Według naukowców funkcjonujący w Polsce model gospodarki łowieckiej nie jest ani racjonalny, ani zrównoważony. Nie zarządza również populacjami dzikich zwierząt w oparciu o wiedzę naukową

„Uważamy […], że obecny model gospodarki łowieckiej nie spełnia kryteriów racjonalnego, zrównoważonego i opartego na wiedzy zarządzania. Przeciwnie, współczesne łowiectwo nie realizuje wielu ważnych funkcji […], a w ekstremalnych przypadkach (np. gdy myśliwi celowo lub przypadkowo zabijają zwierzęta z gatunków chronionych) wręcz przyczynia się do trwającego zaniku bioróżnorodności” – napisali przyrodnicy z Polskiej Akademii Nauk (PAN) i innych jednostek naukowych.

Badacze zaapelowali o „pilną i głęboką reformę” łowiectwa – „zanim będzie za późno”.

„Potrzebujemy publicznej debaty o przyszłości łowiectwa w Polsce, która będzie uwzględniała nie tylko głos myśliwych, ale całego społeczeństwa” – mówi OKO.press dr hab. Michał Żmihorski z Instytutu Biologii Ssaków PAN, jeden z sygnatariuszy apelu.

„Musimy zadać sobie pytanie o to, czy odstrzał zwierząt łownych jest zawsze najlepszym sposobem zarządzania ich populacjami” – dodaje naukowiec.

  • Zobacz pełną listę sygnatariuszy

    Pod apelem podpisali się: dr Piotr Bentkowski (Institut Pierre Louis d’Epidémiologie et de Santé Publique, kolektyw „Nauka dla Przyrody”), dr hab. Michał Żmihorski (Instytut Biologii Ssaków PAN), dr hab. Rafał Kowalczyk, prof. PAN (Instytut Biologii Ssaków PAN), dr hab. Zofia Prokop (Wydział Biologii UJ, kolektyw „Nauka dla Przyrody”), dr hab. Paulina Kramarz, prof. UJ (Wydział Biologii UJ, kolektyw „Nauka dla Przyrody”), dr hab. Krzysztof Schmidt, prof. PAN (Instytut Biologii Ssaków PAN), dr Barbara Pietrzak (Wydział Biologii UW, kolektyw „Nauka dla Przyrody”), prof. dr hab. Joanna Pijanowska (Wydział Biologii UW, Nauka dla Przyrody, była przewodnicząca Państwowej Rady Ochrony Przyrody), prof. dr hab. Piotr Skubała (Wydział Nauk Przyrodniczych UŚ, kolektyw „Nauka dla Przyrody”), dr hab. Przemysław Chylarecki, prof. PAN (Muzeum i Instytut Zoologii PAN) i dr hab. inż. Robert Mysłajek (Wydział Biologii UW).

Apel kontra apel

Opublikowany w „Rzeczpospolitej” apel naukowców to odpowiedź na inny apel – autorstwa Witolda Daniłowicza. Ten radca prawny, myśliwy i publicysta łowiecki opublikował 12 grudnia 2019 tekst „Popierajmy łowiectwo, zanim będzie za późno”.

Autor przekonywał, że rezygnacja z łowiectwa jest niemożliwa, bo przyrost liczby zwierząt – wymienia jelenie, sarny i dziki – powoduje „szereg problemów na styku społeczeństwa, gospodarki i środowiska”. Metody alternatywne – jak np. antykoncepcja dzikich zwierząt – są albo niepraktyczne, albo za drogie.

Dlatego „kluczowa rola w procesie zarządzania populacjami zwierząt przypada myśliwym”, przekonuje Daniłowicz. I apeluje: „Popierajmy łowiectwo, ponieważ dla tego, co robią dla nas myśliwi, nie ma sensownej alternatywy”.

Zdaniem naukowców, autorów apelu będącego odpowiedzią na tekst Daniłowicza,

tezy zawarte w tekście myśliwskiego publicysty „tworzą […] mylny obraz funkcjonowania populacji dzikich zwierząt, jak również funkcjonowania i zasadności gospodarki łowieckiej w obecnym jej kształcie”.

Kiedy odstrzał jest zasadny?

„Nie odmawiamy łowiectwu potencjalnie pomocniczej roli w racjonalnym gospodarowaniu zasobami przyrodniczymi i łagodzeniu konfliktów na linii człowiek – dzikie zwierzęta” – piszą naukowcy. Chodzi np. o takie sytuacje, w których – w wyniku zmian, jakie wprowadził w przyrodzie człowiek – rozwój jednych gatunków zagraża innym.

„Dobrym przykładem jest sytuacja lisów, które wybierają jaja z gniazd ptaków, również tych bardzo rzadkich. Lisy w wielu regionach nie mają żadnych naturalnych wrogów, szczepi je się też przeciwko wściekliźnie, więc ich populacja się zwiększa” – tłumaczy w rozmowie z OKO.press dr hab. Michał Żmihorski.

„W takich sytuacjach regulacja ich liczebności poprzez odstrzał – właśnie po to, by chronić wspomniane ptaki – może w określonych sytuacjach być uzasadniona” – dodaje naukowiec.

Jednak, zdaniem naukowców, funkcjonujący w Polsce model gospodarki łowieckiej nie jest ani racjonalny, ani zrównoważony. Nie zarządza również populacjami dzikich zwierząt w oparciu o wiedzę naukową. I właśnie to Daniłowicz pominął w swoim apelu o popieranie łowiectwa w Polsce.

O czym zwolennicy „polskiego modelu łowiectwa” milczą

Naukowcy punktują: nie jest tak, że łowiectwo w Polsce nie zagraża rodzimym gatunkom zwierząt łownych, a jedynie obniża ich rzekomo nadmierne liczebności.

W Polsce bowiem poluje się też na gatunki, których liczebności od lat zniżkują.

To np. cztery gatunki ptaków: łyska, czernica, cyraneczka i głowienka. Ich sytuacja jest już na tyle poważna, że Polski Komitet Krajowy Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN) zaapelował o wykreślenie ich z listy gatunków łownych. O sprawie OKO.press pisało tu:

Autorzy apelu zaznaczają też, że publicysta Daniłowicz argumentując za zasadnością łowiectwa, wskazał tylko na gatunki, które rzeczywiście robią szkody w rolnictwie i leśnictwie – dzika, jelenia i sarnę. Ale już nie wspomniał, że na liście zwierząt łownych są też takie, które nie powodują żadnych szkód i nie wchodzą z ludźmi w konflikty.

„Do takich zalicza się np. większość ptaków łownych. Na przykład słonki i jarząbki nie powodują strat ekonomicznych, ich populacje nie są zbyt liczne, a mimo to są one zabijane w ramach polowań” – piszą naukowcy.

Daniłowicz szerokim łukiem omija temat dokarmiania przez myśliwych zwierząt, na które polują. A ma ono duże znaczenie, np. dla dużego w ostatnich latach wzrostu populacji dzików.

Do lasu wyrzuca się bowiem duże ilości bardzo energetycznej karmy, ale nieodpowiedniej dla dzikich zwierząt – np. kukurydzy, marchwi i chleba – przez co zimy przeżywa więcej zwierząt. A na dodatek zwierzęta przyzwyczajają się do pokarmu, który nie występuje w ich środowisku.

„To z kolei może zwiększać szkody w uprawach rolnych” – ostrzegają badacze.

Autorzy apelu wskazują też, że pomimo tego, iż myśliwych rzekomo martwi wzrost liczebności saren, jeleni i dzików, to jednak w ich środowisku wciąż pojawiają się głosy, by przywrócić odstrzał chronionych obecne wilków. Pomimo tego, że to właśnie wilki w sposób naturalny i skuteczny obniżają liczebność ssaków kopytnych.

„Obecność wilków wpływa również na zachowanie kopytnych, skutkiem czego robią one mniej szkód w lesie” – przypominają naukowcy.

Matematyka fikcji

Badacze wskazują też, że podając liczbę zwierząt „co do sztuki”, Daniłowicz (i tu należałoby dodać także Polski Związek Łowiecki) tworzy złudzenie, jakoby myśliwi mieli rzetelną i precyzyjną wiedzę o ich liczebności. A to nieprawda.

Dlatego, mówi OKO.press dr hab. Żmihorski, żeby w ogóle łowiectwo mogło być racjonalne i zrównoważone oraz oparte na nauce, musimy wiedzieć, ile tych zwierząt jest. „Dzikich zwierząt nie da się policzyć w taki sposób, w jaki liczy się np. krowy w zagrodzie. Ale potrzebujemy chociaż danych wskaźnikowych, które powstaną w oparciu o naukowe metody” – mówi badacz.

„Dziś w gospodarce łowieckiej korzysta się głównie z tzw. obserwacji całorocznych, które nie mają nic wspólnego z nauką. Rzetelne dane o liczebności powinny być zbierane dla możliwie jak najmniejszych powierzchni, np. obwodów łowieckich” – dodaje.

Zdaniem badacza, bardzo ważne, byśmy mieli takie statystyki dla ptaków łownych. I to pokazujące zmiany ich liczebności w czasie, osobno dla każdego gatunku. Bo takich danych nie ma. A na dodatek np. dane o odstrzale wszystkich kaczek w rocznej sprawozdawczości łowieckiej podaje się sumarycznie – jako „dzikie kaczki”.

„Tymczasem musimy wiedzieć, ile konkretnie myśliwi zastrzelili kaczek krzyżówek, czy kaczek czernic. Tylko wtedy będzie możliwe przygotowywanie planów łowieckich w sposób racjonalny, w sposób niezagrażający gatunkom” – mówi dr hab. Żmihorski.

Wsłuchać się w głos społeczeństwa

Zdaniem autorów apelu, zreformowany model łowiectwa powinien też brać pod uwagę oczekiwania społeczne, bo głos niepolujących jest również ważny. M.in. dlatego, że

„społeczna akceptacja dla zabijania dzikich zwierząt, szczególnie w ramach polowań rekreacyjnych i dla pozyskania trofeów, maleje na całym świecie, w tym w Polsce”.

Dr hab. Żmihorski w tym kontekście podkreśla, że również ze względów ekonomicznych rezygnacja z polowań na jakimś obszarze może być uzasadniona.

„Przykładowo, jeśli gdzieś mamy las, który daje niskiej jakości drewno, to może zamiast zezwalać tam na polowania w celu ograniczania szkód w drzewostanie, warto ten las zostawić samemu sobie i postawić tam raczej na turystykę przyrodniczą oraz fotograficzną?” – pyta badacz.

OKO.press sprawdza, czy politycy ratują świat przed katastrofą klimatyczną.
Wesprzyj nas, też chcemy przeżyć.

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.


Komentarze

  1. Lech Małolepszy

    I dlaczego szerokim łukiem przeciwnicy łowiectwa omijają badania naukowe, które potwierdzają nadmierny rozrost populacji dzika przez mikotoksyny zawarte w kukurydzy?
    Pierwszy przykład z brzegu:
    https://wles.up.poznan.pl/sites/def­ault/files/postepowania_habilitacyj­be/Autoreferat%20J.%20Pa%C5%82ubick­i.pdf
    Wpływ dokarmiania na przyrost zawsze był marginalny, a de-facto tego dokarmiania dziś praktycznie nie ma.
    Rozumiem, że dla wszystkich ruchów antyłowieckich są to informacje niewygodne i konsekwentnie przemilczane przez ich przedstawicieli w każdej debacie.
    Czy wynika to z ich niewiedzy?

    • Aleksandra Filipiak

      Wpływ dokarmiania nie jest marginalny, co sami myśliwi podkreślają. Są zobowiązani ustawą do dokarmiania zwierząt, wydają na to kupę hajsu. Stosują 'pasy zaporowe' przed polami, żeby zwierzęta zjadły to co na tych pasach, a nie na polach, wysypując też kukurydzę. No i heloł, prowadzą OHZty, ośrodki hodowli zwierzyny, gdzie się HODUJE, więc oczywiście karmi. Jeden (a może więcej) OHZtów hodował dziki! "Na terenie tego OHZ prowadzono również hodowlę sokoła wędrownego oraz dzika – gatunku szczególnie pożytecznego na terenach leśnych" – strona 57 raport NIK "Prowadzenie gospodarki łowieckiej". Ja co chwila natykam się na wysypane żarcie w lesie, różnej ilości, jakości i składu. Jeżeli masz dane, które mówią o wpływie dokarmiania OGÓLNIE przez myśliwych i które gatunki od tego ile przyrastają – bardzo chętnie. Poza tym, link, który podałeś, nie działa. Za to poczytaj sobie ten raport, zanim coś hukniesz.

  2. Mariusz Śniatowski

    Panie Jurszo może zamiast manipulować faktami, w końcu napisze Pan prawdę.
    dr hab. Michał Żmihorski już raz wypowiadał się jako fachowiec od kornika w Puszczy Białowieskiej gdzie użył sformułowania wydaje mi się że niektóre świerki mają genetyczną odporność na działalność kornika. Tak się mu wydawało że zgniło 10 milionów drzew, brawo.
    Proszę podać czym poszczególni sygnatariusze tego pisma w rzeczywistości się zajmują . No osobiście wiem że jest tam hydrolog, hydrobotanik, ekspert od mchu i porostów, ekspert od owadów oraz genetyk zwierzęcy.
    Chcecie debaty to niech się wypowiadają eksperci od gatunków łownych, a nie teoretycy lub naukowcy skrzywienie weganizmem.
    Dlaczego owi fachowcy nie podają jaka ilość ptactwa i zwierząt ginie z powodu działalności zdziczałych kotów i psów. Dlaczego nie podadzą że spadek populacji kaczek nie jest wina polowań tylko zbyt dużej ilości samców tego gatunku.
    Sam Pan Żmihorski pisał kilka prac na ten temat m.in omkotach , norce amerykańskiej.
    A jeżeli już tak podwarzacie statystyki to może szanowne grono wypowie się ile tej zwierzyny mamy. No co do pozyskania wszystko macie w ZG PZŁ i tam nie ma żadnej ściemy. Skoro uważacie że dziki są przeszacowane to dlaczego wzrasta ilość szkód łowieckich.
    Może biolodzy powiedzą jaki wpływ na populację dzika ma grzyb powstający na kukurydzy.
    Ale tego nie powiecie bo szanowny Pan Jurszo nie jest obiektywnym dziennikarzem tylko pismskiem na usługach Koalicji Niech Żyją

    • Aleksandra Filipiak

      Mariusz Śniatowski, Ty prosisz pana redaktora o informacje, to ja poproszę również:
      -źródło, które mówi o 10mln drzew w Puszczy, które umarły z powodu kornika;
      – proszę podać, czym zajmują się poszczególni sygnatariusze tego apelu (poza tymi co wymieniłeś – póki co skład jest naprawdę znakomity!);
      – proszę podać, kto wg Ciebie jest 'ekspertem od gatunków łownych' – weterynarz? Wirusolog zajmujący się ASF? Osoba z magistrem z łowiectwa? Prawnik Sądu PZŁ? Czy myśliwy, z zawodu sołtys? Podaj własne propozycje.
      – podaj dowód, że szkody łowieckie spowodowane przez dziki wzrastają z roku na rok i zestawienie, które pozwoliłoby udowodnić, że szacunki robione przez PZŁ i LP podsumowywane przez GUS są błędne.
      – podaj zdanie podane przez biologa, jaki wpływ na populacje dzika ma grzyb powstający na kukurydzy.

      Mam nadzieję, że podasz te informacje, nie chcę cię posądzać, że nie jesteś obiektywny i że jesteś na czyichś usługach.

  3. Tomasz Nemrod

    Wilk poprzez presję na jelenia powoduje zmniejszanie szkód w drzewostanach? Naprawdę? Stres związany z presją drapieżnika wpływa na zwiększenie szkód. Taka jest wiedza. No cóż autor jak zwykle stanął na wysokości zadania, tworząc takie guano.

    • Aleksandra Filipiak

      Wilk polując na jelenie wywiera na nich presję. Mniej mniej jeleni to mniej szkód, prawda? Więc jak presja wilka może zwiększać szkody? Tu nie chodzi o stresujące się jelenie, które przez to zjadają więcej pokarmu 😉

  4. Andrzej Maciejewicz

    Wydaje się, że zasadniczym problemem jest beztroska, kolesiostwo i brak kryteriów w rozdawaniu legitymacji myśliwego. OKO o tym pisało. Była reakcja związku?

  5. Marcin Wroc

    Nie chodzi o to by za wszystko winić myśliwych – to oczywiście bzdura i artykuł na pewno nie jest w pełni rzetelny, co też zostało już napisane. Jednak w przypadku ogromnej większości polowań na ptaki nie ma ABSOLUTNIE ŻADNYCH ekonomicznych ani tym bardziej moralnych argumentów za ich kontynuowaniem. Nawet jeśli często nie są one główną/jedną z głównych przyczyn spadku liczebności, to samo barbarzyństwo związane z zabijaniem, ranieniem (postrzałki), płoszeniem i wprowadzanie (dodatkowego) ołowiu do środowiska powinny być jednoznacznym argumentem przeciwko dla każdego cywilizowanego człowieka. A jeszcze w szczególności polowania na takie gatunki jak wspomniane słonka czy jarząbek ( o specyficznych wymogach siedliskowych, zagrożone intensywną gospodarką leśną i osuszaniem) w dzisiejszych czasach przechodzą wszelkie pojęcie. Ze ssakami to bardziej złożona sprawa z pewnością. Ale logika (i przyzwoitość) nakazywałaby przede wszystkim dążyć do odbudowy populacji dużych drapieżników i redukować niezbędne polowania na kopytne wraz z jej postępami (zamiast zwłaszcza wymyślać bzdurne argumenty usprawiedliwiające rzekomo konieczne polowania na wilka).

Masz cynk?