0:00
Prawa autorskie: FOT. DAMIAN KRAMSKI / Agencja Wyborcza.plFOT. DAMIAN KRAMSKI ...
16 stycznia 2023

Koniec bezsensownej walki z wiatrakami? Opozycja może głosować z PiS-em, w tle miliardy z KPO

Sejm może zdecydować o odblokowaniu rozwoju energii wiatrowej na lądzie podczas najbliższego posiedzenia. Wiele wskazuje na to, że PiS dogada się w tej sprawie z opozycją ponad głowami ziobrystów. Ma to odblokować dostęp do taniej energii i środków z KPO.

Wydrukuj

Ustawa wiatrakowa to teraz priorytet — przekonywał w poniedziałek (16.01) premier Mateusz Morawiecki, zaliczając przy okazji antywęglową woltę. "Potrzebujemy tych wiatraków, żeby nie spalać drogiego kolumbijskiego, czy indonezyjskiego węgla, bo ruskiego już nie spalamy — bo jest embargo — żeby nie spalać bardzo drogiego norweskiego, czy katarskiego gazu. Chcemy spalać te węglowodory tylko wtedy, kiedy musimy" - mówił prezes Rady Ministrów, który jeszcze pod koniec zeszłego roku nie chciał słyszeć o całkowitym odejściu od węgla. Czy przez kilka tygodni premier mógł radykalnie zmienić poglądy? Bardziej prawdopodobne, że wreszcie zadziałał nacisk Brukseli.

Ustawa wiatrakowa ma wyjść z zamrażarki

Przypomnijmy: zmiana prawa blokującego rozwój farm wiatrowych na lądzie jest jednym z kamieni milowych na drodze do wypłaty środków z Krajowego Planu Odbudowy. W tym momencie wiatraki mogą stać jedynie na płaskich i wietrznych pustkowiach. Ich odległość od zabudowań musi wynosić dziesięciokrotność ich wysokości razem z łopatami. Dlatego ustawę wiatrakową nazywa się też ustawą 10H. Miejsc, które spełniają ten wymóg i są wystarczająco wietrzne praktycznie w Polsce nie ma.

Obowiązujące od 2016 roku prawo miało iść do zmiany wiele miesięcy temu. Rząd zaakceptował projekt nowelizacji już w czerwcu 2022. Wyznaczał on granicę powstawania farm wiatrowych na 500 metrze od zabudowań, o ile na ich powstanie wyrażają zgodę rady gmin. Przy oporze koalicjantów PiS z Solidarnej Polski projekt trafił do zamrażarki, stając się jednym z kilku tematów, wokół których w Zjednoczonej Prawicy panuje niezgoda — by nie powiedzieć: konflikt.

Na najbardziej gorliwego przeciwnika energii z wiatru wyrósł wiceminister rolnictwa Janusz Kowalski.

Obserwatorzy politycznej rzeczywistości często przedstawiali wewnątrzrządowy konflikt jako kolejny akt tarć pomiędzy Zbigniewem Ziobrą a Mateuszem Morawieckim. Posłanka Anita Sowińska z Lewicy dostrzegła jednak w wydarzeniach wokół ustawy wiatrakowej kolejne dno. Blokowanie nowelizacji jest na rękę energetycznym gigantom — przekonywała w rozmowie z portalem Smoglab: "Jeśli zasada 10h zostanie zniesiona, wówczas inwestorami w elektrownie wiatrowe będą samorządy, spółdzielnie rolnicze, małe i średnie przedsiębiorstwa, a udziałowcami także mieszkańcy i mieszkanki gmin. Firmy energetyczne blokują nie tylko rozwój samych wiatraków, ale – w szerszym kontekście – także rozwój energetyki społecznej".

Opozycja powinna być za

I rzeczywiście — na inwestycje w wiatrową energię na morzu mogą pozwolić sobie jedynie najwięksi gracze. W Polsce ogromne pieniądze na rozwój tej technologii wykłada między innymi Orlen. Lądowa energia wiatrowa tworzy szansę dla nieco mniejszych graczy i daje zyski z podatków dla samorządów.

Opór Solidarnej Polski, niezależnie od motywacji jej posłów, na długo zablokował pracę nad nowelizacją ustawy 10H. PiS nie chciał ruszyć jej tematu bez porozumienia z koalicjantem. W grudniu premier pojawił się jednak na posiedzeniu niewiele znaczącego w parlamentarnej rzeczywistości zespołu ds. odnawialnej energii, zdominowanego przez przedstawicieli Polskiego Stronnictwo Ludowego. Po spotkaniu Ludowcy zadeklarowali, że poprą rządowy projekt w Sejmie. Następnie rząd wniósł autopoprawkę do swojego projektu zgodną z postulatami PSL-u. Politycy ugrupowania chcieli, by mieszkańcy najbliższego otoczenia farmy wiatrowej korzystali z tańszej energii dostarczaną bezpośrednio z pobliskiej elektrowni. Rząd zdecydował, że inwestor elektrowni wiatrowej powinien udostępniać co najmniej 10 proc. mocy zainstalowanej mieszkańcom gminy.

W poniedziałek rzecznik rządu zapowiedział, że ustawa wiatrakowa wejdzie pod dyskusję Sejmu podczas najbliższego posiedzenia. "Z naszej strony jest determinacja, by faktycznie na przyszłym posiedzeniu Sejmu ten projekt procedować" - mówił Piotr Müller w poniedziałek. Możliwe zatem, że projekt przejdzie przez Sejm z poparciem opozycyjnych partii. Oprócz PSL-u swoje poparcie dla nowelizacji zapowiadali politycy Lewicy i Koalicji Obywatelskiej. Trudno spodziewać się z kolei, by za nowelizacją w obecnym kształcie ręce podnieśli członkowie Solidarnej Polski. Możliwe więc, że w przypadku ustawy 10H czeka nas powtórka scenariusza z głosowania nad zmianami w ustawie o Sądzie Najwyższym, gdy koalicjant PiS-u głosował przeciwko propozycjom rządu.

Ustawa wiatrakowa odblokuje środki z Brukseli

Według Mateusza Morawieckiego sukces w głosowaniach nad obiema ustawami zapewni Polsce dostęp do środków z KPO.

"W porządku obrad Sejmu znalazła się już ustawa wiatrakowa. Będzie procedowana mam nadzieję na najbliższym posiedzeniu Sejmu i wkrótce potem, a więc być może właśnie w przestrzeni kolejnych dwóch tygodni, chcemy złożyć wniosek o wypłatę środków z Krajowego Programu Odbudowy" - zapowiadał premier. Według niego pierwsze pieniądze z KPO mogą dotrzeć do Polski w trzecim lub czwartym kwartale tego roku.

Najważniejszym argumentem przeciwko umieszczaniu wiatraków bliżej zabudowań jest hałas. Według krytyków stawiania farm na lądzie może być on wyjątkowo uciążliwy dla ludzi. Badania przeczą jednak tej tezie, o czym pisaliśmy już w OKO.press.

"Turbiny wiatrowe wydają charakterystyczny dźwięk. Z naszych badań wynika jednak, że w odległości 500 metrów nie oddziałuje on na zdrowie człowieka” – przekonuje jeden z autorów raportu dotyczącego hałasu towarzyszącego działalności wiatraków, prof. Piotr Kacejko z Politechniki Lubelskiej. – „Na duże odległości migrują tylko infradźwięki (fale akustyczne na tyle niskie, że niesłyszalne dla ludzkiego ucha – przyp. aut.), ale nie ma jednoznacznych dowodów na ich negatywny wpływ na zdrowie ludzi” – dodaje naukowiec.

Między innymi dlatego warto zakończyć bezsensowną walkę z wiatrakami, przez którą blokujemy sobie dostęp do środków z KPO. Oraz do taniej energii, do której wytworzenia nie trzeba wykorzystywać importowanych węglowodorów. Według zapewnień rządu z lipca „wprowadzenie proponowanych rozwiązań umożliwi powstanie nowych instalacji wiatrowych o łącznej mocy 6-10 gigawata (GW), przyczyniając się do wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego Polski”. Przy sprzyjającej pogodzie i maksymalnym wykorzystaniu ich możliwości, moc farm wiatrowych mogłaby więc znacznie przewyższać tę osiąganą przez Elektrownię Bełchatów (5,12 GW).

Udostępnij:

Marcel Wandas

Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska i Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne