Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: fot. Paweł Średzińskifot. Paweł Średzińsk...

Okazuje się, że odpowiedź na pytanie, czy większość osób mieszkających w otulinie Turnickiego Parku Narodowej (TuPN) jest bardziej skomplikowana, niż się wydawało. Niezgoda nie jest tak kategoryczna, jak starają się to przedstawić miejscowi przeciwnicy powołania tego obszaru chronionego.

Sam park budzi jednak sporo obaw i po lekturze raportu „Turnicki Park Narodowy – dla ludzi i dla przyrody” można odnieść wrażenie, że jeśli miałby powstać, to najlepiej jak najdalej od miejsca zamieszkania respondentów. Ewentualnie musiałyby zostać wprowadzone pewne ułatwienia dotyczące dostępu do drewna i korzystania z lasu na potrzeby lokalnej społeczności.

Turnicki Park Narodowy wciąż planowany

Pomysł na ochronę fragmentów Pogórza Przemyskiego sięga jeszcze okresu międzywojennego. To wtedy po raz pierwszy pojawił się pomysł powołania tam rezerwatu. Idea parku narodowego pojawiła się już w latach 80. ubiegłego wieku. To wtedy przygotowano po raz pierwszy dokumentację niezbędną do jego powołania.

Dekadę później było już bardzo blisko powstania parku, którego nazwa nawiązywała do Turnicy, niewielkiego szczytu w pasie pogórza. Zabrakło jednak podpisu ministra odpowiedzialnego za ochronę środowiska.

Później nastąpiła zmiana Ustawy o ochronie przyrody, która dała prawo zablokowania powstania parku narodowego samorządom. Skutek był taki, że park nie powstał do dziś.

Kolejne próby są blokowane przez samorządowe weto. Przemysław Kunysz, przyrodnik z Przemyśla, który brał udział w pracach nad powstaniem Turnickiego Parku Narodowego, tak mówił w jednym z wywiadów o przyczynach braku postępów w jego utworzeniu:

„Nie zabrakło woli przyrodnikom, ale okazało się, jak silne jest lobby leśne i łowieckie. I nigdy nie uda się utworzyć tego parku, jeśli nie będzie zdecydowanego oporu ze strony lokalnych decydentów, którzy nie słuchaliby leśników i myśliwych. Ale tereny wokół Arłamowa i Trójcy to nadal są najbardziej atrakcyjne tereny łowieckie w Polsce. Drogi są wyasfaltowane, stoją dziesiątki ambon, można bez wysiłku strzelać niemal z każdego miejsca, zaś ośrodek Arłamów nastawiony jest na polowania (i to atrakcyjne polowania), wreszcie jest to teren łowiecki RDLP w Krośnie”.

Przeczytaj także:

Dzikie Karpaty

W 2018 roku na terenie planowanego parku narodowego po raz pierwszy pojawiły się osoby związane z Inicjatywą Dzikie Karpaty (IDK). Od tego czasu próbują działać na rzecz powstania najwyższych form ochrony przyrody na terenie miejscowego nadleśnictwa, podejmując szereg działań, w tym blokady szlaków zrywkowych.

Ich działalność spotkała się z agresywną odpowiedzią środowisk, które nie są zainteresowane powstaniem parku i widzą w nim zagrożenie dla swoich biznesów związanych z prowadzoną gospodarką leśną i łowiecką. To dość powszechny mechanizm tam, gdzie sytuacja ekonomiczna jest mocno zdominowana przez branżę związaną z eksploatacją lasu. Z racji dość specyficznych układów lokalnych, przeciwnicy powołania tego obszaru chronionego są bardziej widoczni niż jego zwolennicy.

To czy ich głos jest dominujący wśród lokalnej społeczności i czy nie chce ona powstania parku, który w 100 procentach obejmowałby obszary stanowiące własność Skarbu Państwa, postanowiła sprawdzić IDK.

W ramach badania przeprowadzono łącznie 50 częściowo ustrukturyzowanych wywiadów w 19 miejscowościach w gminach Bircza, Fredropol oraz Ustrzyki Dolne. Respondenci byli rekrutowani metodą „od drzwi do drzwi” oraz metodą „kuli śnieżnej”, co miało pozwolić uniknąć stronniczości w doborze respondentów.

Napis "zakaz wstępu, ścinka drzew" na żółtym tle w lesie
DSC_0121

Fot. Paweł Średziński

Praca w lesie nie jest bezpieczna

Zofia Bieńkowska, antropolożka z Uniwersytetu Warszawskiego, jedna z osób, które przygotowały raport i jego współautorka, podkreśla, że celem przeprowadzonego badania nie było wyłącznie zebranie informacji na temat tego, co ludzie myślą o parku:

„Znacznie ważniejsze było dla nas otwarcie dialogu pomiędzy osobami aktywistycznymi i osobami lokalnymi, próba wzajemnego zrozumienia się, zaczątek budowania relacji. Uważamy, że najważniejszym, kluczowym punktem dla rozpoczęcia takiego procesu jest wysłuchanie – jakie są argumenty przeciw ochronie przyrody, ale też, jakie są lokalne problemy, obawy i lęki. I właśnie temu miały służyć rozmowy. Badanie rozpoczęliśmy dwudniowymi warsztatami, których częścią była także autorefleksja osób aktywistycznych na temat tego, co wnoszą swoją obecnością w teren, oraz jak ich przekonania oraz działania mogą wpływać na relację ze spotykanymi osobami. Aktywiści i aktywistki IDK nie występowały jako »badacze i badaczki« w terenie, lecz właśnie jako aktywiści i aktywistki. Było dla nas bardzo ważne, żeby osoby, z którymi rozmawiamy miały co do tego jasność”.

Chociaż wywiady były anonimowe, to nie wszyscy chcieli rozmawiać.

„Mieliśmy trochę odmów, ale nie więcej niż podczas zwyczajnego badania etnograficznego robionego metodą “od drzwi do drzwi” – wyjaśnia Bieńkowska. – „Na pewno część osób nie chciała rozmawiać z aktywistami i aktywistkami, częściowo zapewne ze względu na różnice w poglądach. Na podstawie innych rozmów wiemy jednak, że część osób mogła bać się powiązania z »ekologami« i potencjalnych negatywnych konsekwencji ze strony tak zwanego »układu«, o którym piszemy w raporcie”.

Rządzi „układ”

Istnienie „układu”, o którym mówi Bieńkowska, wynika z tego, że panuje przekonanie, że rządzi on regionem. W praktyce oznacza to, że ów „układ”: „nie dopuszcza do zatrudnienia na atrakcyjnych stanowiskach – zwłaszcza w instytucjach publicznych – ludzi spoza ustalonego kręgu.

Powiązania rodzinne, światopoglądowe i towarzyskie zdominowały rynek pracy. Szczególnym tego przykładem jest powszechnie podkreślana niedostępność pracy w nadleśnictwach. W tym stosunkowo biednym regionie z wysokim bezrobociem praca w Nadleśnictwie odbierana jest jako dająca stabilność i dobrobyt, jednak »normalni ludzie« nie mają szans jej dostać”.

Tymczasem oprócz pracy w samym Nadleśnictwie Bircza, zatrudniającym 85 osób, w lesie pozostaje praca oferowana przez Zakłady Usług Leśnych. Na terenie wspomnianego nadleśnictwa jest ich 20 i jak wynika z szacunków IDK, generują one zatrudnienie dla 100-150 osób, przy czym nie jest to zajęcie ani stabilne, ani bezpieczne.

W raporcie IDK czytamy:

„Warunki zatrudnienia pracowników leśnych w ZUL często są niezgodne z prawem pracy. Zdarza się, że jest to praca na czarno lub umowy cywilno-prawne. Narzucony przez LP wymóg konkurowania ceną sprawia, że powszechne jest oszczędzanie kosztem bezpieczeństwa pracowników. Ajenci wykupują najtańsze ubezpieczenia grupowe, tną koszty zatrudniając emerytów i rolników ubezpieczonych w KRUS. Jednocześnie, praca przy wycince i zrywce w warunkach podgórskich jest szczególnie wymagająca fizycznie i niebezpieczna. Jeden z naszych rozmówców porównał ją z pracą w kopalni. Z tego powodu młodzi ludzie nie chcą pracować w lesie, a nie mając alternatywnej drogi rozwoju w miejscu zamieszkania – wyjeżdżają”.

Nikt nie chce pracować w lesie

Ludzie nie są zainteresowani ciężką pracą w lesie i to pomimo jednego z najwyższych odsetka osób bezrobotnych – w gminie Bircza wynosiło ono w przypadku kobiet aż 10 procent i prawie 8 procent wśród mężczyzn. Jedna z cytowanych w raporcie osób stwierdziła wprost:

„Mój syn bardzo dużo narobił się w lesie. Łaska Boża, że przystopował. Wreszcie zrozumiał, że mama ma rację. (...) I zostawił ten las. No to jestem zadowolona. No, bo to jest niebezpieczne, to jest ciężka choroba. Niebezpieczna. No przecież to wie pani, nie oszukujmy się. Dziesięciu ubezpieczonych, dwudziestu robi na czarno, nikt tego nie pilnuje, nikt”.

Jednocześnie spada liczba miejsc pracy w lesie, tylko po części z powodu moratorium Ministra Klimatu i Środowiska obowiązującego obecnie na terenie planowanego Turnickiego Parku Narodowego, które ograniczyło wycinkę na tym terenie. Znaczenie większym zagrożeniem jest coraz postępująca mechanizacja prac leśnych i wprowadzenie harwesterów. Istnieje również ryzyko, że przetargi będą wygrywać Zakłady Usług Leśnych spoza tego regionu.

Dodatkowo, na co zwraca uwagę raport przygotowany przez IDK, dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że głównym motorem rozwoju przedsiębiorczości na tym obszarze jest budownictwo (gminy Bircza i Fredropol) oraz turystyka (gmina Ustrzyki Dolne). Wniosek ten wynika z analizy nowo powstających – w latach 2020-2024 – podmiotów gospodarczych we wspomnianych gminach.

W gminie rynek pracy jest bardzo mało atrakcyjny. W ciągu ostatnich 10 lat liczba mieszkańców gminy Bircza zmniejszyła się 13 proc., w gminach Fredropol i Ustrzyki Dolne o 7-8 proc., przy średniej spadku dla całego województwa podkarpackiego na poziomie 3 proc. Prognozy też nie są optymistyczne. W gminie Bircza do 2035 roku mieszkańców ma być mniej o 19 proc.

Las w planowanym Turnickim Parku Narodowym
DSC_0093

Fot. Paweł Średziński

O parku lepiej nic nie mówić

W tym dość mało perspektywicznym otoczeniu park narodowy nie spotyka się z otwartym poparciem przez lokalną społeczność. O pomyśle jego tworzenia w ogóle się nie da rozmawiać, co wynika z obaw mieszkanek i mieszkańców otuliny planowanego obszaru chronionego.

Wśród najczęściej występujących form szykan za poparcie dla parku było grożenie odmową sprzedaży drewna opałowego lub brak zgody na jego samodzielne pozyskanie. Z raportu IDK wynika, że „takie wypowiedzi pojawiły się w Nadleśnictwie Bircza, we wszystkich trzech gminach, w trzech leśnictwach. Trzech rozmówców dotknęło to bezpośrednio, trzech innych wspomniało, że taki proceder ma miejsce. Spotkało to respondentów, którzy przyznali, że otwarcie krytykowali działania leśniczego lub opowiadali się za powołaniem TuPN”.

Na podobne groźby byli narażeni właściciele agroturystyk. Mieli oni zostać ostrzeżeni, aby „nie przyjmowali osób identyfikowanych jako ekolodzy. W jednym przypadku miało to formę uporczywego zadawania pytań „czy Ty wiesz, kogo Ty przyjmujesz?”, innym razem nieznani respondentom mężczyźni powiedzieli: „jak będziecie przyjmować ekologów, to będziecie mieli kłopoty”. W trzecim przypadku karą za przyjmowanie gości związanych z działalnością na rzez TuPN było to, że przestali się tam zatrzymywać myśliwi”.

Wymuszone milczenie dotyczące parku trafnie podsumowuje wypowiedź jednej z osób, które wzięły udział w wywiadach w ramach prowadzonego przez IDK badania:

„Tutaj ludzie boją się mówić o poglądach zwłaszcza takich, wiecie, no, proparkowych. (...) tak żeby powiedzieć oficjalnie gdzieś tam, nie wiem, w sklepie, gdzie jest dwóch leśników, to nie powiedzą, nie? Boją się”.

Niepokój

Te obawy dotyczące parku wynikają również z tego, że jego powołanie uruchamia niepokój.

Z wywiadów wynika, że lokalna społeczność obawia się pogłębienia i tak już wysokiego bezrobocia oraz nierówności społecznych. Jednocześnie często towarzyszy temu przekonanie wynikające z zamknięcia parkowego lasu dla ludzi. Raport przytacza jeden z takich głosów:

„Nie powinno być tak, że nie ma gdzie drzewa kupić, gdzie pójść na grzyby i (...) powinno być tak, że można wejść do lasu”.

Jednocześnie wiedza na temat parku jest wciąż bardzo niska. Osoby, z którymi były prowadzone wywiady, często po raz pierwszy dowiadywały się, jakie miałby granice. Brakuje w skali regionu bezpośredniej komunikacji do mieszkańców. To daje pole do jeszcze łatwiejszego straszenia parkiem przez środowiska niezainteresowane jego powstaniem. To dlatego jak zauważają osoby, które przygotowały raport IDK:

„Komunikacja musi wyjść ze strony władz odpowiedzialnych za kształtowanie polityki ochrony przyrody, nie zaś od organizacji pozarządowych, które mogą wspierać tę komunikację, jednak nie mogą być jej głównym punktem zamachowym lub inicjatorami”.

„Nic tu nie będzie”

Jednocześnie resort odpowiedzialny za ochronę przyrody powinien działać na miejscu, poznać lepiej potrzeby lokalnych społeczności, a nowy park narodowy, który mógłby powstać, powinien przyjąć formułę przyjazną rozwojowi na szczeblu gmin wchodzących w skład planowanego obszaru chronionego. To niestety nie dzieje się wcale i oprócz organizacji pozarządowych, żaden z podmiotów odpowiedzialnych za ochronę przyrody na szczeblu krajowym i wojewódzkim, nie zainicjował działań umożliwiających pokonanie impasu. Tym bardziej że wiele z osób, z którymi były przeprowadzane wywiady, wyrażało poczucie beznadziei, braku perspektyw i pomysłu na przyszłość, i to w scenariuszu bez parku narodowego.

Tu warto przytoczyć wypowiedź jednej z mieszkanek zacytowaną w raporcie:

„Nie ma się co na coś nastawiać, ale że chyba jak już, no to będzie gorzej. Za 10 lat będzie tu pustka. Nic tu nie będzie”.

Arłamów

Póki co w tej pustce prężnie funkcjonuje duży ośrodek Arłamów. Tam, gdzie dziś istnieje prywatny hotel, był kiedyś partyjny dom wypoczynkowy dla prominentnych myśliwych w czasach PRL, a później miała być siedziba parku. Zofia Bieńkowska zapytana o to, czy temat tego ośrodka pojawiał się w rozmowach z mieszkańcami, odpowiada:

„Arłamów to na pewno jest jedno z ważnych miejsc pracy, ale nie cieszy się dobrą opinią jako pracodawca. Pojawiły się opinie, że panuje tam wyzysk. Jest to miejsce, które rządzi się trochę swoimi prawami, a nawet jest «ponad prawem«, co nie wszystkim się podoba – organizowanie głośnych rajdów samochodowych, latanie awionetkami, nielegalne zrzuty ścieków. Arłamów można traktować jako soczewkę nierówności społecznych w regionie. Jednocześnie tereny wokół Arłamowa pojawiały się w rozmowach jako te »najbardziej dzikie« i jednocześnie na tyle dalekie od innych miejscowości, że jak to mówili rozmówcy i rozmówczynie »park mógłby tam powstać«”.

Nie wszystkim podoba się to, co dzieje się w lesie

W przeprowadzonych z lokalną społecznością wywiadach padały również mocne słowa w odniesieniu do prowadzonej gospodarki leśnej: „dewastacja”, „barbarzyństwo i rabacja”, „gospodarka rabunkowa” i „masakra”. Respondenci mieli być krytycznie wobec zwiększenia pozyskania, twierdząc, że w jego rezultacie „lasu już prawie nie ma” i mniej jest dużych drzew. Pojawiła się między innymi następująca opinia:

„I przeżywamy, powiem wam, my przeżywamy ten las, że on tak ginie w oczach, bo to nawet, mówimy, że już patyki nawet wycinają”. Osoby, które zgodziły się udzielić odpowiedzi miały często za sobą doświadczenie pracy w lesie.

Jednocześnie to, co udało się odnotować w czasie prowadzonych wywiadów, to poczucie zamykania lasów dla ludzi, i to, pomimo że wciąż nie ma parku narodowego. Ta niedostępność jest wzmagana poprzez zakazy wjazdu i szlabany na drogach, których rozległa sieć, chociaż jest dobrze utrzymana, to bez dostępu dla osób niepracujących w lesie.

„Szlabany pozamykane”

Wśród respondentów pojawiały się głosy, „że szlabany są pozamykane, aby leśnicy mogli sobie jeździć na polowania”. Na to wszystko nakłada się problem dróg zrywkowych i szlaków turystycznych rozjeżdżonych przez ciężki sprzęt do wycinki. Wiele osób mówiło również o bałaganie w lesie po wycince, gdzie zostawia się teren nieuporządkowany po zakończonych pracach leśnych, z rozrzuconymi gałęziami po wyciętych drzewach.

„Nasze badanie potwierdziło to, co słyszeliśmy też już wcześniej, podczas lat obecności »w terenie« – strach przed publicznym ujawnieniem poglądów stojących w sprzeczności z interesami Lasów Państwowych, myśliwych, czy – szerzej – lokalnej elity władzy” – komentuje Zofia Bieńkowska. – „Okazuje się, że wiele osób jest niezadowolonych z postępującej dewastacji lasów, krytycznie patrzy na obecny model gospodarki leśnej – ale boją się o tym mówić otwarcie, w obawie przed szykanami, na przykład utrudnionym dostępem do drewna opałowego. Tym raportem chcemy pokazać, że takich krytycznych opinii jest sporo, i czasem trzeba osób z zewnątrz, spoza »układu« – żeby te argumenty mogły zostać usłyszane”.

Obojętność

Na pytanie o to, czy nie jest może tak, że jednak większość mieszkańców jest obojętna wobec planowanego parku narodowego i w rzeczywistości tak bardzo nie obchodzi ich to, co na jego terenie się dzieje, Bieńkowska odpowiada twierdząco i dodaje:

„W społeczności lokalnej wyczuwalne jest poczucie beznadziei, braku jakichkolwiek perspektyw rozwoju dla regionu, który od lat jest związany z gospodarką leśną. Dlatego też wraz z naszym raportem chcielibyśmy rozpocząć dyskusję o sprawiedliwej transformacji: ponieważ jeżeli wraz z parkiem narodowym powstanie konsekwentnie wprowadzana wizja rozwoju regionu, uwzględniająca jego wyjątkowy przyrodniczy charakter i potrzeby ludzi, mamy szansę stworzyć realną alternatywę dla obecnego stanu rzeczy. Jeżeli ochrona przyrody pojawi się jako pakiet rozwiązań skierowanych także na rozwiązanie problemów trapiących lokalną społeczność – to będzie wreszcie pewna wizja przyszłości, która może wielu ludzi za sobą pociągnąć”.

Bieńkowska dostrzega też ogromny deficyt dotyczący wiedzy na temat parku:

„Z jednej strony to pokazuje, jak dużo jest do zrobienia na poziomie edukacyjnym i informacyjnym”. Brakuje nie tylko edukacji, komunikacji i dialogu, ale i przemyślanej strategii, której realizacja doprowadziłaby nie tylko do powstania najwyższych form ochrony przyrody, ale również do poprawy warunków życia w gminach znajdujących się w granicach planowanego parku narodowego.

Inicjatywa Dzikie Karpaty niedawno znów przypomniała o Turnickim Parku Narodowym organizując happening pod Ministerstwem Klimatu i Środowiska. Osoby związane z IDK zapowiadają kontynuację swoich działań. Jednak wciąż brakuje kluczowych działań ze strony instytucji krajowych, a te mogą podjąć wyłącznie ci, którzy decydują o aktualnej polityce państwa.

Póki co nic nie zmienia się w porządku prawnym. Samorządy mają wciąż prawo weta, chociaż nie dysponują już tak mocną kartą w przypadku zablokowania uciążliwych dla ludzi inwestycji. Natomiast politycy na szczeblu krajowym, szczególnie ci, którzy reprezentują Podkarpacie, nie zamierzają ryzykować wyniku kolejnych wyborów kosztem poparcia dla powołania nowych obszarów chronionych. Turnicki Park Narodowy jest wciąż parkiem, o którym lepiej nie mówić.

;
Na zdjęciu Paweł Średziński
Paweł Średziński

Publicysta, dziennikarz, autor książek poświęconych ludziom i przyrodzie: „Syria. Przewodnik po kraju, którego nie ma”, „Łoś. Opowieści o gapiszonach z krainy Biebrzy”, „Puszcza Knyszyńska. Opowieści o lesunach, zwierzętach i królewskim lesie, a także o tajemnicach w głębi lasu skrywanych, „Rzeki. Opowieści z Mezopotamii, krainy między Biebrzą i Narwią leżącej" i "Borsuk. Władca ciemności. Biografia nieautoryzowana".

Komentarze