To nie tylko polityczna złośliwość, która utrudni ludziom życie. Jest gorzej. W imię prawicowej ideologii Nawrocki zmniejsza szanse rozwódek na macierzyństwo w nowym związku, a trzy czwarte z nich ma lat 35 +. Prezydent deklaruje, że chce ratować dzietność, ale jej szkodzi
Dlaczego właściwie Karol Nawrocki zawetował ustawę o rozwodach pozasądowych, oczywiście poza satysfakcją z pokazania Donaldowi Tuskowi i Waldemarowi Żurkowi, kto tu rządzi? Jak się zmienia polski krajobraz rozwodowy? I jak wyglądamy na europejskim tle? Czy wprowadzenie uproszczonej formuły zwiększyłoby liczbę rozwodów?
Odpowiemy po kolei, zaczynając od kwestii zasadniczej: czy weto faktycznie chroni małżeństwa przed rozpadem i tym samym sprzyja dzietności, czy może wręcz przeciwnie.
Przypomnijmy, że 13 marca 2026 Sejm uchwalił zmianę ustawy Kodeks rodzinny i opiekuńczy, wprowadzając przepisy o tzw. rozwodach pozasądowych. Rozwiązanie przeznaczone było dla par, które chcą się rozstać i spełniają warunki:
Taka para miała składać przed kierownikiem USC pisemne zapewnienie, że „doszło do trwałego i zupełnego rozkładu pożycia małżeńskiego: duchowego, fizycznego i ekonomicznego”. Urzędnik informowałby o skutkach rozwodu i dostępnych w gminie formach wsparcia małżeństw w kryzysie. Jeśli para nie zmieni zdania, miesiąc później mogłaby się rozwieść.
Adwokat Katarzyna Topczewska tłumaczyła w OKO.press: „Dwoje dorosłych ludzi chce zakończyć małżeństwo w sposób kulturalny i zgodny, bez orzekania o winie. Nie widzę powodu, dla którego takie pary, miałyby czekać rok czy dwa lata na sądowy finał. Blokują miejsce na naprawdę poważne sprawy, choćby te, gdzie ważą się losy małoletnich dzieci”.
Ale prezydent powiedział nie.
Uzasadniając weto 30 kwietnia, Nawrocki kilkakrotnie podkreślał, że małżeństwa „nie wolno sprowadzać do administracyjnej formalności”, bo jest „fundamentem rodziny, wychowania dzieci, fundamentem trwania wspólnoty narodowej” i zgodnie z art. 18 Konstytucji – znajduje się pod ochroną i opieką państwa. A ta „ochrona nie polega na ułatwianiu rozstania, lecz na wspieraniu trwałości pomimo różnych trudności”. I jeszcze raz w konkluzji:
„Rolą państwa nie jest ułatwiać rozpadu tego, co najważniejsze. Rolą państwa jest rodziny chronić”.
Karkołomne jest rozumowanie prezydenta, że ułatwienie rozwodów spowodowałoby spadek dzietności, bo zachęcałoby do „traktowania małżeństwa jako związku na próbę. Decyzja o dziecku stawałaby się przeszkodą do jego łatwego rozwiązania”.
Można by ewentualnie uznać, że ułatwienie rozwodów mogłoby zwiększyć liczbę takich „małżeństw na próbę”, natomiast niezrozumiałe jest, dlaczego pary małżeńskie miałyby rezygnować z decyzji o dziecku, przewidując, że to im utrudni rozwód. Jeśli chcą mieć dziecko, to przecież nie po to, by się rozwodzić.
Poza tym pozasądowy rozwód w ogóle nie dotyczy małżeństw z dziećmi do 18 lat, a rozwód sądowy takich małżeństw to trudne emocjonalnie i kosztowne przedsięwzięcie, które jeszcze bardziej powinno zniechęcać do prokreacji.
Podobnie niemądra była argumentacja PSL, które w lipcu 2025 sprzeciwiało się rozwodom pozasądowym na wczesnym etapie prac rządowych, przy czym flirtujący z prawicą Władysław Kosiniak-Kamysz zabrał głos jako resort obrony narodowej, tak jakby rzecz dotyczyła czołgów.
Nawrocki podkreśla, że „wskaźnik dzietności w małżeństwach wynosi 2, czyli gwarantuje zastępowalność pokoleń i przyszłość Polski” i dlatego trzeba zadbać o trwałość małżeństw i ograniczyć rozwody.
Dobrze to skomentowała Katarzyna Kotula w radiowej Trójce: „Jeżeli prezydent mówi, że państwo powinno zachęcać ludzi do rodzenia dzieci, to zakaz rozwodów jest wątpliwym argumentem, żeby ktoś powiedział: »jak pan prezydent zakazał nam rozwodów w urzędzie stanu cywilnego, to my sobie zrobimy teraz dziecko«. To absurd, to tak nie działa”.
Aby ocenić wartość rozumowania prezydenta, spojrzymy na statystyki GUS rozwodów w 2024 roku (pełnych z 2025 roku jeszcze nie ma).
Ma rację prezydent, podkreślając dramatycznie niską w Polsce dzietność, na świecie gorzej jest w ledwie kilku krajach – Korei, Chile, Tajwanie, w Europie za nami tylko Malta. Rzecz jednak w tym, że procedura pozasądowa, która przyspiesza i ułatwia rozwód, mogłaby w jakimś stopniu zwiększyć szanse na dodatkowe dzieci.
Tymczasem z nieudanego małżeństwa, które prezydent Nawrocki chce chronić przed rozwodem i skazuje na często kilkuletnią procedurę sądową, dzieci już raczej nie będzie i to niezależnie od tego, czy para już ma, czy nie ma potomstwa. Po sądowym rozwodzie szanse jeszcze spadną, bo kluczowy jest tu wyścig z czasem.
Aby pokazać, o co w tym chodzi, przedstawiamy poniżej wiek rozwodzących się w 2024 roku – osobno – żon i mężów¹ :
Jak widać na wykresie, w 2024 roku aż 32 037 kobiet (56 proc. wszystkich rozwódek) rozwodziło się w wieku 40 plus, co w praktyce daje znikomą szansę na dziecko z nowego związku, bo – poza sytuacjami, kiedy kobieta odchodzi do innego mężczyzny – znalezienie nowego partnera też wymaga czasu.
Także dla kobiety w wieku 35 plus może to nie być łatwe zadanie, zwłaszcza że wiele z nich opuszcza małżeństwo z rozczarowaniem, a czasem w stresie. Rozwódek w wieku 35 plus było w 2024 roku 43 556, czyli aż 76 proc. wszystkich!).
Statystyki GUS nie pozwalają stwierdzić, czy rozwodnicy w poszczególnych kategoriach wiekowych mają dzieci czy nie. Ale tak czy inaczej, warto spojrzeć na wiek kobiet, które się rozwodzą właśnie z perspektywy prokreacji.
Walcząc o „trwałość małżeństwa”, w imię nieżyciowej katolickiej ideologii (o czym na końcu tekstu),
prezydent Nawrocki zabrał kobietom rok czy dwa na szukanie nowego szczęśliwszego związku z perspektywą na dziecko.
To szczególnie bolesne w przypadku kobiet, które rozwodzą się właśnie dlatego, że mąż nie chciał mieć dziecka lub nie nadawał się na ojca.
Kobiety decydują się na rozwód dwa razy częściej niż mężczyźni. Z powództwa żony rozwiodło się w 2024 roku 37 978 par (66 proc. wszystkich) a z powództwa męża – 19 485 par (34 proc.). Rozczarowanie kobiet może wynikać z radykalnie niższego wykształcenia mężów, a także z ich starszego wieku.
Na przykład, rozwodników z wykształceniem wyższym lub średnim, których żony miały wykształcenie zawodowe, było 1942. Za to rozwodniczek z maturą lub studiami, których byli mężowie ukończyli tylko zawodówkę, było ponad 4 razy więcej – 8497.
Wśród rozwodzących się par w aż 69 proc. małżeństw mężowie byli starsi od żon, w tym 19 proc. o co najmniej sześć lat. Starszych żon było 19 proc., w ogromnej większości o 1-2 lata.
Jakie są powody rozwodów? Oto statystyka przyczyn wg oficjalnych kategorii w 2024 roku (suma przekracza 100 proc., bo przyczyny się powtarzają):
Jako przyczyny wyłączne wymieniane były najczęściej:
Dalej: dłuższa nieobecność – 368 rozwodów, naganny stosunek do członków rodziny – 350 rozwodów, nieporozumienia na tle finansowym – 251 rozwodów i różnice światopoglądowe – 218 rozwodów.
Większy niż w poprzednich latach udział różnic światopoglądowych (choć nie jako samodzielnej przyczyny) to wyraz rosnącej polaryzacji w społeczeństwie. Tradycyjnie wysoką moc niszczenia związków ma alkohol i często połączona z nim przemoc oraz zdrada.
Nr 1, czyli „niezgodność charakterów” to prawny eufemizm, który oznacza, że pary szukają najmniej konfliktowej i najszybszej ścieżki do zakończenia związku, nie chcąc stawiać zarzutów czy toczyć wyczerpujących batalii o orzeczenie winy.
Wśród wszystkich 57 463 rozwodów w 2024 roku:
O rosnącej dojrzałości rozwodzących się par świadczą też statystyki przyznawania opieki. W porównaniu z 1980 rokiem ponad czterokrotnie częstsze są postanowienia sądu, że rodzice mają dzielić się opieką nad dzieckiem (z 17,7 proc. do 76,9 proc.). To oczywiście wyraz kulturowej emancypacji roli ojca, ale także skłonność obojga rozwodzących się do uzgadniania warunków tak, by zmniejszyć koszty emocjonalne rozwodu, a zwłaszcza te, które płacą dzieci.
Przedstawione dane sugerują, że znaczna część rozwodników byłaby gotowa do zgodnego przeprowadzenia rozwodu przed urzędnikiem USC (o ile nie mają małoletnich dzieci, rzecz jasna). Ale prezydent nie dał im tej szansy.
Ton oświadczenia prezydenta jest taki, jakbyśmy mieli w Polsce plagę rozwodów, przed którą Nawrocki próbuje nas obronić. Liczby bezwzględne na to nie wskazują, bo w 2024 (jak już wiemy) rozwodów było 57 463 tys., ale w pierwszej dekadzie XXI wieku bywało nawet 72 tys. (w 2006 roku).
Gdy jednak porównamy (na wykresie poniżej) liczbę rozwodów do zawieranych małżeństw, to faktycznie ich odsetek rośnie w szybkim tempie z 13 proc. w 1980 roku (na jeden rozwód przypadało 7,7 małżeństw), przez 20 proc. w 2000 roku aż do 42 proc. w 2024 roku. Według wstępnych danych w 2025 roku rozwodów było ok. 61 tys., a małżeństw ok. 136 tys. co daje kolejny rekord – 45 proc.: na jeden rozwód przypadało już tylko 2,2 małżeństwa.
Zwiększa się też równomiernie (choć wolniej) odsetek (a nie liczba) rozwodzących się par bezdzietnych, z 38 proc. w 1980 roku do 43 proc. w 2024 r.
Wszystko to oznacza, że rośnie potencjalna klientela pozasądowej ścieżki wychodzenia z nieudanego małżeństwa.
Wśród 32 943 rozwodzących się par z dziećmi (57 proc. wszystkich) 17,7 tys. miało jedno dziecko, 12,7 tys. dwoje i tylko 2,5 tys. co najmniej troje.
Liczba rozwodów w Polsce jest równa średniej unijnej i wynosi – wg danych europejskich – 1,6² rozwodu na 1000 mieszkańców. Rozwody są wyraźnie częstsze na północy kontynentu, gdzie słabsze są wpływy katolicyzmu i rozmywają się tradycyjne role genderowe. Oto wybrane kraje UE:
Niski wskaźnik na Malcie jest efektem restrykcyjnego prawa: aby uzyskać rozwód, małżonkowie muszą żyć w separacji przez co najmniej cztery lata, a następnie przekonać sąd o niemożności pojednania.
Co ciekawe, niemal równie mało jest rozwodów w Rumunii, choć rozwód drogą pozasądową (przed notariuszem) jest tam tak łatwy, że występuje zjawisko turystyki rozwodowej do tego kraju. Jeśli małżonkowie nie mają dzieci, wystarczy, że w obecności notariusza podpiszą oświadczenie, iż chcą się rozstać. Po 30 dniach dostają odpowiedni dokument, zgodnie z wyrokiem TSUE z 2022 roku ważny w całej UE. Tę sytuację wykorzystują firmy, które oferują cudzoziemcom załatwienie wszystkich formalności, łącznie z zameldowaniem w Rumunii. Para musi tylko pojechać np. do Bukaresztu i na miejscu wypełnić dokumenty.
Odrzucenie pozasądowych rozwodów czyni Polskę raczej wyjątkiem na europejskim tle. Przy czym stosowane są dwa modele:
Wszędzie warunkiem jest zgoda obu stron i brak małoletnich dzieci (lub porozumienie co do nich, czasem zatwierdzone przez kuratora), a także uzgodniony podział majątku.
W Polsce działają obecnie kancelarie, które oferują parom przeprowadzenie mediacji z udziałem prawnika, który przygotowuje komplet dokumentów dla sądu, co pozwala zwykle uniknąć przesłuchań i skraca cały rozwód czasem nawet do mniej niż roku.
Wart rozpatrzenia jest model francuski, czyli rozwód za porozumieniem stron na podstawie umowy adwokackiej, polubowna procedura wymagającą udziału dwojga adwokatów. Umowa jest podpisywana po upływie 15-dniowego okresu na zastanowienie, a następnie składana u notariusza.
Ważne jest, że każde z małżonków musi mieć swego adwokata, co podnosi koszty, ale zwiększa bezpieczeństwo rozwodu. Urszula Nowakowska, założycielka fundacji Centrum Praw Kobiet chwaliła w OKO.press ten model, podkreślając, że polski projekt rządowy „nie przewiduje mechanizmów zabezpieczających osobę słabszą [...] łatwo wyobrazić sobie sytuację, w której np. kobiety starsze bez prawa do emerytury, doświadczające przemocy zgodzą się na rozwód pozasądowy pod presją”.
Podobna – i tym razem racjonalna – była argumentacja prezydenta, że o ile droga sądowa to „gwarancja, że decyzja o rozwodzie jest przemyślana, rzeczywista i niekrzywdząca dla żadnej ze stron”, to „w realnym życiu istnieją zależności ekonomiczne, presja psychiczna, nierównowaga sił. Sąd może te sytuacje dostrzec i reagować. Urzędowy formularz: nie”.
Inna rzecz, że droga sądowa także daje przewagę stronie silniejszej.
Tak czy inaczej, poprawkę na wzór francuski warto by może wprowadzić, gdyby Sejm miał ponownie przyjmować projekt. Tylko po co, skoro prezydent nie podpisze, bo w grę wchodzą tzw. wartości chrześcijańskie?
Odpowiedź brzmi: z pewnością tak by było, temu miała przecież służyć uproszczona procedura.
Sugestii, jaka mogłaby być skala zmiany, dostarcza analiza spadku liczby rozwodów po skasowaniu w Holandii ścieżki administracyjnej w 2009 roku. Okazało się, że liczba rozwodów spadła wtedy o 11,6 proc. Interesujące jest zróżnicowanie tego efektu. Okazuje się, że przed 2009 rokiem pary szczególnie korzystały z drogi pozasądowej:
Może z tego paradoksalnie wynikać, że pozasądowe rozwody byłyby szczególnie atrakcyjne dla ludzi mieszkających dalej od większych miast, mniej zamożnych i wykształconych, czyli – zwłaszcza dla elektoratu PiS.
Na koniec wróćmy do motywów Nawrockiego, czyli ideologii, do której odwołuje się prezydent.
Prezydenckie weto to wyraz prawicowego pomysłu politycznego, by urządzać ludziom życie, ograniczając obywatelskie prawa i wolności zgodnie z nauczaniem Kościoła. I nie tu większego znaczenia, czy wynika to z przekonań, czy z kalkulacji wyborczej.
Już w styczniu 2025 kandydat na prezydenta (wydawało się bez szans...) Karol Nawrocki wyznawał, że "nie zna innej Polski i Europy, niż ta oparta na fundamentach chrześcijańskich. Zdeterminowane jest to ponad tysiącem lat dziejów państwa polskiego i to nie jest dyskusja o naszej łasce wiary, bądź braku łaski tej wiary […] To jest po prostu historia, dziedzictwo, nasza tożsamość”.
Jako prezydent 11 listopada 2025 Nawrocki wygłosił, a właściwie wykrzyczał, swoje credo, czyli obronę „narodowego jestestwa”: „Pytam więc, patrząc na 1000 lat polskiej historii,
gdzie jest nasze jestestwo, gdzie są nasze wartości chrześcijańskie,
które budowały fundamenty Rzeczpospolitej? I czemu musimy być świadkami i odpierać presję protezy wartości chrześcijańskich, którą mają być obce nam ideologie w polskim systemie edukacji?”.
Nawrocki odnosił się do projektu wprowadzenia edukacji zdrowotnej, w tym o „zdrowiu seksualnym”. Bo „wartości chrześcijańskie”, do których Nawrocki się odwołuje, to nie pomaganie biednym, uczciwa praca czy troska o środowisko.
Chodzi wyłącznie o tzw. etykę seksualną Kościoła, katolicką obsesję etyczną, zgodnie z którą:
A wszystko przez to, że w akcie seksualnym, którego istotą musi być prokreacja, uczestniczy Pan Bóg i nie wolno go ograniczać. Dlatego in vitro to kolejny grzech.
Grzechem jest także rozwód.
Trzeba przyznać, że Jezus Chrystus był tu faktycznie kategoryczny, bo nawet gdy faryzeusze „zażywali go” Mojżeszem (który pozwalał mężowi – oczywiście nie żonie! – napisać list rozwodowy i zostawić małżonkę), odpowiadał: "Dla twardości serca waszego napisał wam taki nakaz. Ale od początku stworzenia mężczyzną i niewiastą uczynił ich Bóg. Dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę, a przyłączy się do żony swojej; i będą dwoje w jednym ciele”. I puenta, którą każde z nas słyszało tysiące razy:
„Co tedy Bóg złączył, niechaj człowiek nie rozłącza”.
A w żadnym razie tego nie ułatwia!
Małżeństwo – uwaga – to jeden z siedmiu sakramentów, jak np. kapłaństwo.
"Rozwód jest poważnym wykroczeniem przeciw prawu naturalnemu. Zmierza do zerwania dobrowolnie zawartej przez małżonków umowy, by żyć razem aż do śmierci.
Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne.
Fakt zawarcia nowego związku, choćby był uznany przez prawo cywilne, powiększa jeszcze bardziej ciężar rozbicia; stawia bowiem współmałżonka żyjącego w nowym związku w sytuacji publicznego i trwałego cudzołóstwa".
I dalej z właściwą Kościołowi fascynacją szczegółami życia seksualnego: „Jeśli mąż, odłączywszy się od żony, łączy się z inną kobietą, sam jest cudzołożnikiem, ponieważ każe popełnić cudzołóstwo tej kobiecie; także kobieta, która mieszka z nim, jest cudzołożnicą, ponieważ pociągnęła do siebie męża innej kobiety”.
Rozwód wprowadza nieporządek w komórkę rodzinną i w społeczeństwo. Pociąga za sobą poważne szkody: dla porzuconego współmałżonka, dla dzieci, które doznały wstrząsu z powodu rozejścia się rodziców, często starających się pozyskać ich względy, oraz z uwagi na zły przykład, który czyni z niego prawdziwą plagę społeczną".
Kościół przedstawia rozwód jako jednoznacznie niemoralną decyzję i nie zajmuje się „nieporządkiem”, jaki płynie z nieszczęśliwego małżeństwa.
Nawrocki jak cały światowy prawicowy populizm operuje abstrakcyjnym de facto pojęciem „rodziny”, której należy bronić przed podszeptami nowoczesności. Były premier-dyktator Węgier Viktor Orban w kółko powtarzał, że fundamentem węgierskiego państwa jest chrześcijańska rodzina, którą państwo wspiera i wprowadził do konstytucji zapis, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny (w Polsce prawica naciąga w tym celu art. 19 Konstytucji o szczególnej opiece, jaka się należy małżeństwu hetero). Nie uchroniło to Węgier przed spadkiem dzietności z niezłego poziomu 1,57 w 2021 roku do ok. 1,3 w 2025 r.
Wiceprezydent USA J.D. Vance, który wprowadza Pana Boga do ideologii ruchu MAGA (bo Donald Trump daje raczej do zrozumienia, że może Boga zastępować) „zasłynął” namawianiem kobiet do pozostania w nieszczęśliwych, a nawet „przemocowych” związkach małżeńskich ze względu na dobro dzieci. Vance podawał jako przykład związek swoich dziadków, którzy go de facto wychowywali.
W słynnej „Elegii dla bidoków” ich małżeństwo jest przedstawione jako bezpieczna przystań i miejsce ucieczki od domu, którego nie potrafiła stworzyć matka zmagająca się z uzależnieniem i zmieniająca często partnerów. Trauma rozbitego domu sprawia, że Vance romantyzuje małżeństwo dziadków, choć, jak wiemy, było ono pełne przemocy i agresji i to nie tylko ze strony dziadka, ale również babci. Co więcej, jak ustalił New Yorker, babcia J.D. Vance’a próbowała się rozwieść z dziadkiem, ale nie doprowadziła sprawy do końca ze względu na trudną sytuację bytową.
Jak Kościół tłumaczy sprzeczność między przyrodzoną – według tej religii – ludzką wolnością a ograniczaniem swobody licznymi zakazami, w tym rozwodów? Rzecz w tym, że prawdziwa wolność (jak demokracja w socjalizmie) nie jest w katolicyzmie bezprzymiotnikowa. Udzielonemu nam przez Boga darowi wolności towarzyszy bowiem to, co dzieje się w chrześcijańskim sumieniu. Jak to ujmował Sobór Watykański II, „człowiek ma w swoim sercu ustanowione przez Boga prawo, wobec którego posłuszeństwo stanowi o jego godności i według którego będzie sądzony”.
Prawdziwa ludzka wolność nie obejmuje zatem rozwodów, bo naruszałoby to Boską prawdę i – nieco tylko trywializując – nie po to wyzwolił nas Chrystus, żebyśmy używali wolności do tego, co się Bogu (czytaj – Kościołowi) nie podoba. Zwłaszcza jeśli chcemy być zbawieni.
Dodajmy na koniec, że także biskupi idą z duchem czasu i z roku na rok rośnie liczba stwierdzeń, że kościelne małżeństwo jest nieważne. To także dobry biznes dla kancelarii kanonicznych. W 2023 roku np. w 3643 sprawach o nieważność zapadło aż 2512 wyroków pozytywnych dla wiernych, czyli negatywnych dla sakramentalnego małżeństwa. Powodem może być niezdolność osoby do wypełniania obowiązków małżeńskich z przyczyn natury psychicznej, wynikająca nawet z uzależnienia od gier komputerowych.
¹z pominięciem kategorii „mniej niż 20 lat”, w której znalazło się tylko 13 kobiet i jeden mężczyzna
²Wg danych GUS powinno być 1,5, bo 57 463 rozwodów przypada na ok. 37,5 mln mieszkańców Polski
Kobiety
Kościół
Prawa człowieka
Władysław Kosiniak - Kamysz
Katarzyna Kotula
Karol Nawrocki
Jan Paweł II
Donald Trump
Donald Tusk
J.D. Vance
Waldemar Żurek
Ministerstwo Obrony Narodowej
Ministerstwo Sprawiedliwości
Prezydent
Rząd Donalda Tuska (drugi)
Art. 18 Konstytucji
edukacja zdrowotna
Katechizm
Konstytucja RP
MAGA
płodność
populizm
rozwód pozasądowy
rozwody
skrajna prawica
Sobór Watykański II
wartości chrześcijańskie
Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".
Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".
Komentarze