0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Zuchowicz...

Polski rząd na piśmie odmówił stosowania się do orzeczeń Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Idziemy w ślady putinowskiej Rosji. Następny krok to wypowiedzenie Europejskiej Konwencji o prawach człowieka. Po trzydziestu latach od ratyfikacji Konwencji (w 1993 roku) wracamy do PRL

Polski rząd na piśmie odmówił stosowania się do orzeczeń Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Idziemy w ślady putinowskiej Rosji. Następny krok to wypowiedzenie Europejskiej Konwencji o prawach człowieka. Po trzydziestu latach od ratyfikacji Konwencji (w 1993 roku) wracamy do PRL.

Przeczytaj także:

Na stronie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka pojawił się komunikat

Polski rząd poinformował Sekretariat Trybunału, iż „środek tymczasowy wskazany przez Europejski Trybunał Praw Człowieka (…) nie będzie respektowany”.

ETPCz w grudniu zeszłego roku zobowiązał polskie władze do przywrócenia do pracy w wydziale karnym Sądu Apelacyjnego w Warszawie trzech sędzi: Ewy Leszczyńskiej-Furtak, Ewy Gregajtys i Marzeny Piekarskiej-Drążek.

Wszystkie poskarżyły się na to, że bez ich zgody i ze szkodą dla wymiaru sprawiedliwości zostały przeniesione do wydziału pracy. Była to szykana za stosowanie wyroków TSUE i ETPCz i odmowę orzekania z neosędziami.

Rząd odmówił wykonania tego zabezpieczenia tymczasowego ETPCz powołując się na oświadczenie Prezesa Sądu Apelacyjnego w Warszawie Piotra Schaba.

Prezes Schab (i rzecznik dyscyplinarny dla sędziów w jednej osobie) stwierdził, że nie obowiązują go orzeczenia ETPCz, bo Trybunał (niegdyś) Konstytucyjny orzekł, że są one sprzeczne z polską konstytucją. Rząd stwierdza więc, że „skoro wyrok Trybunału Konstytucyjnego jest wiążący dla Prezesa Sądu Apelacyjnego w Warszawie, to wykonanie postanowienia o zarządzeniu środka tymczasowego stanowiłoby naruszenie prawa polskiego”.

Koło się zamyka: rząd odmawia wykonywania orzeczeń TSUE i ETPCz, Komisja Europejska ogłasza zaskarżenie Polski do Trybunału Sprawiedliwości UE za wyroki Trybunału Przyłębskiej „unieważniające” wyroki TSUE.

I za to, że w polskim Trybunale orzekają dublerzy, a rządzi nim powołana z połamaniem polskich przepisów Julia Przyłębska. Ta sama, od której – jeśli prezydent pośle wniosek o kontrolę ustawy rzekomo wykonującej praworządnościowy „kamień milowy” – będzie zależało, kiedy Trybunał osądzi te przepisy, od których ma zależeć wypłata pieniędzy na KPO.

W środku tego zaklętego kręgu niepraworządności jest polski TK i Julia Przyłębska.

Kiedy przyjdzie do rozliczeń – a pierwszym aktem rozliczenia będzie wyrok TSUE w sprawie legalności Trybunału – okaże się, że to tylko (z akcentem na „tylko”) „prezes Julia” jest odpowiedzialna za całą demolkę państwa prawa.

No bo co ma zrobić polski rząd, polski parlament, prezes polskiego sądu i rzecznik dyscyplinarny, skoro mają orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego zakazujące im słuchać się międzynarodowych trybunałów i stwierdzające zgodność z konstytucją np. przejęcia przez polityków Krajowej Rady Sądownictwa?

Przyłębska locuta, causa finita. I cóż mają robić te biedne misie? Gdyby doszło do stawiania przed Trybunałem Stanu, to powiedzą: myśmy tylko wykonywali orzeczenia polskiego Trybunału, który jako jedyny może orzekać o zgodności prawa z konstytucją. Już dziś podkreśla to premier Morawiecki i inni państwowi notable z prezydentem na czele.

Nie chodzi o to, żeby się rozczulać nad prezes Julią: jest dorosła i dobrze opłacana, krzywdy nie dozna.

Jeśli stanie przed Trybunałem stanu, to najwyżej straci sędziowski stan spoczynku i dostanie emeryturę na normalnych zasadach.

Ale cała ta historia, to gorzkie podsumowanie ostatnich siedmiu lat, po których instytucje państwa – jak mówią prawnicy – wydrążone są ze swoich funkcji i sprywatyzowane, czy raczej spartyjnione. I majątek państwowy – też. Po latach, po których wymiar sprawiedliwości jest w ruinie, co przyznał sam premier Morawiecki nie dostrzegając, że ta ruina, to za jego pozwoleniem, bo w końcu to on dobiera ministrów i odpowiada za stan państwa.

I – oprócz Trybunału Przyłębskiej – nie ma winnych, bo ów Trybunał, w ramach usług dla władzy, uwalnia władzę od obowiązku działania w zgodzie z konstytucją i przyjętymi przez Polskę międzynarodowymi konwencjami.

Mamy stan zalegalizowanego bezprawia, a do PRL-u bliżej nam dziś, niż w 1990 roku, gdy przystępowaliśmy do Rady Europy.

To, co kiedyś jako społeczeństwo traktowaliśmy jako nobilitację i honor, dziś Polska rękami rządzących odrzuca, jako zniewolenie i atak na suwerenność.

Naszą suwerennością jest dziś prawo do bezprawia.

Udostępnij:

Ewa Siedlecka

Dziennikarka, publicystka prawna, w latach 1989–2017 publicystka dziennika „Gazeta Wyborcza”, od 2017 publicystka tygodnika „Polityka”, laureatka Nagrody im. Dariusza Fikusa (2011), zajmuje się głównie zagadnieniami społeczeństwa obywatelskiego, prawami człowieka, osób niepełnosprawnych i prawami zwierząt.

Przeczytaj także:

Komentarze