0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Photo by Olga MALTSEVA / AFP)Photo by Olga MALTSE...

W poniedziałek 14 sierpnia 2023 rano Stanisław Żaryn, zastępca Ministra Koordynatora Służb Specjalnych, poinformował, że mężczyźni usłyszeli już zarzuty prokuratorskie. Zgromadzony materiał dowodowy wskazuje, że akcja ulotkowania na rzecz wagnerowców była zleceniem z Moskwy.

Od soboty informujemy, że na ulicach polskich miast pojawiły się ogłoszenia zachęcające Polaków, by wstąpili do rosyjskiej Grupy Wagnera. To prywatna firma wojskowa rosyjskiego oligarchy Jewgienija Prigożina, znana w okrucieństwa wobec ludności cywilnej i naruszania praw człowieka. Choć rozlepiane plakaty wyglądały nieprofesjonalnie, kierowały do prawdziwej strony internetowej wagnerowców, zawierającej informacje o rekrutacji do jednostki.

Przeczytaj także:

Jeden ze sprawców dużo podróżował

10 sierpnia ogłoszenia pojawiły się w Krakowie. Jeden z plakatów został naklejony w publicznej toalecie. Inny był na filarze mostu drogowego w centrum Krakowa. O znalezieniu go poinformował w mediach społecznościowych krakowski radny Łukasz Wantuch. Natomiast w sobotę 12 sierpnia na Twitterze Dominik Serwacki, niezależny dziennikarz i podróżnik, opublikował wideo, na którym widać, jak nieznany mężczyzna rozlepia takie same plakaty na koszach na śmieci, stojących wzdłuż bulwarów wiślanych w Warszawie.

Serwacki nagrał mężczyznę w taki sposób, że była możliwa jego identyfikacja. Być może to ten właśnie materiał umożliwił szybkie namierzenie przynajmniej jednego sprawcy. Nagrany mężczyzna ma bowiem konto na jednej z platform społecznościowych (tę informację uzyskaliśmy od internautów). Z publikowanych na nim zdjęć wynika, że Rosjanin dużo podróżuje. Pod koniec czerwca był w Berlinie.

Najnowszymi fotografiami z Polski już nie zdążył się pochwalić. Ale jego obecna wizyta w naszym kraju nie była dla niego pierwszym zetknięciem z Polską. Jak wynika ze zdjęć na koncie, na pewno był w Warszawie także w 2019 roku.

Usłyszeli już zarzuty

Z informacji Stanisława Żaryna wiemy, że mężczyźni najpierw zrealizowali akcję w Krakowie, a potem przenieśli się do Warszawy. Ich działania były zaplanowane.

Ogłoszenia, a także listę miejsc, gdzie mają je rozlepić, otrzymali od moskiewskiego zleceniodawcy (Żaryn nie ujawnił, kim był zleceniodawca).

To o tyle istotne, że plakaty pojawiły się w przestrzeni publicznej, na mało istotnych elementach infrastruktury (publiczna toaleta, kosze na śmieci, słup wiaduktu drogowego), gdzie osoby rozlepiające materiały nie zwracały niczyjej uwagi i nie były monitorowane. Moskiewski zleceniodawca miał więc doskonałe rozeznanie w miejskiej przestrzeni publicznej w Polsce, skoro był w stanie wskazać takie miejsca.

„Dzięki szybkiej akcji ABW i policji udało się namierzyć sprawców, zatrzymać ich i postawić zarzuty. Obaj mężczyźni trafili do prokuratury, tam usłyszeli szereg zarzutów, między innymi związanych z działalnością na rzecz obcego wywiadu przeciwko Rzeczpospolitej Polskiej, ale również z promowaniem organizacji zbrojnej, która ma na celu prowadzenie działań terrorystycznych” – poinformował Żaryn. – „Usłyszeli również zarzuty związane z popieraniem agresji zbrojnej Federacji Rosyjskiej przeciwko Ukrainie. Zgodnie z decyzją sądu trafili na trzy miesiące do tymczasowego aresztu. Materiał dowodowy zgromadzony przez ABW wskazuje, że mężczyźni działali na zlecenie”.

500 tysięcy rubli za akcję

Jak wyjaśniał Żaryn, Rosjanie umieszczali w miejscach publicznych materiały propagandowe wagnerowców, następnie fotografowali te miejsca i przesyłali zdjęcia swoim mocodawcom.

„Za to otrzymywali regularne wynagrodzenie. Zgodnie ze zleconym planem

mieli zarobić w ten sposób nawet do 500 tysięcy rubli, co stanowi równowartość 20 tysięcy złotych” – podkreślił zastępca Ministra Koordynatora Służb Specjalnych.

O ogłoszeniach zachęcających do rekrutacji dowiedzieliśmy się od internautów. Były to niewielkie kartki z logo Grupy Wagnera i napisem: „We are here. Join us”. Obok znajdował się kod QR, który był aktywny. Zeskanowanie go przekierowywało do rosyjskojęzycznej witryny internetowej.

I była to prawdziwa witryna wagnerowców, z informacjami o naborze, wolnymi miejscami i listą dokumentów niezbędnych do rekrutacji.

Zrzut ze strony internetowej Grupy Wagnera

Ten sam adres internetowy, pod który kierował kod QR, podawany był przez rosyjskie media jako adres oficjalnej strony Grupy Wagnera. Pojawił się także na kanałach wagnerowców w mediach społecznościowych i na platformach blogerskich.

Prawdziwa strona wagnerowców

Grupa Wagnera informowała na stronie, że poszukuje między innymi: snajperów, strzelców (do obsługi różnego rodzaju broni), żołnierzy plutonów wsparcia ogniowego, żołnierzy piechoty, operatorów dronów, ale także np. medyków. Wagnerowcy kusili stawkami – obiecywali specjalne dodatki dla tych osób, które zdecydują się walczyć w Afryce czy na Bliskim Wschodzie.

Na stronie publikowane były także nagrania Jewgienija Prigożina, założyciela, właściciela i sponsora grupy. „Jeszcze raz, w imieniu swoim i rady dowódców chcę podziękować za wkład, nieoceniony wkład, jaki wnieśli państwo w dokonania grupy Wagnera w 2022 i 2023 roku, w tym w zdobycie miasta Bachmut” – mówił w jednym z najnowszych opublikowanych wystąpień Prigożin. Wagnerowcy od lutego 2022 roku walczyli bowiem na froncie ukraińskim.

Akcja rozklejania ogłoszeń zbiegła się z ponownym otwarciem rekrutacji przez Grupę Wagnera. Z wcześniejszych informacji wynikało, że wagnerowcy dostali urlopy i jednostka zawiesiła działalność. Jednak 12 sierpnia rano ponownie otwarto kanały kontaktu dla nowych najemników.

Wagnerowcy należą do Prigożina

Grupa Wagnera to rosyjska prywatna jednostka wojskowa, składającą się z najemników, do tej pory werbowanych głównie w Rosji. Przed wybuchem wojny w Ukrainie realizowała różne operacje militarne na świecie, przede wszystkim na zlecenie Kremla oraz oczywiście na rzecz Prigożina. Wagnerowcy byli Kremlowi potrzebni przede wszystkim wtedy, gdy oficjalnie świat nie mógł się nie dowiedzieć o udziale Rosji w danej operacji.

Grupa jest oskarżana o łamanie praw człowieka, brutalność ataków, okrucieństwa wobec ludności cywilnej.

Dwóch rosyjskich byłych więźniów, którzy twierdzą, że służyli jako dowódcy grupy najemników Wagnera, niedawno przyznało się do zamordowania setek ukraińskich cywilów, w tym dzieci.

O Prigożinie zrobiło się głośno po tym, jak zaczął być widywany w rosyjskich więzieniach. To właśnie tam rekrutował nowych najemników do swojej jednostki, obiecując im darowanie reszty kary po odbyciu określonego okresu służby w Grupie Wagnera.

Ale najgłośniej było o nim w czerwcu 2023, gdy dokonał wewnętrznej rewolty i jego oddziały, zamiast walczyć z Ukrainą, rozpoczęły marsz na Moskwę. Miał dokonać puczu na Kremlu. Ostatecznie do puczu nie doszło, a wagnerowcy wylądowali na Białorusi. Pod koniec lipca zostali puszczeni do domów na wakacje, zaś jednostka zawiesiła swoją działalność. Jak się jednak okazało – na krótko. Już 10 sierpnia jej ogłoszenia zaczęły pojawiać się w Krakowie, dzień później – w Warszawie. Zaś 12 sierpnia oficjalnie wznowiono nabór do Grupy Wagnera.

Wojna psychologiczna, ale czy tylko?

Stanisław Żaryn uznał akcję ulotkową za część rosyjskiej wojny hybrydowej:

„To element wojny psychologicznej przeciwko polskiemu społeczeństwu. Rosja kontynuuje atak hybrydowy przeciwko Polsce” – podkreślał. – „Stara się między innymi zastraszyć polskie społeczeństwo. Działalność, którą zidentyfikowała ABW z policją, wpisuje się w modus operandi rosyjskich służb specjalnych”.

Podobną opinię przekazał nam w niedzielę gen. Piotr Pytel, były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

„Sprawa wpisuje się w nieśmiałą, ograniczoną (opartą na środkach własnych, jak choćby kadrowi pracownicy SS RU, »turyści« bądź agentura w RP), prowadzoną w reżymie bezpieczeństwa wywiadowczego, cherlawą próbę realizacji oddziaływania informacyjno-psychologicznego” – mówił.

Ale zwracał też uwagę, że to nie musiał być jedyny cel tej operacji.

„Celem opisanej akcji może być rzeczywista próba wsparcia rekrutacji polskich ochotników do Grupy Wagnera, jakkolwiek absurdalnie to w naszych uszach brzmi” – wyjaśniał.

I dodawał: „Jednostkowe przypadki dewiantów z polskim paszportem, służących Rosji w Ukrainie – to jest nic. Ale gdyby doszło do uformowania »polskiego« oddziału, grupy bojowej pod szyldem Grupy Wagnera, biorącej udział w agresji Rosji w Ukrainie, byłoby to atutem propagandowym Kremla. Istotnym atutem”.

;

Udostępnij:

Anna Mierzyńska

Analizuje funkcjonowanie polityki w sieci. Specjalistka marketingu sektora publicznego, pracuje dla instytucji publicznych, uczelni wyższych i organizacji pozarządowych. Stała współpracowniczka OKO.press

Komentarze