11 października 2020

W Polsce coraz mniej wolnych respiratorów, chaos w szpitalach. Trumpa choroba niczego nie nauczyła

W Polsce odnotowano w niedzielę 4 178 nowych przypadków, na całym świecie ponad jest ich już 37 milionów. Kosiniak-Kamysz za wzrost zachorowań w Polsce wini otwarcie szkół. Donald Trump 10 dni od diagnozy COVID-19 mówi: „czuję się świetnie" i dalej łamie wszystkie zasady dystansu

Chociaż rząd uważa, że ma COVID-19 pod kontrolą, liczba osób hospitalizowanych i zajętych respiratorów niebezpiecznie rośnie. Liczba nowo stwierdzonych zakażeń osiągnęła rekord – 5 300 – w sobotę 10 października. W niedzielę zakażeń jest o ponad tysiąc mniej, ale nie wiadomo, co przyniesie poniedziałek. Jeśli spojrzymy na wykres, niedzielne wyniki zwykle przynosiły spadek, ale w ciągu tygodnia wzrost wykrytych zakażeń szybko nabiera tempa. Województwo małopolskie (685) wyprzedziło mazowieckie (433) pod względem liczby nowych zakażeń. Dalej jest wielkopolskie (380) śląskie (354) i pomorskie (331).

Razem w Polsce wykryto już 125 816 zakażeń SARS-CoV-2. Aktywnych przypadków jest 42 510, zmarły 3 004 osoby, a wyzdrowiało 80 302.

Aktywnych przypadków przybyło 2 826, to prawie o połowę mniej niż w sobotę.

W ciągu ostatniej doby wykonano ponad 31 tys. testów.

Coraz więcej zajętych łóżek i respiratorów

Poza wzrostem zakażeń najbardziej niepokojąca jest stale rosnąca liczba zajętych respiratorów, hospitalizacji oraz zgonów. Według danych Ministerstwa Zdrowia 11 października zajęte są już 383 respiratory – najwięcej od początku pandemii. To prawie połowa z początkowej puli przygotowanej na jesień dla pacjentów z COVID-19.

Coraz więcej osób potrzebuje też hospitalizacji – w szpitalach zajętych jest już 4 924 łóżek dla pacjentów z koronawirusem. Niestety nawet tam, gdzie są łóżka i sprzęt, zaczyna brakować personelu. Procedury, podział funkcyjny szpitali i brak skutecznej komunikacji spowalniają przyjmowanie pacjentów.

Opolska „Gazeta Wyborcza" donosi o przypadku mężczyzny, który zmarł w karetce, czekając, aż pracownicy skończą dezynfekcję oddziału SOR. „Takie sytuacje będą się niestety zdarzać coraz częściej, bo szpital w Koźlu ma dalej 12 miejsc respiratorowych dla osób zakażonych koronawirusem" - mówi „GW" dr Norbert Krajczy, dyrektor Zespołu Opieki Zdrowotnej w Nysie. „Maszyn i miejsc być może jest więcej, ale nie ma już ludzi do ich obsługi".

Z kolei „Tygodnik Bydgoski" opisał przypadek 70-letniej kobiety, która trafiła do szpitala w Zawierciu z silnym bólem brzucha i gorączką. Kazano jej czekać 36 godzin na wynik testu na koronawirusa. Zmarła na szpitalnym korytarzu, okazało się, że nie miała koronawirusa, tylko zapalenie wyrostka.

11 października ministerstwo poinformowało o śmierci 32 osób. Od jakiegoś czasu przy raportowaniu o liczbie zgonów robi się rozróżnienie na osoby zmarłe „z powodu COVID-19" – tych było trzy, oraz osoby zmarłe „z powodu współistnienia COVID z innymi schorzeniami"

Politycy: wina rządu, wina społeczeństwa

Prezes PSL, Władysław Kosiniak-Kamysz zarzuca rządowi, że działania są spóźnione i nieprzemyślane. „Wpadli we własne sidła, mówiąc, że epidemia jest w odwrocie. Rozluźnili atmosferę, doprowadzili do tego, że 30 proc. młodych ludzi nie wierzy w pandemię" - mówił w niedzielnej „Kawie na ławę".

Kosiniak-Kamysz za główną przyczynę niekontrolowanego wzrostu zachorowań uważa decyzję o otwarciu szkół, mówi o powtarzającym się w Polsce „scenariuszu izraelskim", gdzie zachorowania wzrosły gwałtownie właśnie, kiedy wrócono do stacjonarnego nauczania.

Poseł PO Marcin Kierwiński zwracał z kolei w programie uwagę, że wprowadzone w marcu obostrzenia i lockdown, które miały tak duże konsekwencje dla gospodarki, były kupowaniem czasu na przygotowania do drugiej fali zachorowań. „Dziś można śmiało powiedzieć, że ten czas został zmarnowany".

„Premier, który dymisjonował wirusa w czerwcu i lipcu, powinien uderzyć się w pierś, rozmawiać z opozycją i czerpać z ich pomysłów. Lewica je składa i mówi: bierzcie" – mówił szef klubu Lewicy Krzysztof Gawkowski. „Od jednych słyszymy, że robimy za mało, od drugich słyszymy, że robimy za dużo" – skarżył się za to Kamil Bortniczuk z Porozumienia.

Zastępca Szefa Kancelarii Prezydenta Paweł Mucha przekonywał z kolei, że rząd podejmuje zdecydowanie działania i nawoływał do tego, żeby jako społeczeństwo, „ale także jako klasa polityczna" być jedną drużyną. „Od naszych zachowań społecznych zależy, jakie będzie tempo rozprzestrzeniania się koronawirusa" – powiedział precyzując, że chodzi o przestrzeganie obostrzeń.

Przykład czegoś zupełnie przeciwnego zaprezentował nie tak dawno nowy minister nauki, Przemysław Czarnek, który odwiedził w sobotę 3 października swoją babcię w lubelskim szpitalu. Dwa dni potem ogłosił, że ma koronawirusa. W zupełnie innej sytuacji niż minister edukacji są matki wcześniaków, którym szpitale zakazują kontaktu z dziećmi, mimo wytycznych ekspertów, a nawet ostrej reakcji rzecznika praw pacjenta.

Trump powraca, bez maseczki

W sobotę prezydent Donald Trump przemówił do narodu z balkonu Białego Domu, pierwszy raz, od kiedy ponad tydzień temu zdiagnozowano u niego koronawirusa. Na temat swojego zdrowia powiedział tylko: „czuję się świetnie". Chociaż w piątek robiono mu test, jasno nie odpowiedział, jaki był jego wynik.

Podczas przemówienia opowiadał o tym, jak amerykańska gospodarka wychodzi z kryzysu „najszybciej w historii", a koronawirus – który nazwał kilka razy „chińską chorobą", zniknie, a nawet już znika, bo szczepionka będzie gotowa w „rekordowym tempie".

Na spotkanie zaproszono 2 tys. osób, przyszło około 500. Zgromadzenie łamało wszelkie możliwe zasady i zalecenia. Ludzie tłoczyli się pod balkonem, wykrzykiwali słowa poparcia, a zdaniem „Guardiana" i z poprawną techniką noszenia maseczek było u nich różnie.

„Zaczynamy mocno, z naszymi wiecami i wszystkim, bo nie możemy pozwolić, aby nasz kraj stał się narodem socjalistycznym” – zapowiedział prezydent.

Rzecznik Joe Bidena miał na temat wiecu Trumpa zgoła inną opinię. „Wydaje się, że Donald Trump żyje w alternatywnej rzeczywistości, gdzie nie jest chory i nie zaraża COVID-19 i gdzie nie zorganizował właśnie wydarzenia, które zdaniem krajowego eksperta ds. chorób zakaźnych miało duży potencjał transmisji i mogło zarazić dziesiątki osób".

Sytuacja na świecie

Wbrew tryumfalistycznej narracji Trumpa, koronawirus wciąż ma się świetnie i rośnie w siłę. Dzisiaj w USA odnotowano prawie tysiąc zgonów, nowych zakażeń było ok. 57 tys. Na całym świecie mieliśmy ponad 37 milionów zakażeń i ponad milion zgonów. Największy przyrost zachorowań był dziś w Rosji ( 13 634) i Francji. W Holandii w ciągu ostatniej doby wykryto prawie 6504 chorych.

Na COVID-19 najwięcej osób zmarło w USA (214 599), Brazylii (150 198), Indiach (108 334) i Meksyku (83 642). W Ameryce Łacińskiej i na Karaibach odnotowano w sobotę 10 milionów przypadków. To także region o największej liczbie przypadków śmiertelnych.

We Francji także miał miejsce rekord nowych zachorowań: 27 tys. Francuskie badania wśród pielęgniarek pokazują, że coraz częściej cierpią na wypalenie zawodowe w związku z pandemią. 57 proc. respondentek przyznaje, że kryzys związany z koronawirusem je wyczerpał, prawie połowa z nich przyznaje też, że zmęczenie może wpłynąć na jakość ich pracy. Według sondażu 37 proc. chce zmienić pracę. 43 proc. nie wie, czy za pięć lat nadal będą pielęgniarkami.

Udostępnij:

Marta K. Nowak

Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne