Dostaję do ręki filcowe wlepki z Polską Walczącą. "Możecie je nakleić na drzwi mieszkania - wtedy poznają swoich na klatce" - mówi wokalista zespołu patrio-rockowego. A ja tylko przyszłam obejrzeć mecz o honor w warszawskiej parafii, której niecodzienne przedsięwzięcie finansowały Narodowe Centrum Kultury, Fundacja PZU, PGE i Poczta Polska

Natknęłam się na nią przypadkiem.

Przeglądałam w kwietniu 2018 wyniki konkursu “Kultura – Interwencje” Narodowego Centrum Kultury (“Celem programu jest tworzenie warunków dla wzmacniania tożsamości i uczestnictwa w kulturze na poziomie regionalnym, lokalnym i krajowym…”). Dofinansowanie dostała Fundacja Jana Pietrzaka (140 tysięcy zł), Lux Veritatis Rydzyka (52 tysiące – skromnie). Nuda, ci dwaj akurat ciągle coś dostają. Poza tym jakieś koncerty dla Papieża Polaka, zespoły pieśni i tańca, UKSW kręci film o żołnierzach wyklętych, ktoś robi wystawę o Piłsudskim i Kasztance….

Nuda, nuda, nuda.

Przewijam dokument w poszukiwaniu czegoś ciekawszego. Jest!

 Fundacja Kresy Historii. Zwycięski projekt: „Parafialna strefa kibica na 100 odzyskania niepodległości” [pisownia oryginalna – przyp.]. Przyznana kwota: 139 tysięcy złotych. Warszawska Białołęka.

Szukam w internecie informacji o „parafialnej strefie kibica” (zbitka tych trzech słów zupełnie mną zawładnęła). Teraz są setki wiadomości. „Mundial 2018 ogarnia parafie w całej Polsce” – pisze wp.pl, ale wtedy o Białołęce nie było ani słowa. Nawet strona Fundacji Kresy Historii o swoim projekcie milczała. Zwracam się do NCK, odpowiadają po dwóch tygodniach:

“Wyjątkowa strefa kibica na terenie parafii pw. Michała Anioła na warszawskiej Białołęce. Mistrzostwa świata połączone z obchodami 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości”. Transmisje wszystkich meczy na telebimach, koncerty, konkursy sportowe, z wiedzy historycznej, z wiedzy o Kościele, dla dzieci, dla młodzieży, spotkania z artystami, sportowcami, dziennikarzami, ludźmi kultury.

“Poszczególne dni będą tematyczne, poświęcone najważniejszym wydarzeniom z historii Polski, sportu i Kościoła. Organizatorzy zapewnią usługi gastronomiczne (przekąski, napoje, lody, ciasto, kiełbaski)”.

Rozmach – to mi się podoba.

 

Kluczowe są mecze polskiej reprezentacji. Zamarudziłam – mecz z Senegalem widziałam w pracy, z Kolumbią – z przyjaciółmi jedząc żur w chlebie. Polska – Japonia był ostatnim gwizdkiem. Dla polskiej kadry – żebyśmy nie wspominali ich z dreszczem wstydu za cudze grzechy, dla mnie – żeby doświadczyć parafialnej strefy kibica.

Strefa zresztą wciąż żyje. Dziś, 14 lipca, Belgia gra z Anglią o trzecie miejsce.

Jutro finał Francja – Chorwacja. A przed meczem  strefę ubogaci koncert „TERMOPILE I GOLGOTY POLSKIE” w wykonaniu „znanych polskich artystów”. Wśród nich – Jerzy Zelnik, znak rozpoznawczy – Faraon.

Piłsudski, karkówka, Japonia

Obok Dworca Wileńskiego na warszawskiej Pradze wsiadam w autobus 527. Po pół godzinie wyjeżdżamy z gęstej miejskiej zabudowy. Mijam część Targówka, gdzie królują centra handlowe, ulica Głębocka wyprowadza nas na warszawską Białołękę. Krajobraz się zmienia. Zamknięte osiedla, bloki i domki jednorodzinne, od czasu do czasu pojawia się Lidl lub Biedronka.

W bezpośrednim sąsiedztwie drewnianego kościoła parafii pod wezwaniem Michała Archanioła wyrastają budynki mieszkalne, z tyłu rozciągają się wysokie łąki i usypane z piachu górki porośnięte chwastami.

Po prawej stronie kościoła, patrząc od remontowanej Głębockiej, rozległy parking. Niepokojąco pusty. Wchodzę w parafialną strefę kibica.

Opis nie kłamał – są kiełbaski, karkówka, frytki, cola, piwo bezalkoholowe. Plus patrol policji.

Centralnym punktem strefy jest rozciągnięty na stelażu wielki namiot. Profesjonalne nagłośnienie, imponujący ekran o przekątnej kilkunastu metrów, krzesełka. Całość może komfortowo pomieścić kilkaset osób.

Nad wejściem baner PRZYSTANEK POLSKA 2018 STREFA KIBICA ozdobiony zdjęciem przedwojennego kabrioletu. Z odkrytego dachu sterczy Piłsudski, Dmowski, Daszyński i trzy inne postaci, których nie jestem w stanie rozpoznać. Tyły ubezpiecza kibic rozciągający nad pojazdem szalik z napisem POLSKA.

Rozsiadam się wygodnie. Za chwilę Polska zagra z Japonią o honor.

Nic za darmo

We wniosku dla NCK:

  • udostępnienie gruntu parafialnego wyceniono na 12 050 zł;

(z jednej strony, niewielka kwota jak za miesięczne użytkowanie powierzchni kilkuset metrów kwadratowych. Z drugiej – rzecz o tyle dziwna, że grunt udostępnia sobie sama parafia, która wydarzenie współorganizuje).

Lista kosztów obejmuje 30 pozycji, między innymi:

  • Honoraria artystów – 38 300 zł;
  • Promocja wydarzenia – 28 500 zł;
  • Namiot – 47 900 zł;
  • Patriotyczne uniesienia i sportowe emocje – bezcenne.

Za wszystko zapłacono pieniędzmi publicznymi oraz kasą od spółek skarbu państwa pieniędzmi.

Całość kosztów – kilkadziesiąt pozycji – oszacowana była na 400 tysięcy.Wnioskodawcy zwracają się do NCK o dotację 300 tysięcy. Jako potencjalnych kolejnych sponsorów wymieniają: PKO BP, Pocztę Polską, Orlen, PGNiG. W pierwszym naborze programu Kultura – Interwencje dostają jedną z najlepszych ocen.

Koszty przedstawione we wniosku wydają mi się rozsądne i gospodarne. Zwłaszcza, gdy dowiaduję się, że wynajęcie namiotu na jedną dobę z okazji 550-lecia parlamentaryzmu kosztowało 1 mln zł. MILION ZŁOTYCH.

Mecz o honor

Nie oddaję sprawiedliwości parafialnej strefie przychodząc akurat na ten mecz. Emocje już opadły, oglądanie Polska – Japonia, to dopełnianie obowiązku. Zdecydowanie lepsze byłyby dwa pierwsze z klasycznej polskiej triady: mecz otwarcia lub mecz o wszystko.

„Podczas meczu Polska – Senegal przewinęło się tu dwa tysiące osób – opowie mi później ks. Andrzej, pomysłodawca i organizator wydarzenia, a mnie w dołku ściśnie z rozczarowania – Po tamtym meczu odbył się koncert Reprezentacyjnego Zespołu Wojska Polskiego”.

Tego dnia parafialna strefa kibica nie tętni życiem. Jest 40, może 50 osób. Matki, ojcowie, synowie w koszulkach Lewandowskiego, córki w szortach i tiszertach. Część dzieciaków przyszła sama – są już w wieku, gdy pokazywanie się z rodzicami to śmierć towarzyska. Niektórzy mają koszulki Legii Warszawa.

Wszędzie rozpięte są banery sponsorów wydarzenia – PGE, Poczty Polskiej i Fundacji PZU. Na samym środku sceny, między pocztą i PGE, ktoś zawiesił flagę Polski. Na białym tle wybija się orzeł. Na czerwonym – napis „Contra Mundum”. Skądś kojarzę tę nazwę. Wpisuję do wyszukiwarki.

Contra Mundum

„Jest oświadczenie grupy Contra Mundum. Zespół miał wziąć 150 tys. zł…” – krzyczy nagłówek kultura.onet.pl, „Fala hejtu na Contra Mundum. Komu zależało na bojkocie koncertów?” – niezalezna.pl, „Contra Mundum, czyli polska muzyka wstaje z kolan. W TVP” – oznajmia wyborcza.pl.

„Wspaniały zespół  Contra Mundum grający patriotyczny rock” – zachwalał minister kultury, Piotr Gliński. Zespół nurtu patrio – rockowego (sami tak się nazywają) wsławił się zorganizowaniem w 2017 roku mini-trasy po Wielkiej Brytanii. Trzy koncerty – w Southhampton, Londynie i Manchesterze. Koszt: 150 tysięcy złotych. Zapłaciło Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Jak twierdzi VICE:

„na Facebooku gotowość udziału w tym ‚projekcie pojednania kultury polsko-brytyjskiej’ deklarowało odpowiednio 17, 32 i 10 internautów.

Wśród których zresztą powtarzały się te same nazwiska – osób związanych ze współorganizatorem, Stowarzyszeniem Patriotycznym „Ogniwo”„.

Londyński koncert nie odbył się wcale. Zespół twierdzi, że za „mini-trasę” zainkasował kwotę siedmiokrotnie mniejszą niż wskazują informacje MSZ, ale tajemnica handlowa nie pozwala im na ujawnienie faktur.

Jestem Polakiem, w sercu krzyż mam wyryty

Wracam do parafialnej strefy kibica. Przez cały miesiąc – tyle trwa Mundial – w Białołęce organizowane są koncerty. Co dwa, trzy dni.

Artystów księdzu pomaga dobierać Norbert “Smoła” Smoliński – wokalista Contra Mundum. Prywatnie – kolega księdza. “

Smoła idzie według patriotycznego klucza.

Jak czytam w rozpisce , w strefie wystąpili: Maleo Reggae Rockers i Panny Wyklęte, Karat NN (rap), Bartłomiej Kurowski (bard), Andrzej Kołakowski (bard), Charakter (rock), Mateusz Nagórski (bard), Dempsey (rap).

Tego ostatniego nawet kojarzę, bo mam taką wstydliwą przypadłość – interesuję się polskim rapem. Już w domu puszczę sobie z Youtube’a “Jestem Polakiem”, która ma umacniać miłość do JPII i chronić młode umysły przed „lewacką opozycją” i TVN:

Po 15 lat, wychowani przez komputer,
żelu garść na włosach, obcisłe spodnie na dupie.
Właśnie taki łak nie będzie obrażał Ojca –
szkoda Was, chłopaki, bo nie poznaliście wzorca.
Nie powiedzą w twarz, tylko przez fikcyjne konta.
Tata nie dał wpierdol, tylko TVN ogląda.

Tak dzisiaj wygląda Nowoczesnej wychowanie,
a walka o wolność to rysiowe kodowanie (…)
Czy to są dziwacy – lewacy, to chyba proste,
zakompleksione mózgi, które sprzedałyby Polskę!
Janie Pawle II to dla Ciebie proste słowa.
Pokochałeś Polskę tak, jak mało kto ją kocha (…)

Ref.: Jestem Polakiem, w sercu krzyż mam wyryty!
Nie jestem faszystą – to tylko stereotypy!

Z młodych piersi się wyrwało

Komentatorzy meczu : “Polacy ofiarnie interweniują. Na każdą akcję poświęcają sporo sił”. Oglądam, ziewam, piję colę i puszczam mimo uszu kolejne słowa komentatora rozpaczliwie starającego się zagadać pustkę.

„Wtedy to mieli ciśnienie, teraz to na nawet im się nie chce” – mówi jeden z ojców. Nie wiem, które „wtedy” ma na myśli: 1974, 1982, 2016?

W końcu gol. „Gooool! Jan Bednarek!!!”. Z młodych piersi wyrywa się krzyk radości. Dzieci podrywają się z krzeseł, falują napisy “Lewandowski” na koszulkach. Wyrzucone w powietrze białoczerwone szaliki opadają na podłogę serpentynami.

Ale potem atmosfera na stadionie i w strefie kibica krzepnie. Piłka toczy się leniwie. Adam Nawałka, jak później sam przyzna – dla radochy kibiców, wpuszcza na boisko Sławomira Peszko. Podobno został powołany na Mundial, bo jest najlepszym przyjacielem Roberta Lewandowskiego i prawdziwym dobrym duszkiem polskiej kadry.

„Peszkiiin! Peszkiiin!” – wołają dowcipnie ojcowie.

„Sła-wo-mir-Pe-Szko! Ta-ta-ta-ta-ta!” – skandują mali Lewandowscy.

Przez chwilę jest wesoło. Dzieci śmieją się i dokazują. Z upływem czasu jednak oblicza kibiców tężeją, a wokół gęstnieje nuda.

Jubileusz, którego nie było

Ostatnie kilkanaście minut jest jak oglądanie żuka, który przewrócił się na pancerz i bezradnie, coraz słabiej, przebiera nóżkami. Zapada cisza.

Pojedyncza wymiana zdań:

„Hańby nie ma, trzy punkty zdobyli”.

„Jak nie ma hańby?! Jak grają w hańbie!”.

Wygląda na to, że wygramy mecz, ale w powietrzu unosi się przejmujący smutek. Japończycy przegrywają przegraną, która daje im awans do fazy pucharowej. Tylko nie wolno im popełnić faulu. Grają, żeby tylko dowieźć wynik. Polakom na boisku najwyraźniej chodzi o to samo.

Japończycy grają więc na własnej połowie, obrońcy leniwie podają sobie piłkę. Polacy patrzą. Patrzą Polacy na boisku, Polacy na trybunach, Polacy w parafialnej strefie kibica.

Przy bocznej linii niecierpliwi się Jakub Błaszczykowski. To ma być jego 102 mecz w reprezentacji. Chce się zrównać z rekordzistą występów w kadrze, Michałem Żewłakowem.

Tymczasem Japończycy, jak na złość, ani myślą wykopać piłkę na out. Robi się nerwowo. Adam Nawałka wykrzykuje coś w stronę Kamila Grosickiego, a ten po chwili rzuca się na murawę i zwijając z bólu. Na nic te wybiegi. Japończycy niewzruszeni kopią dalej. Gwizdek sędziego. Koniec meczu.

Najsmutniejsze zwycięstwo świata! Parafialna strefa kibica wyludnia się jak plaża o zmierzchu. A to przecież nie koniec.

“Niemieckie obozy! Nie polskie!”

Na scenę wchodzi ksiądz Andrzej – pomysłodawca i organizator imprezy. Zachęca resztki zgromadzonych do koncertu, który ma rozpocząć się „już za 50 minut”:

“Norbert ‚Smoła’ Smoliński, bardzo dobry wokalista. Śpiewa poezje Baczyńskiego, Herberta, śpiewa o żołnierzach niezłomnych” – krótko, ale treściwie informuje ksiądz.

Głupio byłoby przegapić, skoro już tu jestem. Nie wiadomo, kiedy nadarzy się druga taka okazja.

W oczekiwaniu na występ, spaceruję po pobliskich łąkach. Z zarośli podrywa się spłoszona kuropatwa.

Na scenie wkracza Norbert “Smoła” Smoliński. Statyw mikrofonu owinięty jest polską flagą. Za wokalistą na telebimie migają biało-czarne zdjęcia z czasów II wojny. Lubi kontakt z publicznością, piosenki zdają się tylko ubarwieniem snutej opowieści.

“Dla młodych – to takie zetknięcie z historią. Dla starszych – utrwalenie tego, co było. Oby nigdy więcej!”

– słychać melancholijny głos artysty.

“Smoła” ma lat 50, rocznikowo wpasowuje się idealnie między dwie grupy wiekowe, które pragnie nauczać.

Kolejna piosenka w tematyce wojennej, Gajcy czy inny Bojarski. „Smoła” upomina publiczność:

“Niemieckie obozy! Nie polskie!”.

Gadżety od IPN

Potem pora na sekwencję zdjęć wygnańców, coś o tym, że w przeddzień wojny gałęzie jabłoni uginały się od owoców, a potem cierpienie, śmierć, wojna, obozy, czyściec i wszystko od nowa. “Pamiętajcie, że to zezwierzęcenie miało dwa oblicza – nazistowskie i sowieckie” – dopowiada „Smoła” z offu.

Rozglądam się po sali. Garstka widzów siedzi w skupieniu sztywno wpatrzona w scenę. Kobieta ma na ramieniu biało-czerwoną przepaskę ze znakiem Polski Walczącej.

“Po wojnie sowieci wysyłali do obozów bohaterów, którzy w trakcie wojny biegali z opaskami” – wtrąca wokalista, żeby przystępnie wyjaśnić dwie formy zezwierzęcenia

Nagle muzyka przestaje grać. „Smoła” wyciąga z torby garść przedmiotów. Wraca do mikrofonu i kieruje się wprost do nas:

“Jeździmy w trasę po całej Polsce i rozdajemy na koncertach gadżety od IPNu”.

Po sali zaczynają rozchodzić się trójwymiarowe, filcowe wlepki.

„Można nakleić na laptopa, na drzwi mieszkania – reklamuje Smoła – O, wtedy to poznają swoich na klatce. Albo i odwrotnie – możecie się komuś narazić”.

“Trudny to czas, czas igrzysk, żeby zainteresować ludzi czymś wyższym, czymś ważniejszym. Ludzie wolą prostą rozrywkę. Dlatego dziękuję Wam, że przybyliście tak licznie” – uśmiecha lekko Smoła, ale dziwnym sposobem jego twarz nadal wyraża nabożne skupienie.

Wszystkim nam, 29 osobom w parafialnej strefie kibica (z dźwiękowcami – 32), robi się ciepło na sercu. Ktoś nas docenieł.

***

„Nędza piłki nożnej jest jednocześnie wyrazem rzeczywistej nędzy i protestem przeciw nędzy rzeczywistej. Piłka nożna jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Piłka nożna jest opium ludu”.

Autor nieznany

 

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o polityce i mediach. Prowadzi relacje LIVE w mediach społecznościowych.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press