0:00
Prawa autorskie: Tomasz Stanczak / Agencja GazetaTomasz Stanczak / Ag...
14 czerwca 2021

Po miesiącach samodzielności uczniowie nie chcą kontrolującej szkoły. Raport, który daje do myślenia

Nauka zdalna podczas pandemii dla wielu uczniów była wyzwaniem, ale dla części stała się też doświadczeniem emancypacyjnym. Dlatego zdecydowana większość do szkół wróciła zestresowana lub apatyczna. O co tu chodzi? I co na to nauczyciele?

Wydrukuj

Centrum Edukacji Obywatelskiej zbadało, jak przebiega powrót do nauki stacjonarnej. To pierwszy bardziej systematyczny wgląd w doświadczenia uczniów i nauczycieli, którzy po ponad rocznej rozłące znów spotkali się w salach lekcyjnych.

Obraz, który wyłania się z raportu jest niejednoznaczny. Choć uczniowie cieszą się relacjami z rówieśnikami, samym powrotem do szkół są przestraszeni. Za to nauczyciele wyrażają entuzjazm i chęć działania, ale równolegle prawie połowa z nich przyznaje, że jest wyczerpana (co szósty pedagog mierzy się z wypaleniem zawodowym). Co więcej, szczególnie młodzież licealna docenia okres nauki zdalnej, jako czas niezależności i samodzielności.

Nie zrozumiemy tego, co dziś dzieje się w szkołach, jeśli nie weźmiemy poprawki na to, że na samopoczucie młodzieży i pedagogów, wpływ ma nie tylko obiektywnie wymagający czas pandemii, ale też sama formuła polskiej edukacji. Nie bez powodu tuż przed powrotem do stacjonarnego nauczania media rozpisywały się o epidemii strachu towarzyszącej uczniom, a część rodziców, nauczycieli i dyrektorów apelowała, by nie przesadzać z ocenianiem i nadrabianiem zaległości.

Autorki raportu zaznaczają, że jeśli szkoły wrócą do rutyny, będą nieuważne na potrzeby uczniów czy skupią się na nadrabianiu zaległości, problemy będą się piętrzyć, a nierówności tak między szkołami, jak i wewnątrz klas - tylko pogłębiać.

Uczeń pełen lęków

Ponad 3,7 tys. uczniów zostało zapytanych o trzy główne emocje, które towarzyszą im podczas powrotu do szkól. Na pierwszym miejscu znalazł się stres (71 proc.), zaraz za nim: niepewność (47 proc.) i strach (42 proc.). Z drugiej strony, co trzeci badany uczeń przyznał, że odczuwa radość.

Najbardziej niepokojące są uczucia opisujące motywację. Do zniechęcenia przyznaje się 35 proc. badanych, za to ciekawość deklaruje co czwarty uczeń, a chęć do działania - co dziesiąty. Te wyniki potwierdzają dane OECD, z których wynika, że największym problemem ostatniego roku jest właśnie spadek motywacji, a najczęściej dotykał on dzieci i młodzież z rodzin o niższym kapitale społecznym.

Przeczytaj także:

Z ankiet wynika też, że do powrotu do szkół znacznie gorzej nastawieni są uczniowie szkół średnich, aż 59 proc. z nich wybrało tylko negatywne emocje. Za to uczniowie szkół podstawowych częściej deklarowali radość i ciekawość.

Najczęstszy powód stresu?

Aż 70 proc. badanych wskazało nadmiar pracy, weryfikowanie i sprawdzanie wiedzy oraz zeszytów i notatek. Za to za pozytywne emocje odpowiada głównie możliwość interakcji z rówieśnikami.

Twórcy badań przyznają, że część lęków wcale nie musi być zakorzeniona w doświadczeniu. Większość ankiet została wypełniona w pierwszym lub drugim dniu po powrocie do szkół, a to oznacza, że uczniowie raczej nie mieli szansy skonfrontować obaw z rzeczywistością, a tym bardziej oswoić się ze zmianą trybu pracy. Mimo to, ta mapa emocji pokazuje, że polska szkoła, nawet po tak długiej przerwie, nie budzi w uczniach pozytywnych odczuć.

Ulga czy wypalenie?

Z raportu wynika też, że nauczyciele częściej widzą w uczniach radość, za to rzadziej dostrzegają obawy. Autorki badania wskazują, że rozdźwięk pomiędzy stanem emocjonalnym uczniów a spostrzeżeniami pedagogów jest niebezpieczny. Uczniowie mogą ukrywać negatywne emocje, szczególnie przed tymi, których się boją. Za to nauczyciele, którzy są powodem stresu, nierzadko wypierają niewygodne sygnały. Tak czy inaczej, jeśli nauczyciel nie wie, co dzieje się z jego uczniem, nie jest w stanie zadbać o jego potrzeby.

Z ankiet wynika, że nauczyciele wrócili do szkół z dużo pozytywniejszym nastawieniem: 46 proc. deklaruje chęć do działania, 44 proc. — radość, 42 proc. — niepewność, a 38 proc. — ulgę.

"Ulga, że to koniec zdalnej nauki, ponieważ z przygotowywanych przez siebie lekcji byłem bardzo zadowolony, ale miałem świadomość, że nie do wszystkich po drugiej stronie skutecznie trafiam, a niepewność, ponieważ tak długa przerwa i bliskie wakacje powodują czasami »dziwne« zachowania uczniów" — pisze jeden z badanych nauczycieli.

Pracownicy szkół byli też pytani o wypalenie zawodowe.

"Duża część nauczycieli czuje się wyczerpana okresem edukacji zdalnej, jednocześnie nadal 68 proc. dość dobrze radzi sobie z presją swojego zawodu. Wśród badanych 76 proc. deklaruje, że ich praca stwarza im wiele pozytywnych wyzwań, ale jednocześnie 61 proc. twierdzi, że w ostatnim czasie traci zaangażowanie w wykonywanie swojego zawodu" — czytamy w raporcie.

Z badania wynika też, że prawie połowa coraz częściej czuje się zmęczona zanim zacznie pracę, a jeszcze więcej (58 proc.) przyznała, że coraz częściej mówi o pracy w sposób negatywny. Autorki raportu uznały, że

15 proc. badanych należałoby uznać za wypalonych zawodowo.

Prawie połowa uczniów mogłaby uczyć się w domach

Dla uczniów najważniejsze w powrocie do szkół są: bezpośredni kontakt z kolegami i koleżankami, możliwość wyjścia z domu i czas wolny spędzany ze znajomymi na przerwach lub po lekcjach.

Co ciekawe, mimo wielu niedogodności czasów nauki zdalnej, tylko 51 proc. z nich docenia, że lekcje będą odbywać się w salach lekcyjnych. To oznacza, że edukacja zdalna, tak demonizowana przez dorosłych, szczególnie rodziców, dla wielu uczniów wcale nie była koszmarem.

Aż 49 proc. uczniów szkół średnich wprost przyznało, że czas nauki zdalnej udowodnił, że do zdobywania wiedzy nie są niezbędne szkolne mury. Co im się podobało? Wygoda, późniejsze poranki, brak konieczności dojazdów, samodzielność, więcej czasu wolnego i swobody.

Wiele z nich w ankietach pisało wręcz o bezpieczeństwie lub uldze, które czuli podczas lekcji online.

Co nie znaczy, że uczniowie nie czują, że mają zaległości. Do takich w badaniu przyznało się 39 proc. dzieci i młodzieży. Uczniowie pisali, że z lekcji zdalnych najwięcej wynieśli ci "ambitni", którzy mają chęci, by zdobywać wiedzę na własną rękę.

Realizacja podstawy programowej? Nie teraz

Nauczyciele wymieniali najważniejsze zadania, które po powrocie postawiła przed nimi szkoła. Na pierwszych miejscach znalazły się:

  • odbudowanie relacji z uczniami i między nimi (74 proc.);
  • wspieranie dobrostanu uczniów (54 proc.);
  • wsparcie psychologiczne uczniów doświadczających szczególnych trudności (50 proc.);
  • uniknięcie zakażenia koronawirusem (40 proc.).

Tylko co piąty nauczyciel przyznał, że najważniejsze jest podsumowanie czasu nauki zdalnej, a jedynie między 3-4 proc. wskazało, że priorytetem w ich szkole jest realizacja podstawy programowej lub nadrabianie zaległości.

"Miła atmosfera, a nie dzielenie na lepszych i gorszych. Chcę, aby uczniowie znów w szkole poczuli się u siebie"

— pisze jedna z nauczycielek.

Z ankiety wynika też, że nie wszystkie szkoły stworzyły wspólny plan na powrót do edukacji stacjonarnej (przyznało to 15 proc. badanych).

Jak więc nauczyciele planują zadbać o uczniów? Podstawą są rozmowy o potrzebach psychologicznych i edukacyjnych, a także zajęcia integracyjne. Co trzeci badany postawi za to na powtórkę materiału lub diagnozę umiejętności (ale bez wystawiania ocen).

Obniżyć wymagania, poprawić dostęp do specjalistów

Uczniowie mogli podzielić się też swoimi potrzebami. Co czwarty z nich przyznał, że chciałby dodatkowych lekcji, by nadrobić zaległości. To właśnie oś planu ratunkowego PiS dla szkół po pandemii. Od września w szkołach mają odbywać się nieoceniane zajęcia wyrównawcze dla chętnych.

Zdecydowana większość (77 proc.) oczekuje jednak trwałego obniżenia wymagań egzaminacyjnych, a także tych związanych z codziennym ocenianiem. "Rocznik 2003 w nowej szkole spędził co najwyżej pół roku, łącząc ostatnie dwa lata. I będzie to niesprawiedliwe, kiedy dostaniemy podobną maturę, którą pisały ostatnie roczniki" — pisze jeden z badanych.

Uczniowie deklarują też, że potrzebują też czasu odbudowanie relacji (60 proc.). Za to rozmowę z pedagogiem lub psychologiem szkolnym odbyłby co czwarty badany.

Dla nauczycieli najważniejsza jest redukcja biurokracji (93 proc.), a także zwiększenie dostępności specjalistów, takich jak psycholog szkolny (83 proc.). Chcieliby też merytorycznego wsparcia od kolegów i koleżanek, a także gotowych materiałów do pracy z dziećmi i młodzieżą. Aż 53 proc. badanych oczekuje też specjalistycznego wsparcia dla siebie. Pomoc psychologiczna czy superwizje dla nauczycieli to wciąż temat w Polsce zaniedbany.

Zdalna emancypacja

Można śmiało powiedzieć, że po okresie nauki zdalnej uczniowie mają jeszcze bardziej krytyczny stosunek do szkoły jako instytucji.

Zamiast inspiracji, staje się problemem, często rozmija się z aspiracjami uczniów, a na dodatek jest nadmiernie kontrolująca.

"Doświadczenie edukacji zdalnej pokazało, że szkoła może wyglądać inaczej - może być w niej mniej kontroli i podporządkowania, więcej elastyczności, wyboru i samodzielności. Pokazało też, że taka szkoła może być skuteczna (przynajmniej dla dużej części uczniów i uczennic). W sposób zupełnie nieoczekiwany zdalna szkoła stała się dla części uczniów – szczególnie starszych nastolatków - doświadczeniem wzmacniającym podmiotowość i emancypującym" - czytamy w raporcie.

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne