0:00
Prawa autorskie: Tomasz Stanczak / Agencja GazetaTomasz Stanczak / Ag...
27 marca 2020

Udawana nauka online. Uczniowie tracą szansę na zdobycie wiedzy, a nauczyciele i rodzice nerwy

W środę zaczął się jeden z największych eksperymentów w historii polskiej oświaty: powszechna, obowiązkowa nauka zdalna. Nauczyciele i uczniowie na gwałt uczą się internetowych narzędzi, internet ledwo zipie, padają dzienniki elektroniczne i edukacyjne platformy. A w poniedziałek MEN chce zacząć kolejny eksperyment: próbny egzamin ósmoklasisty online

Wydrukuj

Dzień pierwszy nauki online

Środowy poranek (25 marca 2020), pierwszy dzień obowiązywania przepisów, które na czas epidemii koronawirusa nakazały szkołom prowadzenie edukacji online. Do lekcji szykują się bracia Tymek* i Antek, uczniowie podstawówki w centrum Warszawy; siódmo- i ósmoklasista.

Zajęcia mają się zaczynać według szkolnych dzwonków, tyle że czasami z kilkugodzinnymi "okienkami".

Pierwszy naukę zaczyna Antek. Na trzeciej godzinie lekcyjnej (09:50) ma polski. Przed lekcją nauczycielka wysłała link do spotkania na Google Meet. Większość uczniów bez problemu się zalogowała. Mają mieć wyłączone kamerki i mikrofony. Jak ktoś chce zabrać głos - zgłasza to pisemnie na pasku czatu i nauczycielka pozwala mu włączyć mikrofon. Temat lekcji: aforyzmy o naturze ludzkiej. Uczniowie poznają pojęcia aforyzm, sentencja, fraszka, paradoks. Wydaje się, że wszystko idzie z górki.

Jest jeden minus - równocześnie nie da się w domu pracować zdalnie, bo internet nie wytrzymuje obciążenia. Mama chłopaków kilka razy traci połączenie na swoim zdalnym spotkaniu.

Na szóstej godzinie lekcyjnej (12:45) polski ma mieć Tymek. Zajęcia również mają odbyć się na Google Meet. Mija kilkanaście minut od planowanego początku, a nauczycielki nie ma. Uczniowie opowiadają sobie dowcipy, dzielą się wrażeniami z koronawirusowej izolacji.

W końcu ktoś informuje, że lekcja odbywa się gdzie indziej - na Hangouts. Ale część uczniów - w tym Tymek - nie ma do niej linku i do klasy nie dołączy.

Ósma godzina lekcyjna (14:40) to geografia Antka. W zajęciach biorą udział równocześnie dwie ósme klasy. Początkowo lekcja ma się odbywać przez Hangouts, ale okazuje się, że przekroczony został limit uczestników i część uczniów nie może dołączyć. Nauczycielka przenosi więc spotkanie na Meeta - wysyła uczniom link do wejścia, ale ci, którzy nie byli na początku lekcji nie wiedzą, że mają go otworzyć. W końcu zaczynają się zajęcia. Trochę czasu zajmuje sprawdzenie online dwóch list obecności.

Ponieważ nauczycielka nie wprowadza zakazu używania kamerek, przeciążone połączenie cały czas się zawiesza.

Ktoś zaczyna pisać na pasku czatu o obiedzie i jakieś głupoty, dołączają inni. Ale nie wiadomo, kto co pisze, bo wszyscy uczniowie jednej klasy zalogowani są jako użytkownik „ósma a”, a drugiej - jako „ósma b”. Wiadomości na czacie jest tyle, że nawet jak ktoś chce tą drogą poprosić nauczycielkę o głos, jego wpis ginie, przysypany kolejnymi. Tak mija lekcja o Amazonii.

Dzień drugi nauki online

W czwartek pierwszy do szkoły znów „idzie” Antek. Na drugiej godzinie lekcyjnej (08:55) zaplanowano matematykę. Połączenie jest, ale transmisja nauczyciela strasznie się zacina. Uczniowie pokrzykują do niego, że go nie słyszą. Nawzajem słyszą się bardzo dobrze. Po chwili nauczyciel znika, a zdezorientowane nastolatki zostają. Przez kilkadziesiąt minut żartują, udają, że prowadzą lekcję. Nauczyciel pojawia się na chwilę pod koniec i znów znika.

Po matematyce jest godzinne „okienko”, a po nim fizyka. W lekcji znów biorą udział dwie ósme klasy. Nauczycielka organizuje quiz - jeden z uczniów zadaje innemu pytanie z fizyki, ten odpowiada i zadaje pytanie kolejnemu.

Chemia, która miała być na 5 godzinie lekcyjnej, z niewiadomych powodów się nie odbywa.

Od czwartej godziny lekcyjnej swój blok zajęć zaczyna też Tymek.

Całe szczęście, że on i Antek mają swoje laptopy - inaczej trzeba byłoby wybrać, który z nich "idzie" na lekcje albo oglądać zajęcia na telefonie.

Na początek - fizyka. Kwadrans przed lekcją nauczycielka wysyła na ogólnoklasowego maila informację, że „na chwilę obecną” nie jest w stanie uruchomić zajęć. Ale Tymek i jego koledzy zobaczą wiadomość dopiero później - tymczasem nie wiedzą więc co się dzieje. Zakładają własne spotkanie na Google Meet i usiłują zaprosić na nie nauczycielkę.

Na piątej godzinie lekcyjnej (11:40) sytuacja się powtarza. Siódmoklasiści siedzą przed komputerami i czekają na link do lekcji chemii; śmieją się i przekrzykują. Ale atmosfera jest coraz bardziej nerwowa - z głośnika słychać, że za nimi krążą zdenerwowani rodzice. Wypytują: „dlaczego nie ma lekcji?”, „czy inne dzieci też nie wiedzą, co się dzieje?”.

Pierwszy kontakt z nauczycielem udaje się nawiązać na następnej lekcji - matematyce. Parę minut przed zajęciami Tymek i jego koledzy dostają link do spotkania. Początkowo nauczycielce trudno zapanować nad rozemocjonowanymi uczniami, ale w końcu zaczyna się nauka: powtórka wiedzy o kątach. Na koniec praca domowa i wskazówki, jak przekazać rozwiązania nauczycielce.

Wieczorem rodzice siódmoklasistów dostaną wyjaśnienie, że „lekcje fizyki i chemii nie odbyły się z przyczyn technicznych, niezależnych od nauczycieli”. Ze względu na awarię dziennika elektronicznego, informację przekaże im prywatnym mailem ojciec jednego z uczniów.

Dwa dni na remanent, dwa dni na plan lekcji

Klasy Tymka i Antka będą miały tygodniowo po dwie lekcje on-line polskiego i matematyki oraz po jednym spotkaniu z nauczycielami angielskiego, drugiego języka obcego, historii, geografii, biologii, chemii i fizyki.

Nauczyciele pozostałych przedmiotów (plastyki, muzyki, informatyki, religii, etyki, wiedzy o społeczeństwie, edukacji dla bezpieczeństwa i wf) przez e-dziennik zadają uczniom materiał do samodzielnego opanowania.

Plan zajęć on-line szkoła musiała ułożyć w dwa dni robocze (23 i 24 marca). Wcześniej, na żądanie ministerstwa, dyrektorzy wszystkich szkół musieli przez dwa dni (18 i 19 marca):

  • sprawdzić, czy mają kontakt internetowy ze wszystkimi uczniami, rodzicami i nauczycielami,
  • przygotować „możliwość zdalnej realizacji programów nauczania np. z wykorzystaniem komunikatorów, grup społecznościowych, poczty elektronicznej, platform edukacyjnych, dziennika elektronicznego”,
  • przeanalizować „możliwość zdalnej realizacji tygodniowego/semestralnego rozkładu zajęć dla poszczególnych klas i oddziałów z uwzględnieniem jego modyfikacji”,
  • opracować system „zdalnego monitorowania i oceniania postępów uczniów”,
  • przygotować informacje dla nauczycieli, uczniów i rodziców o kształceniu na odległość, odnoszące się m.in. do „higieny pracy uczniów i nauczycieli” i „zasad bezpieczeństwa w sieci”
  • oraz informacje dla rodziców, jak zorganizować dzieciom warunki do nauki w domu i jak zadbać o bezpieczeństwo w sieci.

Zgodnie z rozporządzeniem ministra edukacji Dariusza Piontkowskiego,

od 25 marca nauczyciele mają już obowiązek realizować on-line program nauczania zgodny z podstawą programową. Praca uczniów ma być oceniana na bieżąco, a oceny będą wpisywane do e-dziennika.

Erupcja Vulcanu

Szkoła Tymka i Antka nie jest w swoich problemach ze zdalną edukacją odosobniona.

Rodzice uczniów z innych placówek w całej Polsce piszą w mailach do OKO.press, na forach internetowych i relacjonują w innych mediach, że odkąd ruszyła „zdalna nauka” całe dnie upływają im na organizowaniu pracy dzieci i pomaganiu im w lekcjach. A przecież wielu z nich pracuje zawodowo - zdalnie lub nie.

Nie wszyscy mają wystarczająco dużo czasu i wiedzy, by pomóc dzieciom w opanowaniu całkiem nowego materiału z historii, matematyki czy chemii (albo tyle pieniędzy, by płacić za korepetycje).

Jak pisaliśmy w artykule sprzed kilku dni, w pierwszych dniach po zamknięciu szkół, gdy nie było jeszcze obowiązku nauki on-line, ale Ministerstwo Edukacji dało już sygnał, że oczekuje od nauczycieli zdalnego kontaktu z uczniami, zaczęli oni na wyścigi wysyłać dzieciom zadania do zrealizowania. Jedni przez wiadomości w dzienniku elektronicznym, inni przez Messengera, kolejni mailem albo przez platformy edukacyjne. Jeśli przesyłali zadania tekstowe - to znów każdy w innym formacie.

Jedni zadawali ćwiczenia na jakiejś platformie edukacyjnej, inni obejrzenie filmików na YouTube, kolejni - zrobienie prezentacji na komputerze. W efekcie rodzice uczniów - zwłaszcza z młodszych klas podstawówki - pół dnia musieli asystować dzieciom w odrabianiu lekcji.

Niektóre szkoły także po wprowadzeniu obowiązku zdalnej nauki pozostały przy zadawaniu uczniom zadań do wykonania.

Nie organizują w ogóle lekcji na żywo, bo część nauczycieli i uczniów nie ma swobodnego dostępu do komputerów i nieograniczonego internetu. W wielu rodzinach na jednym komputerze pracują zdalnie rodzice i uczą się dzieci.

W środę MEN zadecydował, że gminy mogą upoważnić dyrektorów szkół do użyczenia uczniom i nauczycielom „sprzętu niezbędnego do kształcenia na odległość”. Ale nie wiadomo jeszcze, jak miałoby się to odbywać.

Ministerstwo zapewnia też, że pracuje nad rozwiązaniem problemów z zawieszającymi się dziennikami elektronicznymi i platformami edukacyjnymi. W tej chwili do niektórych dzienników wejść można właściwie tylko w nocy.

Jak informuje MEN, minister Piontkowski spotkał się z przedstawicielami firm prowadzących e-dzienniki (Vulcan, Librus itd.), którzy "podkreślili, że są to problemy przejściowe".

Według resortu, wszyscy operatorzy e-dzienników "pracują obecnie nad usprawnieniami i przywróceniem pełnej funkcjonalności swoich systemów".

„Pech” ósmoklasistów

W najgorszej sytuacji są dziś ósmoklasiści.

  • Część z nich poszła do szkoły mając 6 lat. Według zapewnień rządzących, system edukacji miał do końca szkoły podstawowej uwzględniać różnicę między nimi, a kolegami, którzy zaczęli naukę jako 7-latkowie, ale w międzyczasie rząd PiS zrobił swoją "reformę" edukacji, zwolnił kolejne roczniki sześciolatków z obowiązku szkolnego i dawne zapewnienia poszły w niepamięć.
  • W siódmej i ósmej klasie mieli zrealizować program, który kiedyś był rozłożony na trzy lata gimnazjum.
  • W siódmej klasie stracili miesiąc nauki ze względu na strajk nauczycieli, przez co tempo realizacji programu musiało być jeszcze większe.
  • Teraz, w ósmej klasie - według optymistycznych założeń - stracą miesiąc przez koronawirusa.

W normalnych warunkach mieliby dziś intensywne powtórki do egzaminów końcowych z polskiego, matematyki i języka obcego. Zamiast tego - tak jak uczniowie innych klas - dostają masę zadań ze wszystkich przedmiotów i miotają się, szukając w internecie lekcji on-line.

Ale według MEN mogą bez przeszkód za niespełna miesiąc pisać egzaminy.

„Wiemy, że są uczniowie, którzy w wolnych dniach mają codziennie korepetycje, a po korepetycjach uczą się jeszcze sami i z rodzicami. Ale państwo powinno pamiętać także o tych, którzy takiej pomocy nie mają” – mówi matematyczka z jednej z łódzkich szkół. Według niej, ministerstwo powinno wprowadzić możliwość powtarzania ósmej klasy na żądanie rodziców.

Egzamin on-line

W czwartek wieczorem rodzice uczniów z klasy Antka dostali prywatną wiadomość od jednej z mam. O przekazanie informacji prosiły wychowawczynie ósmych klas. Nie były w stanie skontaktować się bezpośrednio z rodzicami „ze względu na brak komunikacji przez dziennik elektroniczny z powodów technicznych”.

Informowały, że zgodnie z decyzją MEN po weekendzie – 30 i 31 marca oraz 1 kwietnia - odbędą się próbne egzaminy ósmych klas. Online.

W dniach egzaminów uczniowie mają pobrać testy ze strony centralnej lub okręgowej komisji egzaminacyjnej, rozwiązać je w takim czasie, w jakim robiliby to na normalnym egzaminie, zapisać rozwiązania

  • "w pliku w edytorze tekstów,
  • na wydruku (…),
  • korzystając z karty odpowiedzi, która będzie zamieszczona na stronie razem z arkuszem (plik edytowalny, w którym odpowiedzi będzie można wpisywać komputerowo albo odręcznie)
  • na zwykłej kartce papieru, numerując kolejno rozwiązywane zadania”.

Na koniec przekazać rozwiązane testy nauczycielom „np. e-mailem w formie uzupełnionych plików lub zdjęć poszczególnych kartek rozwiązań”. Po sprawdzeniu prac nauczyciele przekażą uczniom wyniki

  • "w postaci krótkiego komentarza w e-mailu",
  • "w postaci komentarzy w pliku – jeśli uczeń przesłał rozwiązania w edytowalnym pliku"
  • albo "podczas indywidualnego lub grupowego spotkania on-line"…

* imiona chłopców zostały zmienione

Udostępnij:

Bianka Mikołajewska

Od wiosny 2016 do wiosny 2021 roku wicenaczelna i szefowa zespołu śledczego OKO.press.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne