0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Uchodźczynie z Odessy w dramatycznej sytuacji w PolsceUchodźczynie z Odess...

Uwaga! Zbiórkę „Pomóżmy Ukraińcom” znajdziesz tutaj. Przeczytaj i dołącz do nas.

Marija ma inne imię, a jej dzieci nie nazywają się wcale Hanna i Andrij, a 75-letnia mama to nie Sofija. Marija życzy sobie, żeby maksymalnie ukryć, kim jest i gdzie mieszka. Jej telefon dostaję od Galiny Andruszków z Fundacji Uniters, gdzie Marija zaopatruje się w jedzenie, jakie fundacja rozdaje Ukrainkom i Ukraińcom. Jest jedną z kandydatek do pomocy w ramach zbiórki „Pomóżmy Ukraińcom”, którą organizujemy razem z fundacją Polskie Forum Migracyjne.

Dostaję informację, że Marija ma dwoje dzieci z autyzmem i chorą na cukrzycę mamę, która na dodatek złamała rękę. Chciałbym podjechać razem z Mikołajem Tyczyńskim, naszym wideo-specem, i nagrać jej apel o pomoc, żeby otworzyć serca tych, którzy jeszcze nie wzięli udziału w zbiórce. Pomagamy grupom Ukrainek i Ukraińców, którzy w wyniku ustawy wygaszeniowej znaleźli się w szczególnie dramatycznej sytuacji.

Przeczytaj także:

Marija odbiera telefon, ale szybko się okazuje, że wideo nie będzie. Ledwie jest w stanie mówić o tym, jak sobie radzi z tym wszystkim. Jest na granicy płaczu, rozpaczy, załamania. Jak wiele uchodźczyń i uchodźców obawia się też tego, jak może zostać potraktowana. Obawia się reakcji sąsiadów, a także obcych osób w autobusie, gdy podróżuje z Andrijem – ludzi, którzy mogliby uznać ją za „roszczeniową Ukrainkę”.

Marija: Ciężko mi o tym mówić. Mam dziecko w znacznym stopniu autyzmu i codziennie muszę się z tego tłumaczyć. Mieszkanie to taka zona komfortu dla moich dzieci i mojej mamy, starszego już wieku. Mama ma nadciśnienie, cukrzycę i ostatnio zamknęła się w sobie. Nie mam tu w ogóle nikogo, jakiejś koleżanki. Jestem z tym wszystkim sama. Proszę zrozumieć, że nie chcę nagrania, nie chciałabym wszystkim mówić o tym, bo jest bardzo ciężko. Przepraszam, że tak mówię.

Jestem z zawodu nauczycielką matematyki, mam uprawnienia do nauczania nauczycieli. Ale kiedy urodziły się dzieci, to już do pracy iść nie mogę. Andrij jest trudny, może w każdej chwili coś kopnąć, zrzucić komuś telefon.

Dziękuję bardzo, że pomagacie nam z Ukrainy. To jest, nie wiem, jak po polsku, cinno.

Piotr Pacewicz, OKO.press: Wartościowe.

Bo dużo ludzi potrzebuje wsparcia, bo są sytuacje życiowe, choroby, to jest emigracja, jak wyrwany człowiek z korinnjami. No i teraz nie wiadomo, co z nami będzie dalej.

Miałam 800 plus, a teraz nie wiem. Powinnam pójść, wyjaśnić w ZUS-ie, ale nie mogę, bo Andrij jest za aktywny. Teraz jest chwila spokoju, bo poszedł do przedszkola, ale on często choruje i zostaje w domu. Ale muszę się zająć tym 800+ [ukraińscy rodzice zachowali prawo do 800 plus tylko, jeśli pracują, w odróżnieniu od polskich, którzy dostają to świadczenie bezwarunkowo – red.].

Te ostatnie dni są ciężkie, mój synek ma duży regres. Od piątej rano do późnej nocy jestem z nim. Ma już siedem lat i objawy agresji, bo nie rozumie, bo nie umie się komunikować. Na studiach nauczycielskich uczyłam się o integracji sensorycznej, o autyzmie, wiem, co się z nim dzieje.

Hanna ma dziewięć lat i zespół Aspergera. To jest wysokofunkcjonalna dziewczynka, ale ma też zaburzenia metabolizmu. Hanna jest bardzo – jak się mówi, że jak ktoś powie coś do niej źle, jedna pani jej powiedziała, że w Polsce się nie mówi po ukraińsku, to bardzo źle to znosi?

Wrażliwa.

Jest wrażliwa i też pracujemy nad tym, chodzi do psychologa, w ogóle dostaje duże wsparcie w szkole. Ja bardzo dziękuję państwu polskiemu, że jest możliwość chodzenia do szkoły i Andrija do przedszkola. Hanną zajmuje się psycholog i w szkole ma duże wsparcie.

Dobrze, że chociaż to zostało.

Tak, to jest super. Ale nie wiem, jak będzie dalej. Hania potrzebuje wsparcia specjalistycznego, lekarstw, pracy z fizjoterapeutą. Teraz mnie nie stać. Andrij ma rehabilitację w przedszkolu, to jest przedszkole terapeutyczne. Za szkołę i przedszkole nie płacimy, tylko za jedzenie.

Z czego się utrzymujecie?

Miałam dwa razy 800 plus, to jest 1 600 i starczało na jedzenie. Dalej dostaję świadczenia pielęgnacyjne na Andrija, z tego żyjemy. To jest ogromne wsparcie, 3200 zł na dziecko ze znacznym stopniem inwalidztwa, to mamy na wynajem mieszkania.

Nie mogę pracować. Za duże ma synek regresy. Kiedy uda się, że pójdzie do przedszkola, to muszę zrobić wszystko inne i mieć czas dla Hani, która ma swoje potrzeby. Pracuję na dwie zmiany.

Andrij powinien chodzić na rehabilitację, bo jak nie chodzi, to ma jeszcze większy regres i agresję. Nie mam teraz pieniędzy.

Muszę wyjaśnić te 800 plus. Żeby Andrij chociaż te kilka dni pochodził do przedszkola, to może zdążę. Trzeba dojechać do tego ZUS-u, a tam są duże kolejki, a mam tylko trzy godziny.

Moja mama ma 75 lat, złamała rękę i niestety nie może pomagać jak rok temu. I już tak będzie, bo ma cukrzycę i ręka nie tak pracuje, jak potrzebna. Andrij ma już 135 cm, jest silny, choć chudy.

Dostaje leki. Oboje dzieci dostają leki. Mój syn ma też zaburzenia metabolizmu, jak córka. Dziękuję Bogu, że Hania mimo tego Aspergera jest wysoko funkcjonalna, ma spektrum, ale nie takie jak Andrij. Ale ona powie, kiedy coś boli. Andrij nie może tego powiedzieć. On to pokazuje agresją, płacze, krzyczy i nie wszyscy lekarze chcą z nim pracować.

Taki trudny dzień matki. Poświęca się pani...

No trudne dziecko, trudne, ale ja lubię swoje dzieci, kocham. 26 maja będę miała czterdzieści dwa lata. Nie jest to poświęcenie – to są moje dzieci.

Teraz nam brakuje pieniędzy. Na leki, bo mama miała refundację leków, a teraz nie ma. Musi przyjmować leki na nadciśnienie, na serce i metforminę na cukrzycę. Jak nie mamy leku, to jej ciśnienie skacze, ma też problemy z nogami, od wojny jest jej gorzej i od tego się nerwy takie porobiły.

Trochę jak trzecie dziecko dla mnie.
Także takie zdjęcie przysłała nam Marija. Trzyma za rękę swoją mamę

Kiedyś mi powiedziała, że nie jest taka stara jeszcze, ale muszę pilnować jej tego cukru i ciśnienia. Tak, ale dziękuję Bogu, że mama może mi jakoś godzinę czy dwie pomóc z Andrijem, bo to jest ich babcia, to są jej wnuki. Jakby jeszcze była możliwość rehabilitacji, żeby trochę się opanował... Trochę umie chodzić i muszę uważać, bo on może ubiec. Dzieci z ciężkim stopniem autyzmu wyrywają się rodzicom, wylatują na drogę.

Nie mam, wie pan, czucia bezpieczeństwa. Chodziliśmy prywatnie na rehabilitację, bo państwowe placówki takich dzieci nie biorą. Teraz, jak nie będzie 800 plus, to nie wiem.

My mieszkaliśmy w Ukrainie koło koszarów i lotniska wojskowego. Andrij ma zaburzenia słuchowe i te wszystkie wybuchy dla niego to byłoby bardzo, bardzo trudne. Jak w mieszkaniu obok robią remont i jest taki drill, nie wiem, jak to poprawnie, taki aparat dla budownictwa, to dla niego nie do wytrzymania, wychodzimy, żeby nie czuł tego dźwięku.

Przepraszam, że tak wszystko mówię.

Bardzo mi pomaga pani Halina [Andruszków]. W fundacji [Uniters] mają też możliwości dla takich dzieci jak mój Andrij z nietolerancją glutenu, a Olga z nietolerancją laktozy. I jeszcze mama, to pan już wie, z cukrzycą, potrzebuje specjalnej diety. Trzy diety mam w rodzinie i Fundacja Uniters pomaga. Jeżdżę do nich raz w tygodniu, kiedyś częściej. Dziewczyny zostawiają mi czy do lodówki odłożą coś takiego, bo Andrij mało co je, tylko te bezglutenowe bułki. Super, że jest taka pomoc, bo jedna taka bułka kosztuje 12 złotych. Moje dziecko zje dwie czy trzy za jeden dzień.

Jeszcze nam brakuje na pampersy, bo Andrij jest w pieluchach. Chłopak już duży, ale ma jeszcze problem. Robię mu treningi czystości, ale to nie zawsze się udaje. Z fundacji pani Haliny, dużo dopomaga, coś dietetycznego, chleb, no i pieluchy. Bywa, że sałatki.

Od poniedziałku do soboty coś zawsze tam dostaniesz. Jak już nic nie ma, to jest chleb.

Jest takie powiedzenie, że jak jest chleb to jest życie.

Ciężko jest, na przykład wózek. Bo on jeździ w specjalnym wózku. Ten już jest połamany.

Przyjechałam do Polski w 2022 roku, jak Andrij wyszedł ze szpitala, bo był w bardzo złym stanie. Jak się zaczęła wojna, wybuchy i alarmy, jak był alarm, to on zaczyna krzyczeć i płakać.

Kiedy twoje dziecko płacze i krzyczy... To jest straszne, najgorsze.

Myśmy mieszkali w bardzo pięknym mieście, w Odessie, na przedmieściach. Godzina i pół do morza. Ale teraz tam, gdzie nasze mieszkanie, są wojskowe jednostki. My tam już nie jeździmy, ja bym z Andrijem nie dała rady.

A może podjechalibyśmy do pani i już nie nagrywali wywiadu, tylko zrobili parę zdjęć?

Może kiedyś, może nie dzisiaj, może nie w następnym tygodniu, może za miesiąc. Może. Ale to mieszkanie jest takie, jak to się nazywa, że tutaj nikt nie przychodzi do mnie. Zona komfortu. Może to pan zrozumie to bardzo dobrze.

Rozumiem wszystko, ale może ja pani też wytłumaczę, o co mi chodzi z tym zdjęciem. W naszej zbiórcePomóżmy Ukraińcom” mamy 1,7 mln zł i wpłaty zamierają. A jeszcze zostawiamy rezerwę pół miliona na lipiec, kiedy z Ośrodków Zbiorowego Zakwaterowania zaczną wyrzucać dzieci i starsze osoby, które mają w Polsce dorosłe dzieci lub wnuki.

Tak, wiem, to straszne, nie rozumiem. Tam są starsi ludzi z Mariupola, z Charkowa, nie mają gdzie wracać.

Zależy mi na tym, żeby napisać tekst „Dzień Ukraińskiej Matki”. Bo dzisiaj jest Dzień Matki w Polsce. Przydałoby się zdjęcie, bo to zawsze lepiej, gdy ludzie mogą na własne oczy zobaczyć, komu pomagają.

Ja przepraszam bardzo, powiem panu historię, a pan pomyśli, może pan zrozumie. Dużo ludzi zna i Andrija, i mnie, oni by mnie rozpoznali. Opowiem panu, jak z Andrijem jeździłam na autobusie i on zrobił kupę. Przepraszam, bo to będzie opowieść nie taka piękna dla mediów. I on dostaje tę kupę, wyjmuje. Myśli, że to jest taka zabawa. Wszyscy to w autobusie widzą. Ja to wycieram i dużo ludzi na mnie patrzy.

Że Ukrainka robi tutaj takie rzeczy w naszym autobusie.

Dlatego nie chcę być medialna. Żeby pan zrozumiał. Ja to odczuwam codziennie, codziennie to przeżywam. Nie codziennie kupę, ale codziennie coś mam, albo coś rozbije, albo się rozbierze. Rozumiem reakcje ludzi. Ale tak samo rozumiem, że to jest chore dziecko i też ma prawo jechać w tym autobusie.

Jestem bardzo, bardzo wdzięczna Polsce za to, co mam, za to, że żyję tam, gdzie nie ma wybuchów. Że mam bezkosztowo szkołę, przedszkole. Ale nie chcę robić na stronie medialnej, żeby... No i tak dużo ludzi wie, jak my wyglądamy. Nie wiem, czy pan mnie zrozumiał?

Jestem teraz głową mojej rodziny, cztery osoby. Muszę iść do pracy, ale nie wiem kiedy, muszę jeszcze trochę wyciągnąć moje dziecko. Nawet mam już nostryfikację dyplomu, mogłabym pracować w Polsce, ale nie ma możliwości, nie ma, jeszcze nie ma.

Nie chcę, żeby moi sąsiedzi się zorientowali, już i tak słychać, że panoszą się ci Ukraińcy, a tu jeszcze dzieci z autyzmem.

Nie chciałabym, żeby tu była przykuta uwaga.

Ja o nic nigdy nie proszę sąsiadów. Myślę, że i tak dużo mam. Tylko nie wiem, jak to będzie dalej z tym CUKR. Czy będą nadal te pieniądze.

Mogę spróbować zrobić zdjęcie, jak moje dziecko mnie pozwoli zrobić. Dzieci nie będę fotografować, ale siebie z mamą, tak, żeby nie było wyraźnie widać.

Niech się pani trzyma, co mogę więcej powiedzieć? Ciężkie to życie. Najlepsze życzenia dla pani z okazji Dnia Matki. I dla pani mamy.

Dziękuję, spróbuję to zdjęcie. Ale nie wiem, czy wyjdzie.

Dosłownie chwilę później Marija przysłała selfie z mamą. Pochwaliła się prezentem, który – jak napisała – dostała od swojego syna. Pracę wykonał w przedszkolu.

praca plastyczna w kształcie dłoni
dłoń dziecka
Na zdjęciu Piotr Pacewicz
Piotr Pacewicz

Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze