10 maja 2020

Kidawa do wymiany? Politycy KO nieoficjalnie: „Chcielibyśmy, ale Kaczyński nam nie pozwoli”

„Jeśli tylko pojawiłaby się szansa wymiany kandydatki na kogoś innego, to Koalicja Obywatelska z tej szansy skorzysta” – mówi nieoficjalnie OKO.press członek sztabu wyborczego Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Ale politycy Platformy w taką szansę nie wierzą: Kaczyński widzi, jakie notowania ma Kidawa. Dlaczego miałby nam pozwolić ją wymienić?

„Matematyki nie oszukamy. Koalicja Obywatelska ma w sondażach ok. 20 procent, a nasza kandydatka na prezydenta 5-7 procent. Mamy stać przemoknięci i udawać, że nie pada?” – mówi nam jeden z posłów PO.

W nieoficjalnych rozmowach z OKO.press politycy Koalicji Obywatelskiej przyznają, że z ich kandydatką na prezydenta Małgorzatą Kidawą-Błońską jest problem. Dopóki wybory miały się odbyć w maju, wszyscy grali na ich bojkot. Teraz kiedy widmo majowych wyborów się oddaliło (choć wczoraj postraszyło jeszcze na Nowogrodzkiej), a formuła nowych jeszcze nie jest znana, w KO zaczynają się kuluarowe dyskusje: jeśli moglibyśmy zmienić słabego kandydata na silniejszego, to dlaczego by nie skorzystać?

Budka: Naszą kandydatką jest Kidawa, ale...

1 maja OKO.press opublikowało wyniki sondażu, w którym zapytaliśmy Polki i Polaków, jak zagłosowaliby w majowych „wyborach pocztowych”. Wynik Małgorzaty Kidawy Błońskiej był katastrofalny - wskazało na nią zaledwie 2 proc. respondentów.

Można to było tłumaczyć tym, że wyborcy odpowiedzieli w ten sposób na wezwanie Kidawy do bojkotu: „żaden uczciwy człowiek, szanujący Polskę i naszą konstytucję i szanujący sam siebie nie powinien w takich wyborach wziąć udziału”.

Jednak w tym samym badaniu sondażowym zapytaliśmy także o to, na kogo respondenci oddaliby głos, gdyby wybory odbyły się za jakiś czas, w lokalach wyborczych i bez zagrożenia epidemią. I tym razem wynik Kidawy-Błońskiej nie zachwycał – dostała 7 proc. głosów. W porównaniu z naszym sondażem z lutego to spadek aż o 18 punktów procentowych.

Poparcie dla KO także spadło, ale mniej - do 16 proc.

Oficjalnie politycy Koalicji Obywatelskiej winę zrzucają na epidemię koronawirusa. „W bardzo dobrym stylu rozpoczęła kampanię wyborczą. Później, kiedy w czasie pandemii przez wszystkich ta kampania została zawieszona, oprócz urzędującego prezydenta, nie można tego czasu odnosić do normalnej obecności między ludźmi, pokazywania swojego programu” – mówił w piątek w RMF FM były szef PO Grzegorz Schetyna. „Jesteśmy ciągle przed wyborami, ciągle przed właściwą, prawdziwą kampanią” – przekonywał.

W podobnym tonie wypowiadał się przewodniczący PO Borys Budka na antenie TVN24 „Kandydatką Koalicji Obywatelskiej jest Małgorzata Kidawa-Błońska, ale wiemy doskonale, że Jarosław Kaczyński uwielbia zmieniać zasady w trakcie gry (…).

Wszystkie warianty będą uzależniane od tego, co postawi na stole”.

Zapewnił przy tym, że KO jest przygotowana, żeby w razie czego szybko zebrać podpisy do nowej rejestracji kandydatki.

Tyle z oficjalnych wypowiedzi.

„Jeśli pojawi się szansa, to z niej skorzystamy”

Nieoficjalnie politycy KO, z którymi rozmawialiśmy, przekonują, że do wybuchu pandemii wszystko szło świetnie. Wspominają ich zdaniem świetną konwencję wyborczą. „Były duże emocje, oderwanie Kidawy od wizerunku pani z dobrego domu. Gdyby tę narrację dało się pociągnąć, gdyby nie było kryzysu, to ona naprawdę miała duże szanse. Po konwencji nabrała pewności siebie".

A teraz? „Uważam, jak tak wiele ludzi w PO, że jest problem” – mówi nam ważny polityk Platformy. Jak przekonuje, najbliższa grupa przy przewodniczącym Budce jest podzielona. Jedni stawiają na Kidawę, drudzy mają nadzieję, że nowe wybory oznaczają nowy proces wyborczy, a co za tym idzie możliwość zmiany kandydatów.

„Jeśli chodzi o samą Kidawę, to moim zdaniem ciągle jest zdeterminowana. Ale to są naczynia powiązane. Kidawa była kandydatką wybraną za czasów ekipy Grzegorza Schetyny. Nowa ekipa, która wygrała w PO, nie chce brać na siebie wyniku 5-7 proc., to oczywiste” – mówi inny polityk koalicji.

„Jeżeli tylko taka szansa zmiany się pojawi, to KO z tej szansy skorzysta” – mówi nam wprost członek sztabu wyborczego Kidawy.

Kto mógłby ją zastąpić? Nasi rozmówcy przekonują, że na razie za wcześnie na giełdę nazwisk, ale czterech z nich zgodnie wymienia dwóch ewentualnych kandydatów na kandydata: prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego oraz marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego.

„Grodzki uważa, że, jest kojarzony ze zwycięstwami, Trzaskowski z kolei zapalił się, że to on mógłby ratować tę sytuację. Ma większe poparcie Budki niż Grodzki” – mówi jeden z naszych rozmówców.

Inny przekonuje, że problemem jest hejt mediów publicznych związany z oskarżeniami Grodzkiego o rzekome przyjmowanie łapówek, w czasie, kiedy ten był ordynatorem szpitala w Szczecinie-Zdunowie. „Przez to na wizerunku marszałka jest jednak pewna rysa. Dla naszego elektoratu ta propaganda nie ma znaczenia, ale to może być problem przy pozyskiwaniu nowych wyborców”.

Wskazuje także na to, że kandydowanie Grodzkiego oznaczałoby utratę większości w Senacie, więc koszt takiej decyzji byłby ogromny.

Wszystko od nowa czy wszystko po staremu?

Chociaż dyskusja o ewentualnej zmianie kandydatki już się zaczęła, na razie nie wiadomo, czy taka możliwość się w ogóle pojawi.

Decyzja Sądu Najwyższego o nieważności wyborów i wyznaczenie nowych przez Marszałek Sejmu Elżbietę Witek oznacza, że cały proces wyborczy powinien ruszyć na nowo. Czyli kandydaci powinni od nowa zebrać wymagane 100 tys. podpisów, a PKW powinna od nowa zarejestrować kandydatów na prezydenta.

Tyle teorii. W praktyce, od kiedy w środę 6 maja Jarosław Kaczyński i Jarosław Gowin ogłosili porozumienie w sprawie wyborów, politycy PiS twierdzą, że „nie wyobrażają sobie” zbierania podpisów w czasie pandemii, a kandydaci już zarejestrowani powinni zachować swoje prawa nabyte. Czyli w skrócie – powinien się zmienić jedynie termin wyborów, a kandydaci mają pozostać bez zmian.

O tym, jak będą wyglądać wybory prezydenckie, dowiemy się najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu, kiedy PiS przedstawi nowelizację ustawy o głosowaniu korespondencyjnym.

Nasi rozmówcy z KO wątpią, żeby PiS zgodził się na przeprowadzenie procesu wyborczego od nowa.

„Kaczyński nie da nam zmienić kandydata”

„Nasza konkurencja polityczna doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że z Kidawą jest problem. Nie sądzę, że Kaczyński pozwoli na to, żebyśmy mogli zmienić ją na kandydata, który mógłby sobie poradzić lepiej” – mówi polityk ze sztabu Kidawy.

Z kolei inny poseł KO powątpiewa: „Nawet jak będzie można zgłosić kogoś nowego, to też nie jest kolorowa sytuacja. Ciężko będzie powiedzieć Kidawie, teraz się musisz wycofać, bo wystawiamy Trzaskowskiego. Kidawa była wybrana na konwencji PO, więc pewnie trzeba by robić nową konwencję…” – rozmyśla.

Jak twierdzi, problem dla KO już się zaczął, bo chociaż raczej do zmiany kandydata nie dojdzie, to rozwiązał się worek z nazwiskami. A to zawsze powoduje niepotrzebne dyskusje i tarcia.

Nasi rozmówcy przekonują jednak: jeśli zostanie Kidawa, to bijemy się za Kidawę. I nie tracą optymizmu.

„Wczoraj mieliśmy protest przedsiębiorców, ludzie zaczynają odczuwać zbliżający się kryzys. Każdy dzień kampanii jest dla nas korzystny politycznie” – mówi nasz rozmówca.

I dodaje: „Mamy pieniądze, mamy dobre obrazki z konwencji, zrobiliśmy sztab obywatelski, zebraliśmy kilka tysięcy osób do pomocy jako wolontariuszy. Podsumowując, jakiś potencjał jednak mamy".

Udostępnij:

Sebastian Klauziński

Dziennikarz zespołu śledczego. Pracował w „Gazecie Wyborczej” i „Newsweeku”. Od 2018 roku w OKO.press. Finalista Nagrody Radia ZET oraz Nagrody im. Dariusza Fikusa za cykl tekstów o “Układzie wrocławskim”. Trzykrotnie nominowany do nagrody Grand Press.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne