W liście do szkół Włodzimierz Paszyński opisuje skutki zmian w edukacji: chaos programowy, tymczasowość, przyspieszenie selekcji ze szkodą dla słabszych uczniów, mniej języków obcych i przyrody, "nauka na placu budowy". Ogólnie - gorsza edukacja. Prosi, by rozpowszechnić list wśród rodziców. Jeszcze jest czas, by dyskutować

Wiceprezydent Warszawy, Włodzimierz Paszyński, przez wiele lat odpowiedzialny za warszawską oświatę, podzielił się 17 listopada 2016 r. z nauczycielami i dyrektorami obawami o los szkół po zmianach planowanych przez MEN. Alarmuje, że władze forsują „reformę edukacji” i ignorują „liczne głosy krytyczne teoretyków i praktyków oświaty, rodziców, samorządowców” (w tym warszawskiego Ratusza), co opisuje jako „iluzję konsultacji”. Ostrzega, że planowane zmiany „nie wynikają z rzetelnych diagnoz i przeczą wynikom badań”.

Prosi o rozpowszechnienie listu wśród rodziców i o podjęcie dyskusji. „Ciągle jest jeszcze czas czas” – stwierdza.

Chaos programowy

Nieuchronny chaos musi być wynikiem braku gruntownie przemyślanej podstawy programowej na dwanaście lat nauki.

Nie da się jej stworzyć naprędce, w kilka miesięcy. Podobnie – podręczników, pomocy dydaktycznych itp.

Paszyński opisuje szereg pułapek, do jakich prowadzi zmiana struktury szkolnej wprowadzana w tak gwałtownym trybie:

  • uczniowie trzech roczników (od obecnej pierwszej klasy gimnazjum począwszy) znajdą się w dwóch równoległych tokach nauczania – po gimnazjum i po ósmej klasie. Wymusi to konieczność wprowadzenia tymczasowych rozwiązań programowych;
  • W 2109 roku spotkają się w rekrutacji do szkół średnich absolwenci ostatniego rocznika gimnazjalnego i ósmej klasy szkoły podstawowej.

Oznacza to dwukrotnie większą konkurencję w walce o miejsce, zwłaszcza w szkołach najbardziej obleganych, a likwidacja obecnego sprawdzianu po szkole podstawowej i niepewne losy egzaminu po gimnazjum, stawiają pod znakiem zapytania przejrzystość kryteriów przyjęć do tych placówek.

  • W razie braku promocji uczniowie ostatniej klasy likwidowanego gimnazjum będą musieli … wrócić do szkoły podstawowej, którą już ukończyli trzy lata wcześniej.

Skrócenie edukacji, czyli szybsza selekcja

„Skrócenie o rok, z dziewięciu do ośmiu lat, cyklu kształcenia ogólnego – niezwykle ważnego dla rozwoju intelektualnego i społecznego dziecka – grozi zmniejszeniem szans edukacyjnych zwłaszcza najsłabszych uczniów”.

Nowy system wymusi

wcześniejszy, mniej przemyślany wybór dalszej ścieżki edukacyjnej, bardziej uzależniony od społeczno-ekonomicznych warunków życia rodziny młodego człowieka niż od jego talentów i aspiracji.

Gimnazja – zniszczone marzenia

Zdaniem Paszyńskiego, reforma PiS odbiera uczniom szkół podstawowych „szansę nauki w nowym środowisku, w wymarzonym gimnazjum”.

Wiceprezydent boleje nad

„rozpadem doświadczonych zespołów pedagogicznych przygotowanych do pracy z nastolatkami i, w konsekwencji, utratą wielu idei, pomysłów, projektów wypracowanych w gimnazjach”.

Wiele gimnazjów może się poszczycić cennym dorobkiem programowym i wychowawczym. Nie wolno go niszczyć w imię politycznych stricte  interesów – apeluje Paszyński. Przypomina o sukcesach uczniów i uczennic gimnazjów: coraz lepszych wynikach w międzynarodowym sprawdzianie piętnastolatków PISA, laurach w międzynarodowych konkursach i olimpiadach, „zdawalności absolwentów na prestiżowe kierunki studiów, w Polsce i na świecie”.

Kłopoty nauczycieli i szkół

Z perspektywy zarządzającego szkołami reforma to bezsensowny

chaos organizacyjny, wynikający z konieczności przekształcania w ekspresowym trybie szkół, zmiany ich obwodów, siedzib, gruntownych niekiedy adaptacji dotąd użytkowanych pomieszczeń.

Naruszona zostanie stabilność zatrudnienia nauczycieli – wielu straci zatrudnienie i będzie musiało „uzupełniać” etat w różnych szkołach.

Gorsze będzie też ‚przygotowanie nauczycieli do realizacji nowej podstawy programowej, bo taki proces jest wieloletni i kosztowny”. Nie jest możliwe zakończenie go do września 2017.

Niezbędne kompetencje nauczyciele zdobywać będą „w boju”, co niewątpliwie odbije się na jakości procesu dydaktycznego przynajmniej kilku pierwszych roczników po zmianie.

Nauka będzie się odbywać dosłownie na „placu budowy”, bo prowadzące szkoły samorządy będą w pośpiechu dostosowywać obecną infrastrukturę do potrzeb „reformy”. To potrwa latami.

Paszyński zwraca uwagę na wysokie koszty adaptacji bazy oświatowej do nowej struktury, np. tworzenia pracowni przedmiotowych w szkołach podstawowych czy przystosowania budynków gimnazjów dla najmłodszych uczniów.

„To pieniądze podatników, które można by wydać znacznie sensowniej, również na dofinansowanie atrakcyjnych projektów edukacyjnych”.

Gorsza edukacja

Z tego wszystkiego wynika wniosek: poziom edukacji obniży się. Będzie mniej godzin powszechnej nauki drugiego języka obcego i przedmiotów przyrodniczych, co

utrudni młodzieży, zwłaszcza dorastającej w gorszych warunkach społeczno-ekonomicznych, konkurowanie z rówieśnikami z całego świata.

Zmiany w edukacji, jak w każdej innej dziedzinie życia, są potrzebne – pisze Paszyński. Ale nie wolno ich wprowadzać naprędce – muszą być przemyślane, przyjazne dzieciom, dobrze przygotowane.

Obecna struktura naszego systemu kształcenia nie wymaga nagłej zmiany. Jeśli chcemy jej dokonać, to powinna wynikać z nowych idei programowych, potrzeb rozwojowych dzieci i młodzieży oraz zdiagnozowanych problemów; nigdy odwrotnie.


Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Masz cynk?