Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSlawomir Kaminski / ...
02 lipca 2020

W Gostyninie sukces strajkujących. Tylko ministerstwo dalej nie umie rozmawiać - ani liczyć

W ośrodku w Gostyninie dla „osób dyssocjalnych” porzuceni przez ministerstwo pacjenci zjednoczyli się i wywalczyli zmiany. Pozostały palące problemy, które może rozwiązać Ministerstwo Zdrowia. Mimo nalegań pacjentów nikt z ministerstwa nie przyjechał

W poniedziałek 29 czerwca wszyscy byli nerwowi. J. miał złe przeczucia. „Będą nas mieli gdzieś”. I jeszcze te czereśnie. Mówią, że jak na oddziale wyżej oddziałowa przyniosła czereśnie, to z głodujących został już tylko jeden. J. to denerwuje, u niego na oddziale wszyscy już 6 dzień bez jedzenia, schudł ponad 10 kg. Tadeusz mówi, że może trzeba będzie odstawić też płyny?

W poniedziałkową noc w zamkniętym pokoju trwały rozmowy przedstawicieli protestujących pacjentów i dyrekcji. Dopiero kiedy oczekujący z niecierpliwością osadzeni zobaczyli w oknie kciuk w górę, uspokoili się. A potem przyszły dobre wieści.

Protest głodowy trwał od 23 do 30 czerwca. Zakończył się niespodziewanie dla personelu i dla osadzonych: zgodą.

Nie rozwiązano jednak najbardziej palących problemów, które zależą od Ministerstwa Zdrowia. Mimo nalegań pacjentów nikt z ministerstwa nie przyjechał.

„Zgodzono się na najważniejsze postulaty, w innych wypracowaliśmy kompromis” – relacjonował Piotr W., jeden z osadzonych.

„Jestem bardzo zadowolony z postawy pacjentów. Potrafili się zjednoczyć, postawić granice. 32 głodowało, ale ci, którzy z różnych powodów się nie przyłączyli, potrafili zadzwonić albo przysłać smsa z podziękowaniem. To było wzruszające”.

„W końcu wszystko jest normalnie. Tak jakby życie wróciło” – mówi J.

Najbardziej na spotkaniu brakowało ministerstwa zdrowia. „Jak 7 lat istnieje ten ośrodek, nikt się tu jeszcze nie pojawił” – mówi W.

A szkoda, bo najbardziej palące problemy, jak przeludnienie, zależy właśnie od Ministerstwa, które twierdząc, że w KOZZD jest 60 wolnych miejsc tylko pogarsza sytuację.

„Żeby tylko nie zepsuli”

W negocjacjach brał udział dyrektor ośrodka, jego zastępczyni, mediatorka z sądu w Płocku i przedstawiciele pacjentów, którzy przez telefon konsultowali się z karnistką prof. Moniką Płatek.

Pierwszym postulatem była dymisja dyrektora. „Odpowiedziano, że kwestie kadrowe nie podlegają dyskusji, a my uznaliśmy, że damy spokój” – mówi W. „Mamy nadzieję, że dostrzegli swoje błędy”.

Najważniejsze postulaty jednak spełniono.

Od dzisiaj osadzeni będą mogli mieć laptopy i smartfony z dostępem do Internetu. Nie zapomniano o tych, których na to nie stać – będą mogli korzystać z komputera stacjonarnego.

Dla niektórych to ważne, np. dla Tadeusza S., który poza ośrodkiem publikuje książki i bierze udział w konkursach poetyckich.

„Personel nie jest z tego zadowolony, boją się, że wykorzystamy Internet przeciwko nim, że pojawi się pornografia. Ja, jak coś takiego zobaczę, to doniosę. Tak samo mówią inni pacjenci”.

J. też martwi się tym, „żeby tylko nie popsuli”. Ale cieszy się, że nawet jeśli ktoś zachowa się nieodpowiedzialnie, to nie będzie już więcej odpowiedzialności zbiorowej, tylko sprawiedliwość. Sam straci komputer. Tak obiecał dyrektor.

Jak wyłączyć przemoc?

Prasa i korespondencja nie będą cenzurowane. Jeśli chodzi o telewizję i książki, to uznano, że nie może tam być zbrodni, zabójstw i treści erotycznych. Ryzyko popadnięcia w kolejny absurd jest jednak duże, bo przemoc trudno wyłączyć.

„Trzeba by zakazać nawet Trylogii, gdzie Podbipięta jednym ciosem ścina trzy głowy, o Jamesie Bondzie nie wspominając” – zauważa W. O opinie zwrócono się do Janusza Heitzmana, kierownika Kliniki Psychiatrii Sądowej oraz dyrektora Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

Zakończą się spory pod telewizorem o to czy mecz, czy film, a może program plotkarski. Każdy będzie mógł mieć mały telewizorek ze słuchawkami w sali.

Nie będzie też problemu z czajnikiem i dodatkowymi przedłużaczami. Nawet obiady mają się poprawić, dyrekcja zrobi nowy przetarg, kiedy skończy się umowa z obecną firmą. Na upokarzające kamery w toaletach też znalazł się sposób. Obraz powyżej łydek będzie zamazany.

Palarnia jest rozważana, w sprawie poprawy sygnału telefonicznego i radiowego KOZZD zwróci się do operatora, spacery zostały wydłużone o pół godziny, a raz na tydzień przewidziano też półgodzinny wieczorny spacer i, ważną dla wielu – możliwość spotkania pacjentów z innych oddziałów.

Ja gram, on pisze, może utwór wymyślimy?

„Bardzo nam na spotkaniach zależało. Dotychczas obawiano się chyba, że jak się będziemy szerzej spotykać, to się będziemy organizować do buntu, ale jak widać, możemy się zorganizować nawet na odległość” – mówi Piotr W.

Dlaczego pacjenci chcą się spotykać?

„Często znamy się z więzienia – trafiają tu głównie osoby ze Sztumu, Raciborza i Rzeszowa. Czasem już z KOZZD.

Jak siedziałem na oddziale pierwszym, dużo rozmawiałem z Tadeuszem. Ja na wolności miałem zespół, on pisze – może teraz, jak jest komputer, jakiś utwór razem wymyślimy?

Uznano, że kajdanki przy wyjazdach nie będą stosowane wobec pacjentów po 70-ce oraz osób, które ośrodek uznał za gotowe do wyjścia na wolność (sądy przeważnie wydają jednak decyzję odmowną).

W końcu będzie można się przytulić

Jednym z najistotniejszych postulatów jest możliwość widzeń bez obecności strażnika, choć pod okiem kamery. „W końcu będzie można się przytulić, pocałować, potrzymać za rękę. Do tej pory trzeba było trzymać dystans, nawet czułego słowa na osobności nie można było powiedzieć, bez obawy, że strażnik będzie słuchał i potem się naśmiewał” – mówi W., który poza ośrodkiem ma żonę i dzieci.

Dla J. widzenia to też kluczowa sprawa. „Siostry już się szykują, żeby przyjechać. W końcu nie będziemy siedzieć jak obcy, po dwóch stronach stołu”.

Pacjenci ze wszystkich oddziałów wywalczyli też prawo do spotkania z dyrekcją raz w miesiącu. Ma też powstać samorząd pacjentów.

„Fajnie, że udało nam się to wszystko osiągnąć w normalnych, cywilizowanych warunkach, bez agresji, wyzwisk” – mówi W.

Ministerstwo się nie pojawia

Najważniejszych kwestii nie da się jednak rozwiązać bez udziału Ministerstwa Zdrowia, tłumaczy dyrekcja. Np. zamontowania klimatyzacji, co wiąże się z inwestycją. W salach temperatura dochodzi latem niemal do 30 stopni.

Bez stanowiska ministra nie są też możliwe przepustki. Osadzeni nie mogą dziś wyjść z ośrodka, nawet gdy umiera ich bliski, choć w podobnych ośrodkach w Niemczech przepustki są traktowane jako niezbędny element przygotowywania pacjentów do powrotu do społeczeństwa.

Kompletną porażką ministerstwa jest kwestia przestrzeni życiowej

„Kiedy tworzono ośrodek w 2013, miało w nim być nie więcej niż 18 pacjentów. 7 lat później jest ich 90. Czy to znaczy, że jest tak wielu niebezpiecznych czy tak chętnie pozbawiamy ludzi szans powrotu do społeczeństwa?”

- pyta prof. Monika Płatek, która od lat monitoruje sytuację w Gostyninie.

„Dyrektor wielokrotnie wydawał opinię, że osadzony może opuścić KOZZD, ale sądy zawsze znajdą biegłych, którzy temu zaprzeczą”.

Przesuwanie limitu powyżej 60 osadzonych łamie gwarancję minimum 4 metrów kwadratowych na osobę. Tylko że w praktyce wszystkie te gwarancje są naruszane, co przyznają sądy, w których osadzeni wygrywają sprawy o przestrzeń życiową.

Do KOZZD w Gostyninie trafiają też osoby, których w ogóle nie powinno tu być.

Ministerstwo: 60 + 60 = 60?

W ośrodku poza osobami z zaburzeniami, które przebywają tu zgodnie z wyrokiem sądu i przepisami ustawy, są także:

  • Osoby chore psychicznie, które powinny być w szpitalach;
  • Osoby skierowane tu w ramach tzw. zabezpieczenia cywilnego – czyli tymczasowego pozbawienia wolności, choć to niedopuszczalne - bo przepisy kodeksu cywilnego dotyczą zabezpieczania mienia, a nie ludzi. Mimo sprzeciwu Sądu Najwyższego, sądy niższych instancji dalej stosują ten przepis do pozbawiania wolności;
  • Osoby, wobec których sąd najwyższy uchylił wyrok kierujący ich do KOZZD, ale nikt ich z ośrodka nie wypuścił;
  • Osoby kierowane do KOZZD na obserwację psychiatryczną, choć powinna się odbywać w zakładzie psychiatrycznym.

Chociaż ministerstwo wie o pogarszających się warunkach w przeludnionym KOZZD, ośrodek wciąż jest wpisany na listę placówek, do których sądy karne mogą wysyłać osoby po wyrokach na terapię zaburzeń preferencji seksualnych.

To zupełnie inna grupa niż pacjenci osadzeni w ramach ustawy o KOZZD.

Rzecznik Praw Obywatelskich czterokrotnie apelował do ministerstwa o wykreślenie tego zapisu, bo w KOZZD nie mieszczą się już sami osadzeni i nie ma miejsca na kolejne osoby kierowane na terapię.

Ministerstwo nie odpowiadało, ale w styczniu zmieniono obwieszczenie pogarszając sytuację. „Minister zdrowia zmieniał liczbę dostępnych miejsc na prowadzenie terapii stacjonarnej w ramach środka zabezpieczającego z 54 do 60. Chociaż wiemy, że ośrodek jest przepełniony, a niedawny bunt jest spowodowany pogarszającymi się warunkami bytowymi”.

„Sąd karny, który chce kogoś skierować na terapię stacjonarną, ma dziś do wyboru tylko KOZZD i jeszcze jeden szpital - nie będzie się zastanawiał czy w KOZZD są wolne miejsca”.

Chociaż w KOZZD nie ma obecnie żadnego pacjenta w ramach środka zabezpieczającego, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wkrótce trafiło ich tam 60, zgodnie z ministerialną kalkulacją, wykorzystując 200 proc. pojemności ośrodka.

Udostępnij:

Marta K. Nowak

Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne