Ukraińskie i amerykańskie media donoszą o deportacjach Ukraińców z USA, którzy po przekazaniu służbom ukraińskim, są kierowani na front. Organizacje pozarządowe alarmują, że może to naruszać prawo międzynarodowe.
Od początku inwazji Rosji na Ukrainę do końca 2024 roku amerykańska służba migracyjna ICE (U.S Immigration and Custom Enforcers), według oficjalnych, dostępnych na jej stronie danych, miała deportować z USA 105 ukraińskich obywateli i obywatelek.
Szacuje się, że około 280 tys. Ukraińców wjechało do USA w ramach programu United for Ukraine (U4U) do pierwszych dni 2025. Program uruchomiony w kwietniu 2022 roku w odpowiedzi na pełnoskalową inwazję Rosji na Ukrainę miał zapewnić tymczasowe bezpieczne schronienie dla Ukraińców zmuszonych do ucieczki przed wojną.
Do udziału w tym programie kwalifikowali się obywatele Ukrainy i członkowie ich rodzin, którzy
Otrzymywali oni możliwość tymczasowego pobytu humanitarnego w Stanach Zjednoczonych na okres do 2 lat z możliwością przedłużenia, zezwolenie na pracę w USA i przyspieszone, uproszczone procedury w porównaniu z tradycyjnym wjazdem.
Wszystko zmieniło się po wyborach prezydenckich w 2024 roku.
U4U został zawieszony w styczniu 2025 roku, gdy Donald Trump objął urząd prezydenta. Podobne programy humanitarnego pobytu czasowego – obejmujące m.in. Wenezuelczyków czy Nikaraguańczyków – zostały anulowane.
Już w marcu 2025 roku, krótko po objęciu urzędu prezydent Donald Trump mówił o potencjalnej deportacji setek tysięcy Ukraińców przyjętych w ramach U4U po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji.
To sprawia, że obywatele Ukrainy w USA nie wiedzą, co czeka ich w najbliższym czasie.
Proszę o komentarz obywatelki Ukrainy, które są w Stanach w ramach U4U.
Iryna nadal jest w USA. Przyznała, że usunęła swoje konta w social mediach w 2025 roku podczas napięć między Ukrainą i USA oraz nagłośnionej działalności ICE. Obawia się deportacji. Nie chce jednak rozmawiać na ten temat.
Olga ma trzydzieści kilka lat i syna. Przed wojną była trenerką fitness i sztuk walki. Znalazła amerykańskiego sponsora i w ramach U4U wyjechała do Miami. W przeciwieństwie do Iryny nadal jest obecna w social mediach, nie ukrywa twarzy, chociaż konto nie posiada jej prawdziwych danych. W swoich social mediach często komentuje bieżące wydarzenia.
– Mamy tu dobre życie – mówi Olga. – Słyszałam o deportacjach i zatrzymaniach w mediach i wśród znajomych. Z tego, co rozumiem, dotyczy to przede wszystkim osób, które nie dopilnowały jakichś formalności z USCIS (US Citizenship and Immigration Services, urząd zajmujący się imigrantami). Dbamy o takie rzeczy, powinniśmy być bezpieczni.
Proszę też o komentarz G., byłego ukraińskiego żołnierza i medyka wojskowego, który po odsłużeniu ponad 3 lat, otrzymał na swój wniosek zwolnienie ze służby i wyjechał do Wielkiej Brytanii. Tam czekała na niego żona z synem, którzy opuścili Ukrainę w czasie wojny. G. służył na wielu najcięższych odcinkach tej wojny.
– Bardzo ciężko jest to oceniać, szczególnie mnie – mówi. – Z jednej strony jestem w tej samej sytuacji. Jeśli przekroczyłbym granicę, to prawdopodobnie też zostałbym zabrany wprost do biura rekrutacyjnego i wcielony ponownie do armii. Z drugiej strony, kraj ponosi olbrzymie straty i brakuje chętnych do służby, więc może takie działania są niezbędne. Wszystko to jest bardzo przygnębiające, ciężko jest wskazać jednoznacznie dobre rozwiązanie tej sytuacji.
Deportacje wciąż są stosunkowo rzadkie, ale sieją strach.
W trakcie drugiej kadencji Donalda Trumpa wiemy na pewno o jednym locie z 17 listopada 2025, którym deportowano 45 ukraińskich mężczyzn i 5 kobiet. Nie mamy pewnych informacji o tym, czy takich deportacji było więcej.
Mamy też szereg doniesień medialnych o osobach aresztowanych w 2026 roku, nawet pomimo przestrzegania wszystkich procedur związanych z ubieganiem się o azyl w USA lub będących tam legalnie w ramach tymczasowego pobytu humanitarnego. Głośna była też sprawa śmierci 44-letniego Maksyma Czerniaka, przebywającego w USA legalnie, który zmarł w areszcie ICE w lutym 2025 roku.
Olha Stefaniszyna, ambasadorka Ukrainy w Stanach Zjednoczonych, powiedziała w listopadzie 2025 roku, że ambasada wie o „około 80 obywatelach Ukrainy”, wobec których wydano ostateczne decyzje o deportacji „z powodu naruszeń prawa USA”.
W miesiącach poprzedzających deportację, osoby przeznaczone do deportacji zatrudniły do swojej obrony prawników oraz występowały w mediach. Najgłośniejsze były dwie sprawy mężczyzn, którzy udowadniali, że nie mają z Ukrainą zbyt wiele wspólnego.
Pierwszym z nich jest Andriej Bernik. Przyjechał do USA z ZSRR jako 13-letni uchodźca żydowskiego pochodzenia w 1990 roku. Miał kiedyś zieloną kartę, próbował zdobyć ukraiński paszport, ale go nie dostał. Został skazany za zabójstwo drugiego stopnia po strzelaninie, w której postrzelił członka swojej rodziny. Gubernator Kalifornii Gavin Newsom skrócił mu karę w 2022 roku.
Od ICE dowiedział się, że ma zostać deportowany samolotem czarterowym do Polski, a potem przekazany władzom Ukrainy. Bernik nie kwestionuje samej deportacji, tylko miejsce docelowe: twierdzi, że nie powinno się go odsyłać do kraju ogarniętego wojną. Kluczowy argument Bernika I jego prawników brzmiał: „zasługuję na deportację, ale nie do strefy wojny”.
Drugi z mężczyzn, Roman Surowcew ma podobną historię.
Urodził się jeszcze w ZSRR, przyjechał legalnie do USA w wieku czterech lat. Wychował się w Kalifornii i został stałym rezydentem. Jako młody człowiek popełnił szereg przestępstw, w tym włamanie i napad zakończony kradzieżą motocykla, za co spędził ponad 11 lat w więzieniu. Sędzia imigracyjny nakazał jego deportację już w 2014 roku, ale wtedy Ukraina nie potwierdziła obywatelstwa, a Rosja odmówiła przyjęcia, więc ICE musiało go uwolnić.
Później Surowcew nawrócił się, ożenił z obywatelką USA, ma dwoje małych dzieci i prowadzi firmę malarską w okolicach Dallas. W 2024 roku został ponownie zatrzymany, a obecnie administracja Trumpa próbuje go deportować do Ukrainy. Jego prawnicy twierdzą, że może zostać przymusowo wcielony do armii. A jako rosyjskojęzyczny może być narażony na prześladowanie. Nie dano mu pełnej szansy na wykazanie „uzasadnionej obawy” przed deportacją.
Obaj mężczyźni podkreślają, że nie znają języka ukraińskiego ani w mowie, ani w piśmie, przybyli do USA jako obywatele nieistniejącego ZSRR oraz nie otrzymali obywatelstwa Ukrainy, a z samym krajem nie łączy ich zbyt wiele. Zdaniem ich prawników wysłanie do kraju ogarniętego wojną i zmuszenie do służby wojskowe oraz potencjalnej śmierci za kraj, który nie przyznał im obywatelstwa, stanowi naruszenie ich praw.
Temat podjęła też w papierowym wydaniu z 18 listopada 2025 roku ukraińska „Nova Gazeta”. Napisała, że Surowcew jest odpowiedzialny za poważne przestępstwa a zarzut prześladowania czy utrudnionego funkcjonowania z racji braku znajomości ukraińskiego jest kłamliwy.
Ta ostatnia kwestia jest jednak kontrowersyjna: o ile w Ukrainie można dosyć łatwo porozumieć się po rosyjsku w większości sfer życia, o tyle wciąż język ukraiński pozostaje tam językiem urzędowym. To w nim deportowani będą otrzymywać wszystkie dokumenty i załatwiać sprawy, także te związane z potencjalnym poborem wojskowym.
Z 83 przeznaczonych do deportacji osób, 33 nie znalazły się ostatecznie w listopadowym locie. Ich deportacje zostały zawieszone lub odroczone. Nie udało nam się znaleźć publicznie dostępnych informacji o tym, czy Bernik i Surowcew zostali deportowani: obaj występowali kilkukrotnie w mediach, zarówno osobiście, jak i przez prawników. Po dacie deportacji nie znaleźliśmy ich publicznych wypowiedzi. Amerykański zespół Newsweeka również przyznał po deportacji, że nie jest w stanie ustalić losu Surowcewa.
Przestrzeń powietrzna nad Ukrainą jest zamknięta dla lotów cywilnych od 24 lutego 2022 roku, czyli od początku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Decyzję podjęto natychmiast ze względu na zagrożenie związane z działaniami wojennymi, w tym atakami rakietowymi i aktywnością lotnictwa wojskowego.
Wyjątki dotyczą sporadycznych lotów wojskowych lub specjalnych operacji. Dlatego deportacje muszą odbywać się przez granicę lądową jednego z państw sąsiadujących z Ukrainą. Najprostszym rozwiązaniem jest deportacja przez Polskę.
Monitor lotów ICE, prowadzony przez NGO Human Rights First, śledził listopadowy lot deportacyjny w czasie rzeczywistym – od momentu jego startu z Phoenix w stanie Arizona aż do lądowania we wtorek, 18 listopada na lotnisku w Jasionce pod Rzeszowem, w pobliżu granicy z Ukrainą. Ukraińcy mieli być w czasie lotu skuci kajdankami. Następnie 50 deportowanych miało zostać przewiezionych przez polsko-ukraińską granicę.
Amerykańskie media, w tym „Washington Post” donosiły, że Ukraina zmieniła politykę i współpracuje z USA w zakresie wydalania niektórych imigrantów. Kijów chce utrzymać poparcie Waszyngtonu w walce z rosyjską agresją.
Anonimowy doradca prezydenta Wołodymyra Zełenskiego miał powiedzieć „Washington Post”, że Stany Zjednoczone mogą „deportować tylu obywateli, ilu chcą”, i że „znajdzie się dla nich odpowiednie zastosowanie”. W obecnej sytuacji obie strony transferu, zarówno Ukraina, jak i USA wydają się popierać deportację.
Jak z perspektywy praw człowieka wygląda deportacja do państwa, w którym trwa wojna?
UNHCR, agencja ONZ zajmująca się uchodźcami, wielokrotnie ostrzegała, że żadna część Ukrainy nie jest bezpieczna. Rakiety spadają i zabijają cywilów również w Zachodniej Ukrainie. Deportowanie Ukraińców, włącznie z tymi, których wnioski azylowe zostały odrzucone, stoi w sprzeczności z jej rekomendacjami i prawem międzynarodowym.
„Niektóre kraje odrzuciły wnioski o azyl lub inne formy ochrony, a także pomoc dla Ukraińców, uzasadniając to tym, że części Ukrainy są bezpieczne lub że dana osoba mogłaby znaleźć bezpieczeństwo w innych regionach kraju. Te ataki przypominają nam, że żadna część Ukrainy nie jest bezpieczna. UNHCR zachęca wszystkie państwa przyjmujące uchodźców z Ukrainy do dalszego zapewniania ochrony i wsparcia osobom uciekającym przed wojną” – możemy przeczytać w stanowisku z listopada 2025 roku.
Listopadową deportację potępia też organizacja Human Rights First.
„Urzędnicy USA nie powinni zmuszać Ukraińców do zaakceptowania powrotu groźbami długotrwałego zatrzymania lub deportacji do kraju trzeciego. Organizacja Human Rights First zdecydowanie przestrzega przed przedwczesnymi powrotami, ponieważ narażają one życie” – możemy przeczytać w oświadczeniu organizacji.
„W obliczu trwającego konfliktu zbrojnego i śmiercionośnych ataków z powietrza jest aż nadto jasne, że to nie jest czas na powroty do Ukrainy” – powiedziała Eleanor Acer, starsza dyrektorka ds. globalnej ochrony humanitarnej. „Wysyłanie osób mających współmałżonków i dzieci będących obywatelami USA do strefy wojny niszczy ich rodziny w Stanach Zjednoczonych. W takich zagrażających życiu okolicznościach wszelkie powroty do Ukrainy muszą być w pełni i rzeczywiście dobrowolne”.
Jednak to nie rakiety spadające na cywilne budynki są głównym zmartwieniem deportowanych. Zgodnie z prawem ukraińskim wszyscy mężczyźni w wieku od 25 do 60 lat podlegają mobilizacji. Według Ministerstwa Obrony Ukrainy, około dwóch milionów z nich jest obecnie „poszukiwanych” za unikanie poboru, a około 200 tys. żołnierzy przebywa poza jednostką bez oficjalnego zwolnienia.
Na Ukrainie status „poszukiwany” przysługuje osobom, które nie zaktualizowały swoich danych lub naruszyły zasady mobilizacji.
24 z 45 mężczyzn deportowanych w listopadzie 2025 zostało uznanych za uchylających się od poboru i przewiezionych do jednostek szkoleniowych. Niektórzy z nich mieli być skierowani do służby, mimo problemów zdrowotnych.
CNN dotarło do kilku mężczyzn, którzy zostali deportowani w ramach wspomnianego lotu.
Jeden z deportowanych, 28-letni tatuażysta Wołodomyr Dudnyk, prosto z granicy został przesłany do jednostki szkoleniowej, gdzie po 51 dniach nauki został skierowany na front jako pilota dronów. Nie pozwolono mu zobaczyć się z rodziną przed skierowaniem na front.
Dudnyk miał dostać się do USA legalnie w 2019 roku w ramach wymiany studenckiej. Następnie korzystał z wizy studenckiej, którą jednak stracił, bo nie uczęszczał na zajęcia. Następnie ubiegał się o azyl – jego sprawa nie została rozpatrzona, a on sam otrzymał pozwolenie na pracę podczas oczekiwania na rozpatrzenie wniosku azylowego. Jednocześnie Dudnyk miał być skazany za wykroczenia drogowe oraz oskarżony m.in. o napaść, włamanie i jazdę pod wpływem alkoholu. Te zarzuty nie zakończyły się jednak skazaniem.
Wśród deportowanych miała być też osoba praktycznie nieznające ukraińskiego, która mieszkała w USA od dziecka oraz osoby posiadające w USA rodziny z dziećmi. Opis jednej z osób pojawiających się w tekście CNN pasuje do Surowcewa (i częściowo do Bernika) jednak ich tożsamość nie została potwierdzona.
Część deportowanych przyjechała do USA w ramach wspomnianego U4U, jednak odmówiono im przedłużenia pobytu.
Ukraińcy deportowani z USA mówią o udziale polskich urzędników i służb w procesie deportacji. Tomasz Pietrzak, prawnik Stowarzyszenia Interwencji Prawnej, pomagający migrantom komentuje: „Moi klienci, których Polska deportuje do Ukrainy, też trafiają na front. Od razu po zatrzymaniu i przekazaniu ukraińskiej służbie dostają przydział do wojska”.
Kiedy pytam go, czy nie jest złamanie zasady non-refoulment – jednej z podstawowych zasad międzynarodowego prawa uchodźczego, zakazującego deportować osoby do krajów, gdzie mogą paść one ofiarami przemocy lub być narażone na śmierć, tłumaczy:
„Jeśli w grę wchodzi przesłanka zagrożenia bezpieczeństwa państwa i porządku publicznego, wtedy dopuszcza się natychmiastowe wydalenie cudzoziemca. Często jednak taką decyzję się wstrzymuje. Dlatego osoby po odbyciu kary i opuszczeniu zakładów karnych są u nas zazwyczaj przewożone do SOC, strzeżonych ośrodków dla cudzoziemców. W Polsce decyzja o zobowiązaniu do powrotu ze względu na zagrożenie bezpieczeństwa państwa i porządku publicznego ma sankcję natychmiastowej wykonalności, więc można kogoś teoretycznie zatrzymać, wydać decyzję o zobowiązaniu do powrotu i natychmiast ją wykonać, ale robi się to w przypadkach wyjątkowych”.
„Powinno się robić w takich sytuacjach test proporcjonalności. Sprawdzić, czy zagrożenie wynikające z pobytu takiej osoby na terytorium Polski uzasadnia tak surową sankcję jak deportacja. Jednak organy praktycznie tego nie robią. Widzieliśmy to, chociażby po koncercie Maksa Korża, kiedy decyzje o zobowiązaniu do powrotu z powodu zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa i porządku publicznego wydawano nawet tym osobom, które miały sprawy wykroczeniowe o zakłócanie porządku publicznego, bo przeskakiwały przez barierki na stadionie” – tłumaczy Pietrzak.
Wysłaliśmy zapytanie do rzeczników SG, MSWiA i MSZ oraz do ukraińskiego konsulatu. Prosiliśmy o komentarz i pytaliśmy m.in. o
Ambasada Ukrainy w Polsce odpisała nam, że nie posiada informacji o deportowaniu Ukraińców przez ICE, o które pytaliśmy.
Rzeczniczka Straży Granicznej, major Anna Sobieska-Tekień opisała nam: „Uprzejmie informuję, że wykonawcą deportacji była amerykańska służba ICE. Polska Straż Graniczna, w ramach swoich ustawowych zadań, udzieliła wsparcia w zakresie kontroli granicznej cudzoziemców na wyjazd z terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Pozostałe szczegóły w tym zakresie ustalane były między właściwymi instytucjami Stanów Zjednoczonych i Ukrainy”.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych odpowiedziało nam, że MSZ nie jest podmiotem właściwym do odpowiedzi pytania – m.in. o zgodność deportacji osób do Ukrainy z prawem międzynarodowym i odesłało nas do MSWiA.
MSWiA odpisało nam, że „odpowiedzi w tej sprawie udzieliła Straż Graniczna”, mimo otrzymania przez MSWiA innego zestawu pytań niż SG.
Większość naszych pytań nie doczekała się odpowiedzi.
Uchodźcy i migranci
Ukraina
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji
Ministerstwo Spraw Zagranicznych
mobilizacja w Ukrainie
wojna w Ukrainie
Analityk Fundacji Kaleckiego, absolwent MISH, realizował projekty badawcze m.in. związane z Partnerstwem Wschodnim
Analityk Fundacji Kaleckiego, absolwent MISH, realizował projekty badawcze m.in. związane z Partnerstwem Wschodnim
Komentarze