Mieszkańcy ośrodków zbiorowego zakwaterowania na mocy wyjątku w ustawie wygaszeniowej powinni nadal mieć prawo do bezpłatnego leczenia. Są jednak przypadki, kiedy ci ludzie są odsyłani od instytucji do instytucji, zanim trafią do lekarza
Pani Nina* z mężem mieszkają w ośrodku zbiorowego zakwaterowania dla uchodźców z Ukrainy. Są w wieku emerytalnym. Według przepisów ustawy wygaszającej pomoc dla obywateli Ukrainy, która weszła w życie 5 marca 2026 roku, mieszkańcy OZZ (tak samo, jak dzieci, ofiary tortur lub gwałtu, oraz kobiety w okresie ciąży) zachowują bezpłatny dostęp do opieki medycznej, nawet jeśli nie są ubezpieczeni w Polsce.
W ich przypadku konieczne jest – oprócz statusu UKR – aktualne zaświadczenie o zamieszkiwaniu w ośrodku zbiorowego zakwaterowania, które jest ważne 7 dni.
– Wzięliśmy takie zaświadczenie i poszliśmy do przychodni. Wcześniej inni mieszkańcy OZZ już korzystali z tego rozwiązania, więc nie spodziewaliśmy się problemów – opowiada Nina. Jednak próba wykazania, że przysługuje im bezpłatna opieka medyczna w tej przychodni, zajęła trzy tygodnie i nie zakończyła się sukcesem.
Oto jak to się odbywało.
*Zmieniłam imię bohaterki na jej prośbę, nie podaję też nazwy szpitala i niektórych okoliczności, ponieważ to jej zdaniem może mieć dla nich negatywne konsekwencje.
Zbieramy pieniądze dla uchodźców, którzy w wyniku ustawy wygaszającej stracili opiekę medyczną, 800+, zasiłki czy miejsce w DPS, bo politycy zdecydowali, że wsparcie należy się tylko tym, którzy pracują. Tysiące osób znalazło się w dramatycznej sytuacji.
Zbiórkę „Pomóżmy Ukraińcom” znajdziesz tutaj.
Dołącz do nas w geście solidarności z Ukrainą, w obronie ludzi bezradnych, a także naszego polskiego sumienia. Organizatorami zbiórki są OKO.press i Polskie Forum Migracyjne.
– Poszliśmy do przychodni, do której chodziliśmy wcześniej. Mój mąż jest po leczeniu onkologicznym, musi chodzić na wizyty kontrolne do onkologa, wykonywać badania, które robią w przychodni. Do tego w naszej przychodni pracuje internista, mówiący po ukraińsku – mówi Nina.
– W przychodni poinformowano nas, że w związku ze zmianami w przepisach dotyczących opieki medycznej dla Ukraińców posiadających status UKR pracownicy rejestracji przeszli szkolenie, ale nie rozumieją naszej sytuacji. Według systemu NFZ nie posiadamy ubezpieczenia zdrowotnego i nie mogą nas przyjąć bezpłatnie.
Wrócili z mężem z niczym. Tydzień później poszli do przychodni z nowym zaświadczeniem, w którym było wyraźnie zaznaczone, że przysługuje im bezpłatna opieka medyczna. Wydrukowali też z internetu wyjątki z przepisów.
– To był koszmar, więcej do tej przychodni nigdy nie pójdę – mówi Nina.
Pani w recepcji nie chciała zapisać męża Niny na wizytę do internisty. Nina zadzwoniła do NFZ, urzędniczka potwierdziła, że mają prawo do korzystania ze świadczeń zdrowotnych. Nina przekazała słuchawkę pani w recepcji, ale ta zaczęła wydzwaniać do kierownictwa i odesłała Ninę z mężem do oddziału NFZ.
– Wszystko robiliśmy, jak należy. Uznaliśmy, że po prostu do przychodni nie dotarły odpowiednie informacje – mówi Nina. Choć od wejścia w życie przepisów minął ponad miesiąc.
– Nie jesteśmy ludźmi, którzy lubią wchodzić w konflikty. Mąż ma zaplanowaną wizytę kontrolną u onkologa na lato, więc chcieliśmy wcześniej się przekonać, że przepisy działają. Jest w remisji, nie ma żołądka. Miał operację jeszcze w Ukrainie. Potrzebuje leków, nie możemy ich kupić bez recepty. Ja mam problemy ortopedyczne.
– Chodziliśmy wcześniej do tego szpitala, dobrze nas traktowali. Ale jak tylko weszła ta ustawa, to zniknęło. Jakby te wszystkie uśmiechy, współczucie, jakie nam okazywali, były fałszywe. Bardzo się rozczarowałam, że ci sami ludzie, zaczęli nas traktować zupełnie inaczej. To jest ich prawdziwe oblicze? – zastanawia się Nina. – Rozumiem, że mówili: nie możemy was przyjąć, bo według systemu nie macie ubezpieczenia, nie możemy płacić z własnej kieszeni. Ale to nie jest do końca tak.
– Zwróciliśmy się również do kierowniczki przychodni z prośbą o pomoc w tej sprawie. I wtedy zaczęło się… Zamiast samodzielnie zapoznać się z przepisami prawnymi w Polsce i ich przestrzegać, pracownicy przychodni zaczęli nas odsyłać od jednej instytucji do drugiej. Początkowo sądziliśmy, że nasze starania pomogą pracownikom zrozumieć przepisy i otrzymamy bezpłatną pomoc medyczną. Jednak spotkaliśmy się z bezdusznością i niegrzecznością. Jakbyśmy natrafili na ślepą ścianę, bez nadziei na wyjście.
Było nam ciężko i przykro, jesteśmy osobami w podeszłym wieku z chorobami. Jesteśmy zmuszeni z powodu wojny i niebezpiecznej sytuacji w naszym przyfrontowym mieście Charkowie przebywać w obcym kraju. Mamy trudności z porozumiewaniem się w obcym języku (chociaż uczyliśmy się go tutaj na kursach), nie rozumiemy systemu opieki zdrowotnej w Polsce. Nikt w tych urzędach nie próbował nam pomóc.
Kierowniczka przychodni skierowała małżeństwo do urzędu dzielnicy, w której znajduje się OZZ, w którym mieszkają.
– Tam powiedziano nam, że nie zajmują się sprawami opieki medycznej. Ponadto pracownica zajmująca się kwestiami legalizacji dodała od siebie następującą uwagę: „Jesteście w Polsce już dość długo. Dlaczego do tej pory nic nie zrobiliście, aby się zalegalizować? Nie macie kart pobytu!” Musieliśmy się tłumaczyć: „Mamy status UKR, zgodnie z prawem mamy legalny pobyt do marca 2027 r. Mamy po 71 lat, jesteśmy chorzy i nie mamy szans na znalezienie pracy oraz uzyskanie karty pobytu na tej podstawie” – opowiada Nina.
Następnie skierowano parę do oddziału NFZ w województwie mazowieckim. Pojechał z nimi pracownik organizacji humanitarnej. Tam pani sprawdziła wszystkie dokumenty i potwierdziła, że Nina z mężem nadal mogą korzystać ze świadczeń zdrowotnych (z pewnymi wyjątkami) w Polsce. Pracownik organizacji humanitarnej poprosił o wysłanie wyjaśnienia do tej przychodni, jakie kategorie uchodźców mogą korzystać z opieki medycznej. „Tego nie robimy” – brzmiała odpowiedź. Doradzili, żeby napisać skargę do Rzecznika Praw Pacjentów.
– Mam wrażenie, że oni celowo nie udzielają wyjaśnień, żeby utrudnić dostęp do szpitali i zniechęcić ludzi – uważa Nina.
Gwoli sprawiedliwości – jak pisaliśmy – na stronie NFZ 5 marca pojawił się komunikat o zmianach dla placówek medycznych i aptek i są w nim informacje, komu nadal przysługuje bezpłatna opieka medyczna. 11 marca został opublikowany też komunikat dla uchodźców pt. „Pacjent z Ukrainy. Co się zmieniło od 5 marca 2026 roku?” i zawiera on też ukraińską wersję.
– Wygląda na to, że mamy prawo do tych świadczeń, ale mechanizm nie został jeszcze dopracowany, nie możemy skorzystać z tego wyjątku i nikt nie chce nam pomóc – mówi Nina.
W tym samym dniu znowu poszli do przychodni. Powiedzieli, że w oddziale NFZ mówili pisać skargę, choć nie chcą tego robić, ale nie mają wyjścia. Panie z recepcji zadzwoniły do kierowniczki. „Przyjdźcie jutro, przyjmiemy was”.
– Tymczasem pan z organizacji humanitarnej, który nam pomagał, zadzwonił do centrum kryzysowego województwa. Powiedział, że jutro mogą nas przyjąć, a co jeśli potem znowu będą odmawiać? W centrum doradzili, żeby koordynator ośrodka napisał do nich list, że mieszkańców ośrodka nie przyjęli w przychodni. Koordynatorka wysłała list, czekaliśmy dwa tygodnie na odpowiedź.
– Napisali, że będą wyjaśniać tę sprawę, ale nie było w nim wyjaśnień dla przychodni, że mamy prawo do świadczeń zdrowotnych. Z odpowiedzi też wynikało, że to zaświadczenie nie ma żadnego sensu i że to trzeba załatwiać przez województwo. Choć wcześniej, jak dzwoniliśmy, mówili nam, że oni nie wydają takich zaświadczeń. Zamknięty krąg – kontynuuje Nina.
Myśleli z mężem, że przyszła pozytywna odpowiedź, i znowu poszli do przychodni. Panie na recepcji powiedziały, że nic nie przychodziło i poprosiły o wydrukowanie odpowiedzi z województwa.
– Pomyślałam, że jeśli sama wydrukuję, to mogą powiedzieć, że nie wiadomo, co im przyniosłam. Poprosiłam o adres mail, żeby nasza koordynatorka mogła przesłać im oficjalną odpowiedź – opowiada Nina. – I zaczęło się coś strasznego. Wszyscy pracownicy rejestracji zaczęli na mnie krzyczeć. Było nieprzyjemnie, bałam się. Nie krzyczeli nawet do mnie, tylko do ludzi na sali, jakby czekali na jakąś reakcję ze strony Polaków. Na początku nawet nie zrozumiałam, że to dotyczy mnie. Nie lubię awantur i zawsze staram się postępować zgodnie z prawem. Krzyczeli, że Polska nie powinna was obsługiwać. Żeście już… Krzyczeli różne nieprzyjemne rzeczy. Dostałam ten adres e-mail, wróciłam i powiedziałam mężowi, że więcej tam nie pójdę. Może pójdziemy do tej przychodni, która jest tuż obok OZZ.
Wcześniej, tuż po wejściu ustawy w życie, Nina korzystała z zaświadczenia z ośrodka podczas wizyty do ginekologa. Było honorowane i była to ta sama przychodnia. Tylko – jak mówi – w ginekologii była osobna recepcja.
– Byłam umówiona na tę wizytę przed zmianami. Na biurku leżała koperta z napisem „nieubezpieczona”, ale pokazałam zaświadczenie, pani zrobiła kopię, dodała do mojej sprawy, ginekolog mnie przyjął – mówi.
Nina z mężem są z Charkowa.
– Za wcześnie wracać. Nasz dom w 2022 roku został zniszczony. Nawet nie o to chodzi, tylko tam są codziennie trzy, cztery naloty. Ludzie kładą się spać i nie wiedzą, gdzie trafi – opowiada. I dodaje: – Dzięki Bogu, biorąc pod uwagę diagnozę męża, nic złego się nie wydarzyło. Znajomy miał zapalenie wyrostka robaczkowego, szpital wystawił mu taki rachunek, że teraz nie może go opłacić. Chcą już pojechać do domu, ale boją się przekraczać granicę, bo mają dług.
Pytam Ninę o inne rozwiązania na uzyskanie w Polsce ubezpieczenia – na przykład o transfer emerytur z Ukrainy, z której jest pobierana m.in. 9 proc. składka zdrowotna. (To rozwiązanie dla emerytów i rencistów zaleca NFZ).
– Taki proces może zająć rok – mówi Nina. – Do tego przy powrocie do Ukrainy z tym mogą być problemy. A my zamierzamy wracać, całe nasze życie jest w Ukrainie. Nie jesteśmy robotnikami zarobkowymi. Gdybyśmy byli jeszcze młodzi… Ja kuleję, mąż koniecznie potrzebuje lekarzy. Ma stwierdzoną niepełnosprawność w Polsce, w stopniu umiarkowanym (choć w Ukrainie miał pierwszą grupę, bo nie ma żołądka). W związku z tym nie przysługują żadne zasiłki, bo może sam sobie poradzić. Zwracaliśmy się. Nie dostawaliśmy żadnych zasiłków. Jego niepełnosprawność uwzględniały tylko fundacje charytatywne.
Wcześniej, jeszcze przed zmianami w ustawie, Nina chciała złożyć wniosek o zasiłek stały (teraz już ten zasiłek nie przysługuje uchodźcom). W MOPS-ie też nie było przyjemnie.
Inspektorka zapytała, co zamierzają robić, po zakończeniu ochrony tymczasowej (na razie status UKR jest przedłużony do 4 marca 2027 roku).
– Powiedziałam, że nie wiem, co będę robić nawet jutro. Pokazałam jej zdjęcie naszego zniszczonego domu. I dopytałam, co ona ma na myśli. Powiedziała: „Jedźcie do domu, wracajcie do Ukrainy, wyjeżdżajcie stąd”. To osoba, która pełni obowiązki w urzędzie. Odwróciłam się, zapłakałam i odeszłam – mówi Nina. Dodaje, że jedynym powodem, dlaczego pozostają w Polsce, jest bezpieczeństwo.
– Śledzę wiadomości z Charkowa, ciągle są ostrzeżenia. Tu trafiło, tam trafiło, jest tyle ofiar śmiertelnych i rannych… W pierwszych dniach wojny, kiedy podczas bombardowań siedzieliśmy w piwnicy, zapamiętaliśmy ten zwierzęcy strach na całe życie. Tutaj nic nie spada nam na głowę, ale nie jest też łatwo.
Mam wrażenie, że polskie władze chcą po prostu wyprzeć starszych ludzi z Polski, zostawić tylko tych, którzy pracują.
Chcą uniemożliwić nam życie tutaj.
Nina z mężem zamieszkali w ośrodku w lutym. Jak mówi, koordynatorka OZZ regularnie wysyła listę mieszkańców do wojewody, więc byli na niej przed wejściem w życie zmian. Według nieoficjalnych informacji po 5 marca ośrodki przestały przyjmować nowych mieszkańców. Mieszka w nich nadal około 13 tys. osób.
Nina słyszała też o pani z innego ośrodka, która po zmianach również miała problem z wizytą u lekarza, lekarz ją przyjął, ale później otrzymała rachunek za tę wizytę.
Mimo że w większości szpitali zaświadczenia o zamieszkaniu w ośrodku są honorowane, to zdarzają się też takie przypadki, jak Niny.
Uchodźcy z Ukrainy, którzy stracili dostęp do opieki medycznej i których zapytaliśmy, jak zmieniła się ich sytuacja, informowali OKO.press też o innych problemach związanych z tym wyjątkiem. Chodzi m.in. o to, że niektóre OZZ nie chcą często wystawiać zaświadczeń. A jest ono ważne tylko przez 7 dni.
„Niestety nikt nie wydaje nam go co tydzień. Potrzebujemy tego zaświadczenia na stałe. Mamy wielu lekarzy: psychiatrę, reumatologa, onkologa, chirurga i gastroenterologa. Potrzebujemy długotrwałego leczenia bez przerw. Proszę, pomóżcie nam. Mama ma 72 lata, a ja 44 i nie mogę pracować... nie mamy pieniędzy na leczenie, MOPS odmówił finansowania, nie wiem, co robić” – pisze jedna z uchodźczyń.
Inna rodzina – córka z matką po udarze mózgu. Mimo że córka pracuje, to nie może wpisać matki do swojego ubezpieczenia – pracodawca odmawia. Na razie dzięki temu, że mieszkają w ośrodku, matka ma dostęp do lekarzy, ale już martwią się, jak poradzą sobie od lipca, kiedy zmniejsza się katalog kategorii grup wrażliwych, które mogą mieszkać w OZZ (z dziewięciu do pięciu kategorii, w ośrodkach już nie będą mogli mieszkać m.in. dzieci powyżej roku życia czy seniorzy, którzy otrzymują polską emeryturę i – co ważne – mają bliskich na terytorium Polski). Mogą mieszkać w ośrodku tylko do końca czerwca.
„Potem nie zapewniają już nic i trzeba szukać własnego mieszkania, a zatem od lipca mama nie może liczyć na bezpłatną podstawową opiekę medyczną. Proszę o radę, jak postąpić w tej sytuacji” – pisze.
O przyszłość – swój pobyt w ośrodku po 30 czerwca – martwi się też Nina. W związku z tym zadzwoniła do szpitala onkologicznego i poprosiła o dodatkową – oprócz zaplanowanej wizyty na lipiec – wizytę dla męża. Po kilku dniach opowiada, że zaświadczenie z ośrodka tam zostało zaakceptowane (powiedziano im, że powinno być wystawione w dniu wizyty, jeśli będzie inna data, ich nie przyjmą), ale nie była to przyjemna wizyta.
– Chcieliśmy, żeby lekarz zezwolił nam przejść badania wcześniej. Oprócz tego mąż miał inne skargi, potrzebował recepty na leki, stracił dużo wagi – opowiada Nina, kiedy rozmawiam z nią po raz drugi.
– Żebyśmy mogli porozumieć się z lekarzem, wezwano pracownika szpitala, który pomagał w tłumaczeniu. Nie zdążyliśmy jeszcze nic powiedzieć, jak lekarz zaczął nas obwiniać: wasza wizyta ma charakter nieprzyjazny, zignorowaliście tomografię komputerową i jeszcze coś tam... Nie dał nam szansy na wyjaśnienie (że nie zignorowaliśmy tomografii, tylko chcemy uzyskać zgodę na wcześniejsze wykonanie). W porównaniu do poprzedniej lekarki, u której mąż był wcześniej na kontroli i która cieszyła się z jego postępów, ten lekarz był bardzo nieuprzejmy. Może miał zły dzień, jednak pracuje w szpitalu onkologicznym. Nawet wtedy pomyślałam, że zaraz nas deportują. Może jestem zbyt wrażliwa? Może to nasza wina, że nie do końca rozumiemy polski system opieki zdrowotnej? Po tych wszystkich kłopotach, po tym, jak na nas krzyczeli, wydaje mi się, że to jest po prostu dyskryminacja wobec nas, Ukraińców.
W końcu lekarz zezwolił na przełożenie wizyty kontrolnej i wystawił receptę na leki.
– Ciągle go przepraszaliśmy. Wydaje nam się, że z Polakami na pewno nie rozmawiałby w ten sposób.
Przez cztery lata naszego życia w Polsce spotykaliśmy głównie życzliwych Polaków: lekarzy i zwykłych mieszkańców. Wypytywali nas i współczuli w naszej sytuacji, że w podeszłym wieku musieliśmy opuścić swój dom. Pomagali nam. Jednak po zmianie prawa coś się stało – a może po prostu wcześniej nie mieliśmy do czynienia z systemem biurokratycznym i niepisanymi mechanizmami egzekwowania przepisów.
Uchodźcy i migranci
Ukraina
Zdrowie
NFZ
opieka medyczna
Pomóżmy Ukraińcom
świadczenia zdrowotne
wojna w Ukrainie
Jest dziennikarką, reporterką. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media. W OKO.press pisze o wojnie Rosji przeciwko Ukrainie oraz jej skutkach, codzienności wojennej Ukraińców. Opisuje również wyzwania ukraińskich uchodźców w Polsce, np. związane z edukacją dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. Od czasu do czasu uczestniczy w debatach oraz wydarzeniach poświęconych tematowi wojny w Ukrainie.
Jest dziennikarką, reporterką. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media. W OKO.press pisze o wojnie Rosji przeciwko Ukrainie oraz jej skutkach, codzienności wojennej Ukraińców. Opisuje również wyzwania ukraińskich uchodźców w Polsce, np. związane z edukacją dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. Od czasu do czasu uczestniczy w debatach oraz wydarzeniach poświęconych tematowi wojny w Ukrainie.
Komentarze