Nieco ponad 30 godzin przed otwarciem lokali wyborczych na Węgrzech Viktor Orbán próbuje odwieść tych, którzy w niego zwątpili, od głosowania na opozycyjną Tiszę. A takich wyborców jest coraz więcej
Wyluzowany, władczy, w mocnym kontakcie z publicznością – takiego Viktora Orbána zobaczyłyśmy wieczorem 9 kwietnia 2026 w 200-tysięcznym Debreczynie na wschodzie Węgier. A przecież nigdy wcześniej żaden z konkurentów nie był tak blisko odebrania mu władzy jak były członek jego partii Péter Magyar.
W przeciwieństwie do Magyara, który bierze udział nawet w siedmiu wiecach dziennie, podczas wieczornego spotkania z sympatykami Fideszu w Debreczynie Viktor Orbán, który dziennie odwiedza raptem jedno miejsce, wydaje się bardziej świeży.
Ze sceny otoczonej tysiącami ludzi trzymających węgierskie flagi Orbán żartuje, że młodszy nie będzie. Ale to przecież dobrze, bo kraj potrzebuje doświadczenia – tak samo, jak samolot, który wpada w turbulencje, potrzebuje doświadczonego pilota. Tak też zresztą Orbán prezentuje się na licznie rozklejonych po stolicy billboardach: wyraźnie wpatrzony w dal, ze spojrzeniem, które sugeruje, że wie, jak zapanować nad zmiennymi wiatrami historii.
W przemówieniach deprecjonuje to, co uchodzi za przewagę Magyara, czyli jego młody wiek. „Rozumiem, gdy jakiemuś młodemu człowiekowi wpadnie do głowy, że chce zostać premierem. To wolny kraj. Każdy ma w kieszeni marzenia” – mówi na wiecu w Debreczynie 62-letni Orbán, który po raz pierwszy został premierem, mając lat 35 (w 1998 roku).
Energia Magyara jest jednym z najważniejszych symbolicznych elementów wieców opozycji. 45-letni polityk, wchodząc na spotkania, przebija się przez tłum, trzymając w dłoniach węgierską flagę. Widzą ją, coraz liczniej popierający Tiszę wyborcy.
Czy Orbán tylko zaklina rzeczywistość, mówiąc o Magyarze i Tiszy, „teraz nie jest ich czas. Teraz liczy się doświadczenie, bezpieczeństwo, wiedza, rutyna”?
Debreczyn (węg. Debrecen) urósł do rangi politycznego symbolu. Miasto nazywane drugą stolicą Węgier uchodzi za jeden z bastionów Fideszu. Kandydaci partii rządzącej zdobyli tu w 2022 roku od 48 do 63 proc. głosów i wszystkie trzy mandaty.
I to właśnie tu w maju 2024 roku Péter Magyar zorganizował wiec, na który niespodziewanie przyszły tysiące ludzi, pokazując, że opozycja może zmobilizować ludzi poza tradycyjnie jej przychylnym Budapesztem. W sobotę Magyar zakończy tu kampanię wyborczą opozycji.
Orbán będzie finiszował w Budapeszcie, gdzie w poprzednich wyborach 17 z 18 mandatów zdobyła opozycyjna koalicyjna lista.
Nie znając realiów, sądziłyśmy, że czwartkowy wiec Orbána był ogromnym sukcesem: plac był zapełniony, ludzie tłoczyli się nie tylko pod sceną, ale też na obrzeżach. A jednak 19-latka, z którą rozmawiamy i która będzie w niedzielę głosować po raz pierwszy — na opozycyjną Tiszę, mówi nam, że tłum jest mniejszy niż zwykle na spotkaniach Orbána. A co dla niej ważniejsze: mniejszy niż wówczas, gdy miasto odwiedza Magyar.
„Nie popieram w 100 procentach samego Magyara, ale on jest jedyną osobą, która może zmienić system. A jego plany na poprawę edukacji i opieki zdrowotnej są obiecujące” – mówi OKO.press 19-latka. Dodaje: „Popieram Magyara bardziej jako postać życia publicznego i wyraziciela nastrojów społecznych niż klasycznego polityka”.
Przemówienie Orbána na jednym z ostatnich wieców brzmi tak, jakby próbował po kolei zbić każdy z kluczowych elementów wyborczej opowieści Tiszy. Nie mówiąc o tym wprost, Orbán, odnosi się do argumentów, które słyszałyśmy wcześniej na wiecach Petera Magyara. Prawdopodobnie wiąże się to z rozszczelnieniem systemu propagandy na skutek pracy dziennikarzy śledczych, filmu „Dynastia” [Orbána] na YouTubie i ograniczeń reklamy politycznej na Facebooku. A Węgry to „kraj Facebooka”.
Po raz pierwszy od 16 lat w tej kampanii to opozycji udało się narzucić narrację, i to premier musi tłumaczyć się z tego, co nawet jego wyborcy słyszą od lidera konkurencyjnej formacji. Orbán nie może już ignorować tego, że gdzieś – najpewniej na platformach społecznościowych – również zwolennicy Fideszu usłyszeli już o ogromnej, systemowej korupcji, o zbudowanej przez Orbána i sowicie zasilanej środkami publicznymi „dynastii” składającej się z jego rodziny i przyjaciół. Zobaczyli, że nie tylko ich rodzina i sąsiedzi mają kłopoty z opłaceniem rachunków, ale tysiące osób w całym kraju.
20-letni Berci w obawie przed represjami politycznymi, które jego zdaniem mogą się nasilić wobec zwolenników opozycji, jeśli Orbán jednak utrzyma władzę, nie chce podać nazwiska, ani powiedzieć, do jakiej szkoły chodzi. Uważa, że „system zbudowany przez Orbána jest przerażający”. On też będzie głosował na Tiszę.
“Szalone, co w ostatnich dniach wychodzi na jaw — przyjaźń z Rosją, konsultacje z Ławrowem, operacja służb specjalnych przeciwko opozycji. Węgry coraz bardziej przesuwają się na wschód, zamiast na zachód. Demokracja zanika. Wszystko, co miało jakąkolwiek wartość, jest niszczone” – mówi chłopak.
Jego zdaniem Orbán jest już jak zdarta płyta. W jego narracji wszystkiemu temu, co nie tak na Węgrzech, winni są „ukraińscy szpiedzy” i Bruksela. „Nie słuchając całości wystąpienia naszego premiera, jestem w stanie odtworzyć 95 procent jego treści. Ciągle to samo, czysta propaganda” – mówi chłopak.
Najważniejszym tematem węgierskich wyborów są sprawy bytowe — rosnące ceny i ubożenie Węgrów. Opozycja, podkreślając, że poziom życia Węgrów spadł, odnosi się do codziennego doświadczenia milionów wyborców. Orbán nie mógł uniknąć tematu.
„Stawką w tych wyborach, drodzy mieszkańcy Debreczyna, są pieniądze Węgrów” – mówi w Debreczynie. Jednak gdy opozycyjna Tisza przekonuje, że Węgrzy biednieją, bo orbanowska oligarchia zagarnia bogactwo dla siebie, Orbán zrzuca winę na Ukraińców i toczącą się na Ukrainie wojnę.
„Wybory dotyczą tego, czy pozwolimy, aby pieniądze Węgrów trafiły na Ukrainę. Czy pozwolimy, aby pieniądze mieszkańców Debreczyna trafiły do Donbasu, czy raczej pozostaną tutaj, u was. To jest sedno tych wyborów” – mówi Orbán.
W 2022 roku Węgrzy zrobili to, co powinien zrobić chrześcijański naród: otworzyli domy dla Ukraińców, gdy ci byli w największej potrzebie, czyli na początku wojny. Teraz jednak Ukraińcy chcą Węgrów ograbić. Zarzuca też Ukraińcom, że chcą odciąć Węgrów od taniej energii z Rosji. „Jeśli odetną nas od wschodnich dostaw energii, stracicie równowartość swojej średniej miesięcznej pensji” – mówi. Straszy, że jeśli opozycja przejmie władze, rachunki domowe drastycznie wzrosną.
Od wyborców Tiszy słyszałyśmy, że Węgry utknęły, przestały się rozwijać. Również na to Orbán ma odpowiedź: „Węgrzy doskonale wiedzą, że wojna hamuje gospodarkę. Postęp [gospodarczy] byłby dwa-trzy razy szybszy, gdyby nie wojna”.
Dodaje, że jego rząd robił, co mógł, a nawet więcej: „Mimo że wzrost gospodarczy był znacznie mniejszy, niż powinien, to jednak podwoiliśmy ulgę podatkową na dzieci i jako jedyne państwo na świecie wprowadziliśmy, że matki, które mają co najmniej dwoje dzieci, będą przez całe życie zwolnione z podatku dochodowego”. Narracja Orbána nie zostawia wątpliwości: wszystko, co robi premier Węgier, robi dla rodaków.
Część wyborców Fideszu pozostaje odporna na kompromitujące dla rządu doniesienia. „Korupcja? Wszędzie jest korupcja, w całej Europie, w Ukrainie” – mówi OKO.press po wiecu w Debreczynie wyborczyni Fideszu, która nie chce podać imienia i nazwiska. Jej zdaniem korupcja w kręgach Orbána służy przejmowaniu środków publicznych na rzecz dobra „cichej większości”, które w przeciwnym razie zostałyby rozkradzione przez zglobalizowane, uległe Brukseli pseudoelity. Czyli korupcja Orbána służy zwykłym ludziom.
Jej zdaniem Viktor Orbán to polityk, który w sprawowaniu władzy kieruje się jedynie miłością do ojczyzny. Skutecznie chronił Węgry przed podwyżkami cen energii, dzięki temu, że stawiał na rosyjski gaz. Nie razi ją też w żaden sposób antyukraińskość kampanii Orbána. To, że Ukraińcy mierzą się z brutalną, rosyjską wojną, kwituje prostym: to ich wojna, a nie nasza.
Zwolenniczka Orbána przyznaje też, że w swoim otoczeniu widzi malejące poparcie dla premiera. Ale jej zdaniem „cicha większość” jest wciąż po prawej, a nie po lewej stronie.
Czy ostentacyjna współpraca z Putinem nie przeszkadza wyborcom Fideszu? Młodzi zwolennicy Tiszy mówili wcześniej OKO.press, że ich to zaskakuje, bo przecież Orbán zaczynał polityczną karierę, domagając się wyprowadzenia wojsk radzieckich z Węgier w 1989 roku.
W Debreczynie usłyszałyśmy, że Węgrzy muszą się z Rosjanami przyjaźnić, bo Rosja to potężny i niebezpieczny kraj. „Lepiej mieć w Rosji przyjaciela niż wroga. Trzy razy z nimi przegraliśmy”.
Gdy węgierska i zachodnia opinia publiczna niemal co dzień słyszy ujawniane przez niezależne media nagrania węgierskich rządzących dogadujących się z Rosją, Orbán przekonuje, że tajni agenci krążą po Węgrzech, a zagraniczne służby specjalne próbują wygrać wybory. „To niedopuszczalne. Ręce precz od Węgier!” – krzyczy z debreczyńskiej sceny.
„Doszło do tego, że Péter Szijjártó nie może nawet zadzwonić do własnej mamy, żeby nie podsłuchiwano jego rozmowy” – mówił Orbán, nie wprost nawiązując do ujawnionych w środę 8 kwietnia nagrań szefa węgierskiej dyplomacji Pétera Szijjártó, z których wynika, że Szijjártó na bieżąco informował szefa rosyjskiej dyplomacji Siergieja Ławrowa o rozmowach Rady Europejskiej w Brukseli.
„W tych wyborach chodzi o naszą przyszłość. Większość młodych Węgrów planuje wyjechać za granicę. Jeśli uda nam się zmienić rząd, prawdopodobnie mniej młodych opuści Węgry” – mówiła OKO.press w Debreczynie 19-letnia wyborczyni Tiszy.
Mobilizacja młodych może być kluczowa dla tych wyborów, dlatego jedni i drudzy o tę grupę walczą. Jak wynika z sondażu pracowni Medián z marca 2026, ponad trzy czwarte osób poniżej 30. roku życia zamierza głosować na Tiszę, a na Fidesz tylko 10 proc. W grupie osób w wieku od 30 do 40 lat poparcie dla Tiszy wynosi 63 proc., a dla Fideszu tylko 17 proc.. Fidesz utrzymuje przewagę wśród osób w wieku 64 lat i starszych – prawie połowa z nich popiera partię rządzącą, podczas gdy 29 proc. preferuje Tiszę. Ale to grupa mniej liczna.
Dlatego Orbán zwraca się do młodych, przypominając, ile dla nich zrobił:
„Nie ma w Europie kraju, w którym młody człowiek mógłby dziś tak tanio i łatwo zdobyć pierwsze mieszkanie, jak na Węgrzech dzięki gwarantowanym kredytowi o stałym oprocentowaniu 3 procent”.
Podkreśla, że pracujące osoby poniżej 25. roku życia nie płacą podatku dochodowego. Podobnie jak kobiety przed trzydziestką, jeśli urodziły dziecko. Jeszcze kilka dni temu Orbán mówił, że młodzi powinni być za to wdzięczni jego rządowi. Nawet wykrzyczał to na jednym z wieców do obecnych tam młodych zwolenników Tiszy. Zresztą, młodzi przeciwnicy partii rządzącej również w Debreczynie raz po raz wykrzykiwali w stronę sceny: „Brudny Fides!” i "Ruscy do domu!”
Orbán nieco zmienił ton: „Proponuję wam, drodzy młodzi ludzie, abyście nie zapomnieli podziękować za to starszym, nie rządowi, ale starszym. Bo to wszystko opiera się na ich pracy, aby wam było łatwiej niż im”.
Dwa dni przed końcem kampanii największy bój toczy się o frekwencję. Im będzie wyższa, tym większe szanse ma opozycyjna Tisza. Obie formacje skupiają się zatem na mobilizowaniu swoich wyborców.
To, że frekwencja będzie wyższa niż w poprzednich wyborach (69,59 proc.), jest niemal pewne. Nawet analitycy rządzącego Fideszu przyznają, że zagłosuje co najmniej 75 proc. uprawnionych. Jednak ze względu na ordynację wyborczą i oparcie systemu o jednomandatowe okręgi, utrata nawet pojedynczych głosów może diametralnie zmienić ostateczny wynik.
Słyszałyśmy od Petera Magyara, że każdy głos się liczy i prośby, by jego zwolennicy namawiali do głosowania znajomych i sąsiadów. Orbán mówi niemal to samo, ale w swoim stylu:
„Są kraje, w których mówi się to nieco sarkastycznie, że ludzie bardziej wierzą sąsiadowi niż politykowi. Jest w tym ziarno prawdy. Możemy zebrać trzy miliony głosów tylko wtedy, gdy porozmawiacie ze swoimi sąsiadami, porozmawiacie z członkami swoich rodzin, ze swoimi współpracownikami i przekonacie ich, że w tych trudnych czasach tylko Fidesz jest pewnym wyborem”.
Premier kilkukrotnie powtarzał liczbę trzy miliony. Dlaczego? Właśnie ponad trzy miliony osób zagłosowały w 2022 roku na listę Fideszu. Jednak powtórka tego wyniku jest tym razem mało prawdopodobna. Jeśli nawet Fidesz zwycięży, to raczej przy niższym poparciu.
W tym też nie ma przypadku. Może się okazać, że to ich głosy zdecydują o wyniku wyborów. Takich wyborców jest około 550 tysięcy — to węgierska diaspora zamieszkująca poza granicami kraju, która może głosować korespondencyjnie i w poprzednich wyborach w ogromnej większości głosowała na Fidesz, oraz osoby, które w dzień wyborów przebywają za granicą i zarejestrowały się do głosowania w ambasadach lub konsulatach. Takich osób jest niemal 91 tysięcy. Oni też „potrzebują rządu o silnym poczuciu narodowości, silnego i zaangażowanego” – przekonywał Orbán.
Bez większości konstytucyjnej niezwykle trudno będzie dokonać zmian w zabetonowanym przez Orbána systemie. Część sondaży, m.in. pracownia Medián, wskazuje, że są na to niewielkie, ale jednak, szanse.
„Nie chcemy nieograniczonej władzy, ale pragniemy odbudować system kontroli i równowagi, uchwalić nową ordynację wyborczą oraz zapisać w Konstytucji, że kadencja premiera musi być ograniczona do dwóch kadencji. Wszystko po to, abyśmy mogli szybciej pozbyć się marionetek Fideszu, które utrzymują przy władzy ten skorumpowany i nieludzki system” – mówił Peter Magyar, lider TISZY i główny konkurent wyborczy Viktora Orbána w wywiadzie z węgierskim portalem 24.hu 6 kwietnia 2026.
Dziennikarka polityczna OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!“, a w OKO.press podcast „Program Polityczny”.
Dziennikarka polityczna OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!“, a w OKO.press podcast „Program Polityczny”.
Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.
Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.
Komentarze