w chwili największego kryzysu konstytucyjnego od 1989 roku koalicja z opozycją umiała się porozumieć. Ludzie już nie chcą, żebyśmy się kłócili.

We wtorek poseł Czarnek też deklarował dobrą wolę ze strony PiS. A potem ustawa została przyjęta bez prac w komisjach, o co wnioskowaliście, i bez właściwie żadnych poprawek opozycji.

Dziś udało się zrobić dużą rzecz: PiS usiadł do wspólnego stołu pod patronatem Lewicy. Teraz oddajemy pałeczkę marszałkowi Grodzkiemu, on zaprosił na kolejny etap tych rozmów. Widzę, że marszałek Grodzki chce się porozumieć.

Można się kłócić albo szukać porozumienia. Jeśli będziemy się kłócili, za chwilę będziemy mówili o ponownych wyborach, będziemy się spierać, czy bojkotujemy, czy nie. Propozycje rozwiązania leżą na stole, zostały wstępnie przyjęte.

„Nie sypiam z wrogiem, nie będę gadał z Gowinem” - mówił OKO.press Włodzimierz Czarzasty, a posłanka Anna Maria Żukowska: „Nie negocjujemy z politycznymi terrorystami”. Co się zmieniło?

PiS się zakiwał w swojej opowieści. Nie chcieliśmy rozmawiać z Gowinem, bo uważaliśmy, że jest wysłannikiem Kaczyńskiego. PiS doprowadził do sytuacji, kiedy zostało skompromitowane polskie państwo - również na arenie międzynarodowej. Doprowadziliśmy kiedyś przez nieudolność do katastrofy smoleńskiej, a dziś skompromitowaliśmy wybory. Albo to szybko naprawimy, my, cała klasa polityczna, albo idziemy na wojnę.

Możemy się pokłócić o programy, możemy się spierać, jak odmrażać gospodarkę. Ale co do tego, jak przeprowadzać wybory, odpowiedzialni politycy powinni umieć się porozumieć. Jeśli tego nie potrafią, nie zasługują na miano tych, którzy noszą buławę wyborczą.

W czym się zgadzacie - opozycja i PiS?

Wybory muszą być organizowane przez Państwową Komisję Wyborczą. Mają być mieszane - korespondencyjne i przy urnach. Oraz zostaną powołane komisje obwodowe. Wszystko było w podstawowym pakiecie, który zgłaszaliśmy my, KO i PSL. Nie zgadzamy się co do niuansów.

Jakich?

Kalendarz wyborczy może być ruchomy. To duży problem. Wynika z tego, że PiS boi się, że ustawa zostanie przetrzymana w Senacie. Dlatego powinniśmy się dogadać.

Jakie atuty ma opozycja w negocjacjach z PiS-em?

Nie ma atutów, bo PiS dysponuje większością, która pozwala odrzucić weto Senatu i prezydentem, który w tej sprawie zachowa się pewnie jak notariusz, będzie walczył o siebie.

Prowadzenie rozmów to kwestia rozsądku. Patrzy na nas historia. Pokolenia ocenią, czy potrafimy tylko kompromitować państwo, jak PiS 10 maja, czy jako opozycja potrafimy wyjść ponad to. Ze święta śmiechu, w które przerodziły się wybory, musimy wrócić do święta demokracji.

I jak to zrobić?

Po pierwsze umówić się, że proces będzie organizowany przez PKW. Po drugie, wybory muszą być tajne, równe, bezpośrednie i powszechne. Jeśli to będzie zapewnione, to musimy przeprowadzić uczciwą kampanię wyborczą.

Da się na to umówić z PiS?

Nie wiem. W tej ostatniej sprawie będą faworyzowali swojego kandydata. Trzeba zakładać, że PiS będzie chciał skrócić kampanię i zbieranie podpisów. Grają politycznie nieuczciwie. Ale gdyby spełnili przynajmniej pozostałe warunki, mielibyśmy również spełnione warunki demokratycznego państwa prawa.

Lewica nie chce procedować ustawy w Senacie przez 30 dni.

Uważamy, że można to znacząco skrócić. Podobnie mówi PSL.

Jak zamierzacie przekonać do tego KO?

Jak się myśli o zmianie kandydata, to rodzą się problemy i myśli się o dłuższym czasie na zbieranie podpisów.

W dużej mierze od KO zależy procedowanie w Senacie.

Senacka większość nie jest zbudowana tylko z Platformy, jest zbudowana z dwóch dodatkowych klubów i pięciu dodatkowych senatorów.

Zagłosowalibyście z PiS-em w Senacie?

Nie da się osiągnąć porozumienia bez senatorów Lewicy i PSL. Albo jest zgoda i porozumienie ponad podziałami, albo interes jednej partii. Trzy partie muszą się zgodzić. I w nas, i w PSL, i w PO jest myślenie propaństwowe.

Odsunięcie wyborów w czasie jest korzystne dla opozycji. PiS to wie.

Dziś padły konkretne terminy. PiS jest za 28 czerwca, Lewica i PSL za 12 lipca, PO — za 19. Nie mówimy o odsunięciu wyborów za pół roku czy rok.

Spotkacie się pomiędzy?

Trzeba to wynegocjować. Były sygnały z PiS, że może być korekta. Lewica jest za tym, żeby kampania była jak najdłuższa. PiS chce jak najszybciej, bo ma potrzebę wzmacniać Dudę. Nie rozjeżdżamy się o rok, tylko o trzy tygodnie. Dla przeciętnego wyborcy to żadna różnica.

Co z tzw. prawami nabytymi? Prawnicy mają duże wątpliwości.

Też mamy wątpliwości. Ale PiS tej poprawki pewnie nie wykreśli, ma większość. Argumentują, że kandydaci z mniejszych komitetów mieliby problem, żeby teraz zebrać podpisy, np. Paweł Tanajno czy Marek Jakubiak. My stawiamy nad tym konstytucyjny znak zapytania, nie uważamy, że tak to powinno wyglądać. Ale odbierać komuś prawo, które miał, bo nie było wyborów? To też nieuczciwe.

Co z finansowaniem kampanii? Sztaby kandydatów mają w tej chwili związane ręce. Korzysta na tym Andrzej Duda, który występuje jako prezydent, a nie kandydat.

To też mocno dziś wybrzmiało: nie można prowadzić kampanii. Jeśli ustawa będzie szybko procedowana w Senacie, to wybory zostaną szybko ogłoszone. Jeśli będzie procedowana dłużej, pozostaniemy w stanie zawieszenia. My się opowiadamy za szybszym powrotem kampanii i otwarciem finansowania.

Kiedy spodziewacie się ogłoszenia terminu przez marszałek Witek?

Najwcześniej w momencie, kiedy Senat i Sejm zakończą prace. Wcześniejsze ogłoszenie byłoby dziwne i wprowadzałoby zamieszanie.

Nie raz widzieliśmy takie działania.

Nie sądzę, żeby tym razem to się wydarzyło. Politycy PiS-u mówili jasno, że chcieliby, żeby ogłoszenie terminu nastąpiło dopiero po tym, jak skończymy prace legislacyjne. Dlatego obawiam się długiego procedowania przez Senat.

Udostępnij:

Agata Szczęśniak

Dziennikarka, socjolożka. W OKO.press od 2016. Pisze o polityce polskiej i zagranicznej, mediach, prawach kobiet. Wcześniej wicenaczelna „Krytyki Politycznej”. Pracowała też w „Gazecie Wyborczej”. Współtworzyła satyryczny feministyczny program „Przy kawie o sprawie”. Prowadzi audycję „Jest temat” w radiu TOK FM.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne