W Warszawie, Wrocławiu czy Poznaniu to już codzienność – e-hulajnogi stoją na każdym rogu, a ich użytkownicy co chwila mijają przechodniów. W Niemczech nie były dopuszczone do użytku. Ale właśnie uchwalono przepisy, które otworzą dla nich ulice miast, ale pod ostrymi warunkami  

Hulajnogi z napędem elektrycznym są w Niemczech uznawane za pojazd mechaniczny, a takie muszą mieć zezwolenie na poruszanie się po drogach publicznych. Obecnie nie obejmują ich żadne istniejące w Niemczech przepisy (w odróżnieniu od np. segwayów, które można spotkać na niemieckich drogach), stąd konieczność uchwalenia nowych.

Uchwalona na początku maja regulacja zakłada, że możliwe będzie poruszanie się na e-hulajnogach od 14 roku życia i nie mogą jechać szybciej niż 20 km/godz. Dopuszczono także 12-latków, ale tylko na wolniejszych hulajnogach, z maksymalna prękością 12 km/godz.

W debatach wokół nowych przepisów wiek był kwestią sporną. Ze względów bezpieczeństwa niektórzy chcieli podwyższenia wieku do 15 lat. Krytycy przyjętego rozwiązania obawiają się, że używanie pojazdów przez dzieci (12 lat) może być niebezpieczne dla nich i pozostałych uczestników ruchu.

Ścieżki rowerowe otwarte

Jednym z kluczowych punktów nowych przepisów jest, że użytkownicy e-hulajnóg będą mogli poruszać się po drogach przeznaczonych dla rowerów, w razie braku takich, po ulicy.

Dyskusyjne było przy tym rozwiązanie, czy hulajnogi nie przekraczające prędkości 12 km/h mogą jeździć po chodnikach. Ostatecznie zrezygnowano z tego pomysłu ze względu na zagrożenie  dla pieszych.

Wpuszczenie e-hulajnóg na ścieżki rowerowe też ma swoich krytyków – są one bowiem wąskie i w Niemczech i tak często przepełnione. Stąd też nakaz jeżdżenia na e-hulajnodze maksymalnie z prawej strony oraz w rządku, a nie obok siebie.

W odróżnieniu od motorynek, e-hulajnogi nie będą musiały mieć numeru ubezpieczenia, a jedynie stosowną naklejkę, która informować będzie o zawartym ubezpieczeniu. Natomiast podobnie jak w przypadku jazdy samochodem, kierujący pojazdem nie może być pod wpływem alkoholu – do 21 roku życia w ogóle, później górna granica to 0,5 promila.

Otwartą kwestią jest, czy e-hulajnogę będzie można zabrać do autobusu czy metra. Ustawodawca zostawia tę decyzję zakładom komunikacji miejskiej. Mogą one pozwolić na przewożenie w swoich środkach transportu lub tego zakazać.

Polska wolna amerykanka

W Polsce obecnie nie obowiązują żadne przepisy dotyczące tego typu pojazdów. Ich użytkownicy nie mogą jeździć po ścieżkach rowerowych czy ulicach, są traktowani jak piesi i powinni używać chodników.

Jako pieszych nie dotyczy ich także zakaz jazdy pod wpływem alkoholu czy zakaz korzystania z telefonu w czasie jazdy. Stąd fale dyskusji o niebezpieczeństwie, jakie stwarzają e-hulajnogi, i konieczności uregulowania ich użytkowania.

Ministerstwo Infrastruktury zapowiada szybkie wprowadzenie regulacji. Nie czekając na władze centralne, sprawą zajmują się samorządy. Krakowscy radni podjęli uchwałę z wnioskiem do prezydenta Krakowa, by w mieście powstał gęsta sieć stacji, gdzie hulajnogi będzie można wypożyczyć, zostawić i naładować, aby w ten sposób dbać o bezpieczeństwo, ale i promować ekologiczne środki transportu.

Miasta są za

Także w Niemczech zwolennikami e-hulajnóg są niektórzy przedstawiciele miast. Argumentują oni, że dzięki zwiększeniu liczby użytkowników dróg rowerowych, wzrośnie też nacisk na lobby samochodowe, które będzie musiało ustąpić miejsca na jezdniach na ścieżki dla ekologicznych jednośladów.

To właśnie stąd w dyskusjach podnoszona jest też możliwość przewożenia e-hulajnóg w środkach komunikacji publicznej, jako sposób wspierania używania ich zamiast samochodów.

Podobnie jak w Polsce, tak i w Niemczech, amatorzy tego środka transportu nie muszą natomiast liczyć się z karami za nieposiadanie kasku. Ten nie będzie wymagany, choć zalecany.

W Niemczech toczy się wiele dyskusji wokół obowiązku zakładania kasku podczas jazdy na rowerze (nie ma takiego obowiązku nawet dla dzieci),  a ministerstwo transportu wyemitowało nawet kontrowersyjną reklamę, z parą młodych ludzi w samej bieliźnie i kaskach, z podpisem: „Looks like shit, but safe my life”, która ma zachęcać do używania kasków.

Teraz podobna debata objęła też użytkowników elektrycznych hulajnóg. Podawane są przykłady wskazujące zasadność posiadania kasku. Donosi się o rosnącej liczbie wypadków związanych z urazami głowy, w tym śmiertelnych, w Stanach Zjednoczonych.

Zwraca się też uwagę na ogólne niebezpieczeństwo, jakie stwarza używanie tych jednośladów. Opisuje się, na przykład przypadki zablokowania przedniego koła, co w Nowej Zelandii czy Szwajcarii doprowadzało do wypadków i wycofania na pewien czas części hulajnóg z użytku przez operatora.

W Polsce, gdzie nie ma również obowiązku zakładania kasku podczas jazdy rowerem, w przepisach prawa panuje dowolność także w przypadku e-hulajnóg. Ale już poszczególni operatorzy różnie podchodzą do tego problemu.

Przykładowo Lime zobowiązuje użytkowników do jazdy w kasku, trudno natomiast stwierdzić, co się stanie, jeśli nie będą się oni do tego stosować. Podobnie nikt nie ściga osób małoletnich, które według regulaminów poszczególnych firm, nie mogą wynajmować pojazdów, czy jeżdżących we dwójkę. W przypadku wypadku ten, kto złamie regulamin, musi się jednak liczyć z brakiem wypłacenia odszkodowania.

W blokach startowych

Operatorzy e-hulajnóg z niecierpliwością czekają na wejście na niemiecki rynek. Do wprowadzenia pojazdów w Berlinie przymierzają się: Lime, Bird, Hive, Tier, Voi, Go Flash, Wind i Spin. Od lata mają zagościć na niemieckich drogach.


Autorka, dr Agnieszka Łada, jest dyrektorką programu europejskiego w Instytucie Spraw Publicznych, ekspertką spraw niemieckich.

Tekst jest częścią cyklu #NiemcyWzblizeniu  realizowanego przez Instytut Spraw Publicznych www.isp.org.pl i Fundację Konrada Adenauera w Polsce www.kas.pl

OKO.press opublikowało już z tego cyklu tekst:

Zbyt częsta odra za Odrą. Jak Niemcy walczą z uchylaniem się od szczepień

Niemiecka kolej się spóźnia, bo nie ma kto pracować. Może pomogą uchodźcy

Merkel nie przebiła szklanego sufitu. Szanse kobiet i mężczyzn w Niemczech ciągle nierówne


Doktor politologii, niemcoznawczyni. Kierownik Programu Europejskiego Instytutu Spraw Publicznych. Ukończyła politologię na UW, podyplomowe studia w zakresie psychologii organizacji w Dortmundzie oraz Executive Master of Public Administration na Hertie School of Governance w Berlinie. Była przewodnicząca Rady Dyrektorów Policy Associations for an Open Society (PASOS). Członkini Grupy Kopernika, Rady Polsko-Niemieckiej Współpracy Młodzieży oraz Rady Nadzorczej Fundacji Krzyżowa dla Porozumienia Europejskiego. Autorka licznych publikacji z zakresu problematyki europejskiej i stosunków polsko-niemieckich.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym