0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Jakub Wlodek / Agencja Wyborcza.plJakub Wlodek / Agenc...

Wojna w Ukrainie i związana z nią chęć Europy do uniezależnienia się od rosyjskiego gazu dała rządowi Mateusza Morawieckiego do ręki argument - Polska jest gotowa na zakręcony kurek, bo mamy nasze czarne złoto - węgiel. Co więcej, kraje Zachodu idą w tę samą stronę, ogłaszając włączanie albo przedłużanie życia węglowym elektrowniom w obliczu konsekwencji sankcji wprowadzonych wobec Rosji.

Opowieść o nieuchronności powrotu do węgla może jednak wkrótce całkowicie się rozsypać, bo mimo wojny za naszą wschodnią granicą, nie przestają obowiązywać polityki klimatyczne. A Unia Europejska chce stawiać na odnawialne źródła energii (OZE).

"Panuje powszechne przerażenie, że węgiel podnosi swój brzydki łeb. Ale nie powinniśmy robić sensacji z tego, co się dzieje. Węgiel wciąż pozostaje w końcowej fazie. Rządy muszą jednak podwoić oszczędności energii i inwestować w energię odnawialną, aby zapewnić, że krótkoterminowe środki nadzwyczajne nie staną się hamulcem dla Europy wolnej od paliw kopalnych” – komentuje Fabian Hübner, działacz organizacji Europe Beyond Coal.

Debunking

Europa przez wojnę w Ukrainie i ograniczenie dostaw gazu z Rosji wraca do "brudnego" węgla. Teraz polityka klimatyczna odchodzi na dalszy plan
Powrót do węgla jest tymczasowy, analitycy szacują, że w takim scenariuszu nie będzie miał dużego wpływu na klimat

Niemcy nie chcą atomu. Węgiel? Jak najbardziej

Kraje Unii Europejskiej w odpowiedzi na rosyjską agresję na Ukrainę musiały opracować plany awaryjne dotyczące produkcji energii. W największym potrzasku znalazły się państwa silnie zależne od gazu z Rosji.

W tej grupie są Niemcy, do których gaz rosyjski płynął przez Nord Stream 1, a niedługo miał popłynąć przez Nord Stream 2. Nasi zachodni sąsiedzi są krajem, który zużywa najwięcej gazu ziemnego w całej Europie. Jest na ósmym miejscu na świecie pod względem konsumpcji tego surowca - nie tylko do produkcji energii, ale również do ogrzewania domów czy w przemyśle.

Jednocześnie Niemcy nie są w stanie zaspokoić tych potrzeb rodzimym wydobyciem - gaz niemiecki pokrywa jedynie 5 proc. rocznego zapotrzebowania. Resztę trzeba kupić z zagranicy.

"Jeszcze kilka lat temu za import surowca do RFN odpowiadały niemal w równych częściach Rosja, Norwegia i Holandia, z którymi Niemcy połączone są gazociągami. W ostatniej dekadzie proporcje te zaczęły sukcesywnie przesuwać się na korzyść Rosji, głównie wskutek spadającego importu z Holandii, a także otwarcia w 2011 r. magistrali Nord Stream 1. W 2020 r. rosyjski surowiec odpowiadał już za 55 proc. importu do Niemiec" - pisał Michał Kędzierski z Ośrodka Studiów Wschodnich w swojej analizie.

Obecnie Nord Stream 2 jest projektem zawieszonym, a Nord Stream 1 przechodzi "prace konserwacyjne". Do 21 lipca gaz nie może nim płynąć. Ale to tylko oficjalna wersja, w którą ani Niemcy, ani Unia Europejska nie wierzą. Niemcy szukają więc alternatywnych źródeł gazu, planują również budowę portu LNG - są w sporych kłopotach, bo to właśnie gaz miał być paliwem, które doprowadzi Berlin do neutralności klimatycznej. Opierając się na tym surowcu ruszono z wygaszaniem elektrowni atomowych i tych węglowych.

Przeczytaj także:

"Deutsche Welle" podaje: "Energia elektryczna z gazu stanowi około 16 proc. całkowitej produkcji energii w Niemczech. Energia odnawialna, zwłaszcza wiatrowa i słoneczna, stanowi obecnie około 42 proc., ale nie da się jej szybko zwiększyć. Realną alternatywą mogą być istniejące elektrownie węglowe, z których około 151 nadal działa w całym kraju, pomimo rządowego planu ich wycofania do 2038 roku".

8 lipca niemiecki parlament uchwalił nową ustawę energetyczną. W przyjętych zmianach zdecydowano, że wygaszone i wygaszane elektrownie węglowe będą mogły być używane do produkcji energii - dzięki czemu zmniejszy się zużycie gazu. Think tank Ember Climate podaje, że ta decyzja umożliwi postawienie 8,2 GW elektrowni węglowych w rezerwie dostaw – zarówno węgla kamiennego (6,3 GW), jak i brunatnego (1,9 GW). "Elektrownie na węgiel brunatny będą reaktywowane tylko w ostateczności, jeśli bloki węgla kamiennego nie będą wystarczające do zaspokojenia zapotrzebowania na energię elektryczną" - czytamy w opracowaniu Ember. W czasie głosowania odrzucono poprawkę CDU i CSU, które proponowały, żeby obok bloków węglowych wykorzystać również te jądrowe. Przeszedł za to wyższy cel dla OZE.

Niemcy nie są w swoich węglowych decyzjach odosobnieni.

Holandia i Francja wracają do węgla - ale na krótko

Łącznie, jak wylicza Ember, w Unii Europejskiej przybędzie 13,5 GW elektrowni węglowych w trybie czuwania. To doda 12 proc. do istniejącej floty węglowej UE (109 GW) i tylko 1,5 proc. do całkowitej zainstalowanej mocy wytwórczej (920 GW).

Na awaryjny powrót do węgla zdecydowała się Holandia, która zmieniła obowiązujące przepisy, tak, żeby do końca 2023 roku elektrownie węglowe mogły działać na pełnych obrotach. Wcześniejsze regulacje mówiły o ograniczeniu ich działania do 35 proc. mocy. Z kolei Francja otworzy zamknięty 31 marca blok węglowy Emile Huchet 6 o mocy 595 MW. Rząd w Paryżu utrzymuje, że to rozwiązanie tylko na najbliższą zimę. Energia z węgla ma stanowić zaledwie 1 proc. energii zużywanej w całym kraju.

Francja ma łatwiejszą sytuację niż Niemcy - gaz z Rosji pokrywa jedynie 17 proc. francuskiego zapotrzebowania na surowiec.

W stronę węgla patrzą również Austriacy. Elektrownia Mellach o mocy 246 MW będzie tymczasowo działać na węglu, a nie gazie. Również Grecja ogłosiła, że zwiększy wydobycie węgla, aby zmniejszyć zależność energetyczną od rosyjskiego gazu. To - ponownie - rozwiązanie tymczasowe, które ma zapewnić bezpieczeństwo energetyczne. Gaz z Rosji zaspokajał aż 40 proc. zapotrzebowania energetycznego w kraju.

"W ciągu najbliższych dwóch lat sensowne jest zwiększenie wydobycia węgla o 50 proc.” - mówi teraz premier Grecji Kyriakos Mitsotakis. Zaznacza jednak, że ta sytuacja nie powinna wpłynąć na cele strategiczne. Rząd w Atenach postanowił wcześniej, że do 2028 roku w kraj miał ograniczyć zużycie węgla do zera. Do 2050 Grecja ma być neutralna klimatycznie.

Większe wydobycie w Czechach, zmiana planów we Włoszech

Włochy z Rosji sprowadzają ponad 40 proc. zużywanego w kraju gazu. Rozglądają się za alternatywnymi kierunkami - Rzym rozmawia m.in. z Algierią, Azerbejdżanem i Tunezją o zakupie surowca. Jednak i we Włoszech tymczasowym rozwiązaniem może okazać się węgiel. Największa spółka energetyczna w kraju Enel, poinformowała, że rezygnuje z planów przekształcenia swoich dwóch największych elektrowni węglowych we Włoszech na gaz. Spółka chce jednak wycofać się z węgla do 2027 roku.

Minister środowiska, wody i lasów Rumunii Barna Tánczos powiedział, że jego kraj tymczasowo ponownie uruchomi nieczynne elektrownie węglowe, powołując się na siłę wyższą i plany zmniejszenia zależności od importu gazu i ropy z Rosji - informuje Balkan Green Energy News. Dodał, że wszystkie elektrownie (przede wszystkim OZE), których budowa jest na ukończeniu, muszą zostać uruchomione do końca roku.

"Ekologia musi teraz zejść na bok, bo istnieje realne zagrożenie, że zimą nie będzie czym grzać. Śledzimy stopniowe przywracanie funkcjonowania elektrowni węglowych w całej Europie.

Jednak wznowienie wydobycia i spalania węgla powinno być rozwiązaniem jedynie tymczasowym do czasu ukończenia niezbędnej infrastruktury do dostaw surowców energetycznych z innych obszarów"

- komentował w czeskiej telewizji publicznej analityk firmy Finlord Boris Tomčiak. Czesi również zdecydowali o zwiększeniu krajowego wydobycia i przedłużeniu życia wygaszanych elektrowni. Kopalnia ČSM w zagłębiu Ostrawsko-Karwińskim miała przestać działać już w tym roku. Teraz rząd rozważa fedrowanie aż do 2024 r.

"Te decyzje są wyraźnie tymczasowe. Jednak można było ich uniknąć, gdyby kraje europejskie wcześniej podjęły bardziej zdecydowane zobowiązania dotyczące oszczędności energii i energii odnawialnej, a nie niemądrze próbowały przejść z jednego paliwa kopalnego na inne” - komentuje Kathrin Gutmann z Europe Beyond Coal. "Ludzie w całej Europie potrzebują ogromnego wsparcia rządowego, aby obniżyć rachunki za energię przed nadejściem zimy. Oznacza to pomoc w ociepleniu i zelektryfikowaniu ich domów oraz zasilenie ich energią słoneczną i wiatrową. To najszybszy, najtańszy i najskuteczniejszy sposób na trwałe zmniejszenie popytu na paliwa kopalne i pomoc ludziom w nadchodzących zimach" - dodaje.

Europe Beyond Coal w swoim najnowszym stanowisku podkreśla, że pomimo przywrócenia węgla jako paliwa awaryjnego, unijne kraje nie zmieniają swoich planów dekarbonizacji do 2030 roku.

Jak informują eksperci, liczba europejskich elektrowni węglowych, które są już na emeryturze lub są objęte planami zamknięcia najpóźniej do 2030 r., wzrosła tylko w tym roku do 171.

Węgiel wraca, ale nie namiesza w polityce klimatycznej

Czy węglowe plany europejskich państw pogrzebią politykę klimatyczną Unii? "Wcale się na to nie zanosi" - mówi w rozmowie z OKO.press Bernard Swoczyna, analityk Fundacji Instrat. "Na pewno wielką zmianą w europejskiej energetyce jest odchodzenie od gazu ziemnego, który nagle parzy i stwarza problemy. Wszyscy chcą zmniejszyć jego zużycie, a w tym wypadku węgiel jest mniejszym złem - choć jedynie pod względem geopolitycznym, nie klimatycznym. Węgiel tymczasowo wraca, to prawda, ale jednocześnie widać przyspieszenie dotyczące OZE. Instrat już w ubiegłym roku pisał, że również dla Polski takie rozwiązanie byłoby najlepsze. Stawiać na OZE, ale utrzymać elektrownie węglowe jako zabezpieczenie" - wyjaśnia.

Wpływem tymczasowego powrotu węgla do łask na politykę klimatyczną zajął się również think tank Ember Climate. Analitycy wyliczyli, że jeśli postawione w stan gotowości europejskie elektrownie węglowe (poniżej 14 GW) pracowałyby w przyszłym roku z 65 proc. mocy, wytworzyłyby 60 TWh energii elektrycznej z węgla. To niewiele - wystarczyłoby na zasilenie UE przez około tydzień.

Z obliczeń Ember Climate wynika, że przez awaryjne wykorzystanie węgla wzrost emisji w 2023 roku wyniesie 30 mln ton CO2. To około 1,3 proc. całkowitej emisji CO2 w UE w 2021 roku i 4 proc. rocznej emisji z sektora energetycznego.
Zwiększone wykorzystanie węgla będzie miało ograniczony wpływ na politykę klimatyczną. Kolorem brązowym zaznaczono potencjalne emisje z elektrowni rezerwowych. Źrodło: Ember

"Pomimo licznych sygnałów ostrzegawczych, państwa członkowskie UE ignorowały ryzyko nadmiernego polegania na importowanym gazie. Pomijały potrzebę szybkiego zastąpienia go krajowymi źródłami odnawialnymi. W związku z tym stoją teraz przed trudną, pilną decyzją dotyczącą tymczasowego polegania na węglu, przy jednoczesnym przyspieszeniu wdrażania czystej energii" - komentuje w raporcie Ember analityczka Sarah Brown.

Komisja Europejska chce OZE i wodoru

Ember zwraca również uwagę na to, że w maju Komisja Europejska opublikowała zaktualizowany projekt REPowerEU . Uwzględniła wzrost mocy węglowej (+105 TWh) i spadek mocy gazowej (-240 TWh) bez naruszania unijnych celów klimatycznych.

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen w rozmowie z "Financial Times" wezwała państwa członkowskie UE, żeby nie sięgały po źródła energii oparte na węglu. Von der Leyen uważa, że ​​państwa UE muszą traktować priorytetowo „masowe” inwestycje w odnawialne źródła energii.

„Musimy upewnić się, że wykorzystamy ten kryzys, aby iść naprzód i nie odwrócić się w stronę brudnych paliw kopalnych. Jest to cienka linia" - powiedziała.

RepowerEU przewiduje dywersyfikację źródeł zakupu gazu, produkcję biometanu, wykorzystanie wodoru, utrzymanie napełnienia magazynów LNG, a przede wszystkim właśnie rozwój OZE. KE chce, żeby do 2030 w całej Unii zainstalowano 600 GW mocy z OZE. Planuje również wprowadzenie obowiązku instalowania paneli słonecznych na nowych budynkach publicznych i komercyjnych oraz nowych budynkach mieszkalnych. W projekcie znalazło się także podwojenie tempa rozmieszczenia pomp ciepła oraz ułatwienie procesu wydawania zgód na realizację dużych projektów OZE.

"Jeśli panele słoneczne pojawią się na wszystkich nowych budynkach, nie będziemy potrzebować paliw kopalnych w takim stopniu, jak obecnie. Energia z węgla mogłaby być jedynie tą uzupełniającą, wykorzystywaną w nocy" - komentuje Bernard Swoczyna. "Jeśli już widzę jakieś zagrożenia związane z tym zwrotem w stronę OZE, to jest nimi kwestia produkcji paneli fotowoltaicznych. W tym momencie większość paneli pochodzi z Chin. Jeśli pojawią się jakieś zawirowania geopolityczne, to Europa będzie miała problem z ich importem. Dlatego uważam, że konieczne jest odnowienie produkcji europejskiej lub w USA" - dodaje.

Polska węglem stoi

Polska nie musi uruchamiać rezerwowych elektrowni węglowych, bo na węglu opiera swoją energetykę. Obecnie około 70 proc. naszej energii jest generowana z węgla brunatnego albo kamiennego - i rząd nie planuje szybko od tego odchodzić. Przypomnijmy: według umowy społecznej z górnikami węgiel w Polsce ma być wydobywany aż do 2049 roku. Resort klimatu i środowiska zapisał w Polityce Energetycznej Polski (PEP2040), że do 2030 roku udział węgla w produkcji energii nie będzie wyższy niż 56 proc.

To wciąż dużo - wiele krajów do tego czasu chce być całkowicie zdekarbonizowana. To na razie tylko zapowiedzi na papierze, które zresztą mogą być już nieaktualne. W "założeniach do aktualizacji PEP2040" opublikowanych pod koniec marca 2022 czytamy: "Jednostki gazowe wciąż będą miały znaczenie dla regulowania pracy systemu energetycznego. Jednak ze względu na zmianę sytuacji geopolitycznej i brak przewidywalności na rynku gazu w ujęciu średniookresowym zwiększeniu może ulec poziom wykorzystania istniejących jednostek węglowych".

Uparte trwanie przy paliwach kopalnych nie jest i nie będzie dobrym pomysłem. Już dziś zresztą zbieramy owoce przywiązania rządu do węgla.

"Polska nie chciała odchodzić od węgla i teraz w Polsce tego węgla brakuje. Zapasy przy kopalniach i elektrowniach są na niskim poziomie, a gospodarstwa domowe nie mają jak zdobyć węgla. Jeśli już go zdobędą to zwykle w horrendalnych cenach" - mówi Bernard Swoczyna.

"To, co trzeba było w Polsce zrobić, to zmniejszać zużycie węgla w energetyce, poprzez rozwijanie energetyki wiatrowej i słonecznej. Gdybyśmy mieli więcej energii z OZE, elektrownie węglowe mogłyby działać rzadziej, oszczędzając węgiel. Moglibyśmy zaoszczędzić go również w ciepłownictwie, przez termomodernizację budynków. W przypadku gospodarstw domowych mogliśmy od węgla odejść dużo wcześniej. Wiadomo było, że ten spalany w domowych piecach pochodzi w dużej części z Rosji. Gdyby wymiana pieców szła szybciej i sprawniej, wiele rodzin nie miałoby teraz takiego problemu z zakupem opału na jesień i zimę. Sami się skazaliśmy na te problemy" - dodaje ekspert.

;
Wyłączną odpowiedzialność za wszelkie treści wspierane przez Europejski Fundusz Mediów i Informacji (European Media and Information Fund, EMIF) ponoszą autorzy/autorki i nie muszą one odzwierciedlać stanowiska EMIF i partnerów funduszu, Fundacji Calouste Gulbenkian i Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego (European University Institute).

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze