0:00
Prawa autorskie: Adrianna Bochenek / Agencja GazetaAdrianna Bochenek / ...
12 czerwca 2021

Uniwersytet Pedagogiczny nasyła prokuraturę na autorów anonimowych listów przeciw zwolnieniom

Władze uczelni uznały się za zniesławione i zgłosiły do prokuratury anonimowych pracowników, którzy napisali list protestacyjny przeciwko zapowiedzianym masowym zwolnieniom. Prokuratura wszczęła śledztwo, a UP chwali się, że w ten sposób ustali, kto listy pisał

Wydrukuj

O zwolnieniach na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie dziennikarze piszą już od kilku tygodni. Rektor uczelni, prof. Piotr Borek, w ramach „programu naprawczego” zamierza zwolnić ok. 100 pracowników z liczącej 1,5 tys. osób kadry. Niektórym wręczono już wypowiedzenia.

Wśród zwolnionych znalazło się ośmioro wykładowców i wykładowczyń Instytutu Filozofii i Socjologii UP, w tym m.in. filozof i publicysta prof. Janusz Majcherek oraz znany wśród specjalistów filozof nauki prof. Wojciech Sady.

Zwolnienia wywołały protesty — zarówno samych zainteresowanych, jak i części wspólnoty akademickiej.

„Kryteria typowania pracowników do zwolnień są całkowicie niejasne, w większości przypadków nie były konsultowane ani z radami jednostek, ani z radami dyscyplin. Pracownicy odwołujący się od decyzji nie byli przyjmowani przez Rektora. Wydaje się, że mamy do czynienia z zapaścią funkcjonowania statutowych i kolegialnych władz Uczelni, a nie z zapaścią finansową”

— pisali pracownicy UP w internetowej petycji wystosowanej pod koniec maja. W ciągu pierwszego dnia zebrali ponad 800 podpisów.

Pracownicy boją się mówić

OKO.press rozmawiało z pracownikami i pracownicami Uniwersytetu Pedagogicznego. Nikt — i dotyczy to także osób, które już otrzymały wypowiedzenia — nie chciał wypowiadać się pod nazwiskiem.

„Może opowiem, ale jeszcze nie teraz. Poza tym, że dotknęły mnie rugi krakowskie w sposób nielicujący z dobrymi obyczajami akademickimi, niewiele wiem. Mam oczywiście swoje wyobrażenia o tym, co się dzieje i dlaczego — ale brak mi podstaw, by o tym odpowiedzialnie opowiadać”

— odpisał OKO.press jeden z wykładowców.

Inni skarżyli się dziennikarzom na zastraszanie ze strony władz uczelni.

„W ostatnich tygodniach rozmawiałam z kilkunastoma pracownikami i zwolnionymi pracowniczkami. Na koniec spotkania najczęściej słyszałam prośbę o nieupublicznianie ich nazwisk. «Szukam pracy, z czegoś żyć muszę, sama pani rozumie», «Sprawa kiedyś przycichnie, a mi na zawsze zostanie przypięta łatka tego, co się skarży do mediów» — tłumaczyli”.

pisała w krakowskiej „Wyborczej” dziennikarka Angelika Pitoń (11 czerwca). Podobne doświadczenia — lęku i obawy przed represjami — opisywali inni dziennikarze, np. Joanna Solska w „Polityce”. Oto fragment jej artykułu z 25 maja:

„Opowiada wykładowczyni krakowskiego Uniwersytetu Pedagogicznego, z którego zwolniono grupę profesorów: Przejeżdżałam niedawno obok uczelni, widziałam pikietę w obronie profesora Majcherka. Ludzi było mało. Za mało. Czułam, że też powinnam tam być. Ale z drugiej strony, proszę zrozumieć, my nie możemy teraz dać się wyrzucić”.

Uniwersytet: Protesty nas zniesławiają

Skąd ten lęk? Być może części odpowiedzi na to pytanie dostarczają dwa dokumenty, które OKO.press dostało od anonimowej osoby pracującej na UP.

25 maja kanclerz UP wydał kierowany do pracowników komunikat o „wszczęciu postępowania przez Prokuraturę Rejonową w Krakowie” (załączamy go na końcu artykułu). Dotyczy on „korespondencji przesyłanej na adresy mailowe pracowników Uniwersytetu”.

Czytamy w nim m.in.:

„Informuję, że Prokuratura Rejonowa w Krakowie-Krowodrzy po zapoznaniu się z materiałami postanowiła objąć ściganiem z urzędu czynu z art. 212 § 2 k[odeksu]. k.[arnego]. Prokurator Prokuratury Rejonowej Dorota Baranowska powiadomiła, iż analiza złożonego zawiadomienia wskazuje, iż koniecznym jest objęcie ściganiem z urzędu występku polegającego na pomówieniu instytucji, osób za pomocą środków sieci masowego komunikowania”.

Przetłumaczmy to: prokuratura wszczęła postępowanie w sprawie maili - które pracownicy rozsyłali pomiędzy sobą - krytykujących władze uczelni i wzywających do protestu.

Co więcej, w komunikacie kanclerz UP niedwuznacznie zasugerował, że dzięki prokuraturze da się ustalić nazwiska autorów (autorek) anonimów. Zacytujmy:

„Postępowanie Prokuratury umożliwi uzyskanie danych związanych z adresami e-mail oraz nr IP, z których rozsyłano na skrzynki mailowe pracowników Uniwersytetu nieuprawnione oskarżenia pod adresem Władz Uczelni [tak w oryginale, „władze” wielką literą]”.

List: Rektor łamie obietnice

OKO.press otrzymało także treść listu, który tak zdenerwował władze uczelni, że dopatrzyły się w nim zniesławienia. Jest to długi anonimowy dokument, zawierający dwa kluczowe i drobiazgowo opisane zarzuty pod adresem władz uczelni. Zacytujmy:

„1. Władze uczelni realizują program naprawczy, którego podstawy prawne są niejasne. Jego stosowanie w dłuższej perspektywie czasowej nie przyniesie poprawy stanu finansów uczelni. 2. Działania rektora w rażący sposób odbiegają od obietnic wyborczych. Uczelnia działa na szkodę pracowników UP w związku z nieprzestrzeganiem kodeksu pracy”.

Autor (autorka?) pisze szczegółowo o swoich zastrzeżeniach wobec „programu naprawczego” zawierającego m.in. zwolnienia.

„Jednym z podstawowych problemów związanych z tzw. programem naprawczym jest nieupublicznienie jego treści w całości. Natomiast te elementy tzw. programu naprawczego, które są znane, budzą poważne zastrzeżenia. Brak jest wystarczającego uzasadnienia dla decyzji o redukcji etatów. Nie zostało pokazane, że taka decyzja znacząco poprawi stan finansowy uczelni i że jest to jedyny sposób naprawy finansów uczelni. Nawet jeśliby faktycznie był to jedyny sposób na znaczącą poprawę kondycji finansowej uczelni, to przedstawione kryteria redukcji są niesprawiedliwe i niemerytoryczne” — twierdzi autor(ka).

Wylicza także obietnice przedwyborcze rektora UP, które — zdaniem autora/ki anonimu - nie zostały zrealizowane. „Czy redukcja 100 etatów jest realizacją tej obietnicy? Czy nieprzedłużanie zatrudnienia na podstawie niemerytorycznych kryteriów jest wypełnieniem programu wyborczego obecnego rektora?” - pyta retorycznie.

Uniwersytet: Zniesławiają nas, ale nie powiemy, jak

OKO.press zapytało władze UP, czy rzeczywiście skierowały zawiadomienie do prokuratury, a jeśli tak, to dlaczego. W odróżnieniu od wielu dziennikarzy - skarżących się, że nie mogą się doczekać odpowiedzi na pytania zadane pytania - otrzymaliśmy odpowiedź.

Władze Uniwersytetu Pedagogicznego potwierdziły, że złożyły zawiadomienie, „w związku z uznaniem, iż zostały spełnione znamiona art. 212 k.k.”

Nie dowiedzieliśmy się jednak, co konkretnie w liście władze uznały za zniesławiające. Z lektury samego listu OKO.press nie było w stanie się tego domyślić.

„Spełnienie znamion ww. czynu zabronionego zostało szczegółowo wyjaśnione w zawiadomieniu skierowanym do prokuratury jako do organu właściwego do zajęcia się sprawą. Na tym etapie Uczelnia nie może udzielać dodatkowych wyjaśnień osobom trzecim”.

Artykuł 212: Bat na krytykę

O artykule 212 kodeksu karnego OKO.press (i inne media) pisały wielokrotnie (np. tutaj i tutaj). Przez media oraz organizacje zajmujące się prawami człowieka był krytykowany jako narzędzie tłumienia krytyki prasowej.

Obecnie kontrowersyjny artykuł 212 wygląda następująco:

§ 1. Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.

§ 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

§ 3. W razie skazania za przestępstwo określone w § 1 lub 2 sąd może orzec nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego, Polskiego Czerwonego Krzyża albo na inny cel społeczny wskazany przez pokrzywdzonego.

§ 4. Ściganie przestępstwa określonego w § 1 lub 2 odbywa się z oskarżenia prywatnego.

Wątpliwości budzi zwłaszcza § 2, który dotyczy mediów. Organizacje broniące praw człowieka podkreślają, że fakt, że zniesławienie w polskim prawie podlega karze więzienia, może powodować u dziennikarzy efekt mrożący.

Rządząca prawica zapowiadała parokrotnie usunięcie art. 212. W lutym 2019 roku za zniesławienie skazany na 3 tys. zł grzywny został dziennikarz „Sieci” i portalu wPolityce.pl Wojciech Biedroń. Wówczas Zbigniew Ziobro zapowiadał, że być może artykuł ten będzie trzeba usunąć z kodeksu karnego.

„Zamilkł, gdy okazało się, że art. 212 chce wykorzystać prezes Kaczyński, by ścigać dziennikarzy »Gazety Wyborczej« za artykuły o aferze spółki Srebrna" - pisaliśmy w maju 2019 roku.

Udostępnij:

Adam Leszczyński

Dziennikarz OKO.press, historyk i socjolog, profesor Uniwersytetu SWPS w Warszawie.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne