„Nie ma drugiego takiego regionu w Polsce, w którym kumulowałoby się tyle problemów i który jednocześnie spotykałoby się z tak nikłym zainteresowaniem rządu” – Agnieszka Stupkiewicz, prawniczka z Fundacji Frank Bold opowiada o przyszłości regionu, w którym dziś działa kompleks energetyczny Turów
Kopalnia odkrywkowa węgla brunatnego Turów w Bogatyni, według koncesji, ma działać do 2044 roku. Na razie funkcjonują tam też bloki węglowe, a elektrownia zaspokaja kilka procent polskiego zapotrzebowania na energię.
Południowa część Dolnego Śląska, a dokładniej subregion zgorzelecki, to dziś teren przemysłowy, ściśle związany z energetyką i wydobyciem węgla. To również region, który nie dostał żadnych środków na transformację energetyczną.
Czy może na nie liczyć? Co będzie po węglu? Jaka przyszłość czeka subregion zgorzelecki? Pytamy Agnieszkę Stupkiewicz, prawniczkę z Fundacji Frank Bold.
Katarzyna Kojzar, OKO.press: Jaka przyszłość się rysuje dla regionu wokół Turowa?
Agnieszka Stupkiewicz, Frank Bold: Co prawda słychać głosy, że transformacja w regionie już się dzieje – ale na razie, są to procesy oddolne, spotkania, współpraca między samorządami, organizacjami pozarządowymi i biznesem. Oczywiście to bardzo ważne, jednak nie można zapominać, że transformacja jest procesem złożonym, wymagającym zaangażowania ponadlokalnego. Potrzebne są zatem: zainteresowanie rządu, sprawne narzędzia instytucjonalne, środki finansowe, żeby transformacja mogła na prawdę ruszyć. Jak na razie mieszkańcy mają jedynie poczucie dużego osamotnienia, wykluczenia z licznych szans rozwojowych.
Na przykład z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji.
W obecnej perspektywie finansowej Unii Europejskiej subregion nie otrzymał tych środków. Obecnie trwają prace nad nowym budżetem Unii na lata 2028-2034. Z ujawnionych danych wynika, że Fundusz Sprawiedliwej Transformacji w dotychczasowym kształcie raczej nie zostanie utrzymany.
Mówi się o tym, że środki zostaną rozdzielone do innych koszyków.
Najbliższe miesiące pokażą, jak to będzie wyglądać w praktyce: zarówno na poziomie unijnym, jak i krajowym. To bardzo istotne dla subregionu zgorzeleckiego, na którego terenie leży kompleks Turów. Nowe rozdanie pokaże, czy i ile środków ten region otrzyma, czy będą dla niego zapewnione, czy też będzie musiał o nie walczyć z innymi regionami, jakie będą zasady ich uzyskania itd. Bez specjalnych środków finansowych, proces zmian w regionie będzie praktycznie nieosiągalny.
Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę przy Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. Były to unijne środki dla regionów, które do tej pory polegały na wydobyciu węgla. Pieniądze miały pomóc w stworzeniu alternatyw i nowych miejsc pracy. Subregion zgorzelecki nie dostał tych pieniędzy po tym, jak wydłużono koncesję kopalni Turów aż do 2044 roku.
W przestrzeni publicznej faktycznie funkcjonowała taka informacja, że region nie otrzymał środków z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, bo zbiegło się to w czasie po pierwsze z przedłużeniem koncesji na wydobycie w kopalni Turów do 2044 roku, a po drugie z brakiem jednoznacznej deklaracji, że działalność kompleksu turowskiego będzie ograniczona.
Temat Turowa był bardzo upolityczniony za poprzedniego rządu. Z kolei obecny rząd nie poświęca mu żadnej uwagi. Turów traci też na braku sprawnej koordynacji na poziomie centralnym.
Jeszcze w 2023 roku postulowaliśmy, żeby powołać pełnomocnika rządu albo ministerstwo oddelegowane wyłącznie do spraw związanych z transformacją energetyczną.
Mówił o tym też przedstawiciel miasta Zgorzelec na posiedzeniu zespołu parlamentarnego w Sejmie w lutym tego roku. Czas mija, a nadal brakuje osoby, która podejmowałaby decyzje w tym zakresie, bez konieczności przeprowadzania konsultacji między kilkoma ministerstwami.
Po zmianach w unijnych funduszach i przy nowym rozdaniu środków na transformację region ma szansę na jakieś wsparcie?
Niestety tego jeszcze nie wiemy. Uważamy jednak, że region potrzebuje tych środków jak najszybciej. Pilnie wymaga także informacji o ich wysokości w kolejnych latach, by w oparciu o te informacje planować rozwój.
Mówimy o perspektywie finansowej, która będzie się kończyła w połowie lat trzydziestych. Turów jako kompleks energetyczny, w najdłuższym scenariuszu będzie działać do 2044. Natomiast, wiemy, że zapotrzebowanie w Polsce na energię z węgla brunatnego będzie dramatycznie spadać dużo wcześniej.
Węgiel brunatny przestanie być opłacalny w połowie lat trzydziestych.
Projekt Krajowego Planu na Rzecz Energii i Klimatu wskazuje, że w 2040 roku udział energii z węgla brunatnego będzie minimalny i najprawdopodobniej takie elektrownie będą uruchamiane wyłącznie w rezerwie, nie będą pracować jako podstawa systemu. Redukcje zatrudnienia siłą rzeczy z czasem będą następowały i region musi otrzymać środki, żeby móc dostosowywać się do nowych realiów.
Pytanie tylko, ile tych środków, jak ulokowanych i z jakim przeznaczeniem do tego regionu trafi. I kiedy poznamy te informacje.
Jakie są alternatywy, kiedy kopalnia i elektrownia się zamkną? Region leży na trójstyku granic, mieszkańcy na pewno będą szukać pracy poza Polską.
To nie jest zagrożenie hipotetyczne. Już teraz około 30 proc. osób z regionu pracuje w Niemczech. Subregion się wyludnia. Mówimy więc o trudnej sytuacji demograficznej, a problem będzie się tylko pogłębiał.
Sprawę utrudnia specyficzne położenie tego subregionu. Jak się popatrzy na mapę, można odnieść wrażenie, że powiat zgorzelecki ma wokół siebie więcej granic zewnętrznych państwa niż wewnętrznych granic z innymi powiatami. Mieszkańcy potrzebują wszelkich możliwych nakładów na to, żeby przyciągać biznes, inwestycji opartych o nowoczesne technologie, być może inwestycji z sektora zbrojeniowego. Takie, które będą miały charakter stabilnych, trwałych przedsięwzięć, o znaczeniu ponadregionalnym czy nawet – krajowym. Tylko takie miejsca staną się wyraźnym magnesem, który pokaże ludności z regionu, że warto z nim wiązać swoją przyszłość.
Frank Bold zwraca uwagę, że Zgorzelec został pominięty w Strategii Rozwoju Polski do 2035, co może odebrać regionowi kolejną szansę na wsparcie transformacji. O co chodzi?
Strategia Rozwoju Polski to dokument, który określa pewne priorytety w rozwoju kraju na najbliższe 10 lat. Najprawdopodobniej będzie także podstawą do wydawania środków unijnych w ramach przyszłej perspektywy finansowej UE. Jest podzielony na kilka tzw. obszarów interwencji, uznanych za najpilniejsze.
Mamy tam oczywiście bezpieczeństwo Polski, ale również bezpieczeństwo energetyczne kraju obejmujące transformację energetyczną – w tej części jest ujęty region zgorzelecki, mimo że nie posiada oficjalnego zatwierdzonego przez Komisję Europejską terytorialnego planu sprawiedliwej transformacji. To bardzo dobra wiadomość.
Do tej pory region, nieposiadający takiego planu transformacji był regularnie wykluczany z wszelkim form wsparcia.
W ramach tej osi strategii „interwencje” będą polegać na zastępowanie energii wytarzanej z węgla energią z OZE i tworzeniu nowych miejsc pracy. Pojawia się jednak pytanie, czy to naprawdę wszystko, co można zrobić dla subregionu.
I jaka jest odpowiedź?
Strategia zawiera też inne obszary, w tym ważny cel przekrojowy, aby rozwijane były nie tylko metropolie, ale również mniejsze miejscowości, miasta powiatowe. Chodzi o tworzenie w nich miejsc pracy, usług atrakcyjnych dla mieszkańców, zapobieganie negatywnym procesom demograficznym. Strategia mówi o stworzeniu policentrycznej sieci miast, żeby zapewnić równomierny rozwój terytorialny w całym kraju.
Zauważyłam, że w ramach tej sieci miast nie został ujęty Zgorzelec.
Co więcej, cały subregion nie został ujęty w tym aspekcie rozwoju terytorialnego jako region problemowy. Oznacza to, że Zgorzelec będzie mógł być wspierany tylko w ramach procesów dotyczących transformacji energetycznej, podczas gdy mógłby dostać szansę na rozwój także w aspekcie terytorialnym. Mógłby, gdyby został ujęty w policentrycznej sieci miast.
Jak pokazują analizy i doświadczenia innych krajów, sprawiedliwa transformacja musi być postrzegana szeroko, nie tylko jako zastępowanie paliw kopalnych energetyką odnawialną. Istotna jest atrakcyjność regionu, miejsca pracy, usługi, sieci transportowe, sprawne sublokalne zarządzanie. Ten aspekt, w kontekście Zgorzelca, jest zupełnie w Strategii pominięty.
Na jakim etapie są prace nad Strategią?
Poznaliśmy projekt, jest w tym momencie pod koniec prac w Radzie Ministrów. Część jego założeń jednak już jest wdrażana, na przykład poprzez prace nad projektem ustawy o zrównoważonym rozwoju miast i ich obszarów funkcjonalnych.
Ta ustawa zakłada tworzenie wokół miast centralnych, czyli tych mniejszych miejscowości nastawionych na rozwój, tak zwanych związków rozwojowych. To nowa, nieistniejąca dotychczas forma współdziałania jednostek samorządu terytorialnego, która będzie miała osobowość prawną i będzie samodzielna. Związek będzie opracowywał strategię rozwoju ponadlokalnego i strategię rozwoju zrównoważonego transportu. Będzie się zajmował kwestiami mobilności, będzie opiniował inwestycje w transport kolejowy i drogowy. Ma również koordynować wysiłki w zakresie edukacji, tak aby była ona podporządkowana wzmacnianiu i tworzeniu nowych miejsc pracy.
To są kompetencje bardzo potrzebne w procesie transformacji.
Zgorzelec, w mojej ocenie, idealnie się w założenia tej ustawy wpisuje. Bez uznania go jako „miasta centralnego”, pozostanie miastem drugiej prędkości.
Jest wola polityczna, żeby dopisać Zgorzelec do Strategii?
W połowie kwietnia miał posiedzenie zespół parlamentarny do spraw sprawiedliwej transformacji regionu turoszowskiego. Posłowie i posłanki poparli jednogłośnie propozycję, aby Zgorzelec dopisać do Strategii i do ustawy. Nie wiemy nadal natomiast, jak do tego podchodzi Ministerstwo Funduszy, które jest odpowiedzialne za oba te projekty, jak i planowanie przyszłej perspektywy finansowej.
Miasto i gmina Zgorzelec składały uwagi do projektu ustawy, ale nie zostały uwzględnione. Powód? Brak ujęcia Zgorzelca w Strategii. Koło się zamyka.
Utworzenie wokół Zgorzelca związku rozwojowego byłoby ogromną szansą, także na spojrzenie na region nie tylko przez pryzmat Turowa. Szersze ujęcie w Strategii pozwoli na uzyskanie większych środków na rozwój. To naprawdę trzeba zrobić, bo nie ma drugiego takiego regionu w Polsce, w którym kumulowałoby się tyle problemów i który jednocześnie spotykałoby się z tak nikłym zainteresowaniem rządu. A czasu potrzebnego na skuteczne, strategiczne działania jest coraz mniej.
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Komentarze