0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: fot. Policjafot. Policja

W Czaplinku (woj. zachodniopomorskie), 20 stycznia wilka potrącił samochód. Zwierzę przeżyło, ale miało sparaliżowany zad. Potrafiło podnieść się wyłącznie na przednich łapach „ciągnąc za sobą bezwładne tylne kończyny”. Stowarzyszenie dla Natury „Wilk” relacjonuje:

Badacze z „Wilka” dostali sygnał o wypadku i starali się pomóc, pomimo tego, że byli tego wieczora kilkaset kilometrów dalej. Na bieżąco instruowali policjantów, którzy pojawili się na miejscu. Na podstawie przekazanych zdjęć i nagrań ustalono, że objawy „wskazywały na złamany kręgosłup i konieczność przeprowadzenia szybkiej eutanazji przez lekarza weterynarii, bo wokół panował siarczysty mróz, z temperaturą -12°C”.

Pomimo prób dodzwonienia się do lekarzy weterynarii, w tym tych zakontraktowanych przez Urząd Miasta i Gminy w Czaplinku, którzy powinni udzielić pomocy zwierzęciu, nikt nie odbierał. Z kolei Powiatowy Lekarz Weterynarii z Drawska Pomorskiego stwierdził, że „nie może pomóc” i nie wie, do kogo należy dzwonić. Próby znalezienia pomocy trwały całą noc. Zwierzę zabezpieczała policja. „Dopiero ok. 07:30 rano na miejscu pojawiła się lekarz weterynarii mająca umowę z gminą Czaplinek” – czytamy w relacji „Wilka”. Potwierdziła złamania kręgosłupa. Wilk został poddany eutanazji.

„Cała sprawa pokazuje na ułomność organizacji spraw związanych z humanitarnym uśmiercaniem zwierząt w sytuacjach krytycznych, takich jak kolizje z pojazdami. Brak kontaktu z lekarzami weterynarii, mającymi podpisane umowy z gminami nie tylko utrudnia działanie służbom, ale przede wszystkim dramatycznie wydłuża cierpienie zwierząt” – komentuje Stowarzyszenie dla Natury „Wilk”. Udostępniło tylko zdjęcie zwierzęcia, twierdząc, że nagrania wideo były zbyt drastyczne.

Jeden z tych przygnębiających filmów opublikował za to wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała. W swoim wpisie skomentował: „Skandaliczna znieczulica”. Dorożała zapowiedział, że wystąpi do Głównego Lekarza Weterynarii o wyjaśnienia, dlaczego nikt z zakontraktowanych lekarzy nie przyjechał na miejsce i nie uśpił zwierzęcia.

Pilnie potrzebujemy Służby Ochrony Przyrody

W Polsce wciąż nie istnieje zorganizowany system pomocy dzikim zwierzętom. Nie ma żadnej służby powołanej w tym celu i wszystko zależy od dobrej woli ludzi. Powołanie takiej służby od kilku lat postulują przyrodnicy, w tym profesor Sabina Pierużek-Nowak ze Stowarzyszenia dla Natury „Wilk”. Jak mówiła w OKO.press: „Bardzo ważnym zadaniem takiej służby byłoby wsparcie dla jednostek samorządu terytorialnego w podejmowaniu działań związanych z rodzimymi dzikimi gatunkami zwierząt na obszarach zabudowanych”.

Do dziś ten głos w sprawie powołania państwowej Służby Ochrony Przyrody, która nie tylko pomagałaby cierpiącym dzikim zwierzętom, ale również w zapobieganiu i rozwiązywaniu sytuacji konfliktowych z ich udziałem, nie został wysłuchany przez decydentów. Pisaliśmy o tym w OKO.press:

Przeczytaj także:

Gmina Czarna wnioskuje o odstrzał

Wilki nie tylko nie mogą liczyć na pomoc wyspecjalizowanej służby, ale stały się wrogami numer jeden w wielu gminach.

„Pojawiają się coraz bliżej zabudowań, zabijają zwierzęta gospodarskie i domowe” – przekonuje w rozmowie z „Wyborczą” Jacek Przybyło, wójt bieszczadzkiej gminy Czarna. Jeszcze w 2025 roku wystąpił o zgodę na odstrzał trzech wilków. Ostatecznie GDOŚ wydał pozwolenie na zabicie jednego osobnika do 31 marca 2026 roku.

Ze straszeniem wilkiem i argumentacją gminy Czarna nie zgadzają się przyrodnicy mieszkający w Bieszczadach. Doktor Bartosz Pirga, pracownik Bieszczadzkiego Parku Narodowego, dr Andrzej Czech i Robert Gatzka z Parku Ochrony Bieszczadzkiej Fauny przygotowali list otwarty w tej sprawie. Ich zdaniem decyzje dotyczące ewentualnego odstrzału bazują na emocjach, a nie są poparte rzetelnymi dowodami. Podobnie jest z tworzeniem atmosfery zagrożenia, która szkodzi samym Bieszczadom. Chociaż, jak podkreślają, w uzasadnionych sytuacjach należy reagować, ale istnieje wiele sposobów na rozwiązanie konfliktów i zapobieganie ich powstawaniu.

Co przyciąga wilki?

Wilki są nęcone resztkami po uboju zwierząt i padliny czy odpadami żywnościowymi. Nie powinno się pozostawiać na zewnątrz ani śmieci, ani karmy dla psów i kotów. Równie ważne jest lepsze zabezpieczenie zwierząt gospodarskich oraz nadzór nad psami. Te ostatnie puszczone luzem lub zostawione na łańcuchu są traktowane przez wilki jako zagrożenie.

Sygnatariusze listu przypominają jednocześnie, że wypuszczenie psa poza ogrodzoną posesję bez nadzoru jest w polskim prawie wykroczeniem.

Przypominają:

„Wilki nie tracą płochliwości – lecz korzystają z zasobów, które sami im udostępniamy”.

Ich zdaniem "wilki nie dążą do kontaktu z ludźmi, a ich krótkotrwała obecność przy zabudowaniach nie jest dowodem oswojenia”. Jak dodają, większa liczba doniesień o wilkach wynika również z rozwoju technologii. Nagrania z kamer przydomowego monitoringu lub kamer samochodowych są upowszechniane w błyskawicznym tempie w mediach społecznościowych, ale nie oznacza to, że znaleźliśmy się w stanie zagrożenia. Wcześniej po prostu nie byliśmy tak uzbrojeni w sprzęt do rejestracji obrazu.

Jak dodają eksperci, uznaną definicją zaniku płochliwości jest „wielokrotne, celowe, podejście konkretnego osobnika wilka do człowieka niezasłoniętego żadną przeszkodą (np. szybą lub siedzącego w pojeździe) na odległość poniżej 30 metrów„. Tymczasem żaden z opisywanych w mediach i piśmie do GDOŚ gminy Czarna wilków ”nie spełnia tej definicji".

34 „zdarzenia”

Autorzy listu podkreślają, że weryfikacji wymaga też liczba incydentów zgłoszonych przez samorząd z Czarnej. W 2025 roku tych zdarzeń miało być 34, ale nie każde z nich musiało generować zagrożenie – w Polsce zdarzeniem z udziałem wilków może być równie dobrze obserwacja, jak i szkody wśród zwierząt gospodarskich. Część tych nietypowych zachowań może wynikać z chorób, postrzału, pogryzienia przez inne osobniki lub wypadków drogowych. Natomiast sama obecność wilków na polach otaczających bieszczadzkie miejscowości nie stanowi zagrożenia dla ludzi.

Niepokój ekspertów budzi również twierdzenie o „konieczności odstrzału” z samego faktu zaobserwowania wilka. Tymczasem, zanim taka decyzja o zabiciu zwierzęcia zostanie podjęta, owa „konieczność” powinna zostać udokumentowana i przeanalizowana. Problemem jest też precyzyjne ustalenie osobnika do odstrzału.

Łatwo może dojść do zabicia innego wilka niż tego, który został uznany za „konfliktowego”.

;
Na zdjęciu Paweł Średziński
Paweł Średziński

Publicysta, dziennikarz, autor książek poświęconych ludziom i przyrodzie: „Syria. Przewodnik po kraju, którego nie ma”, „Łoś. Opowieści o gapiszonach z krainy Biebrzy”, „Puszcza Knyszyńska. Opowieści o lesunach, zwierzętach i królewskim lesie, a także o tajemnicach w głębi lasu skrywanych, „Rzeki. Opowieści z Mezopotamii, krainy między Biebrzą i Narwią leżącej" i "Borsuk. Władca ciemności. Biografia nieautoryzowana".

Komentarze