0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Maciek Jazwiecki / Agencja Wyborcza.plFot. Maciek Jazwieck...

Prezydent Andrzej Duda sprawił swojemu środowisku politycznemu niemały kłopot, odmawiając podpisu pod ustawą o Sądzie Najwyższym, która miała odblokować fundusze z Krajowego Planu Odbudowy. Zamiast tego zdecydował o skierowaniu jej do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. Oznacza to, że dopóki TK nie orzeknie co do jej zgodności z Konstytucją, ustawa nie obowiązuje, a zatem Polska nie dotrzymuje wynegocjowanej z Komisją Europejską umowy.

„Świadomy powagi sprawy, zwracam się do sędziów Trybunału Konstytucyjnego o niezwłoczne zajęcie się tą ważną ustawą i prace nad nią w poczuciu odpowiedzialności za bezpieczeństwo prawne i ekonomiczne Polek i Polaków” – zaapelował Duda.

Jak szybko może orzec Trybunał? Jakie problemy instytucjonalne mogą opóźnić jego prace? I jaka będzie jego ostateczna decyzja? OKO.press rozważa możliwe scenariusze.

Przeczytaj także:

Co to znaczy szybko?

"Z tego, co się słyszy, formalny wniosek Prezydenta jeszcze nie trafił do Trybunału. Rozstrzygnięcie sprawy w ciągu dwóch miesięcy wydaje się mało prawdopodobne. Chyba, że zostałyby wyznaczone krótkie terminy na przedstawienie stanowisk uczestników postępowania, szybko zostałaby zwołana narada, czy raczej narady, a także przyspieszony by został termin przeprowadzenia rozprawy. Tak ważna materia, jaka miałaby być rozstrzygania wymaga dyscypliny i dobrego przygotowania merytorycznego. Trybunał nie dawał niestety w ostatnich latach dowodów, że jest do tego zdolny"

- mówi OKO.press prof. Stanisław Biernat, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, wiceprezes TK w latach 2010-2017.

Sprawy w TK potrafią czekać na rozpatrzenie latami. W ostatnich latach zdarzyło się jednak kilkukrotnie, że Trybunał przyspieszał prace ze względu na polityczny kontekst materii. W 2021 roku niesławna sprawa K 3/21 dotycząca zgodności z Konstytucją przepisów Traktatu o Unii Europejskiej została rozpatrzona w ciągu siedmiu miesięcy. Rekord padł jednak w 2020 roku, po tym, jak w marcu marszałek Sejmu Elżbieta Witek wysłała do TK wniosek w sprawie rzekomego sporu kompetencyjnego między Sejmem a Sądem Najwyższym. Wyrok zapadł w kwietniu, czyli już po trzech miesiącach.

Trzy miesiące to w roku wyborczym oczywiście bardzo dużo. Zakładając, że TK orzeknie o zgodności z Konstytucją ustawy - prawo weszłoby w życie dopiero na przełomie maja i czerwca. A to i tak najbardziej optymistyczny dla rządzących scenariusz.

Spór w TK wokół kadencji Przyłębskiej

Na drodze do szybkiego rozpatrzenia sprawy przez TK stoi spór w środku samego Trybunału. Sześciu sędziów TK domaga się, żeby Julia Przyłębska, której kadencja Prezesa Trybunału skończyła się 20 grudnia 2022 roku, zwołała Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK. Zgromadzenie ma wybrać kandydatów, spośród których prezydent Andrzej Duda wskaże nowego Prezesa TK.

Według Julii Przyłębskiej ta prośba „nie ma oparcia w prawie i jest bezprzedmiotowa”, ponieważ przepisy wprowadzające sześcioletnią kadencję Prezesa TK zostały uchwalone kilkanaście dni po wybraniu jej na Prezesa TK. Julia Przyłębska chce pozostać na stanowisku Prezesa TK do grudnia 2024 roku, czyli do końca swojej dziewięcioletniej kadencji sędziowskiej. I z tego powodu nie zwołuje Zgromadzenia.

Stanowisko Przyłębskiej jest popierane przez rząd.

"Pojawia się pytanie, czy ci sędziowie, którzy kwestionują stanowisko Julii Przyłębskiej jako prezesa, podporządkują się jej zarządzeniom. Do tej pory krążyły nieoficjalne informacje, że te osoby nie przyjmowały spraw, w których miały orzekać w składach pięcioosobowych. Podobno po prostu odsyłali akta. Tutaj sytuacja jest inna. TK zbiera się w pełnym składzie, więc ci sędziowie nie mogą odmówić w nim udziału. Ale mogą nie respektować zarządzeń Julii Przyłębskiej, np. co do zwoływania narad czy rozprawy, uważając, że nie jest już ona prezesem" - wyjaśnia prof. Biernat.

Takie zachowanie mogłoby doprowadzić do obstrukcji, ponieważ rozpoznanie sprawy w pełnym składzie wymaga udziału co najmniej jedenastu sędziów Trybunału. A buntowników jest sześciu.

"Jest oczywiście prosty sposób na rozwiązanie problemu sędziów-buntowników: szybkie przeprowadzenie wyboru kandydatów na nowego prezesa TK. To oczywiście wymagałoby nacisku na Julię Przyłębską, aby podporządkowała się temu, co wynika z przepisów obowiązującego prawa. Jedną z form nacisku jest niewątpliwie perspektywa nieposłuszeństwa sędziów, którzy mogliby bojkotować posiedzenia, czy ogólniej rzecz ujmując: perspektywa przedłużania się prac Trybunału w sprawie, która budzi duże zainteresowanie i oczekiwania społeczne" - mówi prof. Biernat.

Innymi słowy, szóstka sędziów może wykorzystać napiętą politycznie sytuację do pozbycia się Julii Przyłębskiej z funkcji prezesa, co, wnioskując po reakcjach, jest rządowi raczej nie na rękę. Trudno zatem spodziewać się, że taka decyzja zostanie podjęta błyskawicznie.

TK połknie własny język?

Kolejną kwestią jest oczywiście to, co właściwie orzeknie TK. To z kolei zależy od tego, co znajdzie się we wniosku prezydenta. Największe wątpliwości konstytucyjne budzi wśród ekspertów kwestia przeniesienia spraw dyscyplinarnych sędziów oraz przeprowadzania testu bezstronności do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Prezydent jednak nie poruszał jej w publicznych wystąpieniach.

„Zapisy tej ustawy dotykają fundamentalnych spraw ustrojowych, w tym stabilności władzy sądowniczej i wydawanych przez nią przez szereg lat wyroków, a więc spraw bardzo ważnych dla obywateli” - mówił Andrzej Duda 10 lutego.

Prezydent stoi na stanowisku, że test, w ramach którego sądy mogły wnioskować o sprawdzenie, czy sędziowie rozpatrujący daną sprawę spełniają standardy bezstronności i niezależności, ustanowienia na mocy ustawy, z uwzględnieniem okoliczności towarzyszących jego powołaniu i jego postępowania po powołaniu.

Pomimo tego, że w myśl ustawy taki test dotyczy zawsze tylko konkretnej sprawy, środowisko Solidarnej Polski oraz prezydenta jest przekonane, że doprowadzi to do masowego podważania statusu sędziów powołanych w procedurze przed neo-KRS. I stanowić będzie zarazem ingerencję w prerogatywę prezydenta do powoływania sędziów.

Orzecznictwo TK ostatnich lat również wyczulone było na tym punkcie. Dwa przywoływane wcześniej wyroki TK - w sprawie stwierdzenia niezgodności przepisów traktatów unijnych z października 2021 r. oraz w sprawie sporu kompetencyjnego z kwietnia 2020 r. dotyczyły właśnie tych kwestii. Trybunał próbował poprzez nie wprost zakazać polskim sędziom powoływania się na prawo unijne oraz orzecznictwo TSUE w celu kwestionowania statusu sędziów powołanych w procedurze przed neo-KRS.

Jeżeli TK orzekłby teraz, próbując odczytać intencje i dążenia strony rządowej, że przedłożona nowelizacja jest zgodna z Konstytucją, byłoby to całkowite odstępstwo od dotychczasowej linii orzeczniczej. Odstępstwo wręcz absurdalnie jaskrawe.

Trybunał w końcu stwierdzał wprost, że wyroki TSUE dotyczące sądownictwa po prostu w Polsce nie obowiązują. Tymczasem ustawa, którą będą badać, jest wynikiem negocjacji z Komisją Europejską i formą realizacji tych wyroków.

Prawo i Sprawiedliwość postawiło zatem swój Trybunał w trudnym położeniu przez to, że zgadzając się na takie, a nie inne kamienie milowe, zgodzili się na uchylenie w systemie drzwi, które w ostatnich latach starali się zatrzaskiwać z hukiem. Oczywiście, w przypadku TK Przyłębskiej nie ma rzeczy niemożliwych. Ale w takich okolicznościach najprawdopodobniej trudno będzie utrzymać jednomyślność.

"Julia Przyłębska starała się o to, żeby nie było zdań odrębnych sędziów, lub żeby było ich mało. Ustalała składy orzekające z naruszeniem ustawy, zmieniała te składy i dokonywała wielu innych bulwersujących przedsięwzięć. Ale w tym przypadku orzekać ma pełny skład, więc nie można nikogo z niego usunąć. Jeśli więc dojdzie do wydania wyroku, to jest możliwe, że głosy sędziów będą podzielone" - komentuje prof. Biernat.

Kolejne negocjacje na horyzoncie?

Jeżeli wniosek prezydenta będzie obejmował nie cała ustawę, ale jej konkretne przepisy, to w przypadku stwierdzenia ich niekonstytucyjności TK będzie musiał wskazać w orzeczeniu, czy są one nierozerwalnie związane z całą ustawą. Jeśli są to tzw. przepisy poboczne, prezydent ma do wyboru - podpisać ustawę z wyłączeniem niekonstytucyjnych przepisów lub zwrócić całą ustawę Sejmowi w celu usunięcia niezgodności.

Jeśli więc wniosek prezydenta nie będzie obejmował kwestii NSA (podważenie tych przepisów wywracałoby całą nowelizację do góry nogami), a jedynie przepisy rozszerzające test bezstronności, jest bardzo możliwe, że TK, w przypadku nawet stwierdzenia niekonstytucyjności, wskazałby, że prezydent może podpisać całość ustawy.

Wtedy jednak w polskim porządku prawnym obowiązywałby nadal test w aktualnej formie, czyli tej głośno kontestowanej przez Komisję Europejską. Oznaczałoby to najprawdopodobniej ponowne rozpoczęcie negocjacji i kolejny proces legislacyjny. W dodatku według naszych wyliczeń proces ten rozpocząłby się mniej więcej w maju. Ponownie - w roku wyborczym to ogromna strata czasu.

Dla Prawa i Sprawiedliwości istnieje zatem jeszcze jedna ścieżka - niezwłoczne rozpoczęcie negocjacji już teraz, tym razem uwzględniając zdanie prezydenta. Możliwe jest bowiem stworzenie nowej ustawy w porozumieniu z Brukselą i Pałacem Prezydenckim. W przypadku uchwalenia jej przez Sejm i podpisania przez prezydenta, postępowanie w TK w sprawie nowelizacji z 13 stycznia zostanie po prostu umorzone.

;

Udostępnij:

Dominika Sitnicka

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.

Komentarze