„Chcę zmienić polską politykę. Chcę, żeby politycy przestali zaciskać pięści, a zaczęli podawać sobie ręce, żeby nauczyli się ze sobą rozmawiać. Chcę nowej, jasnej, uśmiechniętej Polski” - mówiła Małgorzata Kidawa-Błońska. Koalicja Obywatelska uśmiechnęła się nie tylko do swoich wyborczyń, ale również do Lewicy

„Małgosiu, zapraszam, słucha Cię cała Polska” — zapowiedział piątkową konwencję programową Koalicji Obywatelskiej Grzegorz Schetyna. Małgorzata Kidawa-Błońska odpowiedziała, dystansując się od przewodniczącego: „Wiele osób mnie prosiło, żeby Ci powiedzieć, że podjąłeś dobrą decyzję”.

Po tym jak Schetyna we wtorek 3 września 2019 ogłosił, że Kidawa-Błońska będzie kandydatką KO na szefową rządu i „jedynką” na warszawskiej liście, faktycznie opinia publiczna czekała na jej pierwsze wystąpienie.

Po Kidawie-Błońskiej siedem polityczek Koalicji zaprezentowało kolejne składowe programu.

  • demokracja — Kamila Gasiuk-Pihowicz
  • zdrowie — Alicja Chybicka
  • finanse i gospodarka — Izabela Leszczyna
  • ekologia — Małgorzata Tracz
  • edukacja — Katarzyna Lubnauer
  • polityka społeczna i prawa kobiet — Barbara Nowacka
  • seniorzy — Marzena Okła-Drewnowicz

Polityczki ze sprinterską prędkością wymieniały mniej lub bardziej ogólne propozycje. Całość trwała godzinę, a zamknął ją i podsumował Jacek Karnowski — prezydent Sopotu: „Jutro może być lepsze, tak jak lepsze są nasze gminy i miasta, które budujemy od 30 lat”.

I to właśnie jest hasło wyborcze Koalicji: „Jutro może być lepiej”.

Hasło ma mówić o możliwości zmiany, ale wybrzmiewa w nim niepewność i niezdecydowanie: może być lepiej, a może gorzej. Może/morze jest wszak głębokie i szerokie.

Na końcu pojawił się zgrzyt, przy włączonych jeszcze mikrofonach Tomasz Zimoch zagrzewał działaczy KO: „Flauty nie ma, ciszy nie ma! To, co ćwiczyliśmy przed konwencją, panie i panowie, razeeeeeeeem! Dajmy głos! Siła w naszych gardłach!” Sala odpowiedziała niemrawo: „Zwyciężymy”. Zimoch nie dawał za wygraną: „Niech rozbłyśnie ta magma nadziei, ta magma zwycięstwa, krótko mówiąc: do pracy!”

Pomyłki mogą być siłą Kidawy-Błońskiej

Uśmiechnięta, lecz wyraźnie przejęta nową rolą Małgorzata Kidawa-Błońska kilka razy myliła słowa, zapomniała też o jednym z postulatów, zresztą bardzo jej bliskim: „O boże, zapomniałam o in vitro!” Media obiegł już moment, kiedy pytała: „Gdzie jest program?” – książeczkę programową podał ktoś z publiczności. „Mamy program!” – skwitowała.

Nie wiadomo, czy ten moment był wyreżyserowany. Nie sprawiał jednak wrażenia mocnej odpowiedzi na powtarzające się zarzuty („KO nie ma programu”), tylko zagubienia.

Podobnie zresztą całe wystąpienie: mogło wyglądać na to, że Kidawa-Błońska jest zdenerwowana lub nieprzygotowana, a zatem mało profesjonalna. Paradoksalnie efekt tych pomyłek może jednak okazać się pozytywny. Kidawa-Błońska, która ma wizerunek „damy”, pokazała spontaniczność. Z uśmiechem radziła sobie z własnymi błędami.

Jej atutem może być to, że jest zupełnie inna niż Mateusz Morawiecki: premier-cyborg, który do niedawna recytował swoje przemówienia (powoli się to zmienia). Próby pokonywania zdenerwowania, które towarzyszy nowej roli, mogą być odbierane jako waleczność Kidawy i przynieść jej wsparcie ze strony wyborczyń. Za tego, kto się stara, zwykle trzymamy kciuki.

W Polsce (i nie tylko tu) kobiety, które bez ogródek walczą o władzę, nie mają najlepszej prasy. Przekonała się o tym Katarzyna Lubnauer, gdy stawiła czoła Ryszardowi Petru. Choć wygrała demokratyczne wybory w partii, pisano, że wbiła poprzedniemu przewodniczącemu nóż w plecy. Kidawa-Błońska z pewnością nie robi wrażenia osoby, która walczy o własną pozycję. Pytanie, czy zbuduje wizerunek osoby, która nie ustępuje pola w walce o sprawy obywatelek i obywateli.

To, nie pomyłki Kidawy-Błońskiej mogą się okazać największym problemem Koalicji.

Koalicja stawia na kobiety. Wreszcie!

Badania opinii wielokrotnie pokazywały, że największy elektorat partie tworzące KO mają wśród kobiet. Zwłaszcza wśród pokolenia „matek i córek”. I to mimo tego, że największa partia Koalicji — zawodziła kobiety nie raz, również w czasie rządów PiS. Jak wtedy, kiedy część posłów i posłanek PO wyjęła karty podczas głosowania projektu „Ratujmy kobiety”.

„Ten rząd obalą kobiety” – hasło ulicznej opozycji towarzyszące czarnym protestom i strajkom kobiet oraz manifestacjom przeciwko antykobiecej kościelnej polityce, trafiło na profile społecznościowe polityczek KO.

Wystawienie w roli osób prezentujących program samych kobiet to mocny symbol. Żadnej z nich nie można odmówić kompetencji w dziedzinie, o której mówiła, każda była tam na swoim miejscu. Świetnie w tej roli sprawdziła się choćby Marzena Okła-Drewnowicz od lat zajmująca się polityką senioralną.

Jednak w sytuacji, kiedy liderem bloku pozostaje Grzegorz Schetyna, trudno nie postawić pytania o to, ile autonomii i wpływu na działalność partii będą miały te polityczki.

Gra na polu Lewicy

Koalicja nie przedstawiła ani kolejnej „piątki” lub „szóstki”, ani jednego kluczowego postulatu (jak PiS-owskie 500+), tylko całą baterię najróżniejszych propozycji i obietnic. Wiele z nich brzmiało, jak przepisanych z programu Lewicy, co zresztą zarzucają KO politycy Wiosny („Alimenty będą ściągane jak podatki” – pisała w swoim programie Wiosna, „Alimenty tak nieuchronne jak podatki” – pisze Koalicja Obywatelska).

Jednak Koalicja nie musiała od nikogo przepisywać. Podwyżki pensji dla nauczycieli, walka ze smogiem i plastikiem, równe płace dla kobiet i mężczyzn, in vitro, systemowe wsparcie seniorów – nie są własnością jednej partii.

To sprawy obecne na co dzień w debacie publicznej i akceptowane przez elektorat KO. Dzięki programom społecznym PiS, a także doświadczeniom Polaków-migrantów w innych krajach i zmianie kierunku debaty publicznej na całym Zachodzie – postulaty dotyczące rozbudowania usług publicznych przestały być domeną lewicowych ugrupowań. W Polsce usłyszały je również partie tworzące Koalicję Obywatelską.

Inna sprawa to przygotowanie do tworzenia wspólnego rządu z Lewicą. Badania opinii wskazują na to, że sama KO nie ma najmniejszych szans na wygranie wyborów, natomiast nie jest bez szansy rząd KO-Lewica. Dzisiejszy program daje pole do negocjacji i porozumienia.

Pod wielkim znakiem zapytania stoi jednak jego finansowanie. Wygląda on na bardzo kosztowny, a brakuje w nim instrumentów, które pozwoliłyby na dopływ środków do budżetu państwa.

Co proponuje KO – wybrane obietnice:

  • Akt Odnowy Demokracji
  • obniżka opłat sądowych
  • zniesienie abonamentu
  • edukacja seksualna w szkołach
  • refundowana antykoncepcja, w tym awaryjna – bez recepty
  • płatne dwumiesięczne urlopy ojcowskie
  • związki partnerskie
  • darmowy internet dla młodych do 24. roku życia
  • skrócenie kolejek: maksimum 21 dni do specjalisty
  • zniesienie zasiłku dla bezrobotnych – dofinansowanie przeprowadzki do nowego miejsca pracy
  • obniżka składek na ZUS
  • rozwój kolei regionalnych
  • dofinansowanie inwestycji mieszkań na wynajem
  • koniec z węglem do 2040
  • zakaz sprowadzania śmieci do Polski
  • 13. emerytura na stałe
  • co miesiąc czek 1 tys. zł na opiekę nad osobą niesamodzielną.

Polityka podawania sobie dłoni

„Chcę czegoś więcej: chcę zmienić polską politykę. Chcę, żeby politycy przestali zaciskać pięści, a zaczęli podawać sobie ręce, żeby nauczyli się ze sobą rozmawiać. Chcę nowej, jasnej, uśmiechniętej Polski” – mówiła Kidawa-Błońska. To „czegoś więcej” odnosiło się do tego, że nie chce być tylko premierem, ale ma szerszą wizję.

Już w lipcu podczas Forum Programowego Koalicji Obywatelskiej (tuż po zerwaniu rozmów z PSL i kiedy jeszcze toczyły się rozmowy z SLD) Grzegorz Schetyna mówił „językiem miłości”: „I przede wszystkim sami [musimy] być inni. Czynić dobro, mówić prawdę i być przyzwoitym. Wtedy przekonamy Polaków, wtedy wygramy”.

Te deklaracje brzmiały wtedy gołosłownie. Kto miałyby być twarzą Koalicji odżegnującej się od nienawiści i „czyniącej dobro”? Sam Schetyna? Czy może Bartosz Arłukowicz – nie należący do łagodnych polityków. Kidawa-Błońska uwiarygadnia taki przekaz.

„Koledzy często mi mówią, że jestem spokojna, za delikatna, a ja nie mogę się zmienić, bo przestałabym być sobą. Chciałabym, żebyśmy namawiali do zmieniania, ale tylko na lepsze”.

Pytanie, czy przez pozostałe 5 tygodni przed wyborami Koalicja Obywatelska będzie konsekwentna w swoich wyborach – personalnych i programowych.

Kontrolujemy władzę. Prowokujemy opozycję.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni. W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Komentarze

  1. Wieprza Pieprzem

    Dość smutne wizje po tej konwencji. A najgorsze jest to, że teraz pani premierka będzie musiała odwiedzać różnych dziennikarzy i oczywiście, red. Olejnik czy red. Piasecki zachowają się odpowiedzialnie i nie będą jej zadawać niewygodnyvh pytań, ale jak – nie daj borze – trafi do Mazurka lub Zaborskiego, to cynicznym memom nie będzie końca. Proponuję by chodziła stale do radiowej Trójki; mimo że jest to niby stacja rządowa to wywiady polityczne prowadzi tam albo agresywna kobieta na szczęście popierająca Opozycję, albo pan popierający pisdzielców ale jest nadzwyczaj kulturalny i miły, i mam wrażenie, że nawet by pomógł pani MKB gdyby się zacięłą. Trzeba to wykorzystać

    • Andrzej Maciejewicz

      Przyzwyczailiśmy się do "profesjonalnego" ogłaszania bzdur, kłamstw i oszustw. Wytresowani przez specjalistów od wizerunku politycy opanowali scenę. Pani Kidawa pozytywnie odbiega o tego obrazu. Szkoda, że Schetyna tak późno zrozumiał, że się nie nadaje. Obawiam się, że za późno.

  2. Chiaro Di Luna

    Najgorzej, że aby liczyć na sukces, trzeba obiecywać utrzymanie dotychczasowego rozdawnictwa plus jeszcze do tego coś ekstra od siebie. I nie ma wyjścia z tego błędnego ("greckiego") koła.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press