11 października 2019

TVP o Inwazji LGBT: „Potop”, „gorsza niż najbardziej zagorzali komuniści”, „czeka nas legalizacja pedofilii”

Maszerują, sieją zgorszenie, atakują świętości: Kościół katolicki i dziecięcą niewinność. Tym jest inwazja LGBT z produkcji TVP. Podobna do „szwedzkiego potopu” a „gorsza niż zagorzały komunista". A jaki jest cel? Zaproszeni do reportażu "eksperci" - m.in. Lisicki czy prof. Nalaskowski - sugerują, że chodzi o legalizację pedofilii [RECENZJA]

Nawet gdyby produkcję TVP potraktować jako fikcję OKO.press musiałoby wystawić jej autorom tróję z minusem. Siermiężny montaż, wytarte klisze, tendencyjna muzyka i teza, którą w OKO.press przewidzieliśmy jeszcze zanim obejrzeliśmy film. A udało nam się to, bo już we wrześniu opisaliśmy, w jaki sposób TVP przygotowuje materiał: podstawiając wolontariuszkę, która ukrytym sprzętem nagrywała wewnętrzne spotkania Kampanii Przeciw Homofobii, a później zakradała się z wieloletnimi pracownikami TVP pod siedzibę organizacji.

Autorzy zastrzegają, że gatunek, który uprawiają w publicznej telewizji, to "reportaż", a trzonem "Inwazji" jest "dziennikarskie śledztwo". I tak też - z lekkim przymrużeniem oka - potraktujemy 30-minutowy materiał o Marszach Równości i społeczności LGBT w Polsce wyemitowany 10 października (w piku oglądalności) na antenie TVP 1.

Celem produkcji - co chyba nikogo już nie szokuje - nie jest dostarczenie informacji, ale wzbudzenie strachu.

Autorzy pogubili się w odpowiedzi na pytanie, czym jest "inwazja LGBT". Do przepastnego wora wrzucili bowiem: pedofilię, socjotechnikę, groźną ideologię, sterowany ruch propagandowy, podeptanie świętości, zamach na Kościół katolicki, sformatowanie umysłów młodych ludzi, nagość, wulgarność, zmianę obyczajów.

Innymi słowy, czymkolwiek Inwazja LGBT jest, należy się jej bać.

Ale po kolei.

Tęczowy spisek przeciwko Polsce

Film zaczyna się grą skojarzeń. Znani "eksperci" - m.in. prof. Nalaskowski, redaktor Paweł Lisicki, Bronisław Wildstein - opowiadają, co przychodzi im na myśli, gdy słyszą "LGBT".

  • "Religia dominująca w Europie Zachodniej";
  • "Z ideologią mi się kojarzy";
  • "Tęcza ognia nad sodomą i gomorą".

W tle widzimy kolaż archiwalnych filmów z europejskich Parad Równości: platformy pełne mężczyzn w lateksowych uprzężach, tłumy roztańczonych nagich postaci z tęczowymi flagami, drag queen i jednopłciowe pary publicznie okazujące sobie czułość. Największą grozę mają wzbudzić polskie akcenty: cipko-maryjki, tęczowe ikony świętych i transparenty wieszczące upadek polskiego Kościoła katolickiego.

"Rażące i uderzające we wrażliwość normalnego człowieka" - komentuje red. Lisicki.

Po perswazyjnej pigule narrator przechodzi do części, którą można nazwać: "to wszystko jest ustawione". Marsze Równości nie są spontanicznym ruchem, ale skrzętnie zaplanowaną i sfinansowaną kampanią. Świadczyć mają o tym strzępki rozmów z pracownikami Kampanii Przeciw Homofobii nagrane szpiegowskim sprzętem przez podstawioną przez TVP wolontariuszkę. Bo KPH to nie jedna z organizacji społecznych działających w Polsce na rzecz osób LGBT, ale "precyzyjnie rozbudowana machina", która w ramach "politycznej kampanii odbywa cotygodniowe torunée z marszami".

Autorzy reportażu próbują dowodzić, że na Marszach wszystko jest podstawione: ludzie przyjeżdżają na nie z Warszawy autokarami opłaconymi przez KPH. A gdyby tego było mało, dostają gotówkę - 30 zł za dzień. Jeśli marsz się przedłuży, to nawet sfinansują im nocleg.

W rzeczywistości KPH opłaca przejazdy na marsze, ale tylko swoim wolontariuszom. W 2019 roku było to w sumie 60 osób na 13 marszach. Koszt: 6 tys. zł. Jak wyjaśnić kilkutysięczną frekwencję na większości Marszy Równości w kraju? Tego z filmu się nie dowiemy. Za to wnikliwe przeglądanie materiałów z tęczowych pochodów doprowadziło autorów do błyskotliwego wniosku: te same osoby (dokładnie 6) pojawiają się na marszach w kilku miejscach w Polsce. Czy to może nie być ukartowane?

Eksperci mierzą się z pytaniem, po co to wszystko? Po co te pochody? "Na ostatnim miejscu chodzi tu o równe prawa. Chodzi o to, żeby zmienić obyczaje" - mówi Wildstein. "Oswoić z czymś, co było nieakceptowalne; przesunąć granice tolerancji wobec rzeczy, które nie powinny być tolerowane" - wtóruje mu red. Lisicki. "Prowokować, czekać na bijatykę. (...) A reszta won do zaułków, bo idzie LGBT. Dla was są trawniki za szpalerem" - pokrzykuje prof. Nalaskowski.

Inwazja na Kościół i dzieci

Skoro już wiemy, że ofiarą LGBT jest całe społeczeństwo, to teraz trzeba wyróżnić najbardziej pokrzywdzonych. Na pierwszym miejscu: Kościół katolicki. Narrator informuje nas, że większość rozmów "tych środowisk" to "szydzenie z wiary".

I słyszymy (znów nagrane ukrytą kamerą) niewinne żarty wolontariuszy, którzy opowiadają, że ich ulubioną rozrywką jest przeglądnie stron internetowych z dewocjonaliami. Jednak TVP do żartów podchodzi ze śmiertelną powagą.

Agresywne według autorów reportażu są nie tylko rozmowy, ale też symbole i hasła. Ale centralna bitwa o wartości rozgrywa się - jak przed wiekami - o Jasną Górę. Marsz Równości w Częstochowie to największych ze wszystkich grzechów. "To dla Polaków miejsce święte. Atakowane w przeszłości [w tle obrazy z ekranizacji sienkiewiczowskiego "Potopu"], ale i dziś" - mówi red. Lisicki. "Najbardziej zagorzali komuniści nie posunęliby się tak daleko".

Inwazja LGBT dybie też na dziecięcą niewinność. Na razie tylko wdziera się do szkół. Żeby to zilustrować, TVP przypomniało materiał "Alarmu TVP" z 2018 roku. To rozmowy z edukatorami seksualnymi również nagrane ukrytą kamerą. Jedna z edukatorek opowiada o tym, że seksualność człowieka kształtuje się przez całe życie i biegnie od linii heteroseksualność przez biseksualność do homoseksualności. I niby nic w tym dziwnego, wypowiedź edukatorki jest zgodna stanowiskiem Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego.

Jednak nieoczekiwanie głos zabiera prof. Lew-Starowicz, autorytet w dziedzinie seksuologii. I tłumaczy, że to wszystko wytwarza niepotrzebny zamęt i prowadzi zagubienie poznawcze. Największe oburzenie wzbudzają jednak wyrwane z kontekstu wypowiedzi o pornografii. TVP insynuuje, że na lekcjach edukacji seksualnej, ogląda się "porno". A prof. Lew-Starowicz komentuje: "to kryminał"; "to przestępstwo".

Złe samorządy i media

Winne są też samorządy, które wspierają osoby LGBT. Najbardziej Warszawa prezydenta Rafała Trzaskowskiego (demoniczna Deklaracja LGBT) oraz Poznań prezydenta Jacka Jaśkowiaka.

Dowiadujemy się też, że rewolucję napędzają złe media.

"Chodzi o to, żeby nas epatować. Musimy na to patrzeć, musimy się ciągle do tego odnosić, musimy kochać i akceptować" - mówi zgorszony Lisicki.

Wildsteina to nie dziwi, bo przecież media - TVN, "Newsweek", "Wprost", "Gazeta Wyborcza" - są dużo bardziej "na lewo" niż całe społeczeństwo. "Media odgrywają rolę pastucha, który zapędzi lud do oświecenia" - komentuje.

Prawdziwe zło dopiero nadchodzi (z Zachodu)

Końcówka "reportażu" to już jazda bez trzymanki. Drobiazgowo wyselekcjonowane materiały z zagranicznych Parad Równości mają świadczyć o degrengoladzie naszych sąsiadów i sąsiadek. "Ci oświeceni tutaj, wzorują się na efektach tęczowej rewolucji na zachodzie" - mów Wildstein. Tempo przyspiesza, muzyka jest coraz gęstsza. Wszystko po to, by przygotować widza na ostateczny wstrząs: na Zachodzie po zdobyciu prawa do małżeństwa, przyszła pora na to, by za normę uznać pedofilię.

Redaktor Lisicki straszy obniżeniem wieku zgody na seks z 15-tego nawet do ósmego roku życia.

"Każdy bodziec musi być silniejszy od kolejnego. Nie wystarcza nam już inny mężczyzna. Zaczynamy się oglądać za świeżym mięskiem" - dopowiada prof. Nalaskowski.

Te obrzydliwe i szkodliwe insynuacje puentuje red. Lisicki: "ale Polska się temu opiera". Cały dokument kończy plansza z wielką biało-czerwoną flagą powiewającą nad Warszawą.

Przedwyborczy prezent dla PiS

Cały materiał to zbiór przekłamań i manipulacji, ale przekłamań szkodliwych. Ma przekonać, że tuż za rogiem czai się zło.

Więc wyborco, jeśli na sercu leży ci los ojczyzny, idź głosować.

TVP próbuje podłożyć politykom PiS wygodny temat na ostatni dzień kampanii wyborczej. Kampanii, w której PiS chętnie mówi o tym, że będzie bronił polskich tradycyjnych wartości, katolicyzmu i prawa rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnym sumieniem.

Gdyby film składał się z ubogiego materiału "śledczego" sklejonego z obrazkami, które nawet na pierwszy rzut oka nie przypominają ulic polskich miast i miasteczek, moglibyśmy go obśmiać lub zlekceważyć. Powagę nadają mu jednak głosy znanych (i w części szanowanych) komentatorów życia publicznego. Bezmyślna nagonka, w której biorą udział, uderzy przecież w konkretnych ludzi, a nie fantazje o bezosobowym spisku czy groźnej ideologii.

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne