Od ponad roku PiS forsował autorski pomysł powołania rządowej agencji, która pozwoli kontrolować pieniądze dla społeczeństwa obywatelskiego. W przededniu jej przyjęcia OKO.press rekonstruuje polityczne tło dobijania organizacji pozarządowych i dzielenia ich na swoje (katolickie i patriotyczne) oraz obce (tzw. "lewicowo-liberalne", czyli prawnoczłowiecze)

Prace nad ustawą, która zmienia sposób finansowania organizacji pozarządowych i wyznacza do tego celu centralną (rządową) agencję, rozegrała się pod hasłem „rozwiązania problemów trzeciego sektora”. Jednak pomysł utworzenia Narodowego Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego nie wypłynął ze środowiska organizacji pozarządowych, a na etapie prac został przez nie oprotestowany.

Zasłoną dymną miały być wyjątkowo „długie” i „obszerne” konsultacje społeczne, które jak wynika z relacji organizacji pozarządowych  w rzeczywistości były cyklem spotkań informacyjnych. Dodatkowo, z ponad 50 zgłoszonych – pisemnie – uwag do projektu, aż dwie trzecie krytycznie odnosiło się do samej idei powołania rządowej instytucji rozdzielającej pieniądze dla NGO (niekonstytucyjność ustawy zarzuciło mu nawet Rządowe Centrum Legislacji).

Tymczasem reakcja rządu była żadna, zmniejszono tylko legislacyjny chaos . PiS przepychał projekt przez kolejne etapy, aż do przyjęcia przez Radę Ministrów na posiedzeniu 27 czerwca 2017 roku. Teraz zostanie przesłany do Sejmu i z pewnością zostanie przyjęty na jednym ze dwóch posiedzeń zaplanowanych przed wakacyjną przerwą. Wciąż nieznana jest nazwa nowej agencji, choć każda nowa propozycja brzmi coraz bardziej karykaturalnie.

  • Początkowo miało to być Narodowe Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego.
  • Do tej nazwy dodano człon „Narodowy Instytut Wolności”, jednak okazało się, że instytucja pod tą nazwą już istnieje.
  • Według Adama Lipińskiego finalnie ma to być „Centrum na rzecz Wolności”.

W jaki sposób PiS będzie mógł kontrolować organizacje pozarządowe, OKO.press opisało w artykule 28 czerwca 2017 roku.



Trzech orędowników, w tym jeden przegrany

W teorii za projekt odpowiedzialny był rządowy pełnomocnik ds. społeczeństwa obywatelskiego i równego traktowania. Na początku prac nad projektem był nim Wojciech Kaczmarczyk. Jednak gdy zastąpił go Adam Lipiński realne decyzje zostały przeniesione do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, gdzie w nowo utworzonym departamencie ds. społeczeństwa obywatelskiego dyrektorem został Kaczmarczyk. I to on stał się twarzą Narodowego Centrum.

Adam Lipiński, jeden z najbardziej zaufanych ludzi Jarosława Kaczyńskiego, jako pełnomocnik pełnił – używając żargonu PiS – funkcję „teoretycznie”. Zawsze niepoinformowany, wielokrotnie mamił opinię publiczną „dodatkowymi konsultacjami”. Tuż przed posiedzeniem, na którym rząd przyjął ustawę, na spotkaniu wojewódzkich rad pożytku publicznego spotkał się z przedstawicielami organizacji pozarządowych.

Tam ogłosił, że ze względu na kontrowersje towarzyszące utworzeniu Narodowego Centrum, ustawa powinna być napisana od nowa we współpracy z trzecim sektorem.

To oczywiście było kłamstwem, a PiS po raz kolejny użył Lipińskiego jako tarczy i wysłannika do rozmów z NGO. W rozmowie z OKO.press Adam Lipiński nie odniósł się wprost do ubiegłotygodniowych deklaracji. Mówił: „Myśmy ten projekt konsultowali na kilku konferencjach, w których udział brali przedstawiciele organizacji pozarządowych. Przedłużyliśmy konsultacje z trzech do sześciu tygodni. To wyczerpało możliwości konsultowania ustawy. Wiele pomysłów i opinii przyjęliśmy i finalny projekt jest efektem naszej współpracy z trzecim sektorem”. Co, oczywiście, nie jest  zgodne z prawdą.

Kolejnym graczem w pracach nad ustawą jest Piotr Gliński, minister kultury i jednocześnie wicepremier, który aktywnie włączył się w obronę projektu gdy PiS ujawnił, że ma chrapkę nie tylko na polskie publiczne fundusze, ale również tzw. fundusze norweskie na rozwój społeczeństwa obywatelskiego.



W tej układance każdy miał swoją rolę, jednak przededniu przyjęcia ustawy jest jasne, że tylko dwóch z nich pozostanie w grze i będzie mieć realny wpływ na kontrolę trzeciego sektora.

Minister Gliński – zwierzchnik rządowej agencji

Dyrektor Narodowego Centrum miał odpowiadać bezpośrednio przed premierem. Jednak tuż przed posiedzeniem Rady Ministrów ten zapis zmieniono i powołano kolejne ciało – Komitet ds. Pożytku Publicznego. I to stojący na jego czele przewodniczący – w randze wicepremiera – będzie zwierzchnikiem dyrektora nowej instytucji.

Pewne jest, że stanowisko to obejmie Piotr Gliński, którego rolą ma być nadanie rangi rządowemu Centrum. Wraz z dyrektorem będą de facto dwuosobowo sprawować pieczę nad agencją, a ich rozległe kompetencje (niedoprecyzowane w ustawie) pozwolą realizować autorską wizję „rozwoju społeczeństwa obywatelskiego”.

Nie raz min. Gliński dał jej wyraz. Najpełniej podczas Kongresu – Polska Wielki Projekt. Na zarzuty dotyczące nierównego traktowania organizacji pozarządowych przez PiS odpowiadał: „Lojalność środowiskowa łamie zobowiązania ogólnospołeczne, to nie współgra z dobrem publicznym. Trzeci sektor w Polsce ma skłonność do klikowości i salonowości. Są sytuacje, w których ktoś traci dostęp do środków publicznych, a to powoduje oburzenie. Następuje front potwornej krytyki.

Słyszymy: nowa władza robi stalinowskie czystki, bo robi korektę w dostępie do środków publicznych. A to jest naturalne, bo przy zmianie władzy taka korekta zawsze obowiązuje”.

Jednym z elementów tej korekty jest Narodowe Centrum. Do tej pory ministerstwa „radziły sobie” łamiąc regulaminy konkursów. Podczas przyznawania pieniędzy z Funduszu Inicjatyw Obywatelskich resort rodziny minister Elżbiety Rafalskiej – mimo dobrej oceny ekspertów – zabrał pieniądze m.in. Fundacji Schumana, a przekazał je organizacjom patriotycznym i katolickim. Ministerstwo rodziny odebrało też środki na działania antyprzemocowe krakowskiej fundacji Autonomia, bo chroni też przed dyskryminacją ze względu na orientację seksualną lub tożsamość płciową. A resort Ziobry odciął finansowanie Centrum Praw Kobiet, bo organizacja „zawęża pomoc tylko do kobiet”.



Teraz takie uznaniowe decyzje dotyczące finansowania NGO będą zgodne z ustawą. Jakie fundacje mogą liczyć na wsparcie ministra Glińskiego? Opisując dysfunkcje trzeciego sektora Gliński zwracał uwagę przede wszystkim na:

  • oligarchizację sektora
  • dysproporcję jeśli chodzi o barwy ideologiczne – wg. ministra dominowała opcja liberalno-lewicowa, bo lepiej „przystosowała się” do warunków politycznych
  • governmentalizację, czyli „uleganie wpływom sektora politycznego”.

Szczególnie podkreślanie wagi „niezależności” trzeciego sektora, kiedy przepycha się centralną instytucję zarządzającą jego finansowaniem musi budzić zdziwienie.

Kaczmarczyk przyszły dyrektor

Funkcję dyrektora najpewniej obejmie Wojciech Kaczmarczyk, niegdyś zawodowo związany z trzecim sektorem. Podczas prac nad projektem dał się poznać jako osoba, która prowadzi osobistą rekonkwistę. Całe uzasadnienie projektu zasadził na autorskich analizach trzeciego sektora, a same organizacje dzielił na:

  • małe (niedowartościowane) i duże (które się dochrapały);
  • prawicowe i liberalno-lewicowe;
  • polskie i pozostające pod „obcym” wpływem.

I trzeba przyznać, że ta strategia się sprawdziła. Murem za PiS stanęły bowiem ngo’sy zgromadzone w utworzonej w lutym 2017 roku Konfederacji Inicjatyw Pozarządowych Rzeczypospolitej. W jej skład wchodzą m.in.:

  • Instytut na rzecz kultury prawnej Ordo Iuris;
  • Stowarzyszenie Polska Jest Najważniejsza;
  • Stowarzyszenie Inicjatywa Historyczna;
  • Centrum Wspierania Inicjatyw dla Życia i Rodziny;
  • Fundacja „Żołnierzy Wyklętych”;
  • Inicjatywa „Stop Seksualizacji Naszych Dzieci”;
  • Fundacja Amor Patriae

Szczególnie znienawidzona przez Kaczmarczyka jest Fundacja Batorego, która do tej pory była operatorem środków norweskich. To jej w swoich przemówieniach poświęcał wiele miejsca i to on rozpoczął nagonkę, która przeniosła się potem do mediów. Wszystko miało pokazać, że operatora środków trzeba zmienić i najlepiej, żeby stała się nim rządowa agencja, którą Kaczmarczyk będzie kierował.



Jednak Norwegowie nie chcą się zgodzić, żeby pieniędzmi (37 mln euro) na społeczeństwo obywatelskie sterowała instytucja rządowa. Publicznie sprzeciwiła się temu sama premier Norwegii Erna Solberg.



Lipiński bez wpływu

Przegranym w tej rozgrywce jest pełnomocnik ds. społeczeństwa i równego traktowania. Ustawa zupełnie go pominęła. A w toku prac nad projektem pełnił niechlubną rolę – tarczy dla mediów oraz wysłannika do organizacji pozarządowych. Wielokrotnie mówił rzeczy sprzeczne z oficjalną linią PiS i składał obietnice bez pokrycia. W rozmowie z OKO.press nie potrafił odnieść się do pytania o to, dlaczego jego rola została z ustawy wykreślona. Podkreślał tylko wysoką rangę projektu, którego częścią – realnie – nigdy nie był.



Opłać abonament na wolność słowa


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym