Bunty w więzieniach, domy opieki zamieniane w szpitale zakaźne, dramatyczne decyzje – kto dostanie respirator, kto łóżko na intensywnej terapii, jedna trzecia kraju pod kwarantanną. Dlaczego we Włoszech epidemia koronawirusa wybuchła z taką siłą? Być może winą są oszczędności i błędy, ale też i styl życia

Włochów już od tygodni witają rano coraz gorsze informacje na temat rozwoju choroby COVID-19 i ograniczeń wprowadzanych z tego powodu, jednak dzisiaj, 9 marca 2020, wiadomością dnia była śmierć sześciu więźniów w więzieniu w Modenie.

Wybuchły tam zamieszki spowodowane zarządzeniem o ograniczeniu wizyt rodziny i bliskich z powodu koronawirusa. Bunt rozniósł się jak pożar po całym Półwyspie Apenińskim, obejmując co najmniej 28 placówek – w Foggii 50 więźniów wykorzystało zamieszanie i zbiegło, w mediolańskim więzieniu San Vittore więźniowie wzniecili pożar w celach i przedostali się na dach budynku, krzycząc „Wolność!”.

Zgony wynikiem demografii czy oszczędności?

Włochy są krajem najbardziej w całej Europie dotkniętym epidemią – do tej pory zarejestrowano 7375 przypadków zakażenia, 366 osób zmarło. Jeśli nawet, jak tłumaczy wirusolożka Maria Rita Gismondo, duża liczba przypadków wynika z tego, że we Włoszech liczy się wszystkich, którzy mieli dodatni wynik testu na koronawirusa, a np. we Francji tylko chorych, trudno znaleźć wyjaśnienie dla tak dużej liczby zgonów (ok. 5 proc. w porównaniu z 3,4 proc. globalnie w szacunkach Światowej Organizacji Zdrowia).

Obserwatorzy zwracają przede wszystkim uwagę, że Włochy są jednym z „najstarszych” krajów Europy – mediana wieku wynosi tu 46,3 lata (w całej Unii Europejskiej 43,1), a średnia długość życia ponad 83 lata.

W zamożnych regionach północnych Włoch, jak Lombardia czy Veneto, ludzie żyją dłużej niż na biedniejszym Południu. A to właśnie na Północy rozpoczęła się epidemia. Średnia wieku zmarłych na COVID-19 to aż 81 lat, dwoje na troje z nich miało inne ciężkie schorzenia.

Innym czynnikiem może być dramatyczna sytuacja szpitalach na północy kraju: brakuje miejsc na intensywnej terapii, brakuje respiratorów. W sobotę Antonio Pesenti, który koordynuje akcję kryzysową w Lombardii, ostrzegał, że miejscowy system ochrony zdrowia, według niego jeden z najlepszych w Europie, jest na granicy upadku.

„Musimy prowadzić intensywną terapię na korytarzach, w salach operacyjnych i pooperacyjnych. Opróżniliśmy całe oddziały szpitali, żeby zrobić miejsce dla najciężej chorych” – mówił Pesenti dziennikowi „Il Corriere della Sera”.

Jego zdaniem ta sytuacja rodzi zagrożenie także dla innych potrzebujących natychmiastowej pomocy lekarskiej: „Do tej pory karetki w Lombardii przyjeżdżały do chorego w ciągu ośmiu minut, teraz może to być nawet godzina. W przypadku np. zawału – to wielkie niebezpieczeństwo”.

„Tu jest jak na wojnie”

Najbardziej dramatycznie zabrzmiała opowieść innego przepytanego przez „Il Corriere” lekarza, anestezjologa z Bergamo Christiana Salarolego. „Tu jest jak na wojnie. To nie ja to wymyśliłem, tak jest w instrukcjach, z których się uczymy. Brakuje miejsc na intensywnej terapii, wiec wybieramy pacjentów, którzy mają szansę na przeżycie. Codziennie wcześnie rano lekarz ogląda chorych z obustronnym zapaleniem płuc wywołanym przez koronawirusa i wybiera tych, których można jeszcze leczyć. Kryterium jest wiek i stan zdrowia. Jeśli ktoś ma 85-90 lat i ciężką niewydolność oddechową, ma nikłe szanse. Jeśli co najmniej trzy z jego organów są niewydolne, ma 100 proc. szans na śmierć” – mówił Salaroli. „W tej sytuacji nie możemy liczyć na medyczny cud”.

Władze Lombardii opracowały plan, jak znaleźć miejsce w placówkach leczniczych dla najbardziej chorych. Chorzy, których stan się polepszy, będą jak najszybciej przenoszeni z intensywnej terapii na normalny oddział, a ci w stanie stabilnym wypisywani ze szpitala. Dodatkowe miejsca dla chorych zostaną stworzone m.in. w domach opieki.

Lombardzki kryzys to m.in. wynik tego, że włoska służba zdrowia jest niedofinansowana i osłabiona cięciami finansowymi, które trwają już od dziesięcioleci.

Szacuje się, że w ciągu ostatniej dekady z powodu oszczędności ze szpitali „znikło” 70 tys. łóżek.

Średnia ilość łóżek na pacjenta to w Italii 3,2 na tysiąc mieszkańców, podczas gdy np. w Niemczech 8, a w Austrii 7,4. Jeśli odliczy się łóżka w klinikach rehabilitacyjnych czy domach opieki, dane są jeszcze gorsze – 2,3 na tysiąc mieszkańców (średnia UE to 2,6).

Popełniono też liczne błędy w pierwszej fazie walki z wirusem – niektóre szpitale, jak ten w Codogno i w Schiavonii, nie przestrzegały procedur i musiały zostać zamknięte.

Szkoła wenecka kontra szkoła lombardzka

Rzymski dziennik „La Repubblica” pisze z kolei, że w regionie Veneto wzrost zachorowań jest o wiele mniejszy niż np. w sąsiedniej Lombardii – tu trzykrotny, a tam siedmiokrotny.

Wirusolog Andrea Crisanti z Padwy tłumaczy to m.in. tym, że w Veneto od początku postanowiono poddać testom na wirusa jak największą liczbę osób. „Nie czekaliśmy, aż wirus do nas przyjdzie. Każdy, kto zgłosił się na pogotowie ze zwykłym przeziębieniem czy atakiem kaszlu, został poddany testom” – mówił Crisanti „La Repubblice”.

Każdy pacjent, który miał wynik pozytywny, trafiał do kwarantanny, podobnie jak osoby, z którymi się kontaktował. W ten sposób udało się choć trochę powstrzymać rozprzestrzenianie się wirusa. Tymczasem w Lombardii, zdaniem naukowca, zbyt późno i zbyt selektywnie zabrano się do izolowania chorych i zarażonych.

„Powiedziano ludziom, żeby szli do szpitala dopiero wtedy, gdy mają poważne trudności z oddychaniem” – tłumaczy Crisanti.

Veneto przyjęło więc strategię podobną jak Korea Południowa, gdzie przeprowadzono już ponad 140 tys. testów. Zgony to poniżej jednego procenta pacjentów, u których wykryto koronawirusa.

Strategia Lombardii przypomina bardziej tą przyjętą w Polsce, gdzie osoby z lekkimi objawami grypopodobnymi prosi się o pozostawanie w domu, a dopiero te, których objawy wyraźnie wskazują na zarażenie koronawirusem mają się kontaktować z lokalną stacją Sanepidu.

Kordon sanitarny trochę na niby

W konsekwencji Lombardia i 18 innych prowincji północnych i środkowych Włoch od soboty 7 marca wieczorem na mocy specjalnego rządowego dekretu jest odcięta od świata.

Żeby do tej strefy wjechać lub z niej wyjechać trzeba mieć specjalne zezwolenie – np. z powodu konieczności wykonywania pracy, wizyty u lekarza, itp.

Zamknięte są żłobki, przedszkola, szkoły i uczelnie, baseny, czy siłownie. W miejscach publicznych, jak sklepy, restauracje czy bary wprowadzono zasadę odległości 1 metr klienta od klienta. (Korespondentowi brytyjskiego dziennika „The Guardian” udało się sfotografować parę, która tę zasadę wprowadziła w życie aż z nawiązką).

Bary i restauracje są również czynne tylko do 18:00, co drastycznie zmienia włoski sposób życia – skończą się wieczorne i nocne spotkania z przyjaciółmi przy dobrym posiłku i winie.

Luigi Geninazzi, emerytowany dziennikarz mieszkający pod Mediolanem, tłumaczy jednak, że we Włoszech nie da się wprowadzić środków bezpieczeństwa takich jak w Chinach czy w Korei.

„Musiałem dzisiaj wyjść z domu, pojechać do dentysty. Na autostradzie widziałem bardzo dużo samochodów, zwłaszcza ciężarówek i busików. Rzemieślnicy i dostawcy nadal pracują. A zakaz wjazdu i wyjazdu z Lombardii? Co z tego, że na autostradach są wojskowe posterunki? Każdy, kto zna okolicę, zjedzie wcześniejszym zjazdem w Piemoncie i przedostanie się do Mediolanu lokalnymi drogami. To wszystko miałoby sens, gdyby wprowadzić drastyczne środki, jak w Chinach. Ale takie środki może wprowadzić tylko dyktatura, a my dyktaturą nie jesteśmy. Na szczęście”.

Kiedy pytam, jak towarzyscy Włosi dają sobie radę z powstrzymywaniem się od takich gestów jak obejmowanie się czy siarczyste całowanie w oba policzki, Luigi Geninazzi tylko się śmieje. Mówi, że zwłaszcza młodzi ludzie niewiele sobie robią z obostrzeń, jakby nie mieli do końca świadomości, że najbardziej ucierpią w przypadku dalszego rozwoju epidemii ich dziadkowie, tacy jak on sam.

– Jak zwykle we Włoszech, sytuacja jest ciężka, ale nie poważna – mówi Geninazzi. Po włosku słowo „poważny” ma dwa znaczenia, takie same jak po polsku.

Zostań w domu. Myj ręce. Dbaj o innych.
OKO.press pilnuje zdrowia Polek i Polaków.

Miłada Jędrysik – dziennikarka, publicystka. Przez ponad 20 lat związana z Gazetą Wyborczą. Była korespondentką podczas konfliktu na Bałkanach (Bośnia, Serbia i Kosowo) i w Iraku. Publikowała też m.in. w "Tygodniku Powszechnym", kwartalniku "Książki. Magazyn do Czytania" i serwisie Culture.pl. Od listopada 2018 roku do marca 2020 roku pełniła funkcję redaktor naczelnej kwartalnika Przekrój.


Komentarze

  1. CIA FSB

    Obawiam sie bardzo, ze Polska (ktora jest wykozystywana do rozwalenia UE. Przez Amerykie, Rosje czy nawet Chiny no i oczywiscie PiS) bedzie chodowla tego wirusa ktory moze zabije miliony Europejczykow. Tej hanby nie pozbedziecie sie na cala generacje.

  2. Michał Słonimski

    W ciekawie zapowiadającym się artykule nie zabrakło przytyku do pisu (który – o zgrozo – ogarnia póki co temat modelowo) a oczywiście nie pociągnięto kluczowego wątku konieczności (a może nie?) zawieszenia obywatelskich wolności, które mogłyby iść w parze jedynie z odpowiedzialnym społeczeństwem..

    • Iwona Pochopień

      To jest racja. Niby wiemy o wirusie, ale każdy jeździ gdzie chce…. Żadnej kontroli… Ale oprócz Państwa to sami ludzie powinni mieć rozum i się kontrolować. Skoro taki się wirus "urodził" i istnieje i tak szybko się rozprzestrzenia to my jako człowiek myślący powinniśmy chyba pójść po rozum do głowy i nie jeździć gdzie popadnie tylko zatrzymać d…pę w domu i nigdzie nie jeździć….. Chyba że to ja źle myslę…Wtedy chcę by ktoś mi to inaczej wytłumaczył.

  3. Adam Patrzyk

    Ciekawe kiedy dotrze do Polaków, że sytuacja jest niezwykle poważna. Kiedy następne zbiegowisko w rodzaju Manify? Nadal wierzycie, że odbędą się w maju wybory?

    • Mateusz Głazowski

      A co z miesięcznicą – cierpiętnicą? Jest dobra okazja żeby wyborów wcale nie było w tym roku. Ciekawe jak będą chronić leśnych dziadków pisowcy. Mają ich przecież dużo, listę otwierają Kaczafi i Terlecki.

  4. Piotr Kowalski

    CZY NALEŻY UNIKAĆ CHODZENIA DO KOŚCIOŁA ?

    DLACZEGO KOŚCIOŁY NIE ZOSTAŁY JESZCZE ZAMKNIĘTE ? !!!

    Dlaczego episkopat zwleka z zawieszeniem odprawiania mszy w kościołach ???

    Czy 11 000 kościołów, w których w każdym tygodniu spotykają się miliony wiernych, może przyczynić się do rozszerzenia epidemii ?

    Czy msze w kościołach, jako imprezy masowe, nie powinny być zawieszone przez Prezydenta Dudę i Rząd ? Dlaczego Prezydent, Rząd, opozycja, dziennikarze zwlekają z zajęciem stanowiska w tej sprawie ? Czyżby obawiali się kleru ?

    W związku z powyższym mam pytania czy mogę się zarazić koranowirusem:

    * Będącym w wodzie święconej w kościelnej kropielnicy ? Czy, jeśli dolany zostanie do kropielnicy środek odkażający, to woda święcona będzie bezpieczna ?

    * Przez przenoszenie przez księdza wirusa, pochodzącego ze śliny wiernych lub rąk księdza, przy podawaniu hosti ?

    * Poprzez podawanie rąk przy przekazywaniu przez wiernych znaku pokoju ?

    Ponadto mamy pytanie, czy przebywanie w kościołach, w których w podziemiach przechowywane są w XXI wieku szczątki ludzkie, jest bezpieczne dla ludzi i czy może przyczynić się do wywołania epidemii ? Czy szczątki ludzi nie powinny zostać przeniesione na cmentarze ?

    CZY POLAKOM, ZE WZGLĘDU NA BRAK SZCZEPIONKI NA KORANOWIRUSA, POZOSTAJE TYLKO MODLITWA I PACIOREK ?
    https://m.facebook.com/SekcjaGimnas­tyczna/photos/a.614272132073797/155­8206444347023/?type=3&source=48&__t­n__=EHH-R

    • Mateusz Głazowski

      Do kościoła i na targi nie należy chodzić. Zająć się czytaniem, w warunkach domowych, Biblii i rozważaniem nad przeczytanymi tekstami. Więcej z tego korzyści niż z pójścia do kościoła.

  5. Piotr Kowalski

    Czy należy unikać chodzenia do kościoła ?
    Znalezione w sieci:

    Potencjalnie jednym z miejsc, gdzie najłatwiej będzie można zarazić się koronawirusem w przypadku epidemii, jest kościół.

    Osoby starsze są szczególnie narażone na powikłania w przypadku zarażenia koronawirusem. Ryzyko jest szczególnie wysokie w przypadku osób starszych i przewlekle chorych.
    Msza w kościele jest szczególnie groźnym momentem. Podczas mszy ludzie kaszlą, kichają, głośno się modlą i śpiewają – kropelkują.
    Kościoły są niewentylowane. Msza trwa ponad godzinę. Podczas wychodzenia ludzie są szczególnie mocno stłoczeni. To są warunki bardzo dogodne do zarażenia się koronawirusem, grypą i innymi chorobami zakaźnymi.
    Należy zrezygnować z chodzenia na mszę podczas epidemii koronawirusa.
    Osoby w starszym wieku mogą być szczególnie narażone na bardzo duże ryzyko wyjątkowo ciężkiej choroby wywołanej koronawirusem.
    Warunki higieniczne w kościołach związane z zapobieganiem rozprzestrzeniania się epidemii koronawirusa są zatrważająco złe. Bardzo często w kościołach rozchodzi się trupi zapach, ze względu na to, że w podziemiach kościołów chowane są zwłoki ludzkie, co jest nie tylko niehigieniczne, a może przyczynić się do wybuchu epidemii.
    Koniecznie w przypadku epidemii należy unikać chodzenia do kościoła, a szczególnie na mszę, ze względu na ekstremalne ryzyko zarażenia się podczas epidemii koronawirusa.

    OdpowiedzEdytuj
    Andrzej Maciejewicz 9 MARCA 2020
    Jest wiele innych chorób przenoszonych tą samą drogą co koronawirus – grypa, gruźlica, choroby skóry. Warunki, panujące w kościele podczas mszy nie zmieniają się. Dlatego udział w mszy jest zagrożeniem dla zdrowia. Tak fizycznego, jak i psychicznego. Należy unikać chodzenia do kościoła.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press